<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Przyjaciele - ich okiem i piórem "2"

  • Konstanty Kostka
  • Pierwsi Partyzanci
  • O Lucynie Stankiewicz …
  • Godzina W - AD 2008
  • Kowno i Wileńszczyzna na pocztówkach
  • Olgierd Stankiewicz - Wspomnienia
  • Lot do Wilna
  • A jednak wszystko jest możliwe ...
  • Komorów na mapach cz. 1
  • Komorów na mapach cz. 2
  • Jenike, Starzyński, Puzio
  • Dwanaście złotych pszczół
  • Kresowy życiorys
  • Bożena Dobaczewska - "Przeszłość" ...
  • Henryk Radziszewski
  • Bohater z Marcinkaniec koło Grodna – ppor. Piotr Juralewicz
  • Moje narodziny - wiersze Joanny Piwońskiej
  • Nowogródczyzna - wspomnienia z AK - Olgierd Stankiewicz
  • Tragiczny los Gołogór
  • Rutkowski Tadeusz
  • Zdzisław Małaczyński
  • Wspomnienia Janusza Mischke o ojcu
  • Janina Ziarko - wiersze
  • Wspomnienia Karola Skury - uczestnika bitwy pod Monte Cassino
  • Uwagi dotyczące hasła Skalski herbu Szeliga w książce Wiktora Wittiga - Nieznana szlachta polska
  • Jan Szczepański - Wieś Radzice w okresie okupacji hitlerowskiej
  • Przeżyłam Kazachstan
  • Moja ciocia z Ravensbrück
  • Błagowieszczanka
  • Wspomnienia o moim dziadku Alfredzie Hamburgerze
  • Skawińscy herbu Rawicz
  • Historia budowy szkoły w Szyszkowie w latach 1937-1938
  • Historia budowy szkoły w Szyszkowie w latach 1937-1938

  • Wspomnienia Janusza Mischke o ojcu

    MISCHKE Wincenty (1894-1969) pułkownik WP, partyzant AK (rodzice: Adolf Mischke i Walentyna Maciejewska )

     

    Ojciec mój urodził się 20 stycznia roku 1894 we wsi Mylin koło Chrzypska Wielkiego (pow. Międzychód). Rodzicami byli Adolf Mischke, który przywędrował, wraz z bratem w poznańskie skądś z Pomorza, z zawodu był krawcem i Walentyna z domu Maciejewska, mieszkanka wsi Mylin. Mieli siedmioro dzieci. Adolf Mischke zmarł, gdy Wincenty miał 6 lat.
    Nawiasem mówiąc, to od krewnych nadal mieszkających w Mylinie dowiedziałem się, że brat dziadka Adolfa osiadł kilka wsi dalej, ale co się stało z nim i z ewentualnym jego potomstwem, nikt już nie wiedział.
    Babcia posiadała dom (do dziś istniejący i będący w posiadaniu siostry ojca i jej męża Zandeckiego, a obecnie będący w rękach Tadeusza (siostrzeńca mego ojca) i jego żony Gabrieli (zwanej „Gabrysią”).
    Ojciec mój miał sześć sióstr i jednego brata pogrobowca dziadka. Ten brat urodził się w coś w za długi czas po śmierci męża babki i jak wieść gminna niosła był raczej synem miejscowego nauczyciela. Brat ten zresztą przybrał nazwisko swej matki i nazywał się Maciejewski. Mieszkał w Poznaniu i na pogrzebie siostry ojca, a matki Tadeusza Zandeckiego, poznałem go. Później doszła mnie wieść, że skończył samobójstwem. Miał dzieci, ale ich nie poznałem nigdy.
    W tej chwili nie podam imion sióstr ojca. Pamiętam, że najmłodsza z nich Monika, z męża Jaskuła, matka Andrzeja Jaskuły, mieszkała w Pniewach przy ul. Lampego, a na sąsiedniej ulicy mieszkali - Teresa, siostra Andrzeja Jaskuły, z mężem Arkadiuszem. Ten ostatni, w czasach „dawnych”, był pierwszym sekretarzem PZPR w Pniewach, a poza tym całkiem porządnym człowiekiem dbającym o Pniewy jak o swój własny dom.  Teresa prowadziła sklep mięsny w Pniewach. Mieli dwoje dzieci. Swego czasu, gdy ich odwiedziłem, zostałem zaproszony do startu w drużynie PZPR Pniewy w zawodach strzeleckich i zajęliśmy z Arkadiuszem pierwsze miejsce wśród 6 drużyn miejscowych. Ciocia Monika miała zdecydowanie własne zdanie o I-szym sekretarzu PZPR Pniewy. Zabawne było, że gdy szliśmy spacerkiem po mieście i z ciocią Moniką wchodziliśmy na modlitwę do kościoła, to Arkadiusz udawał, że nie idzie z nami i wędrował o jedną przecznicę dalej.
     Ojciec uczęszczał do szkoły w Mylinie (stoi budynek do dziś). Będąc w klasie 6- tej zainicjował strajk szkolny z powodu wycofania przez Niemców języka polskiego ze szkół (te sama akcja i w tym samym czasie jak we Wrześni). Za przywództwo w strajku został wydalony ze szkoły, matka musiała zapłacić „sztraf” (karę), a dopiero po 1,5 roku pozwolono ojcu znów przystąpić do nauki szkolnej w szkole handlowej we Wronkach, a gdy tylko ją skoczył (podstawową) pozwolono mu na uczestnictwo na kursach przygotowujących do matury. Ale  wkrótce wybuchła wojna i już w roku 1914 został wcielony do armii niemieckiej.
     Czegóż to poznaniacy nie robili, aby uniknąć frontu i walki „za Rzeszę niemiecką”. Jednym ze sposobów było „chorowanie na czerwonkę” poprzez dodawanie nieco własnej krwi do stolca. Dość długo to Ojcu się udawało, aż w końcu był zmuszony wyzdrowieć i szukać innych sposobów przedłużenia unikania frontu. Jako że jego ojciec był krawcem obszywającym sąsiednie dwory i plebanie, to nic dziwnego, że przy ojcu nauczył się krawiectwa, a był w tym tak dobry, że w czasach wielkiej biedy naszej rodziny, w latach pięćdziesiątych, doskonale wykonywał dla mnie rozmaite przeróbki ze swoich ubrań, nie zapominając nawet o wszywaniu znaków firmowych przedwojennych warszawskich firm wykonujących ubiory dla wojskowych. Do dziś pamiętam kurtkę ułańską, którą z dumą nosiłem w porze zimowej. Niemcy potrzebowali krawców w swoich warsztatach wojskowych. Ojciec wykorzystał swe umiejętności krawieckie i udało mu się jakiś czas unikać frontu - zatrudniony został w niemieckich wojskowych warsztatach jako krawiec. Lecz i to się skończyło i Ojciec unikając najgorszego zgłosił się na kurs karabinów maszynowych, które wtedy wchodziły na uzbrojenie armii niemieckiej. W czasie tego szkolenia, w czasie jakiejś inspekcji, inspektor pułkownik niemiecki, kazał Ojcu wystąpić z szeregu, bo coś tam nie było w porządku w umundurowaniu. Na pytanie o nazwisko Ojciec odkrzyknął „Mischke herr ober!”. A ten „Was?”. Znów padło Ojca: „Mischke herr ober!” i znów tamtego: „Was?”. I tak wreszcie doszli do tego, że obaj są „Mischke”. Błąd w umundurowaniu poszedł precz, ale po kilku zadaniach, gdy „Herr Mischke” dowiedział się, że strzelec „Mischke” jest Polakiem zaprzestał indagacji i pozostawił Ojca w spokoju.
    Szkolenie się skończyło i jako dowódca drużyny karabinów maszynowych został zapakowany w eszelony i wywieziony do walki na front francuski. Wspominał, że „Niemkinie (tak je nazywał) całą drogę fetowały wojska jadące na front, ich entuzjazm przechodził wszelkie wyobrażenia” i że nigdy w życiu nie zjadł tyle czekolady jak wtedy, w drodze na front. W Mylinie, u Zandeckich, jest przechowywana karta pocztowa z fotografią ojca i jego drużyny z dość ciekawą wiadomością skierowaną do matki: „Mamo, to moja drużyna, a ten z prawej to Polak, ale taki łajdak, że wstyd mi się przyznawać, że też jestem Polakiem”.
     Gdy dotarli na front francuski rozprowadzający oficer niemiecki, a działo się to w nocy, doprowadził drużynę Ojca do jakiejś pozycji w zupełnie pustych okopach i powiedział, że tam to są nasi (Niemcy), a tam wrogowie (Francuzi i Amerykanie) i poszedł sobie.
     Że to noc jest do spania, to cala drużyna zasnęła snem sprawiedliwego. A nad ranem... Nad ranem, o szarówce, nadjechał samochód z oficerami niemieckimi. Stanął w oddaleniu, za laskiem. Kilku oficerów i ich szofer podeszło do śpiących drużynników Ojca. Pobudka była wrzaskliwa z zapisaniem nazwiska ojca, jako dowódcy, z obietnica postawienie go pod sąd polowy. I tu, na szczęście Ojca, a na nieszczęście niemieckich oficerów, zapytali Ojca, gdzie są pozycje niemieckie. Ojciec tego nie wiedział, bo po mocnym śnie już nic nie pamiętał z tego, co w nocy mówił rozprowadzający oficer, a że bał się do tego przyznać, to wskazał pierwszy lepszy kierunek i cała ekipa wraz z szoferem poszła we wskazanym kierunku. Po kilkudziesięciu metrach ich marszu, nagle, z okopów wychynęły hełmy korowe (takie nosili Amerykanie) i „hende hoch” i Niemiaszki poszli „w plen”. Co było robić? Drużyna postanowiła zwiać z „wysuniętej placówki”. I tak się stało. Po dłuższym czasie, gdzieś w Belgii, zgłosili się jako zagubieni w czasie transportu i poszukujący swej jednostki. Jednostkę im znaleźli i znów poszli na front. Siedzieli w okopach i nic się nie działo oprócz strzelania z okopu do okopu. We grudniu 1918 Ojciec roku dostał kilka dni urlopu i doszło wtedy do gwałtownej zmiany sytuacji.
     Przyszło Boże Narodzenie i gdy Ojciec dojechał do Poznania, to na dworzec w Poznaniu przybył Paderewski i rozpoczęło się powstanie. Ojciec natychmiast wstąpił ochotniczo do powstających oddziałów powstańców wielkopolskich i już do wojska niemieckiego nie wrócił. Od 27 grudnia  bierze udział w walkach z Niemcami, początkowo na ulicach Poznania, a od stycznia 1919 roku został oddelegowany do tworzenia oddziałów w swoich rodzinnych stronach. Na czele oddziału powstańczego, przez siebie zorganizowanego, wyrusza na front pod Międzychód – Zbąszyń i walczy tam do końca działań wojennych z Niemcami.
    Jeden z bojów jego oddziału został podobno upamiętniony kamieniem w okolicy Kwilicza, ale ja sam nie mogłem tego miejsca znaleźć (jest gdzieś w lasach, w okolicach Kwilicza, jak mi mówiono).
    Powstanie zwyciężyło. Powstały wojska wielkopolskie i Ojciec rozpoczął służbę w 56 pułku poznańskim, z którym to pułkiem został skierowany na front wschodni.  
    Dotarł z pułkiem do Kijowa. W odwrocie, dnia 1 lipca, został ranny, gdzieś pod Janowem. Ewakuowany z frontu do szpitala w Grudziądzu i w Poznaniu i tam przebywał na leczeniu 2 lata. Jako pozostałość po ranie i leczeniu miał do końca życia sztywne palce i nadgarstek u ręki lewej.
    Za walki w czasie odwrotu spod Kijowa został Ojciec odznaczony Krzyżem „Virtuti Militari” V klasy.
    Czas pobytu w szpitalach wykorzystał na naukę i w roku 1922 uzyskał świadectwo dojrzałości (matura). Po ukończeniu leczenia wrócił do macierzystego pułku, w którym służył do 1926 roku. W maju 1926 roku, w stopniu porucznika, jako adiutant 56 pułku wielkopolskiego, brał udział w wypadkach majowych po stronie prezydenta Wojciechowskiego w zgrupowaniu Roli – Żymierskiego. Po dojściu do władzy „sanacji” zostaje odkomenderowany do 9 pułku piechoty (legionów) w Zamościu i tam 11 lat czeka na następny awans oficerski (kapitana).
    W roku 1931 r. zostaje przeniesiony do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów – Komorowo Maz. i tam pełni różne funkcje oficerskie do wybuchu wojny 1939r. (wykładowca, instruktor, wychowawca kursu, od 19.03.1939 już w stopniu majora).
    Z opowiadań wychowanków Ojca, którzy odwiedzali go, (a później, po śmierci Ojca i mnie samego kilkakrotnie odwiedzali zawracając się do mnie  per „panie majorze”, co musiałem nieustannie korygować), wynikało, że Ojciec był wielce szanowny jako ich dowódca, a mało tego – można powiedzieć, że  darzony był przez nich większym uczuciem niż zwykły szacunek. Jednym z epizodów o tym świadczącym był taki: dla kompanii podchorążych, dowodzonej przez Ojca, nadchodził termin zawodów strzeleckich, który były traktowane jako jeden z egzaminów. Wychowankowie jednogłośnie postanowili sprawić niespodziankę swemu dowódcy i wygrać te zawody. Potajemnie, nie informując Ojca, przygotowywali się organizując sobie dodatkowe konspiracyjne strzelania w sąsiednich strzelnicach. Zawody wygrali. I w ogólnym entuzjazmie, po zawodach, odnieśli swego dowódcę na swych barkach aż do koszar.
    Przychodzi 1 wrzesień 1939 r
    Przed 1 września Ojciec staje na przyczółku mostowym nad Wartą pod Wieluniem i we wsi Glinno dowodząc 4 Samodzielnym Batalionem Strzelców przydzielonym do Kresowej Brygady Kawalerii (z internetowej strony o Kresowej Brygadzie Kawalerii Dowódca brygady - płk. Stefan Hanka–Kulesza. 4. Batalion strzelców - dowódca batalionu - mjr Wincenty Mischke. Kwatermistrz - adiutant - por. Piotr Paweł Linka)
     Za walki na tym odcinku został major Wincenty Mischke odznaczony krzyżem Virtuti Militari IV klasy. (patrz pamiętniki gen Rómmla „Za honor i ojczyznę” str. 383, Krzyż został zatwierdzony i przyznany przez władze PRL)), a żołnierzom jego jednostki przyznano 5 krzyży Virtuti Militari V klasy. Po wycofaniu się z linii obronnych batalion (zdziesiątkowany) dołączył do 28 pułku piechoty. Szlak bojowy majora Wincentego Mischke ciągnął się od Wielunia poprzez Warszawę, Brześć, Włodawę do Biłgoraja, gdzie 24 września dostał się do niewoli niemieckiej.
     Ale zanim dostał się do niewoli niemieckiej, to walczył w okolicach Biłgoraja i relację z tych walk mam od śp. p. Gawryluka, mieszkańca Sulejówka. Ojciec bardzo mało wspominał swoje dzieje i mnie, swemu synowi, to tylko wspomniał, że w ostatnich dniach września udało mu się spalić klika czołgów niemieckich i patrzeć jak „wiali przed Polakami”.
     W czasie pogrzebu Ojca podszedł do mnie jakiś nieznany mi starszy pan i poprosił o chwilę rozmowy. Naturalnie, zgodziłem się. Przedstawił mi się jako znajomy mego Ojca z ostatnich dni przez dostaniem się do niewoli niemieckiej i poprosił o osobne spotkanie ze mną, gdyż bardzo pragnie przekazać synowi pułkownika Mischke relacje ze swego spotkania z ówczesnym majorem Mischke w ostatnich dniach września 1939. Umówiliśmy się, że pan Gawryluk wpadnie do mnie do pracy w dniu, gdy będę pełnił w szpitalu tzw. „tępy dyżur”. I tak się stało. Przesiedzieliśmy nad kawą kilka godzin, a pan Gawryluk opowiadał. Na wstępie powiedział, że musi mi tę relację koniecznie przekazać, bo w warunkach września 39 r, w ogólonym rozgardiaszu i nieładzie, zachowanie mego Ojca i jego żołnierzy było tak niebywałe, że on jest do chwili obecnej pod wrażeniem spotkania w warunkach polowych z mym Ojcem.
     Oto p. Gawryluk był dowódcą kompanii łączności w dywizji (nazwy jej nie pamiętam w tej chwili, jak i nazwiska dowódcy) i uczestniczył w walkach pod Biłgorajem. W dniu, którego relacja dotyczy, w dywizji było więcej rannych niż zdrowych żołnierzy i amunicja się już skończyła. Dowódca dywizji, przed południem tego dnia, podjął pertraktację z Niemcami z sprawie zaprzestania walk. Żołnierzom wypłacano pieniądze z kasy pułkowej, broń zakopywano, cześć żołnierzy rozpuszczono po cichu do domów. I wtedy padło w sztabie dywizji pytanie o to, gdzie jest major Mischke ze swym oddziałem. Wiadomo było, że szedł w ariergardzie dywizji, ale gdzie jest o porze wieczornej tego dnia, nikt nie wiedział. Nawet jakiś, nieżyczliwy stwierdził, że - „nazwisko „Mischke”, to może przeszedł do Niemców?”. Postanowiono wysłać oficera łącznikowego w poszukiwaniu oddziału majora Mischke i wybór padł na por. Gawryluka. Ten poprosił o dodanie mu jakiegoś oficera znającego miejscowe tereny. Dodano Hawrylukowi jakiegoś podporucznika i wyszli na poszukiwania. Nastała noc. Z kierunku, gdzie spodziewano się obecności oddziału mego Ojca, jeszcze przed zmrokiem, dolatywała palba i to dość gwałtowna, lecz ze zmrokiem wszystko ucichło. Szli w kierunku słyszanych wcześniej odgłosów walki. Szli dość szerokim duktem leśnym. Gdzieś około 2 - giej w nocy zatrzymał ich rozkaz – „Stać! Jeden podejść do rozpoznania!”.  Gawryluk podszedł. Okazało się, że był to patrol, czujka czołowa oddziału majora Mischke. Kilkaset metrów za czujką szedł odział z oficerami na przedzie, w idealnej kolumnie marszowej, wszyscy w pełnym oprzyrządowaniu i uzbrojeniu, z czujkami idącymi po bokach oddziału i oddziałkiem zabezpieczenia tyłowego. Wszyscy pod bronią, działka ppanc w zaprzęgach, wszystko w idealnym porządku i z zachowaniem pełnej cichości marszu. Por. Gawryluk przekazał memu Ojcu rozkaz dowódcy dywizji szybkiego stawienia się z oddziałem w sztabie dywizji celem spełnienia warunków kapitulacji. Za kilka godzin stanęli przed generałem. Na pytanie generała – „Majorze Mischke, co z wami się działo?” Ojciec złożył meldunek: - „Panie generale, udało się Niemcom na koniec dać w d…”.
     A w szczegółach to wyglądało tak.
     Oddział Ojca miał zabezpieczać odwrót dywizji i miał na uzbrojeniu kilka działek ppanc. Zatrzymał się przed wieczorem w jakiejś wsi (pamiętam, że w latach pięćdziesiątych odwiedzili Ojca mieszkańcy tej wsi i coś długo, do późnej nocy, rozprawiali zapraszając Ojca do siebie). Na zachód od wioski płynęła mała rzeczka i rósł za nią lasek. Za laskiem była przestrzeń ograniczona w pewnej odległości wzgórkiem. Ojciec rozkazał przejść rzeczkę i ulokować się skrycie w lasku za rzeczką. Jak mi wyjaśniał, to z tego powodu, iż był pewnym, że Niemcy nie będą się spodziewali oporu polskiego przed rzeczką. I tak się stało. Czołgi niemieckie pojawiły się na wzgórzu przed laskiem i gdy zjechały spory szmat drogi, ze wzgórza pod lasek, dostały celny ostrzał z działek przeciwpancernych. Kilka z nich stanęło w ogniu. Reszta czołgów zawróciła i skryła się za wzgórzem. Ojciec rozkazał zaprzodkować działa (zaprzęgi były u nas konne) i popędzili nasi na wzgórze za Niemcami. Lecz już ich nie było widać. Ojciec zarządził odwrót i w tym odwrocie napotkał por. Gawryluka.
     Ponieważ kasa pułkowa już była rozdana wśród żołnierzy, cześć żołnierzy rozpuszczona do domów, a oddziału (miejscowi, z lubelskiego) por. Gawryluka już nie było, to por. Gawryluk przekazał otrzymane pieniądze memu Ojcu dla jego żołnierzy.   Nastąpiło składanie broni i niewola.
     Następnie, w kolumnie jenieckiej, pod nadzorem kilku Niemców, szli Polacy kilka godzin. W jakiejś miejscowości, na ostrym zakręcie, ujrzał Ojciec piekarnię. Jak Niemiec był odwrócony plecami Ojciec skoczył w bok, do piekarni. A tam okazało się, że nie był pierwszym. W piecu płonęły mundury, ze wsi znoszono ubrania cywilne, żołnierze przebierali się i...  w las. Szedł Ojciec wiele dni zmierzając do granicy z Słowacją z zamiarem przedostania się na Węgry. We wsiach przebierał się w lepiej dobrane ubrania. Na jakimś pobojowisku znalazł rower i dalej jechał na nim. Nie udało się Ojcu przejść na Węgry. Zawrócił  i skierował się do Warszawy. Trafił do Warszawy już po jej kapitulacji. Nawiązał kontakty ze swymi kolegami z wojska i przystąpił do organizacji Muszkieterów. Następnie postanowił pojechać na „zdobytym” rowerze do Ostrowi-Komorowa Mazowieckiego w poszukiwaniu nas, tj swej żony i syna.
     Miałem w chwili wybuchu wojny 3,5 roku. Mieszkaliśmy w domach wojskowych na terenie Szkoły  Podchorążych Piechoty w Ostrów Komorowo Mazowiecka – Ojciec, Mama, mama mojej Mamy - Helena Pikunas i ja. Pamiętam nalot bombowy niemiecki na koszary. Uciekliśmy do parku, gdzie były wykopane głębokie rowy. Pamiętam zbliżający się do nas obłok dymu i Mamę gorączkowo próbującej zakładać mi maskę przeciwgazową i głos żołnierza skrywającego się obok – „To nie gaz, to pył od wybuchu”. Dalej tylko jakieś niewyraźne scenki wśród których została scenka noclegu na słomie z wyczesywaniem wszy z moich włosów i płaczem Matki. Jak Niemcy się zbliżali uciekaliśmy na wschód, jak ruszyli Rosjanie, bolszewiccy barbarzyńcy, uciekaliśmy na zachód pod „bardziej cywilizowanego” Niemca. I pamiętam scenkę naszego powrotu do mieszkania w Komorowie. Mieszkanie zamknięte. Drzwi otwiera korpulentny, niskiego wzrostu Niemiec, a  może i nie Niemiec - mówi po polsku. Pozwala Mamie zabrać z mieszkania co jeszcze jest jej i oddalić się gdzie chce. My byliśmy wypędzeni z własnego mieszkania z niczym – nas wypędzono, a nie Erikę Steinbach.
          I tak z niewielkim dobytkiem, pozbieranym od okolicznych mieszkańców, udajemy się do Rembertowa, gdzie mieszkała ciocia mej Mamy. Mieszkanie to było  opuszczone, bo ciocię ogarnęli Moskale w czasie jej pobytu u swej matki na Kresach. W drodze do Rembertowa, gdzieś między Małkinią a Wołominem, jak dziś jeszcze to widzę, rowerzysta zatrzymuje się i woła: „Irena!”. To był mój Ojciec, który ruszył rowerem z Warszawy  i jechał do Ostrów-Komorowa w poszukiwaniu swej żony i syna.
     Umówił się z Mamą na spotkanie w mieszkaniu w Rembertowie i wrócił, znów na rowerze, do Warszawy.
     W Rembertowie, nadzorujący budynek pan Brodala (do dziś pamiętam to nazwisko) poznawszy Mamę wpuścił nas do mieszkania. Tam, po jakimś czasie, znalazła nas siostra mej mamy Karolina (pełniła, przed i w czasie wojny, służbę wojskową jako juzistka tj telegrafistka wojskowa) i zamieszkała razem z nami.
     Po jakimś czasie, gdy z ciocią Karoliną wróciłem ze spaceru, trafiliśmy na jakiś wyraźny niepokój w domu. Po chwili spod łózka wygramolił się mój Ojciec, a Mama skomentowała: „Januszku, to twój wujek Witek i tak masz go nazywać”. I tak całą okupację mój Ojciec był dla mnie wujkiem. I choćby mnie zarzynano – wujek Witek i koniec.                
            Niezbyt dobrze pamiętam pobyt w Rembertowie, choć niektóre scenki utrwaliły się dość dobrze. W każdym razie Boże Narodzenie 39 roku przebiegło nam w Rembertowie  z Mamą, babcią Heleną i ciocią Karoliną. Czy Ojciec (wujek Witek) dojechał do nas na święta już nie pamiętam, ale chyba tak, bo przypominam sobie jak wręczał mi prezent „choinkowy” wraz z mym ojcem chrzestnym dr. Bemem (lekarzem wojskowym, który odbierał mnie w czasie porodu w Szpitalu Dzieciaka Jezus w Warszawie). I co ciekawe pamiętam tytuł książki-prezentu - „Miś i Chocha”. Książka dawno zginęła i próby odszukania jej tekstu zawsze mnie zawodziły. I jeszcze jeden epizod mam przed oczami i to wyraźny. Oto w pobliżu domu w którym mieszkaliśmy był duży plac i na tym placu rozliczne chłopaczyska oprawiały rozliczne zabawy. I raz padła propozycja stoczenia wojny. I oto kilkunastu starszych chłopaków zadeklarowało, że będą Niemcami, a ja, z jednym tylko chłopcem, niewiele starszym ode mnie, mieliśmy być wojskiem polskim.  Armie stanęły po przeciwnych stronach placu i rozpoczęły do siebie ogień kamieniami. Ja rzucałem kamienie gdzieś najwyżej do połowy placu, więc zacząłem je zbierać i dawać koledze, bo ten rzucał dalej. Wokół nas spadały kamienie i cud, że żaden z nich nas nie trafił. W beznadziejnej sytuacji wojennej daliśmy z kolegą „nogę” i uciekliśmy do domu.
     Ale wrócę do mego Ojca. Co jakiś czas pojawiał się w Rembertowie. Co robił wtedy nie mogłem wiedzieć. Byłem małym chłopcem i nie wtajemniczano mnie w konspiracyjne prace Ojca. O tym dowiedziałem się znacznie później od Mamy, znajomych i nieco od Ojca, który, chyba przez nawyk konspiracyjny, przez wiele lat niewiele opowiadał o sobie.
          Tak więc do Warszawy doszedł na przełomie października i listopada. Natychmiast nawiązał kontakty ze swymi znajomymi oficerami WP i założyli konspiracyjną organizację „Muszkieterzy”, w której Ojciec pełnił funkcje szefa wywiadu na Niemcy (język niemiecki znał doskonale od dziecka, bo musiał chodzić do szkoły, w której obowiązywał język niemiecki). Z tego czasu dochowały się w  ukryciu niektóre dokumenty lecz ich już nie mam, bo przekazałem je w latach 80-tych panu Petrykowskiemu, wychowankowi mego Ojca ze Szkoły Podchorążych w Ostrowi-Komorowie Maz.,      również członkowi „Muszkieterów” i wtyczce tej organizacji w policji granatowej.
     I tu mała dygresja. Odwiedzaliśmy z żoną znajomych z Piotrkowa Tryb. pp. Maciejczyków w ich domku letniskowym w Kurnędzu (nad Pilicą) pod Piotrkowem. Znalazł się tam pewien pan, nieco rubaszny, ale niebywale zachowujący się elegancko wobec pań, który mieszkał, wraz ze swą żoną, panią profesor  Petrykowską z Uniwersytety Łódzkiego, w sąsiednim domku letniskowym. W rozmowie padło, że jest on wychowankiem Szkoły Podchorążych. Zapytałem go, o której to szkole mowa. Pan Petrykowski zakrzyknął: „Jako która? Oczywiście w Ostrowi-Komorowie Mazowieckiej!”. Na to ja: „A pamięta pan majora Mischke?”. Petrykowski: „Jako? Mam nie pamiętać mego ukochanego dowódcę?”. Ja mu na to: „Major Mischke, to mój Ojciec”. Pan Petrykowski zerwał się z miejsca: „To ty, ten mały Januszek, którego nosiłem na rękach?”. I tu zaczęły się opowieści o mym Ojcu. O tych zawodach strzeleckich wspomnianych poprzednio, o tym że ja nie lubiłem kaszy i nie mogli mnie podchorążacy nakarmić kaszką w kasynie, o tym jak ryczałem przy tej kaszce, o niebywałej konsekwencji i okazywanym szacunku w postępowaniu Ojca z wychowankami, o wstąpieniu do „Muszkieterów” z poręczenia mego Ojca, o przekazywaniu memu Ojcu meldunków z policji, o zwyczaju mego Ojca spluwania na buty gestapowców przy okazji zachodzenia ich od tyłu.
     Już pan Petrykowski nie żyje i pewnie nie dowiem się co stało się z dokumentami „Muszkieterów” , które mu przekazałem. Może coś na ten temat wie jego żona, która chyba jeszcze żyje, bo nie tak dawno coś na jej temat czytałem w prasie.  A jak pamiętam były to dokumenty dotyczące różnych spraw. Dwa z podpisem Grota-Roweckiego z użyciem jego pierwszego pseudonimu (jaki był ten pseudonim już nie pamiętam – chyba „Powała”). Jeden z nich był z rozkazem dla „Henryka” (jeden z pseudonimów mego Ojca) podporządkowania „Muszkietów”  rozkazom ZWZ.  Było kilka raportów pisanych maszynowo na bardzo cienkim papierze kierowanych do „Dzięcioła” (szef wywiadu ZWZ i AK) i przypuszczam, że były to kopie raportów składanych „Dzięciołowi” przez mego Ojca i przenoszonych na miejsca kontaktowe przez siostrę mej Mamy – Karolinę Pikunas, łączniczkę mego Ojca.  Było tam dość obszerne pismo „Dzięcioła” kierowane do inż. Witkowskiego (szefa „Muszkieterów i ich założyciela) odmawiające mu dostarczania środków finansowych na prace szpiegowskie, gdyż okazało się, (jak pisał „Dzięcioł”), że dane, jakie dostarczał Witkowski z jego źródeł wywiadowczych do KG AK, były drukowane w oficjalnej prasie  wojskowej niemieckiej i nie stanowiły żadnej tajemnicy wojskowej. Był obszerny dokument z konspiracyjnego zebrania Muszkieterów”, na którym Ojciec podjął próbę podporządkowania tej organizacji pod rozkazy ZWZ. Był maleńki raport (też na cieniutkiej bibułce, ale to już nie z działalności „Muszkieterów) o przyjęciu, w lasach pod Piotrkowem, samolotu z Anglii. Była też lista agentów „Muszkieterów” z powiatu Mińsk Maz. (tylko pseudonimy i skrótowo zakresy ich oprac konspiracyjnych).    
     Dość dygresji! Wracam do tematu. W Rembertowie zapadła decyzja zakupu mieszkania lub domu, gdzieś  na uboczu, bo tam dla Ojca (a w tym wypadku i dla nas, tj. mej Mamy, mej Babci Heleny Pikunas, mej cioci Karoliny Pikunas, no i mnie)     było niebezpiecznie. Ojciec, a wtedy mój wujek Witek, co jakiś czas nas odwiedzał i to musieli wiedzieć liczni ludzie, a donosiciele zawsze byli i będą. Przed wojną rodzice zadatkowali dom w Aninie (wtedy pod Warszawą) i postanowiono odnowić  sprawę. Ale okazało się, że właściciele tego domu nie mają się gdzie podziać i już nie mogą domu sprzedać. Jakoś się rozliczono z zadatku i dodając do niego ocalone przez mamę zasoby dolarowe (Ojciec polecił Mamie przed wojną zakup dolarów spodziewając się wojny z Niemcami, a Niemców znał dobrze) zaczęto myśleć o zakupie domu. Ciocia Karolina, przez jakieś znajomości, uzyskała wiadomość, że jakiś aptekarz zaczął budować dom dla swej matki i ta zmarła. Dom, co prawda niedokończony, był do sprzedaży. I tak została zakupiona „rodowa” posiadłość, wtedy w okolicy „gdzie diabeł mówi dobranoc”. Niby blisko od Warszawy, 3 km do stacji PKP, 3 km od szosy  Warszawa – Mińsk Maz., ale do stacji i do szosy żadnych dróg – błota i bezdroża. Tylko dla pieszych wąskie, błotniste  ścieżki i wyboiste drogi dla wozów konnych przez „laski, piaski i karaski” - jak to na Mazowszu. I w tej to rodowej posiadłości – Królewskie Brzeziny 15 (teraz gmina Halinów, a w tedy był powiat Gen. Gub. Okuniew ) siedzę i piszę te wspomnienia, jako że w wieku 75 lat ma się ciągoty do przeszłości; wcześniej o tym się nie myślało).
     Teraz Ojciec (wujek Witek) od czasu do czasu dojeżdżał do nas. Tu przez całą okupację Niemców nie widziano. Dojeżdżał konspiracyjnie – to wysiadał z pociągu w Sulejówku, to w Miłośnie, to w Halinowie i pieszo przeprawiał się do nas. To znów tramwajem dojeżdżał do pętli na Grochowie i stąd okazjami (wozy konne z targów) przeprawiał się do Konika Nowego i już tylko 3 km pieszo do domu.
     Teraz opowiem o kilku wydarzeniach jakie miały miejsce w Królewskich Brzezinach.
     Pamiętam jeden wieczór, gdy w kuchni siedziałem z Babcią na tapczaniku, a Mama szybkim krokiem przemierzała kuchnie od drzwi do drzwi chodząc po chodniczku, wyplecionym z kolorowych kawałków materiału i położonym w poprzek kuchni. W pewnej chwili niebywale głośno zaczęła rozpaczliwie krzyczeć. Znacznie później dowiedziałem się od Babci, że to był okrzyk rozpaczy Mamy, bo już nie było „co do garnka włożyć”.  
     Któregoś wieczora moja Babcia zauważyła, że w sąsiadującym z nami i opuszczonym domu, kręcą się chyłkiem jacyś ludzie. Skrycie, myśląc że to złodzieje, podeszła do oddzielającego posesje muru i podejrzała tych ludzi. Byli to Żydzi, a Niemcy wszędzie rozwieszali wiadomości, że za ukrywanie Żydów będą stosować karę śmierci. Dla Babci i Mamy, to ci ludzie byli zapewne głodnymi ludźmi, a trzeba było ukryć to, że znane jest nam miejsce ich ukrycia. Co wieczór Babcia podczołgiwała się pod mur i dość głośnym szeptem wolała: „Ludzie, żarcie wam przyniosłam” i  przerzucała przez mur koszyk, uwiązany na sznurku, z jakimś jadłem (wtedy już mieliśmy kozy, króliki, kury). Już pusty koszyk przerzucali tamci przez mur i przez jakiś czas sytuacja się powtarzała, aż któregoś dnia pojawili się granatowi policjanci i zabrali Żydów. Jeden z policjantów zagadnął Babcię, czy coś widziała (naturalnie – nic nie widziała i nic nie słyszała, bo mur gruby, a nasadzone przy nim winogrona wszystko zasłaniają) i klął strasznie, że musi robić wredną robotę, bo jakiś s..syn  złożył doniesienie o Żydach.
     Inne jeszcze wydarzenie, mogące być groźne dla naszego życia, miało  miejsce w naszym domu w Królewskich Brzezinach. Oto, któregoś ranka, Mama ruszyła do Miłosny w celu zakupienia kartkowego chleba. Nawiasem mówiąc, to był  to czarny, gliniasty produkt, który, kiedyś, wysłany z kartkami po niego, zjadłem po drodze z niebywałym smakiem, tak go wtedy brakowało. No, więc Mama wychodząc z furtki, zobaczyła przy drzwiach, usytuowanego naprzeciwko naszego domu, domu starszego i samotnego p. Kalinowskiego, dwóch mężczyzn. Podeszła do płotu i zawołała: „Co tam robicie? Staruszka chcecie okradać?”. Na to jeden z mężczyzn szeptem odpowiedział: „Chazjajka , nie kryczytie, my plenny”.  No, i co robić? Trzeba ich ukryć zanim ktoś ich zobaczy! Mama nieco znała rosyjski z dzieciństwa pod zaborem rosyjskim, Babcia znała ten język zupełnie dobrze. I tak Rosjanie trafili do naszego domu. Jeden z  nich, młodszy, dość szybko złapał kilka zwrotów, potrzebnych na co dzień,  po polsku i był fizycznie sprawny, tak że późnymi wieczorami rąbał drzewo w drewutni  i ten nadawał się do transportu na wschód, w kierunku nadciągających wojsk sowieckich. Nikt wtedy nie wiedział, że żołnierzy, którzy dostali się do niewoli niemieckiej i uciekając z niej dostawali się do swoich, NKWD po prostu rozstrzeliwało. Przebywał u nas od listopada 1942 roku do końca grudnia 1943. Drugi z nich , starszy, był tak chory, że ledwie się poruszał. Kilkakrotnie odwiedzał go lekarz z Miłosny (p. dr Lipka) w pełni zachowując w tajemnicy wiedzę o tych Rosjanach.
         Ojciec mój, poprzez kontakty konspiracyjne, uzyskał zgodę władz AK na dołączenie tego młodszego Rosjanina do ekipy akowskiej udającej się na wschód (a była mowa o dostarczeniu go w rejon Połtawy) na jakaś akcję bojową, a wyposażoną w podrobione dokumenty organizacji Todta mówiące, że jadą w celu budowania lotniska. Rosjanin również dostał takie dokumenty. I tu teraz doszło do niespodziewanych powikłań. Rosjanin ten, choć bardzo szybko zaczął jako tako rozmawiać po polsku i już podstawowe zwroty znał, ale ten akcent.... Zakładano, że w lasach, gdzieś na wschodzie, ten fatalny akcent jakoś może ujdzie i tam postanowiono go umieścić. Ale trzeba było go tam dowieść. I tak w eskorcie mojej cioci Karoliny ruszył do Warszawy, do konspiracyjnego mieszkania mego Ojca przy ulicy Asnyka 2. Miał przykazane milczenie przez cała drogę, pokazanie biletu kolejowego bileterowi bez żadnego słowa, miał iść za ciocią w niewielkim oddaleniu. I udało się. Lokalem konspiracyjnym Ojca był jeden pokój w wielopokojowym mieszkaniu, gdzie każdy z wielu pokoi był zamieszkany przez różne rodziny. Okazało się, że doszło do zwłoki z wyjazdem Akowców i jakoś Ojciec musiał przetrwać z Rosjaninem w tych warunkach dwa - trzy dni  unikając ciekawości sąsiadów, zawieszając koce na drzwiach wejściowych dla zagłuszenia dźwięków, skrycie donosząc jadło i skrycie wynosząc do ubikacji, to co z Rosjanina wychodziło. Wreszcie zapakowano Rosjanina do samochodu i z kilkoma Akowcami pojechał w kierunku ustalonej nowej kryjówki. Pod Małkinią zatrzymał ich partol niemiecki. I wszystko byłoby dobrze się skończyło, gdyby nie „teraz jest wojna, kto handluje, ten żyje”. Chłopcy, tak przy okazji, chcieli zarobić i do samochodu wsadzili towar na handel, bodajże była to skrzynka z sacharyną, która w Warszawie była dostępna, a na wschodzie jej cena była wysoka. Patrol niemiecki odkrył skrzynkę z towarem i nakazał im wracać do Warszawy i zameldować się w jednym z komisariatów. Widocznie podrobione „papiery” były tak doskonałe, że nie budziły żadnych zastrzeżeń. Nawiasem mówiąc, to dokumenty te, jak  też i inne, doskonałe podrabiał jeden z członków  organizacji Muszkieterów, który z moim Ojcem przeszedł do ZWZ i dalej je tam wyrabiał. Na tych, tak doskonale podrobionych dokumentach, jeździli po Europie, jako generałowie niemieccy, i Kazimierz Leski i inż. Witkowski. Ale wracając do wyprawy z Rosjaninem, to Akowcy wrócili do Warszawy, samochód dali do przeróbki w warsztacie, a Rosjanina puścili wolno. Jak on, słabo znający język polski, trafił na Asnyka 2 i to w chwili, gdy Ojciec wchodził do bramy, nikt nie wie. I znów Ojciec miał kilka dni utrapienia z ukrywaniem, karmieniem i skrytym wynoszeniem tego, co trzeba było wynieść. Za kilka dni trafił się transport na wschód i zabrano Rosjanina. Ojciec otrzymał meldunek, że tym razem dostarczono go do umówionego miejsca. Jak jego losy potoczyły się dalej nic mi nie wiadomo.
     Drugi z Rosjan, a miał na imię Mikołaj, polskiego języka do końca nie nauczył się. Przebywał u nas od listopada 1942 roku do maja 1943 roku. Wydobrzał gdzieś około Świąt Bożego Narodzenia. Ale wcześniej spotkała moją Mamę przygoda językowa z Mikołajem. Otóż któregoś dnia leżał on, jeszcze chory, w łóżku, a Mama zawieszała gęste story w oknach tego pokoju stojąc na przysuniętym stole. Mikołaj słabym głosem zawołał: „Chazjajka, ja chaczu isprażniatsa”. Mam zrozumiała, że Mikołaj chce się poprawić w łóżku, powiedziała: „Zaraz , zaraz, tylko powieszę zasłonę”. I stało się, bo „ja chaczu isprażniatsa” oznacza: „Chcę się wypróżnić”. Trzeba było Mikołaja wymyć, pościel i bieliznę wyprać. I tu znalazło potwierdzenie porzekadła, że języki obce trzeba znać. Dobrze Mikołaja zapamiętałem jak w czasie Wigilii siedział z nami przy stole i gdy dostał jakiś drobny upominek, to zapłakał  się strasznie. Pod wiosnę, pani Aniela, która pracowała u sąsiadów, pp „S”, vis a vis naszego domku i była ich domownicą” podeszła do mojej Mamy i powiedziała, że jej państwo dowiedzieli się od swych znajomych z Zamościa, że ci poznali w tym, niby bracie mojej Mamy a moim wujku, majora Mischke oraz, że usłyszała rozmowę swoich państwa, w której oni mówili, że podejrzewają p. Mischke, iż ukrywa jakichś ludzi. Zresztą p. Aniela Kołtunówna złożyła w dniu 9.02.1947 roku, pod przysięgą i na piśmie, oświadczenie o pobycie u nas tych dwóch Rosjan u proboszcza parafii Długa Kościelna, ks. Bogusława Kaniowskiego. Poświadczony odpis tego oświadczenia  pisanego w języku polskim i nieudolnie spisany w języku rosyjskim dochował się w domowym archiwum.   
     Trzeba było szybko Mikołaja ukryć i znów padła koncepcja wschodnia, w lasy białostockie. A już słychać było od wschodu głuche brzmienia wybuchających pocisków. Tym razem akcja poszła gładko i Ojciec dostał meldunek, że Mikołaj dotarł bez szkód do miejsca przeznaczenia. O latach wykopałem w ogrodzie pojemnik, w którym znalazłem kartkę z imionami i nazwiskami oraz adresami obu Rosjan. Niestety, było to napisane ręcznie atramentem i pismo wyblakło i trudne było do odczytania. Wiem, że jeden był z Odessy, a drugi ze Sewastopola. Przed wkroczeniem do nas Rosjan p. Aniela uwiadomiła Mamę, że jej państwo wyjeżdżają, bo boja się Rosjan, jako że p.”S”  był sołtysem z mianowania niemieckiego, brak od Niemców przydziały maszyn rolniczych i nawozów sztucznych (o rolników te okupant dbał, w przeciwieństwie do następnego okupanta) i nakładał na mieszkańców osiedla kontyngenty, w sytuacji gdy nikt z nas nie uprawiał roli, nie miał trzody i koni. Pani Aniela prosiła Mamę by udały się do proboszcza w Długiej Kościelnej i że chce u niego, pod przysiegą, złożyć oświadczenie, że wiedziała o przechowywaniu przez moja Mamę dwóch zbiegłych z niewoli niemieckiej Rosjan. I spisali tam taki dokument poświadczony przez proboszcza i z pieczęcią parafii. Dokument, choć w złym stanie (też  był zakopany w ogrodzie), jest do tej pory w archiwum domowym. Państwo „S” wyjechali i po latach wrócili, ale już do sąsiedniej wsi kupując tam majątek rolny. P. Aniela też wróciła z nimi i często zaglądała do nas, w przeciwieństwie do swoich „państwa”.
     Wracam do opowiadania o dalszych dziejach mojego Ojca (ale dygresji, jak widać, nie udaje mi się unikać – trudno!)
     Wrócę do „Muszkieterów”. Po nawiązaniu kontaktu z ZWZ (oj, chyba „Grabica” był tym pseudonimem Grota-Roweckiego) i otrzymaniu rozkazu podporządkowania „Muszkieterów” pod rozkazy ZWZ Ojciec podjął akcję wykonania tego rozkazu. Doprowadził do konspiracyjnego zebrania „Muszkieterów” (dokument z tego zebrania miałem w ręku i czytałem), na którym część zebranych zadeklarowała przyłączenie się do ZWZ, a część najbliższych współpracowników Witkowskiego pozostała z nim poza strukturami ZWZ. Ci ostatni powołali kolegialne dowództwo „Muszkieterów”  (Kolegialne dowództwo? Wojna ,a tu demokracja z „kolegialnym dowodzeniem” - szczyt głupoty!)  i wydali wyrok śmierci na mego Ojca „za zdradę”. Na szczęście już go nie wykonali, bo za mord na dwóch podchorążych Witkowski został skazany przez sąd akowski na  śmierć i ten wyrok wykonano. Może to oskarżenie o mord było tylko zasłoną dymną, bo wyszło znacznie później, że inż. Witkowski miał jakieś konszachty z Niemcami i próbował zawiązać z nimi koalicję przeciwko Bolszewii i najwidoczniej nie chciano tego ujawniać, bo wciągnięty w to był Rydz-Śmigły. Dokładnie tego nie wiem, bo Ojciec tylko raz, i to przypadkiem, wypowiedział takie przypuszczenie -  niech to zostanie dla historyków.                     
            Po przemianowaniu ZWZ na AK od 1942 roku Wincenty Mischke roku zostaje, w oficjalnej wersji, przydzielony do Wydziału Wywiadu Piechoty KG AK, a po prawdzie pracuje w w wywiadzie i kontrwywiadzie KG AK.  Z dniem 11.XI.1943 roku mianowany zostaje ppłk sł. st. piech. Od kwietnia 1944 roku pełni funkcję inspektora KG AK do spraw wyszkolenia. W ramach akcji „Burza” był przewidywany na stanowisko d-cy 25 DP AK, w skład której miały wejść odtwarzane 29 pp, 56 pp i 60 pp. na terenach Piotrów Tryb, Opoczno, Tomaszów Maz. Latem 1944 prowadził działania organizacyjne w tym kierunku, ale ostatecznie nie doszło do sformowania 25 DP AK. Akcja „Burza” zostaje anulowana i mój Ojciec zostaje powołany na stanowisko Inspektora KG AK na podregion Piotrków Tryb. (dowództwo regionu mieściło się w Łodzi lecz granicą Reichu łączność z nim była zerwana). Po wkroczeniu Rosjan do Piotrkowa Tryb. Wincenty Mischke uzyskuje wiadomość ze swych źródeł wywiadowczych, że jest poszukiwany przez NKWD. Ucieka z Piotrkowa i piechotą przeprawia się pod Warszawę. Jeszcze zimą dociera do rodziny, ukrywa się, choruje (odmrożenia i inne). Po uzyskaniu wiadomości o rozwiązaniu AK udaje się do Rejonu Uzupełnień  w Skierniewicach i ujawnia się. Zataja w dokumencie ujawnienia działalność w Piotrkowie Tryb. podając, że  dnia 1 VIII 1944 został aresztowany przez Niemców jako osoba cywilna i wywieziony na roboty do Niemiec i że po odzyskaniu wolności w roku 1945 powrócił do kraju.   
     Po kilku miesiącach od ujawnienia zostaje wezwany do RKU Skierniewice i tam otrzymuje dokument wcielania do LWP i następnie zostaje mianowany dowódcą 10 Oddziału WOP z siedzibą w Rybniku. Po opanowaniu sytuacji w tym regionie dostaje rozkaz przeniesienia do Białegostoku na stanowisko dowódcy 6 Oddziału WOP uformowanego 21.09.46 roku na podstawie rozkazu NDWP nr 0153/org.
     Tu znów mała (czy taka znów mała i jedna?) dygresja. Otóż po zaistniałym incydencie zbrojnym w Białymstoku między żołnierzami rosyjskimi z kolejowego transportu wojskowego  a żołnierzami WOP, jak i po fakcie skazania na śmierć przez rozstrzelanie dowódcy jednej ze strażnic WOP, podległemu służbowo Ojcu, przez sąd powołany przez gen. Popławskiego (sprzedawczyk, którego wazeliniarski i wiernopoddańczy list do służb wewnętrznych udało się Ojcu uzyskać i sam go czytałem) oraz z powodu  samowolnego przekraczania granicy przez wojska sowieckie w poszukiwaniu zbiegów Ojciec podał się do dymisji, która nie została przyjęta przez ówczesnego naczelnego dowódcę wojska PRL, generała Spychalskiego. A jak z tymi faktami było opowiem.   
     Oto Ojciec telefonicznie został powiadomiony o strzelaninie na dworcu PKP w Białymstoku. Okazało się, że z kolejowego wojskowego transportu wyszło na miasto kilku żołnierzy sowieckich i trafili na targ. Tu zaczęli od handlujących kobiet zabierać  rozliczne wiktuały. Na krzyk kobiet pojawiło się kilku wopistów i dali po pysku radzianom zabierając im skradzione produkty. Radzianie pobiegli do swoich na stację PKP i stawiła się ich na targu chmara. Tu wopiści dali plamę – było ich niestety tylko kilku   goszczonych przez wdzięczne im kobiety. Uciekli do Komendy WOP i tu  straż wejściowa porwała samowolnie karabiny i wszyscy, już w większej liczbie, pogonili na stacje PKP i rozpoczęła się palba międzynarodowa, na szczęście do przyjazdu Ojca  obyło się bez ofiar śmiertelnych. Wjechał łazikiem pomiędzy strzelających, jadąc wraz z zaprzyjaźnionym rosyjskim generałem Czerwińskim (potajemnie przyznał się Ojcu do pochodzenia polskiego – mówił po polsku) i na ten widok potyczka została przerwana. Jakos wszystko załagodzono i Rosjanie pojechali dalej do Rosji.
     Drugi incydent, to był taki, że dowódcą jednej ze strażnic WOP był podporucznik (nazwiska nie pomnę), który w czasie rzezi na Wołyniu był naocznym świadkiem przeżynania piłą, związanych między dwoma deskami, swoich własnych rodziców  i siostry, procederu dokonywanego przez oddział UPA i Ukraińców z sąsiedniej wsi.  Sam jakoś ocalał. Dostał się do I Armii LWP, a po wojnie trafił na strażnicę WOP.    Tu któregoś dnia znaleziono zwłoki jednego z żołnierzy służących na strażnicy. Dowódca strażnicy zarządził rewizję we wszystkich domach domach całej wsi i znaleziono w jednym z domów broń krótką z brakującymi dwoma nabojami w magazynku i o łuskach tegoż kalibru jak znalezione przy zwłokach żołnierza. Dowódca strażnicy rozkazał rozstrzelać właściciela domu i to wykonano. Mieszkańcy wsi wnieśli skargę do Komendy Garnizonu w Białymstoku. Generał Popławski powołał sąd, skazano porucznika na śmierć i Popławski zwrócił się do Ojca o odkomenderowanie z WOP plutonu egzekucyjnego. Ojciec odmówił i porucznika rozstrzelali żołnierze garnizonu.
     Sprawa przekraczania granicy przez wojska sowieckie miała się tak. Granica była codziennie orana i bronowana przez pograniczników sowieckich na całej długości pasmem o szerokości jakichś, na moje oko, 7-10 metrów. Przeskoczyć tego, w każdym razie, nie można było. Jak tylko rankiem zauważyli sowieci na zaoranej ziemi ślady przekroczeń granicy przez zbiegów z ZSRR natychmiast  ruszali w Polskę goniąc zbiegów. Ojciec tego nie zanosił i telefonicznie połączył się z dowódcą pograniczników sowieckich i zarządzał spotkania na granicy.  Na to spotykanie zabrał mnie z Mamą. Dojechaliśmy Dodge`m 3/4 do jakiejś chałupy przy samej granicy i to tak blisko, że ten zaorany pas, odcinek polnej drogi dochodzący do drewnianego szlabanu widzieliśmy bardzo wyraźnie. Staliśmy z Mamą w oknie i patrzyliśmy jak Ojciec, jego szef sztabu major Kozłow (Rosjanin) i politruk kapitan Juchniewicz (Żyd), taka międzynarodowa komenda Oddziału WOP, podchodzą do szlabanu, a z drugiej strony granicy idą oficerowie sowieccy, szlaban podnoszą i przechodzą na stronę polską. Pewien czas stoją i rozmawiają. Żegnają się uściskami dłoni i rozchodzą się. W czasie tej rozmowy Ojciec zarządzał od Rosjan zaprzestania przekraczania granicy i zobowiązał się do poszukiwania zbiegów przez żołnierzy WOP po każdorazowym zawiadomieniu przez Rosjan o zbiegach z ZSRR. Rosjanie się  zastosowali, ale ich raport widocznie dotarł gdzie potrzeba, bo Ojciec był wzywany do Warszawy i miał, niewielkie co prawda, ale przykrości ze strony przełożonych. Po tym incydencie Ojciec dostał list, podpisany przez (nie pamiętam z jakiej to było organizacji i jakie było tam nazwisko) dowódcę jakiejś organizacji podziemnej, zawiadamiający go, że może bez  bez obstawy i bez żadnych obaw jeździć po terenie podległym 6 Oddziałowi WOP.            
               Inna ciekawostka z tego okresu. W pewnym czasie służący w 6 Oddziale WOP Białystok Rosjanie dostali rozkaz powrotu do Rosji. Ojciec, po złożeniu dymisji, został wezwany do Warszawy.  Udał się do Warszawy samochodem Dodge ¾ i przy okazji zabrał dwóch oficerów rosyjskich, którzy zostali odkomenderowani z Wojska Polskiego i otrzymali rozkaz wyjazdu do Rosji oraz z dwoma żołnierzami obstawy z bronią automatyczną. Po drodze przejeżdżali przez Ostrów-Komorowo Maz., bowiem Ojciec chciał zobaczyć jak po wojnie wyglądają obiekty Szkoły Podchorążych. Weszli do jakiejś restauracji na obiad. Nagle przy stoliku Ojca (i Rosjan) pojawił się człowiek, rzucił się w ramiona Ojca, ściskając go i całując z dubeltówki. Pomimo, że Ojciec nosił szlify pułkownika ten stale mówił „panie majorze, to.... panie majorze tamto...”   i wyrażał wielką radość spotkania Ojca po wojnie. Okazało się, że był to dobry znajomy Ojca sprzed wojny; był on krawcem cywilnym obszywającym oficerów Szkoły. Pożegnali się i pojechali dalej. Gdzieś w połowie drogi Ostrów Maz. - Warszawa napotkali stojący na drodze samochód z uniesioną maską i żołnierza polskiego, który wyszedł  na środek szosy i machał ręką. Chcąc udzielić pomocy, najwyraźniej zdefektowanemu pojazdowi wojskowemu zatrzymał ojciec swój samochód. Wtedy z krzaków i zza wzgórza przy szosie wyszli liczni żołnierze w polskich mundurach i w rogatywkach z bronią I z CKM ustawionym na wzgórzu przy szosie. Oficer, w mundurze kapitana, wyszedł i rozkazał wyjść zatrzymanym z samochodu. Pyta Ojca, kto oni są?  Ojciec odpowiada - „Wojsko Polskie”. Kapitan na to, że to oni są polskim wojskiem, a zatrzymani są rosyjskim. Ojciec jechał w wyjściowym mundurze z przypiętymi orderami i odznaczeniami. Kapitan spytał za co to Virtuti Militari. Ojciec, że za wyprawę kijowską. Kapitan pyta: „Rosjanie tu są”. Byli. Kapitan rozkazał swoim rozebrać Rosjan do kalesonów i rozstrzelać w lesie. Ojciec zainterweniował mówiąc, że Rosjanie właśnie mają rozkaz odejścia z wojska polskiego i nakaz wyjazdu do Rosji. Kapitan wstrzymał egzekucje i polecił zrewidować mundury Rosjan. Znaleziono rozkazy wyjazdu ich do Rosji. Teraz kapitan kazał rozebrać się do kalesonów wszystkim z ekipy Ojca, a do Ojca podszedł i powiedział, że musi Ojciec też się rozebrać, bo mundury w jego oddziale są potrzebne i Virtuti Militari też niektórym z nich się należy. I tak wszystkim z ekipy Ojca, rozebranych do kalesonów i podkoszulek, polecono wsiadać do samochodu i jechać w kierunku Warszawy. W takim ubiorze nie chcieli jechać do ministerstwa. Nieco zboczyli i przyjechali do nas, do domu ok. 20 km na wschód od Warszawy. Tu moja Mama z Babcią pozbierały od sąsiadów jakieś buty, ubrania i tak poprzebierani za cywilów pojechali do Warszawy.
     I teraz jeszcze jedna ciekawostka opisana w numerze 3/III/1993 pisma „Rzeczpospolita Podchorążacka” wydawanego przez Koło Przyjaciół Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów-Komorowie Maz. Ojciec, już umundurowany, stanął przed generałem Spychalskim. Ten zapytał Ojca o przyczyny złożenia dymisji. Ojciec na to, że nie może się pogodzić z faktem rządzenia sprawami wojskowymi w Białymstoku przez Rosjan. Spychalski wstał i polecił Ojcu poczekać w gabinecie. Ojciec siedział sam i czekając myślał,  że to jego koniec i na Syberię lub kula w łeb po cichu. Po dłuższym czasie Spychalski wszedł z jakimś dokumentem w ręku i wręczając go Ojcu prosił Ojca o wycofanie wniosku o dymisje, bo jest on nadal potrzeby w wojsku polskim. Dokumentem zaś tym był awans do stopnia pułkownika. Cóż miał Ojciec robić? Zdumiony takim obrotem sprawy zgodził się na pozostanie w wojsku.    
     Już w stopniu pułkownika pełni jeszcze przez jakiś czas służbę w WOP w Białymstoku i zostaje odkomenderowany z WOP i przeniesiony na stanowisko szefa sztabu Dywizji Piechoty w Kaliszu, a następnie przeniesiony do Łodzi na takie samo stanowisko szefa sztaby Dywizji Piechoty. W roku 1949 zostaje zwolniony z wojska i emerytowany bez uznania  inwalidztwa po ranach odniesionych w 1919 roku pod Kijowem (sztywne palce i nadgarstek reki lewej) i z powodu częściowej utraty słuchu po kontuzji odniesionej w wyniku wybuchu pocisku w czasie walk nad Wartą w 1939 roku. Mieszkając w Łodzi pozostaje przez dłuższy czas bez pracy. W końcu uzyskuję pracę kierownika bazy transportu PCH w Łodzi, a po likwidacji PCH podejmuje pracę referenta w Zarządzie CPLiA w Łodzi, gdzie pracuje do czasu przejścia na emeryturę. Po roku 1975 przenosi się do syna pod Warszawę. Umiera w Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie 20.VI.1969 roku. Pochowany na Powązkach w Warszawie.

    Odznaczenia:
    Virtuti Militari kl. 5 (Dekret L. Z dnia 18 IV 1921 za walki 1919 roku )
    Virtuti Militari kl. IV (za walki nad Wartą we wrześniu 1939 roku, patrz wspomnienia  gen Rómmla „Za Honor i Ojczyznę”, władze PRL zatwierdziły przyznanie orde ru z 1939 roku).
    Krzyż Niepodległości (za Powstanie Wielkopolskie).
    Krzyż Walecznych (wojna 1910-1920 rok).
    Medal za wojnę 1918-1920
    Medal Dziesięciolecia Niepodległości
    Medal za Długoletnią Służbę
    Krzyż Zasługi Srebrny (nadany przez KG AK)
    Krzyż Zasługi Srebrny z Mieczami (nadany przez KG AK)
    Medal Zwycięstwa i Wolności (dyplom Prezydium KRN Nr 101710 z 9.05.1946 r  (służba w WOP)
    Odznaka Grunwaldzka
    Krzyż Partyzancki (leg. Nr 7135 rozkaz Min. Obrony Nar.Nr20 z dn.17 czerwca 1947
    Krzyż Powstania Wielkopolskiego
    Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski (za pracę w CPLiA. Leg. Nr K-23156. Uchwała  Rady  Państwa 12.10.1966))
    Brązowa odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 7.06.1954. od Naczelnej Rady Od budowy. Leg. Nr 3777
    Srebrna Odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 17.12.1966. od Naczelnej Rady  Odbudowy. Leg. Nr S-4642).
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
     
    MISCHKE WINCENTY.
    Życiorys

    Wincenty Mischke (urodzony 1894, zmarł 1969), powstaniec wielkopolski, oficer służby st. piech. WP, mjr [1939], w konspiracji „Muszkieterzy”, ZWZ, KG AK , awansowany do ppłk, ps. „Henryk”, „Myśliwiecki”, „Jan Mayer”.
    Wincenty Mischke urodzony 20.I.1894 roku w Mylinie pow. Międzychód, syn Adolfa i Walentyny z Maciejewskich. Ojciec Wincentego był krawcem; umarł gdy jego syn miał 6 lat. Matka posiadała tylko dom z ogrodem i dorabiała pracą u sąsiadów.  Do szkoły powszechnej uczęszczał w rodzinnej wsi, gdzie będąc w 6 klasie,  zorganizował strajk szkolny (taki, jak w tym samym czasie słynny strajk we Wronkach). Za tę akcję matkę Wincentego ukarano wysoką grzywna pieniężną, a jego samego wyrzucono ze szkoły.  Dopiero po upływie 1,5 roku władze niemieckie zezwoliły mu na podjęcie dalszej nauki w szkole handlowej we Wronkach. Był członkiem Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Chrzypsku Wielkim. W 1911 wstąpił do „Sokoła” w Pniewach. W 1914 ukończył tajny kurs dla naczelników i pod-naczelników „Sokoła”. 30 IX 1914 zostaje wcielony do armii niemieckiej. Służbę pełnił początkowo w 48 pp, potem w 18 pp. Po ukończeniu kursu karabinów maszynowych (wtedy weszły na uzbrojenie armii niemieckiej) zostaje  awansowany do stopnia kaprala i przydzielony do 59 pp, gdzie zajmował się szkoleniem rekrutów. W IV 1917 przeniesiony do 446 pp walczył na froncie zachodnim. W grudniu 1918 dostał przepustkę z frontu do domu na świętą. Po przyjeździe do Poznania zdezerterował z armii niemieckiej i 26.XII.1918 roku zgłosił się do Biura Werbunkowego żołnierzy polskich w Poznaniu. Od 27.XII.1918 roku jest już w oddziałach powstańczych. Bierze udział w walkach w oddziale straży na ulicach Poznania. W styczniu 1919 roku zorganizował w Mylinie oddział powstańczy, którym dowodził w czasie wyzwalaniu Mylina, Chrzypska Wielkiego, Sierakowa i Kamionnej oraz na froncie na linii Międzychód- Zbąszyń. 17.II.1919 roku odznaczył się w czasie odpierania natarcia niemieckiego na Gralewo. Wraz z oddziałem zostaje przydzielony do I batalionu „Grupy Zachodniej” przeformowanego w III 1919 w 2 p. strzel. wielkopolskich. W IV 1919 mianowany sierżantem piechoty i dowodzi kompanią w rejonie Zbąszynia. Po złożeniu egzaminu 20.VIII.1919 roku został mianowany z dniem 26.X.1919 roku ppor. piech. Od 15.IX.1919 roku dowodzi nadal kompanią i walczy na froncie wojny polsko-bolszewickiej na Białorusi w składzie 2 Pułk Strzelców Wielkopolskich, który  zostaje przemianowany na 56 pp w składzie 14 DP. Zostaje ranny 1.VIII.1920 roku i przebywa na leczeniu w szpitalu w Grudziądzu, potem do maja 1920 roku w szpitalu w Poznaniu. W czasie pobytu w szpitalach podejmuje naukę i kończy ją egzaminem maturalnym w roku 1922 .  Po wyleczeniu powraca do macierzystego pułku i z dniem 1.IV.1920 roku zostaje mianowany porucznikiem służby stałej piechoty. Służbę w 56 pp pełnił do końca maja 1926 roku. Wraz z tym pułkiem, jako adiutant pułku, bierze udział w wypadkach majowych stając po stronie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w zgrupowaniu gen. Roli-Żymierskiego. Bezpośrednio po przewrocie majowym zostaje przeniesiony z 56 pp do 9 pp Legionów w Zamościu (do pułku z którym walczył w maju 1926 roku) na stanowisko d-cy kompanii, potem adiutanta. Od IX 1931 jest przeniesiony do służy w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi-Komorowie Maz., gdzie pełni różne funkcje gospodarcze i wychowawcze, m. in. instruktora, d-cy plutonu oraz kompanii. Awansowany z dniem 1.01.1931 roku do stopnia kpt. sł. st. piechoty. W latach 1937-1939 pełni funkcję d-cy 6 kompanii szkolnej II baonu Szkoły Podchorążych Piechoty. W 1938 ukończył w Centrum Wyszkolenia Piechoty kurs dla dowódców batalionu. Z dniem 19.III.1939 awansowany do stopnia majora sł. st. piech. Od 24 VIII 1939 był d-cą II batalionu szkolnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrów-Komorowie Maz.. W kampanii wrześniowej 1939 bierze udział, już od 1 września, na stanowisku dowódcy 4 Samodzielnego Batalionu Strzelców w składzie 4 Brygady Kawalerii Kresowej w walkach nad Wartą pod Wieluniem (wieś Glinno). Z resztkami zdziesiątkowanego batalionu (zwanego później „batalionem śmierci”) wycofuje się w kierunku Warszawy, a później dalej na wschód z kierunkiem Brześć – Włodawa -  Biłgoraj i dołącza do 116 pp rez. będącego w składzie 41 DPRez. Obejmuje dowództwo 3 batalionu 116 pułku piechoty rezerwowej.
         Walczy nad Bugiem i później na Lubelszczyźnie; na Lubelszczyźnie w rejonie Sawin – Rochanie – Parchanie -Włodawa - Biłgoraj do 25.IX.1939 roku, kiedy to na rozkaz d-cy dywizji składa broń przed Niemcami .  Po kapitulacji  dostaje się do niewoli niemieckiej, z której ucieka po 4 dniach w drodze do obozu jenieckiego i kieruje się ku granicy próbując przedostać się na Węgry z zamiarem dotarcia do Francji. Jednak próba przejścia przez granicę słowacką nie powiodła się. Powraca do Warszawy, gdzie włącza się do działalności konspiracyjnej. Od listopada 1939 roku działa w konspiracyjnej organizacji „Muszkieterowie”, w której zajmuje się organizacją, a potem wywiadem na Generalną Gubernię i Niemcy. Po powstaniu ZWZ nawiązuje kontakt z gen. Roweckim i dostaje od niego rozkaz podporządkowania pod rozkazy ZWZ organizacji „Muszkieterów”. Wykonując ten rozkaz doprowadza do konspiracyjnego zebrania członków organizacji „Muszkieterzy”, na którym część zebranych deklaruje podporządkowanie się ZWZ, a cześć najbliższych współpracowników inż. Witkowskiego (założyciela organizacji) pozostaje z nim poza ZWZ, zakłada kolegialne kierownictwo organizacji (?) i wydaje wyrok śmierci dla Wincentego Mischke za zdradę organizacji. Wyroku nie wykonano, bo sam Witkowski zostaje skazany, wyrokiem sądu AK, na śmierć za zabójstwo dwóch podchorążych i ten wyrok wykonano. Po przemianowaniu ZWZ na AK od 1942 roku zostaje oficjalnie przydzielony do Wydziału Wywiadu Piechoty KG AK, w rzeczywistości pracuje w wywiadzie i kontrwywiadzie KG AK. Z dniem 11.XI.1943 roku mianowany ppłk sł. st. piech. Od kwietnia 1944 roku ma oficjalną  funkcję inspektora oddziałów leśnych AK i zajmuje się sprawami wyszkolenia. W tym czasie mieszka w mieszkaniu konspiracyjnym w Warszawie przy ul. Asnyka 2 i od czasu do czasu odwiedza żonę i syna w osiedlu podwarszawskim Królewskie Brzeziny, gdzie zresztą żona, Irena Mischke, na przełomie lat 1941 – 1942 , przez 7 miesięcy przechowuje dwóch, zbiegłych z jenieckiego lagru niemieckiego, żołnierzy rosyjskich, których w końcu udało się przetransportować na tereny wschodnie, gdzie ze swym akcentem mogli przetrwać do nadejścia swoich.  
        W ramach akcji „Burza” został odkomenderowany, przez KG AK, na stanowisko d-cy 25 DP AK w skład, której miały wejść odtwarzane 29 pp, 56 pp i 60 pp. na trenach Piotrków Tryb., Opoczno, Tomaszów Maz. Wyrusza z Warszawy w dzień wybuchu Powstania Warszawskiego i pod przybranym nazwiskiem Myśliwiecki działa na tych terenach. Od sierpnia 1944 prowadził działania organizacyjne, ale ostatecznie nie doszło do sformowania 25 DP AK. Akcja „Burza” zostaje anulowana i Wincenty Mischke zostaje powołany na stanowisko Inspektora KG AK na podregion Piotrków Tryb. (dowództwo regionu mieściło się w Łodzi lecz granicą Reichu łączność z nim była zerwana). Po wkroczeniu Rosjan do Piotrkowa Tryb. Wincenty Mischke uzyskuje wiadomość ze swych źródeł wywiadowczych, że jest poszukiwany przez NKWD. Ucieka z Piotrkowa i piechotą przeprawia się pod Warszawę. Dociera do rodziny, ukrywa się, choruje. Po uzyskaniu wiadomości o rozwiązaniu AK udaje się do Rejonu Uzupełnień  w Skierniewicach i ujawnia się. Zataja w dokumencie ujawnienia swoją działalność w Piotrkowie Tryb. podając, że  dnia 1 VIII 1944 został aresztowany przez Niemców jako osoba cywilna i wywieziony na roboty do Niemiec i że po odzyskaniu wolności w roku 1945 powrócił do kraju.   
     Po kilku miesiącach od ujawnienia zostaje wezwany do RKU Skierniewice i tam otrzymuje dokument wcielania do LWP z uznaniem stopnia podpułkownika nadanego przez KG AK i zostaje mianowany z dniem 3.01.1946 roku zastępcą d.s. liniowych dowódcy 10 Oddziału WOP z siedzibą w Rybniku. Po opanowaniu sytuacji w tym regionie dostaje w maju 1946 roku  rozkaz przeniesienia do Białegostoku na stanowisko dowódcy 6 Oddziału WOP. Pełniąc służbę w Białymstoku zostaje awansowany do stopnia pułkownika i zaraz po tym fakcie przeniesiony na stanowisko szefa sztabu Dywizji Piechoty w Kaliszu, a następnie przeniesiony do Łodzi na takie samo stanowisko szefa sztaby Dywizji Piechoty. W grudniu 1948 roku zostaje zwolniony z wojska i emerytowany bez uznania inwalidztwa po ranach odniesionych w 1919 roku pod Kijowem (sztywne palce i nadgarstek reki lewej) i z powodu częściowej utraty słuchu po kontuzji odniesionej w wyniku wybuchu pocisku w czasie walk nad Wartą w 1939 roku. Mieszkając w Łodzi pozostaje przez dłuższy czas bez pracy. W końcu uzyskuję pracę kierownika bazy transportu PCH w Łodzi, a po likwidacji PCH w sierpniu 1951 roku uzyskuje pracę referenta w Zarządzie CPLiA w Łodzi, gdzie pracuje do czasu przejścia na cywilną emeryturę z dniem 31.08.1966. Po roku 1968, ciężko chorując,  przenosi się do syna pod Warszawę. Umiera w Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie 20.VI.1969 roku. Pochowany na Powązkach w Warszawie w kwaterze Sybiraków, które to miejsce miało być pierwotnie kwaterą Powstańców Wielkopolskich, lecz tak się nie stało.
    *     *     *     *     *
    Odznaczenia:
    Virtuti Militari kl. 5 (Dekret L. Z dnia 18 IV 1921 za walki 1919 roku )
    Virtuti Militari kl. IV (za walki nad Wartą we wrześniu 1939 roku, patrz wspomnienia gen Rómmla  „Za Honor i Ojczyznę”, władze PRL zatwierdziły przyznanie orderu z 1939 roku).
    Krzyż Niepodległości (za Powstanie Wielkopolskie).
    Krzyż Walecznych (wojna 1910-1920 rok).
    Medal za wojnę 1918-1920
    Medal Dziesięciolecia Niepodległości
    Medal za Długoletnią Służbę
    Krzyż Zasługi Srebrny (nadany przez KG AK)
    Krzyż Zasługi Srebrny z Mieczami (nadany przez KG AK)
    Medal Zwycięstwa i Wolności (dyplom Prezydium KRN Nr 101710 z 9.05.1946 r (służba w WOP)
    Odznaka Grunwaldzka
    Krzyż Partyzancki (leg. Nr 7135 rozkaz Ministra Obrony Nar. Nr 20 z dn. 17 czerwca 1947
    Krzyż Powstania Wielkopolskiego
    Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski (za pracę w CPLiA. Leg. Nr K-23156. Uchwała Rady  Państwa 12.10.1966))
    Brązowa odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 7.06.1954. od Naczelnej Rady Odbudowy. Leg.  Nr 3777
    Srebrna Odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 17.12.1966. od Naczelnej Rady Odbudowy. Leg.  Nr S-4642).
    = = = = = = = = = = = = = = =
    Żona:  Irena z domu Pikunas.
    Syn: Janusz urodzony w roku 1936.
    *     *     *
    Roczniki oficerskie 1923,1924,1932; Dz. Pers. Nr 16 z 23 IV 1921;
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
    PRZYCZYNKI Z INTERNETU
    Z witryny:Surnames: M 2 (of 2)
    Polish Order of the Virtuti Militari
    Recipients (1792-1992)
    Wymieniony jest Ojciec wśród kawalerów Orderu Virtuti Militari V klasy
    ================================================================
    W “Bibliografia historii Wielkopolski”
    http://64.233.183.104/search?q=cache:HES_xONhMFcJ:www.latanowicz.neostrada.pl/linki/konlat.htm+Wincenty+Mischke&hl=pl&lr=lang_pl
    Mischke  Wincenty (1894-1969) płk WP, powstaniec wlkp. // PSB T. 21
    = == = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
    Przyczynki: D. Gołębiowski: „Burza nad Czarną”. Warszawa 1972, s. 26
    z witryny http://www.wielcy.pl/psb_szukani.php?tom=21
    s. 357: MISCHKE Wincenty (1894-1969) pułkownik WP, partyzant AK (rodzice: Adolf Mischke i Walentyna Maciejewska)
    ================================================================
    Z witryny 4 Brygady Kawalerii Kresowej w składzie której 4 Samodzielny Batalion Strzelców rozpoczął walki od 1 września 1939 roku  http://www.kawaleria2rp.horsesport.pl/kresbk.htm
    Batalion strzelców
    Dowódca batalionu - mjr Wincenty Mischke
    Kwatermistrz -
    Adiutant - por. Piotr Paweł Linka
    =======================================================================
    z http://pl.wikipedia.org/wiki/Muszkieterzy_(organizacja)
    W okresie od połowy 1940 r. do wiosny 1941 r. struktura organizacyjna kierownictwa Muszkieterów wyglądała następująco:
    komenda główna:
    szef – kpt. S. Witkowski,
    sztab wraz z biurem:
    kwatermistrz – Andrzej Lipkowski,
    propaganda – Julian Wapniarski, potem Stefan Tarnowski,
    szef rejonów wywiadowczych – mjr Wincenty Mischke ps. "Henryk",
    szef kontrwywiadu – Stefan Dembiński ps. "Antoni",
    łączność – Aleksander Wielopolski ps. "Karol", potem płk Jerzy Jastrzębski ps. "Jan".
    ================================================================
    z   http://pl.wikipedia.org/wiki/6_Bia%C5%82ostocki_Oddzia%C5%82_WOP
    Sformowany w 1946 na bazie 6 Oddziału Ochrony Pogranicza, na podstawie rozkazu NDWP nr 0153/org. z 21 września 1946. Sztab oddziału stacjonował w Białymstoku.
    Rozformowany w 1948.
    Dowódcy oddziału [edytuj]
    · ppłk Wincenty Mischke
    · ppłk Włodzimierz Baranowski
    z:    http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=79&t=118412  - „Ale wracając do tematu, to mnie pasowałby również 4 baonu strzelców mjr Wincentego Mischke. Był to zdaje się przedwojenny III baon 30 pp (sorki, ale piszę z pamięci) przemianowany po mobilizacji na 4 baon strzelców (III/30 pp mobilizowany był od początku) i oddany jako związek organiczny pod komendę dowódcy Kresowej BK, która właśnie skończyła szlak bojowy na Lubelszczyźnie.
    Z http://www.niepodleglosc.lodzkie.eu/page/index.php?str=550
    ....4 batalion strzelców dowodzony przez mjr. Wincentego Mischke oraz 91 i 92 kompania czołgów rozpoznawczych. 10 DP broniły kraju w oparciu o linię rzeki Warty na odcinku blisko 29 km, od miejscowości Glinno na północy do Pstrokoń na południu.
    .... 3września...a 4 baon strzelców pod Dębołeką (stoczył bój)
    5 września na całym odcinku obrony 10 DP trwały kontrataki polskie .....
    .....Na odcinku 28 pSK uderzenie na Glinno wykonał 4 batalio strzelców mjr. Mischke. W południe na odcinku Glinno – Dzierzązna.... ogień artylerii niemieckiej tak się wzmógł, że masakrował zaległy w polu 4 baon i resztki 28 psk....  Straty wśród kadry oficerskiej i podoficerskiej sięgały 70 %.
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = Wyjątki pobrane z pracy Kazimierz Leskiego
    „Życie niewłaściwie urozmaicone. Wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK”
    (wydaną przez PWN Warszawa 1989r.) dotyczące pułk. Wincentego Mischke
    (kryptonimy „Antoni”, „Henryk”„129”, „N150”, „major”) z organizacji MUSZKIETERZY

    Str. 74 wiersz 7 od dołu:
    Zagadnienie sieci wywiadu wojskowego otrzymał major piechoty „129” – Wincenty Mischke.
    Str. 80 wiersz 7 od góry:
    „Muszkieterowie” prowadzili z dużym powodzeniem różne gałęzie wywiadu, przede wszystkim ofensywnego. Major „129” (Wincenty Mischke, pseudonimy „Henryk”, „Antoni”) rozbudował siec wywiadu wojskowego do wielkości aparatu sprawnie działającego, dobrze instruowanego, dającego meldunki regularne i dość wyczerpujące.
    Str. 90 wiersz 16 od góry:
    Dane o transportach wojskowych gromadziła sieć „129” („129”, to kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM)
    Str. 92 wiersz 10 od dołu:
    Jednocześnie cykl uzyskania odpowiedzi na zapytanie był długi – decydowała o nim wieloszczeblowa łączność – od „37” do „129”.
    Str.123 wiersz 18 od góry:
    W „Muszkieterach” nasilał się ruch „przejścia do wojska”… Ruch ten objął nawet „górę” , to jest „Brata Antoniego”, bezpośredniego zastępcę „Kapitana”, „13” – skarbnika organizacji, oczywiście cały wywiad wojskowy „129”  (to kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM)….
    Str.131 wiersz 10 od góry:
    Po naszym gremialnym przejściu do ZWZ przy Witkowskim pozostała mała grupka ludzi, m.in. „N-150” (Mjr Wincenty Mischke, poprzednio oznaczany „129” – dopisek autora), działający najpierw z własnej inicjatywy, a następnie z polecenia Komendanta Głównego ZWZ i - sukcesywnie – Armii Krajowej. Miał on dopilnować przekazania pozostałych jeszcze agend „Muszkieterów” do Armii Krajowej tak, aby w sieci „Mu” pozostała jedynie sieć wywiadu w Rzeszy. Takie warunki zostały uzgodnione na spotkaniu Witkowskiego, „N-150”  (to nowy kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM) z „Dzięciołem” (szef wywiadu AK - dopisek JM), a następnie z „Grotem”. Pomimo starań „N-150” warunki te nie zostały przez Witkowskiego dotrzymane.  
    (Ze wspomnień pułk Mischke dowiedziałem się, że wbrew Witkowskiemu przeszedł on, wraz ze swą siecią i innymi oficerami, do ZWZ. Pozostali przy Witkowskim uchwalili dowodzenie kolegialne organizacją „Mu” (sic! kolegialne w czasie wojny?) i wydali wyrok śmierci na mjr Mischke „za zdradę”. Na szczęście nie był ten ich wyrok wykonany).  
    Str. 134 wiersz 10 od góry:
    Bez większych problemów odbyło się przejecie przez ZWZ całej sieci wywiadu wojskowego „Muszkieterów”. Ludzi z tej sieci przekazani zostali przez jej szefa mjr Wincentego Mischke („Henryk”, „129”, ostatecznie „N-150”), do jednostek terenowych ZWZ, gdzie, przeważnie w dalszym ciągu pełniąc służbę informatorów w swoim dotychczasowym zakresie, włączeni zostali do odpowiednich oddziałów. Sam „N-150”, z polecenia „Dzięcioła”, (szef wywiadu AK - dopisek JM) jeszcze przez kilka miesięcy pokonywał trudności przy przekazywaniu pozostałych jeszcze w organizacji przy „Inżynierze” (jeden z kryptonimowi Witkowskiego – dopisek JM) oraz agentów z sieci wywiadu na Rzeszę i ostatecznie przeszedł do Armii Krajowej jako inspektor wyszkolenia wojskowego
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
     Artykuł z pisma „Rzeczpospolita Podchorążacka” nr 3/3/1993, wydawanego przez Kolo Miłośników Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów-Komorowie Maz., zatytułowany „pułk. Wincenty MISCHKE – oficer, instruktor i wychowawca”.
    Dzisiaj możemy sobie zadać pytanie, czy dobór oficerów na stanowiska instruktorów, w Szkołach Oficerskich II RP był  przypadkowy, czy też wynikał z przemyślanej selekcji. Intencją Wielkiego Marszalka było, aby kadra instruktorska a szczególnie oficerska reprezentowała poziom najwyższy, tak w dziedzinie wiedzy wojskowej jak i o nienagannym charakterze.
    Nazwiska wielu oficerów-instruktorów, zapisane na kartach najnowszej historii czasu wojny lat i lat okupacji, tych w kraju jak i za granica wskazują na praktykowanie polityki personalnej zbliżonej do wskazówek marszałka Józefa Piłsudskiego. Niemałą role w tych praktykach odgrywały posunięcia poszczególnych komendantów. Odpowiedź  na to pytanie dzisiaj jest już praktycznie niemożliwa, możemy jedynie bawić się w  przypuszczenia, doszukiwać się pewnych związków i zależności.
    W ostatnich dniach roku 1931  do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów - Komorowie Mazowieckiej odkomenderowany został  nowo mianowany kapitan, oficer 9 p.p. Leg. Wincenty Mischke. Jest to okres komendantury płk.  dypl. Ludwika Bociańskiego.  Pamiętajmy, że był on jednym z tych komendantów, którzy dbali szczególnie o dobór swoich instruktorów. Po objęciu stanowiska komendanta S P P pułkownik ściągnął za sobą do Komorowa wyróżniających się, jego zdaniem, kilku oficerów 86 p.p., którymi dowodził przed przeniesieniem do S. P. P. Dzisiaj możemy się dopatrywać pewnych  punktów stycznych ówczesnego komendanta S P P z osobą kapitana Mischke. Obaj rodem z poznańskiego, zgarnięci do wojska niemieckiego walczyli na froncie Zachodnim, obaj byli uczestnikami Powstania Wielkopolskiego i chyba obaj równi statusem społecznym. To są tylko nasze kalkulacje, pewnym jest, że kpt. Mischke miał opinię wzorowego oficera i patrioty, doskonałego instruktora i wychowawcy.
    Płk Mischke urodził się 20 stycznia 1994 roku we wsi Mylin koło Chrzypska Wielkiego pow. Międzychód (rejon Sieraków, Pniewy); był synem Adolfa i Walentyny z Maciejewskich. Matka pułkownika pochodziła z rodziny chłopskiej, ojciec był krawcem. Rodzeństwo miał dość liczne – cztery siostry i jednego brata. Rodzina utrzymawała się z pracy ojca krawca i z ogrodu przydomowego matki. Ojca stracił gdy miał 6 lat. Zmusiło to młodego Wincentego do podejmowania pracy u bogatszych sąsiadów aby pomóc matce w utrzymaniu rodziny. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnej wsi Mylin. W czasie słynnych strajków szkolnych w poznańskim (Września) był organizatorem takiego strajku szkolnego  w tej właśnie szkole w Mylinie. Został usunięty ze szkoły, a matkę obciążono wysoką karą pieniężną. Po roku władze niemieckie pozwoliły mu na ponowne podjecie nauki szkolnej, tak więc ukończył szkolę podstawową w Mylinie z rocznym opóźnieniem. Sytuacja materialna rodziny nie pozwalała na kontynuowanie nauki w szkole średniej. Zdążył tylko podjąć naukę na kursach przygotowujących do matury i zaczęła się wojna. Został zmobilizowany i wcielony do wojska niemieckiego. Kampanię  I Wojny Światowej odbył na froncie francuskim. W grudniu 1918 roku otrzymuje przepustkę z frontu na kilka dni do domu. Po przybyciu do Poznania wstępuje do konspiracyjnych oddziałów wielkopolskich i gdy przybywa do Poznania Paderewski i wybucha Powstanie Wielkopolskie bierze udział w walkach ulicznych w Poznaniu. Po opanowaniu  Poznania przez Wojska Polskie zostaje odkomenderowany w okolice rodzinne: Mylin - Chrzypsko Wielkie - Sieraków dla zorganizowania w tym rejonie oddziałów powstańczych. Od stycznia 1919 roku jest dowódcą l komp. 2 pułku Strzelców Wielkopolskich. Na czele swojej kompanii toczy walki z Niemcami w rejonie Międzychodu i Zbąszyna. W październiku tegoż roku, po złożeniu egzaminów w Wielkopolskiej Szkole Oficerskiej, uzyskuje stopień porucznika ze starszeństwem od 1. 06.1919 r. Po zakończeniu walk z Niemcami skierowany zostaje z 56 p.p. na front wschodni. Wraz z pułkiem wkracza do Kijowa. 1 lipcu 1920 roku, w czasie odwrotu, nad Bugiem w Janowie Podlaskim,  zostaje ranny. Leczony w szpitalach wojskowych do czerwca 1922 roku. Przechodzi kilka operacji. Wychodzi ze szpitala z utrwalonym kalectwem w postaci zesztywnienia nadgarstka i palców lewej reki. W czasie pobytu w szpitalu podjął naukę i pod koniec leczenia uzyskał świadectwo maturalne. Wraca do służby w 56 p. p. Wielkopolskim, w którym pełni funkcję adiutanta pułku. W 1926 roku, wraz z pułkiem bierze udział w wypadkach majowych po stronie prezydenta Wojciechowskiego. Po przewrocie majowym zostaje nagle odkomenderowany do Zamościa, do 9 p.p. pułku Legionów, z którym jako przeciwnikiem walczył w maju w Warszawie i jej okolicach. Na awans do stopnia  kapitana czeka 11 lat. (pewnie karnie za maj). W Zamościu zawiera związek małżeński z Ireną z domu Pikunas, z zawodu nauczycielką. W grudniu 1931 roku otrzymuje awans na kapitana i jednocześnie zostaje odkomenderowany do Szkoły Podchorążych Piechoty Ostrów - Komorowo Mazowiecka. W szkole jest dowódcą kompanii i wykładowcą taktyki. W sierpniu zostaje awansowany do stopnia majora, a 26 sierpnia 1939 roku zostaje zmobilizowany  i mianowany dowódcą 4 Samodzielnego Batalionu Strzelców wchodzącym w skład 10 DP w armii „Łódź”. Batalion, jako jeden z pierwszych, od dnia 1 września nad ranem, toczy już pierwsze boje z Niemcami na linii Sieradz – Złoczów – Wieluń. Szczególnie ciężkie walki toczy na przyczółku rzekli Warty pod Sieradzem oraz w miejscowości Glinno przy likwidowaniu oddziałów niemieckich przeprawiających się przez Wartę. Z resztkami batalionu podjął mjr Mischke odwrót na Warszawę, a następnie ku granicy rumuńskiej przyjmując kierunek na Włodawę. Tu wchodzi w skład 11 DP rezerwowej i obejmując dowództwo 3 batalionu 116 pułku piechoty rezerwowej. Dywizja toczy walki z Niemcami w rejonie Sawin – Rachania – Parchania – Adamów. Dnia 25 września składa broń przed Niemcami. W trzecim dniu pobytu w niewoli niemieckiej mjr Mischke ucieka z kolumny jenieckiej i przedziera się w kierunku Warszawy. Dociera do stolicy już po ustaniu działań wojennych i po opanowaniu miasta przez Niemców. Tu nawiązuje pierwsze kontakty konspiracyjne. Bierze udział w organizowaniu siatki podziemnej „Muszkieterzy”, która powstaje już w listopadzie 1939 roku. Szefem organizacji zostaje Stefan Witkowski o kryptonimie  cyfrowym "29", posługuje się też pseudonimami "kapitan" , "inżynier", "Doktór" i innymi. Organizacja ma zadania wyłącznie wywiadowcze. W strukturze wywiadowczej mjr Mischke, przyjmując kryptonimy "129" i "150", otrzymuje zadanie tworzenia sieci wywiadu wojskowego.  Pełni w „Muszkieterach” funkcję z-cy dowódcy Po nawiązaniu kontaktu z Komendą Główną ZWZ  podporządkowuję się jej i przeprowadza akcje przyłączenia "Muszkieterów" do ZWZ. Część z członków "Muszkieterów", uważając jego działania za zdradę, wydaje na Wincentego Mischke wyrok śmierci. Po wyjaśnieniu, na tajnym zebraniu "Muszkieterów" (protokół z tego zebrania został przekazany członkom organizacji "Muszkieterzy" przez p. Petrykowskiego byłego wychowanka mjr Mischke) zapada decyzja przejścia większości jej członków do ZWZ. Od 1940 roku jest żołnierzem ZWZ, a później oficerem KG AK. W 1942 roku awansowany do stopnia podpułkownika. Kazimierz Leski w swojej książce pt. "Zycie niewłaściwie urozmaicone" ten okres pracy Wincentego Mischke tak charakteryzuje "Po naszym gremialnym przejściu do ZWZ przy Witkowskim pozostała niewielka grupa ludzi. m.in. "N150”  (tj. Wincenty Mischke), działający najpierw z własnej inicjatywy, a następnie z polecenia Komendanta Głównego ZWZ i – sukcesywnie Komendanta Głównego Armii Krajowej. Miał on dopilnować przekazania pozostałych jeszcze agend "Muszkieterów" do Armii Krajowej tak, by w ramach "Mu" pozostała jedynie sieć wywiadu w Rzeszy. Takie warunki zostały ustalone na spotkaniu Witkowskiego i "N -150" z "Dzięciołem" (płk. Marian Drobik), a następnie z "Grotem". Pomimo starań "N -150" warunki te nie zostały przez Witkowskiego dotrzymane. W konsekwencji wszystkich tych posunięć wydany został rozkaz "Grota" pozbawiający Witkowskiego kierownictwa "Muszkieterów", zabraniający utrzymywania z nim kontaktów, a ostatecznie nie istniejący już praktycznie „Muszkieterowie" rozkazem z 27 sierpnia 1942 roku zostali formalnie rozwiązani. Sprawa "Inżyniera" (S. Witkowski) przekazana została Wojskowemu Sądowi Specjalnemu".
    Ppłk Wincenty Mischke pełni służbę w Komendzie Głównej AK na stanowisku Inspektora Oddziałów Leśnych oraz w kontrwywiadzie KG AK. Mieszka w Warszawie. Rodzina - zona z synem i teściową mieszkają pod Warszawa w osiedlu Brzezinki Królewskie w pobliżu stacji PKP Miłosna. W domu tym skupia się wiele sieci działalności podziemnej, przechowuje zbiegłych jeńców rosyjskich, pomaga Żydom zbiegłym z Getta, ukrywa bron i odbiorniki radiowe, prowadzi kolportaż prasy podziemnej. W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego zostaje ppłk Mischke odkomenderowany z Warszawy do Piotrkowa Trybunalskiego na stanowisko Inspektora Komendy Głównej AK w Podokręgu piotrkowskim z przeznaczeniem na dowódcę 26 dyw. AK w akcji "Burza". Do stycznia 1945 roku, wobec odwołania akcji "Burza" pełni funkcje Inspektora KG AK w Piotrkowie Tryb. Z tego okresu o ppłk Mischke wspomina jeden z jego wychowanków ze S.P.P. p. Ciszewski Józef :... „Miałem z Nim tylko .bardzo krótki kontakt. Było to w lecie 1944 r. Otrzymałem rozkaz dostarczenia do dworu w Rożenku pieniędzy, pochodzących ze zrzutu celem wymiany ich na walutę okupacyjna. Po przekazaniu walizki z pieniędzmi zauważyłem przechodzącego mego d-cę kompanii w S.P.P. mjr Mischke, wówczas już pułkownika. Zameldowałem się pułkownikowi. Płk. Mischke zaproponował mi abym, w czasie jego inspekcji Oddziałów Leśnych, towarzyszył mu jako jego adiutant (funkcję taką pełniłem już w III/25 p.p. u majora "Malwy").  Przez kilka dni odwiedziliśmy Oddział "Henryka", Oddział "Lotniczy" por. "Mariana" i Szpital Polowy we wsi Gaj. Widywałem się z nim jeszcze kilka razy w majątku Skórkowice."
    Po wkroczeniu Rosjan Wincenty Mischke poszukiwany jest przez NKWD. Ukrywa się, a w marcu tegoż roku powraca do żony i syna. Dłuższy czas choruje nie niepokojony przez żadne służby. W czerwcu 1945 roku po wysłuchaniu rozkazu rozwiązania AK, ujawnia się i zgłasza do RKU w Skierniewicach. Po dłuższej procedurze weryfikacyjnej zostaje w dniu 3 kwietnia 1946 roku wcielony do Wojska Polskiego. Pełni służbę na stanowisku z-cy d-cy d/s liniowych w Oddziale Wojsk Ochrony Pogranicza w Rybniku, a następnie jako d-ca Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza w Białymstoku. Tu pragnę przytoczyć fragment rozmowy na temat płk Mischke z panem Wacławem Kuśmierczykiem, synem st. sierż. szefa kompanii w Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie, znanej mu z opowiadań ojca, który w okresie pobytu pułkownika w Łodzi utrzymywał z nim przyjacielskie stosunki. Otóż ppłk Mischke w czasie swojej służby w Białymstoku, pewnego dnia zameldował się u marszałka Spychalskiego z prośbą o zwolnienie z wojska. Motywacja ppłk Mischke o przekraczających jego umiejętności zadaniach na tym stanowisku nie przekonały marszałka i zażądał szczerego uzasadnienia. Wówczas ppłk. Mischke powiedział wprost, że nie wychodzi mu współpraca z przełożonymi - Ruskami. Spychalski podumał przez chwilę, potem poprosił by ppłk Mischke poczekał przez jakiś czas, wyszedł, zostawiając naszego bohatera samego w gabinecie. Jak sam się w czasie tej rozmowy, z panem W. Kuśmierczykiem, przyznał, obleciał go strach. Przypuszczał, ze marszałek wyszedł by powiadomi NKWD. Ucieczka była niemożliwa, gabinet znajdował się na wyższym piętrze i w dodatku wszędzie warty. Po pewnym czasie marszałek Spychalski powrócił trzymając dwa papierki. Jeden to awans na pełnego pułkownika, drugi to przeniesienie, bliżej rodzinnych stron, do Kalisza. W Kaliszu płk Mischke obejmuje stanowisko Szefa Sztabu Dywizji, a następnie  to samo stanowisko w Dywizji w Łodzi. W czerwcu 1949 roku zostaje zdemobilizowany i skierowany na emeryturę bez uznania inwalidztwa z 1920 roku i znacznego stopnia głuchoty od wybuchu pocisku i zasypania ziemią w czasie walk nad Warta w 1939 roku. Przyznana renta w wysokości około 300 zł nie dawała możliwości przeżycia. Podejmuje więc prace w PCH Łódź na stanowisku Kierownika Biura Spedycji. W lutym 1951 roku traci prace w wyniku likwidacji przedsiębiorstwa. Do września pozostaje bez pracy. Niedostatek zmusza pułkownika do spieniężenia wszystkiego co posiadał. W tym też czasie nasila się zainteresowanie Urzędu Bezpieczeństwa, kilkakrotnie jest przesłuchiwany. Celem zabezpieczenia sobie egzystencji na dalsze lata podejmuje naukę na 2-letnim Studium Księgowości. W końcu roku 1951 podejmuje pracę w CPLiA na stanowisku referenta w Dziale Sprzedaży. Pracuje tam do 31.08.1966 r. kiedy to  przechodzi na rentę starczą. Z Łodzi przenosi się do syna, który w tym czasie mieszka w Osiedlu Brzezinki Królewskie pod Warszawa. Rozpoczynają się choroby przewlekle i cierpienia. Umiera w Szpitalu w Warszawie 20 czerwca 1969 roku. Pochowany na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie w kwaterze Sybiraków. Miała być w tym miejscu kwatera Powstańców Wielkopolskich i o miejsce w takiej kwaterze koledzy czynili starania. Później jednak kwaterę Powstańców zlokalizowano gdzie indziej i tak już zostało. Żona płk Mischke, Irena - Maria umiera 24 czerwca 1978 roku i zostaje pochowana w tej samej kwaterze na Cmentarzu Wojskowym Warszawskim. Syn pułkownika Janusz - Krzysztof, urodzony 12 czerwca 1936 roku mieszka w Piotrkowie Trybunalskim. Pracuje w Szpitalu Wojewódzkim na stanowisku Ordynatora Oddziału Urazowo - Ortopedycznego. Drugie pokolenie płk  Wincentego Mischke, wnuczka Maria Małgorzata Mischke lat 30 mieszka w Łodzi i pracuje w Muzeum Sztuki Współczesnej na stanowisku v-ce Dyrektora Muzeum. Wnukowie Krzysztof lat 19 i Adam lat 18 są uczniami gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim.
    Płk Wincenty Mischke otrzymał odznaczenia następujące:
    1. Virtuti Militari kl. 5 (Dekret L. Z dnia 18 IV 1921 za walki 1919 roku )
    2. Virtuti Militari kl. IV (za walki nad Wartą we wrześniu 1939 roku, patrz wspomnienia gen  Rómmla „Za Honor i Ojczyznę”, władze PRL zatwierdziły przyznanie orderu z 1939 roku).
    3. Krzyż Niepodległości (za Powstanie Wielkopolskie).
    4. Krzyż Walecznych (wojna 1910-1920 rok).
    5. Medal za wojnę 1918-1920
    6. Medal Dziesięciolecia Niepodległości
    7. Medal za Długoletnią Służbę
    8. Krzyż Zasługi Srebrny (nadany przez KG AK)
    9. Krzyż Zasługi Srebrny z Mieczami (nadany przez KG AK)
    10. Medal Zwycięstwa i Wolności (dyplom Prezydium KRN Nr 101710 z 9.05.1946 r (służba w  WOP)
    11. Odznaka Grunwaldzka
    12. Krzyż Partyzancki (leg. Nr 7135 rozkaz Ministra Obrony Nar. Nr 20 z dn. 17 czerwca 1947
    13. Krzyż Powstania Wielkopolskiego
    14. Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski (za pracę w CPLiA. Leg. Nr K-23156. Uchwała Rady  Państwa 12.10.1966))
    15. Brązowa odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 7.06.1954. od Naczelnej Rady Odbudowy.  Leg. Nr 3777
    16. Srebrna Odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 17.12.1966. od Naczelnej Rady Odbudowy.  Leg. Nr S-4642).


    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


     

    MISCHKE WINCENTY.
    Życiorys


    Wincenty Mischke (urodzony 1894, zmarł 1969), powstaniec wielkopolski, oficer służby st. piech. WP, mjr [1939], w konspiracji „Muszkieterzy”, ZWZ, KG AK , awansowany do ppłk, ps. „Henryk”, „Myśliwiecki”, „Jan Mayer”.

    Wincenty Mischke urodzony 20.I.1894 roku w Mylinie pow. Międzychód, syn Adolfa i Walentyny z Maciejewskich. Ojciec Wincentego był krawcem; umarł gdy jego syn miał 6 lat. Matka posiadała tylko dom z ogrodem i dorabiała pracą u sąsiadów.  Do szkoły powszechnej uczęszczał w rodzinnej wsi, gdzie będąc w 6 klasie,  zorganizował strajk szkolny (taki, jak w tym samym czasie słynny strajk we Wronkach). Za tę akcję matkę Wincentego ukarano wysoką grzywna pieniężną, a jego samego wyrzucono ze szkoły.  Dopiero po upływie 1,5 roku władze niemieckie zezwoliły mu na podjęcie dalszej nauki w szkole handlowej we Wronkach. Był członkiem Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Chrzypsku Wielkim. W 1911 wstąpił do „Sokoła” w Pniewach. W 1914 ukończył tajny kurs dla naczelników i pod-naczelników „Sokoła”. 30 IX 1914 zostaje wcielony do armii niemieckiej. Służbę pełnił początkowo w 48 pp, potem w 18 pp. Po ukończeniu kursu karabinów maszynowych (wtedy weszły na uzbrojenie armii niemieckiej) zostaje  awansowany do stopnia kaprala i przydzielony do 59 pp, gdzie zajmował się szkoleniem rekrutów. W IV 1917 przeniesiony do 446 pp walczył na froncie zachodnim. W grudniu 1918 dostał przepustkę z frontu do domu na świętą. Po przyjeździe do Poznania zdezerterował z armii niemieckiej i 26.XII.1918 roku zgłosił się do Biura Werbunkowego żołnierzy polskich w Poznaniu. Od 27.XII.1918 roku jest już w oddziałach powstańczych. Bierze udział w walkach w oddziale straży na ulicach Poznania. W styczniu 1919 roku zorganizował w Mylinie oddział powstańczy, którym dowodził w czasie wyzwalaniu Mylina, Chrzypska Wielkiego, Sierakowa i Kamionnej oraz na froncie na linii Międzychód- Zbaszyń. 17.II.1919 roku odznaczył się w czasie odpierania natarcia niemieckiego na Gralewo. Wraz z oddziałem zostaje przydzielony do I batalionu „Grupy Zachodniej” przeformowanego w III 1919 w 2 p. strzel. wielkopolskich. W IV 1919 mianowany sierżantem piechoty i dowodzi kompanią w rejonie Zbąszynia. Po złożeniu egzaminu 20.VIII.1919 roku został mianowany z dniem 26.X.1919 roku ppor. piech. Od 15.IX.1919 roku dowodzi nadal kompanią i walczy na froncie wojny polsko-bolszewickiej na Białorusi. 10.XII.1919 roku 2 Pułk Strzelców Wielkopolskich zostaje przemianowany na 56 pp w składzie 14 DP. Uczestniczy w walkach nad Berezyną. Zostaje ranny 1.VIII.1920 roku i przebywa na leczeniu w szpitalu w Grudziądzu, potem do maja 1920 roku w szpitalu w Poznaniu. W czasie pobytu w szpitalach podejmuje naukę i kończy ją egzaminem maturalnym w roku 1922 .  Po wyleczeniu powraca do macierzystego pułku i z dniem 1.IV.1920 roku zostaje mianowany porucznikiem służby stałej piechoty. Służbę w 56 pp pełnił do końca maja 1926 roku. Wraz z tym pułkiem, jako adiutant pułku, bierze udział w wypadkach majowych stając po stronie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w zgrupowaniu gen. Roli-Żymierskiego. Bezpośrednio po przewrocie majowym zostaje przeniesiony z 56 pp do 9 pp Legionów w Zamościu (do pułku z którym walczył w maju 1926 roku) na stanowisko d-cy kompanii, potem adiutanta. Od IX 1931 jest przeniesiony do służy w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi-Komorowie Maz., gdzie pełni różne funkcje gospodarcze i wychowawcze, m. in. instruktora, d-cy plutonu oraz kompanii. Awansowany z dniem 1.01.1931 roku do stopnia kpt. sł. st. piech. W latach 1937-1939 pełni funkcję d-cy 6 kompanii szkolnej II baonu Szkoły Podchorążych Piechoty. W 1938 ukończył w Centrum Wyszkolenia Piechoty kurs dla dowódców batalionu. Z dniem 19.III.1939 awansowany do stopnia majora sł. st. piech. Od 24 VIII 1939 był d-cą II batalionu szkolnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrów-Komorowie Maz.. W kampanii wrześniowej 1939 bierze udział, już od 1 września, na stanowisku dowódcy 4 Samodzielnego Batalionu Strzelców w składzie 4 Brygady Kawalerii Kresowej w walkach nad Wartą pod Wieluniem (wieś Glinno). Z resztkami zdziesiątkowanego batalionu (zwanego później „batalionem śmierci”) wycofuje się w kierunku Warszawy, a później dalej na wschód z kierunkiem Brześć – Włodawa -  Biłgoraj i dołącza do 116 pp rez. będącego w składzie 41 DPRez. Obejmuje dowództwo 3 batalionu 116 pułku piechoty rezerwowej.
         Walczy nad Bugiem i później na Lubelszczyźnie; na Lubelszczyźnie w rejonie Sawin – Rochanie – Parchanie -Włodawa - Biłgoraj do 25.IX.1939 roku, kiedy to na rozkaz d-cy dywizji składa broń przed Niemcami .  Po kapitulacji  dostaje się do niewoli niemieckiej, z której ucieka po 4 dniach w drodze do obozu jenieckiego i kieruje się ku granicy próbując przedostać się na Węgry z zamiarem dotarcia do Francji. Jednak próba przejścia przez granicę słowacką nie powiodła się. Powraca do Warszawy, gdzie włącza się do działalności konspiracyjnej. Od listopada 1939 roku działa w konspiracyjnej organizacji „Muszkieterowie”, w której zajmuje się organizacją, a potem wywiadem na Generalną Gubernię i Niemcy. Po powstaniu ZWZ nawiązuje kontakt z gen. Roweckim i dostaje od niego rozkaz podporządkowania pod rozkazy ZWZ organizacji „Muszkieterów”. Wykonując ten rozkaz doprowadza do konspiracyjnego zebrania członków organizacji „Muszkieterzy”, na którym część zebranych deklaruje podporządkowanie się ZWZ, a cześć najbliższych współpracowników inż. Witkowskiego (założyciela organizacji) pozostaje z nim poza ZWZ, zakłada kolegialne kierownictwo organizacji (?) i wydaje wyrok śmierci dla Wincentego Mischke za zdradę organizacji. Wyroku nie wykonano, bo sam Witkowski zostaje skazany, wyrokiem sądu AK, na śmierć za zabójstwo dwóch podchorążych i ten wyrok wykonano. Po przemianowaniu ZWZ na AK od 1942 roku zostaje oficjalnie przydzielony do Wydziału Wywiadu Piechoty KG AK, w rzeczywistości pracuje w wywiadzie i kontrwywiadzie KG AK. Z dniem 11.XI.1943 roku mianowany ppłk sł. st. piech. Od kwietnia 1944 roku ma oficjalną  funkcję inspektora oddziałów leśnych AK i zajmuje się sprawami wyszkolenia. W tym czasie mieszka w mieszkaniu konspiracyjnym w Warszawie przy ul. Asnyka 2 i od czasu do czasu odwiedza żonę i syna w osiedlu podwarszawskim Królewskie Brzeziny, gdzie zresztą żona, Irena Mischke, na przełomie lat 1941 – 1942 , przez 7 miesięcy przechowuje dwóch, zbiegłych z jenieckiego lagru niemieckiego, żołnierzy rosyjskich, których w końcu udało się przetransportować na tereny wschodnie, gdzie ze swym akcentem mogli przetrwać do nadejścia swoich. 
        W ramach akcji „Burza” został odkomenderowany, przez KG AK, na stanowisko d-cy 25 DP AK w skład, której miały wejść odtwarzane 29 pp, 56 pp i 60 pp. na trenach Piotrków Tryb., Opoczno, Tomaszów Maz. Wyrusza z Warszawy w dzień wybuchu Powstania Warszawskiego i pod przybranym nazwiskiem Myśliwiecki działa na tych terenach. Od sierpnia 1944 prowadził działania organizacyjne, ale ostatecznie nie doszło do sformowania 25 DP AK. Akcja „Burza” zostaje anulowana i Wincenty Mischke zostaje powołany na stanowisko Inspektora KG AK na podregion Piotrków Tryb. (dowództwo regionu mieściło się w Łodzi lecz granicą Reichu łączność z nim była zerwana). Po wkroczeniu Rosjan do Piotrkowa Tryb. Wincenty Mischke uzyskuje wiadomość ze swych źródeł wywiadowczych, że jest poszukiwany przez NKWD. Ucieka z Piotrkowa i piechotą przeprawia się pod Warszawę. Dociera do rodziny, ukrywa się, choruje. Po uzyskaniu wiadomości o rozwiązaniu AK udaje się do Rejonu Uzupełnień  w Skierniewicach i ujawnia się. Zataja w dokumencie ujawnienia swoją działalność w Piotrkowie Tryb. podając, że  dnia 1 VIII 1944 został aresztowany przez Niemców jako osoba cywilna i wywieziony na roboty do Niemiec i że po odzyskaniu wolności w roku 1945 powrócił do kraju.  
     Po kilku miesiącach od ujawnienia zostaje wezwany do RKU Skierniewice i tam otrzymuje dokument wcielania do LWP z uznaniem stopnia podpułkownika nadanego przez KG AK i zostaje mianowany z dniem 3.01.1946 roku zastępcą d.s. liniowych dowódcy 10 Oddziału WOP z siedzibą w Rybniku. Po opanowaniu sytuacji w tym regionie dostaje w maju 1946 roku  rozkaz przeniesienia do Białegostoku na stanowisko dowódcy 6 Oddziału WOP. Pełniąc służbę w Białymstoku zostaje awansowany do stopnia pułkownika i zaraz po tym fakcie przeniesiony na stanowisko szefa sztabu Dywizji Piechoty w Kaliszu, a następnie przeniesiony do Łodzi na takie samo stanowisko szefa sztaby Dywizji Piechoty. W grudniu 1948 roku zostaje zwolniony z wojska i emerytowany bez uznania inwalidztwa po ranach odniesionych w 1919 roku pod Kijowem (sztywne palce i nadgarstek reki lewej) i z powodu częściowej utraty słuchu po kontuzji odniesionej w wyniku wybuchu pocisku w czasie walk nad Wartą w 1939 roku. Mieszkając w Łodzi pozostaje przez dłuższy czas bez pracy. W końcu uzyskuję pracę kierownika bazy transportu PCH w Łodzi, a po likwidacji PCH w sierpniu 1951 roku uzyskuje pracę referenta w Zarządzie CPLiA w Łodzi, gdzie pracuje do czasu przejścia na cywilną emeryturę z dniem 31.08.1966. Po roku 1968, ciężko chorując,  przenosi się do syna pod Warszawę. Umiera w Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie 20.VI.1969 roku. Pochowany na Powązkach w Warszawie w kwaterze Sybiraków, które to miejsce miało być pierwotnie kwaterą Powstańców Wielkopolskich, lecz tak się nie stało.
    *     *     *     *     *
    Odznaczenia:
    Virtuti Militari kl. 5 (Dekret L. Z dnia 18 IV 1921 za walki 1919 roku )
    Virtuti Militari kl. IV (za walki nad Wartą we wrześniu 1939 roku, patrz wspomnienia gen Rómmla  „Za Honor i Ojczyznę”, władze PRL zatwierdziły przyznanie orderu z 1939 roku).
    Krzyż Niepodległości (za Powstanie Wielkopolskie).
    Krzyż Walecznych (wojna 1910-1920 rok).
    Medal za wojnę 1918-1920
    Medal Dziesięciolecia Niepodległości
    Medal za Długoletnią Służbę
    Krzyż Zasługi Srebrny (nadany przez KG AK)
    Krzyż Zasługi Srebrny z Mieczami (nadany przez KG AK)
    Medal Zwycięstwa i Wolności (dyplom Prezydium KRN Nr 101710 z 9.05.1946 r (służba w WOP)
    Odznaka Grunwaldzka
    Krzyż Partyzancki (leg. Nr 7135 rozkaz Ministra Obrony Nar. Nr 20 z dn. 17 czerwca 1947
    Krzyż Powstania Wielkopolskiego
    Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski (za pracę w CPLiA. Leg. Nr K-23156. Uchwała Rady  Państwa 12.10.1966))
    Brązowa odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 7.06.1954. od Naczelnej Rady Odbudowy. Leg.  Nr 3777
    Srebrna Odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 17.12.1966. od Naczelnej Rady Odbudowy. Leg.  Nr S-4642).
    = = = = = = = = = = = = = = =
    Żona:  Irena z domu Pikunas.
    Syn: Janusz urodzony w roku 1936.
    *     *     *
    Roczniki oficerskie 1923,1924,1932; Dz. Pers. Nr 16 z 23 IV 1921;
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
    PRZYCZYNKI Z INTERNETU
    Z witryny:Surnames: M 2 (of 2)
    Polish Order of the Virtuti Militari
    Recipients (1792-1992)
    Wymieniony jest Ojciec wśród kawalerów Orderu Virtuti Militari V klasy
    ================================================================
    W “Bibliografia historii Wielkopolski”
    http://64.233.183.104/search?q=cache:HES_xONhMFcJ:www.latanowicz.neostrada.pl/linki/konlat.htm+Wincenty+Mischke&hl=pl&lr=lang_pl
    Mischke  Wincenty (1894-1969) płk WP, powstaniec wlkp. // PSB T. 21
    = == = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
    Przyczynki: D. Gołębiowski: „Burza nad Czarną”. Warszawa 1972, s. 26
    z witryny
    http://www.wielcy.pl/psb_szukani.php?tom=21
    s. 357: MISCHKE Wincenty (1894-1969) pułkownik WP, partyzant AK (rodzice: Adolf Mischke i Walentyna Maciejewska)
    ================================================================
    Z witryny 4 Brygady Kawalerii Kresowej w składzie której 4 Samodzielny Batalion Strzelców rozpoczął walki od 1 września 1939 roku 
    http://www.kawaleria2rp.horsesport.pl/kresbk.htm

    Batalion strzelców
    Dowódca batalionu - mjr Wincenty Mischke
    Kwatermistrz -
    Adiutant - por. Piotr Paweł Linka
    =======================================================================
    z
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Muszkieterzy_(organizacja)
    W okresie od połowy 1940 r. do wiosny 1941 r. struktura organizacyjna kierownictwa Muszkieterów wyglądała następująco:
    komenda główna:
    szef – kpt. S. Witkowski,
    sztab wraz z biurem:
    kwatermistrz – Andrzej Lipkowski,
    propaganda – Julian Wapniarski, potem Stefan Tarnowski,
    szef rejonów wywiadowczych – mjr Wincenty Mischke ps. "Henryk",
    szef kontrwywiadu – Stefan Dembiński ps. "Antoni",
    łączność – Aleksander Wielopolski ps. "Karol", potem płk Jerzy Jastrzębski ps. "Jan".
    ================================================================
    z  
    http://pl.wikipedia.org/wiki/6_Bia%C5%82ostocki_Oddzia%C5%82_WOP
    Sformowany w 1946 na bazie 6 Oddziału Ochrony Pogranicza, na podstawie rozkazu NDWP nr 0153/org. z 21 września 1946. Sztab oddziału stacjonował w Białymstoku.
    Rozformowany w 1948.
    Dowódcy oddziału [edytuj]
    · ppłk Wincenty Mischke
    · ppłk Włodzimierz Baranowski

    z:    http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=79&t=118412  - „Ale wracając do tematu, to mnie pasowałby również 4 baonu strzelców mjr Wincentego Mischke. Był to zdaje się przedwojenny III baon 30 pp (sorki, ale piszę z pamięci) przemianowany po mobilizacji na 4 baon strzelców (III/30 pp mobilizowany był od początku) i oddany jako związek organiczny pod komendę dowódcy Kresowej BK, która właśnie skończyła szlak bojowy na Lubelszczyźnie.
    Z
    http://www.niepodleglosc.lodzkie.eu/page/index.php?str=550

    ....4 batalion strzelców dowodzony przez mjr. Wincentego Mischke oraz 91 i 92 kompania czołgów rozpoznawczych. 10 DP broniły kraju w oparciu o linię rzeki Warty na odcinku blisko 29 km, od miejscowości Glinno na północy do Pstrokoń na południu.
    .... 3września...a 4 baon strzelców pod Dębołeką (stoczył bój)
    5 września na całym odcinku obrony 10 DP trwały kontrataki polskie .....
    .....Na odcinku 28 pSK uderzenie na Glinno wykonał 4 batalio strzelców mjr. Mischke. W południe na odcinku Glinno – Dzierzązna.... ogień artylerii niemieckiej tak się wzmógł, że masakrował zaległy w polu 4 baon i resztki 28 pSK....  Straty wśród kadry oficerskiej i podoficerskiej sięgały 70 %.
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
    Wyjątki pobrane z pracy Kazimierz Leskiego
    „Życie niewłaściwie urozmaicone.
    Wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK”
    (wydaną przez PWN Warszawa 1989r.)
    dotyczące pułk. Wincentego Mischke
    (kryptonimy „Antoni”, „Henryk”„129”, „N150”, „major”)
    z organizacji MUSZKIETERZY


    Str. 74 wiersz 7 od dołu:
    Zagadnienie sieci wywiadu wojskowego otrzymał major piechoty „129” – Wincenty Mischke.

    Str. 80 wiersz 7 od góry:
    „Muszkieterowie” prowadzili z dużym powodzeniem różne gałęzie wywiadu, przede wszystkim ofensywnego. Major „129” (Wincenty Mischke, pseudonimy „Henryk”, „Antoni”) rozbudował siec wywiadu wojskowego do wielkości aparatu sprawnie działającego, dobrze instruowanego, dającego meldunki regularne i dość wyczerpujące.

    Str. 90 wiersz 16 od góry:
    Dane o transportach wojskowych gromadziła sieć „129” („129”, to kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM)

    Str. 92 wiersz 10 od dołu:
    Jednocześnie cykl uzyskania odpowiedzi na zapytanie był długi – decydowała o nim wieloszczeblowa łączność – od „37” do „129”.

    Str.123 wiersz 18 od góry:
    W „Muszkieterach” nasilał się ruch „przejścia do wojska”… Ruch ten objął nawet „górę” , to jest „Brata Antoniego”, bezpośredniego zastępcę „Kapitana”, „13” – skarbnika organizacji, oczywiście cały wywiad wojskowy „129”  (to kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM)….

    Str.131 wiersz 10 od góry:
    Po naszym gremialnym przejściu do ZWZ przy Witkowskim pozostała mała grupka ludzi, m.in. „N-150” (Mjr Wincenty Mischke, poprzednio oznaczany „129” – dopisek autora), działający najpierw z własnej inicjatywy, a następnie z polecenia Komendanta Głównego ZWZ i - sukcesywnie – Armii Krajowej. Miał on dopilnować przekazania pozostałych jeszcze agend „Muszkieterów” do Armii Krajowej tak, aby w sieci „Mu” pozostała jedynie sieć wywiadu w Rzeszy. Takie warunki zostały uzgodnione na spotkaniu Witkowskiego, „N-150”  (to nowy kryptonim Wincentego Mischke – dopisek JM) z „Dzięciołem” (szef wywiadu AK - dopisek JM), a następnie z „Grotem”. Pomimo starań „N-150” warunki te nie zostały przez Witkowskiego dotrzymane. 

    (Ze wspomnień pułk Mischke dowiedziałem się, że wbrew Witkowskiemu przeszedł on, wraz ze swą siecią i innymi oficerami, do ZWZ. Pozostali przy Witkowskim uchwalili dowodzenie kolegialne organizacją „Mu” (sic! kolegialne w czasie wojny?) i wydali wyrok śmierci na mjr Mischke „za zdradę”. Na szczęście nie był ten ich wyrok wykonany). 

    Str. 134 wiersz 10 od góry:
    Bez większych problemów odbyło się przejecie przez ZWZ całej sieci wywiadu wojskowego „Muszkieterów”. Ludzi z tej sieci przekazani zostali przez jej szefa mjr Wincentego Mischke („Henryk”, „129”, ostatecznie „N-150”), do jednostek terenowych ZWZ, gdzie, przeważnie w dalszym ciągu pełniąc służbę informatorów w swoim dotychczasowym zakresie, włączeni zostali do odpowiednich oddziałów. Sam „N-150”, z polecenia „Dzięcioła”, (szef wywiadu AK - dopisek JM) jeszcze przez kilka miesięcy pokonywał trudności przy przekazywaniu pozostałych jeszcze w organizacji przy „Inżynierze” (jeden z kryptonimowi Witkowskiego – dopisek JM) oraz agentów z sieci wywiadu na Rzeszę i ostatecznie przeszedł do Armii Krajowej jako inspektor wyszkolenia wojskowego
    = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =
     Artykuł z pisma „Rzeczpospolita Podchorążacka” nr 3/3/1993, wydawanego przez Kolo Miłośników Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów-Komorowie Maz., zatytułowany „pułk. Wincenty MISCHKE – oficer, instruktor i wychowawca”.

    Dzisiaj możemy sobie zadać pytanie, czy dobór oficerów na stanowiska instruktorów, w Szkołach Oficerskich II RP był  przypadkowy, czy też wynikał z przemyślanej selekcji. Intencją Wielkiego Marszalka było, aby kadra instruktorska a szczególnie oficerska reprezentowała poziom najwyższy, tak w dziedzinie wiedzy wojskowej jak i o nienagannym charakterze.
    Nazwiska wielu oficerów-instruktorów, zapisane na kartach najnowszej historii czasu wojny lat i lat okupacji, tych w kraju jak i za granica wskazują na praktykowanie polityki personalnej zbliżonej do wskazówek marszałka Józefa Piłsudskiego. Niemałą role w tych praktykach odgrywały posunięcia poszczególnych komendantów. Odpowiedź  na to pytanie dzisiaj jest już praktycznie niemożliwa, możemy jedynie bawić się w  przypuszczenia, doszukiwać się pewnych związków i zależności.
    W ostatnich dniach roku 1931  do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów - Komorowie Mazowieckiej odkomenderowany został  nowo mianowany kapitan, oficer 9 p.p. Leg. Wincenty Mischke. Jest to okres komendantury płk.  dypl. Ludwika Bociańskiego.  Pamiętajmy, że był on jednym z tych komendantów, którzy dbali szczególnie o dobór swoich instruktorów. Po objęciu stanowiska komendanta S P P pułkownik ściągnął za sobą do Komorowa wyróżniających się, jego zdaniem, kilku oficerów 86 p.p., którymi dowodził przed przeniesieniem do S. P. P. Dzisiaj możemy się dopatrywać pewnych  punktów stycznych ówczesnego komendanta S P P z osobą kapitana Mischke. Obaj rodem z poznańskiego, zgarnięci do wojska niemieckiego walczyli na froncie Zachodnim, obaj byli uczestnikami Powstania Wielkopolskiego i chyba obaj równi statusem społecznym. To są tylko nasze kalkulacje, pewnym jest, że kpt. Mischke miał opinię wzorowego oficera i patrioty, doskonałego instruktora i wychowawcy.
    Płk Mischke urodził się 20 stycznia 1994 roku we wsi Mylin koło Chrzypska Wielkiego pow. Międzychód (rejon Sieraków, Pniewy); był synem Adolfa i Walentyny z Maciejewskich. Matka pułkownika pochodziła z rodziny chłopskiej, ojciec był krawcem. Rodzeństwo miał dość liczne – cztery siostry i jednego brata. Rodzina utrzymawała się z pracy ojca krawca i z ogrodu przydomowego matki. Ojca stracił gdy miał 6 lat. Zmusiło to młodego Wincentego do podejmowania pracy u bogatszych sąsiadów aby pomóc matce w utrzymaniu rodziny. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnej wsi Mylin. W czasie słynnych strajków szkolnych w poznańskim (Września) był organizatorem takiego strajku szkolnego  w tej właśnie szkole w Mylinie. Został usunięty ze szkoły, a matkę obciążono wysoką karą pieniężną. Po roku władze niemieckie pozwoliły mu na ponowne podjecie nauki szkolnej, tak więc ukończył szkolę podstawową w Mylinie z rocznym opóźnieniem. Sytuacja materialna rodziny nie pozwalała na kontynuowanie nauki w szkole średniej. Zdążył tylko podjąć naukę na kursach przygotowujących do matury i zaczęła się wojna. Został zmobilizowany i wcielony do wojska niemieckiego. Kampanię  I Wojny Światowej odbył na froncie francuskim. W grudniu 1918 roku otrzymuje przepustkę z frontu na kilka dni do domu. Po przybyciu do Poznania wstępuje do konspiracyjnych oddziałów wielkopolskich i gdy przybywa do Poznania Paderewski i wybucha Powstanie Wielkopolskie bierze udział w walkach ulicznych w Poznaniu. Po opanowaniu  Poznania przez Wojska Polskie zostaje odkomenderowany w okolice rodzinne: Mylin - Chrzypsko Wielkie - Sieraków dla zorganizowania w tym rejonie oddziałów powstańczych. Od stycznia 1919 roku jest dowódcą l komp. 2 pułku Strzelców Wielkopolskich. Na czele swojej kompanii toczy walki z Niemcami w rejonie Międzychodu i Zbąszyna. W październiku tegoż roku, po złożeniu egzaminów w Wielkopolskiej Szkole Oficerskiej, uzyskuje stopień porucznika ze starszeństwem od 1. 06.1919 r. Po zakończeniu walk z Niemcami skierowany zostaje z 56 p.p. na front wschodni. Wraz z pułkiem wkracza do Kijowa. 1 lipcu 1920 roku, w czasie odwrotu, nad Bugiem w Janowie Podlaskim,  zostaje ranny. Leczony w szpitalach wojskowych do czerwca 1922 roku. Przechodzi kilka operacji. Wychodzi ze szpitala z utrwalonym kalectwem w postaci zesztywnienia nadgarstka i palców lewej reki. W czasie pobytu w szpitalu podjął naukę i pod koniec leczenia uzyskał świadectwo maturalne. Wraca do służby w 56 p. p. Wielkopolskim, w którym pełni funkcję adiutanta pułku. W 1926 roku, wraz z pułkiem bierze udział w wypadkach majowych po stronie prezydenta Wojciechowskiego. Po przewrocie majowym zostaje nagle odkomenderowany do Zamościa, do 9 p.p. pułku Legionów, z którym jako przeciwnikiem walczył w maju w Warszawie i jej okolicach. Na awans do stopnia  kapitana czeka 11 lat. (pewnie karnie za maj). W Zamościu zawiera związek małżeński z Ireną z domu Pikunas, z zawodu nauczycielką. W grudniu 1931 roku otrzymuje awans na kapitana i jednocześnie zostaje odkomenderowany do Szkoły Podchorążych Piechoty Ostrów - Komorowo Mazowiecka. W szkole jest dowódcą kompanii i wykładowcą taktyki. W sierpniu zostaje awansowany do stopnia majora, a 26 sierpnia 1939 roku zostaje zmobilizowany  i mianowany dowódcą 4 Samodzielnego Batalionu Strzelców wchodzącym w skład 10 DP w armii „Łódź”. Batalion, jako jeden z pierwszych, od dnia 1 września nad ranem, toczy już pierwsze boje z Niemcami na linii Sieradz – Złoczów – Wieluń. Szczególnie ciężkie walki toczy na przyczółku rzekli Warty pod Sieradzem oraz w miejscowości Glinno przy likwidowaniu oddziałów niemieckich przeprawiających się przez Wartę. Z resztkami batalionu podjął mjr Mischke odwrót na Warszawę, a następnie ku granicy rumuńskiej przyjmując kierunek na Włodawę. Tu wchodzi w skład 11 DP rezerwowej i obejmując dowództwo 3 batalionu 116 pułku piechoty rezerwowej. Dywizja toczy walki z Niemcami w rejonie Sawin – Rachania – Parchania – Adamów. Dnia 25 września składa broń przed Niemcami. W trzecim dniu pobytu w niewoli niemieckiej mjr Mischke ucieka z kolumny jenieckiej i przedziera się w kierunku Warszawy. Dociera do stolicy już po ustaniu działań wojennych i po opanowaniu miasta przez Niemców. Tu nawiązuje pierwsze kontakty konspiracyjne. Bierze udział w organizowaniu siatki podziemnej „Muszkieterzy”, która powstaje już w listopadzie 1939 roku. Szefem organizacji zostaje Stefan Witkowski o kryptonimie  cyfrowym "29", posługuje się też pseudonimami "kapitan" , "inżynier", "Doktór" i innymi. Organizacja ma zadania wyłącznie wywiadowcze. W strukturze wywiadowczej mjr Mischke, przyjmując kryptonimy "129" i "150", otrzymuje zadanie tworzenia sieci wywiadu wojskowego.  Pełni w „Muszkieterach” funkcję z-cy dowódcy Po nawiązaniu kontaktu z Komendą Główną ZWZ  podporządkowuję się jej i przeprowadza akcje przyłączenia "Muszkieterów" do ZWZ. Część z członków "Muszkieterów", uważając jego działania za zdradę, wydaje na Wincentego Mischke wyrok śmierci. Po wyjaśnieniu, na tajnym zebraniu "Muszkieterów" (protokół z tego zebrania został przekazany członkom organizacji "Muszkieterzy" przez p. Petrykowskiego byłego wychowanka mjr Mischke) zapada decyzja przejścia większości jej członków do ZWZ. Od 1940 roku jest żołnierzem ZWZ, a później oficerem KG AK. W 1942 roku awansowany do stopnia podpułkownika. Kazimierz Leski w swojej książce pt. "Zycie niewłaściwie urozmaicone" ten okres pracy Wincentego Mischke tak charakteryzuje "Po naszym gremialnym przejściu do ZWZ przy Witkowskim pozostała niewielka grupa ludzi. m.in. "N150”  (tj. Wincenty Mischke), działający najpierw z własnej inicjatywy, a następnie z polecenia Komendanta Głównego ZWZ i – sukcesywnie Komendanta Głównego Armii Krajowej. Miał on dopilnować przekazania pozostałych jeszcze agend "Muszkieterów" do Armii Krajowej tak, by w ramach "Mu" pozostała jedynie sieć wywiadu w Rzeszy. Takie warunki zostały ustalone na spotkaniu Witkowskiego i "N -150" z "Dzięciołem" (płk. Marian Drobik), a następnie z "Grotem". Pomimo starań "N -150" warunki te nie zostały przez Witkowskiego dotrzymane. W konsekwencji wszystkich tych posunięć wydany został rozkaz "Grota" pozbawiający Witkowskiego kierownictwa "Muszkieterów", zabraniający utrzymywania z nim kontaktów, a ostatecznie nie istniejący już praktycznie „Muszkieterowie" rozkazem z 27 sierpnia 1942 roku zostali formalnie rozwiązani. Sprawa "Inżyniera" (S. Witkowski) przekazana została Wojskowemu Sądowi Specjalnemu".
    Ppłk Wincenty Mischke pełni służbę w Komendzie Głównej AK na stanowisku Inspektora Oddziałów Leśnych oraz w kontrwywiadzie KG AK. Mieszka w Warszawie. Rodzina - zona z synem i teściową mieszkają pod Warszawa w osiedlu Brzezinki Królewskie w pobliżu stacji PKP Miłosna. W domu tym skupia się wiele sieci działalności podziemnej, przechowuje zbiegłych jeńców rosyjskich, pomaga Żydom zbiegłym z Getta, ukrywa bron i odbiorniki radiowe, prowadzi kolportaż prasy podziemnej. W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego zostaje ppłk Mischke odkomenderowany z Warszawy do Piotrkowa Trybunalskiego na stanowisko Inspektora Komendy Głównej AK w Podokręgu piotrkowskim z przeznaczeniem na dowódcę 26 dyw. AK w akcji "Burza". Do stycznia 1945 roku, wobec odwołania akcji "Burza" pełni funkcje Inspektora KG AK w Piotrkowie Tryb. Z tego okresu o ppłk Mischke wspomina jeden z jego wychowanków ze S.P.P. p. Ciszewski Józef :... „Miałem z Nim tylko .bardzo krótki kontakt. Było to w lecie 1944 r. Otrzymałem rozkaz dostarczenia do dworu w Rożenku pieniędzy, pochodzących ze zrzutu celem wymiany ich na walutę okupacyjna. Po przekazaniu walizki z pieniędzmi zauważyłem przechodzącego mego d-cę kompanii w S.P.P. mjr Mischke, wówczas już pułkownika. Zameldowałem się pułkownikowi. Płk. Mischke zaproponował mi abym, w czasie jego inspekcji Oddziałów Leśnych, towarzyszył mu jako jego adiutant (funkcję taką pełniłem już w III/25 p.p. u majora "Malwy").  Przez kilka dni odwiedziliśmy Oddział "Henryka", Oddział "Lotniczy" por. "Mariana" i Szpital Polowy we wsi Gaj. Widywałem się z nim jeszcze kilka razy w majątku Skórkowice."
    Po wkroczeniu Rosjan Wincenty Mischke poszukiwany jest przez NKWD. Ukrywa się, a w marcu tegoż roku powraca do żony i syna. Dłuższy czas choruje nie niepokojony przez żadne służby. W czerwcu 1945 roku po wysłuchaniu rozkazu rozwiązania AK, ujawnia się i zgłasza do RKU w Skierniewicach. Po dłuższej procedurze weryfikacyjnej zostaje w dniu 3 kwietnia 1946 roku wcielony do Wojska Polskiego. Pełni służbę na stanowisku z-cy d-cy d/s liniowych w Oddziale Wojsk Ochrony Pogranicza w Rybniku, a następnie jako d-ca Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza w Białymstoku. Tu pragnę przytoczyć fragment rozmowy na temat płk Mischke z panem Wacławem Kuśmierczykiem, synem st. sierż. szefa kompanii w Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie, znanej mu z opowiadań ojca, który w okresie pobytu pułkownika w Łodzi utrzymywał z nim przyjacielskie stosunki. Otóż ppłk Mischke w czasie swojej służby w Białymstoku, pewnego dnia zameldował się u marszałka Spychalskiego z prośbą o zwolnienie z wojska. Motywacja ppłk Mischke o przekraczających jego umiejętności zadaniach na tym stanowisku nie przekonały marszałka i zażądał szczerego uzasadnienia. Wówczas ppłk. Mischke powiedział wprost, że nie wychodzi mu współpraca z przełożonymi - Ruskami. Spychalski podumał przez chwilę, potem poprosił by ppłk Mischke poczekał przez jakiś czas, wyszedł, zostawiając naszego bohatera samego w gabinecie. Jak sam się w czasie tej rozmowy, z panem W. Kuśmierczykiem, przyznał, obleciał go strach. Przypuszczał, ze marszałek wyszedł by powiadomi NKWD. Ucieczka była niemożliwa, gabinet znajdował się na wyższym piętrze i w dodatku wszędzie warty. Po pewnym czasie marszałek Spychalski powrócił trzymając dwa papierki. Jeden to awans na pełnego pułkownika, drugi to przeniesienie, bliżej rodzinnych stron, do Kalisza. W Kaliszu płk Mischke obejmuje stanowisko Szefa Sztabu Dywizji, a następnie  to samo stanowisko w Dywizji w Łodzi. W czerwcu 1949 roku zostaje zdemobilizowany i skierowany na emeryturę bez uznania inwalidztwa z 1920 roku i znacznego stopnia głuchoty od wybuchu pocisku i zasypania ziemią w czasie walk nad Warta w 1939 roku. Przyznana renta w wysokości około 300 zł nie dawała możliwości przeżycia. Podejmuje więc prace w PCH Łódź na stanowisku Kierownika Biura Spedycji. W lutym 1951 roku traci prace w wyniku likwidacji przedsiębiorstwa. Do września pozostaje bez pracy. Niedostatek zmusza pułkownika do spieniężenia wszystkiego co posiadał. W tym też czasie nasila się zainteresowanie Urzędu Bezpieczeństwa, kilkakrotnie jest przesłuchiwany. Celem zabezpieczenia sobie egzystencji na dalsze lata podejmuje naukę na 2-letnim Studium Księgowości. W końcu roku 1951 podejmuje pracę w CPLiA na stanowisku referenta w Dziale Sprzedaży. Pracuje tam do 31.08.1966 r. kiedy to  przechodzi na rentę starczą. Z Łodzi przenosi się do syna, który w tym czasie mieszka w Osiedlu Brzezinki Królewskie pod Warszawa. Rozpoczynają się choroby przewlekle i cierpienia. Umiera w Szpitalu w Warszawie 20 czerwca 1969 roku. Pochowany na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie w kwaterze Sybiraków. Miała być w tym miejscu kwatera Powstańców Wielkopolskich i o miejsce w takiej kwaterze koledzy czynili starania. Później jednak kwaterę Powstańców zlokalizowano gdzie indziej i tak już zostało. Żona płk Mischke, Irena - Maria umiera 24 czerwca 1978 roku i zostaje pochowana w tej samej kwaterze na Cmentarzu Wojskowym Warszawskim. Syn pułkownika Janusz - Krzysztof, urodzony 12 czerwca 1936 roku mieszka w Piotrkowie Trybunalskim. Pracuje w Szpitalu Wojewódzkim na stanowisku Ordynatora Oddziału Urazowo - Ortopedycznego. Drugie pokolenie płk  Wincentego Mischke, wnuczka Maria Małgorzata Mischke lat 30 mieszka w Łodzi i pracuje w Muzeum Sztuki Współczesnej na stanowisku v-ce Dyrektora Muzeum. Wnukowie Krzysztof lat 19 i Adam lat 18 są uczniami gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim.
    Płk Wincenty Mischke otrzymał odznaczenia następujące:
    1. Virtuti Militari kl. 5 (Dekret L. Z dnia 18 IV 1921 za walki 1919 roku )
    2. Virtuti Militari kl. IV (za walki nad Wartą we wrześniu 1939 roku, patrz wspomnienia gen  Rómmla „Za Honor i Ojczyznę”, władze PRL zatwierdziły przyznanie orderu z 1939 roku).
    3. Krzyż Niepodległości (za Powstanie Wielkopolskie).
    4. Krzyż Walecznych (wojna 1910-1920 rok).
    5. Medal za wojnę 1918-1920
    6. Medal Dziesięciolecia Niepodległości
    7. Medal za Długoletnią Służbę
    8. Krzyż Zasługi Srebrny (nadany przez KG AK)
    9. Krzyż Zasługi Srebrny z Mieczami (nadany przez KG AK)
    10. Medal Zwycięstwa i Wolności (dyplom Prezydium KRN Nr 101710 z 9.05.1946 r (służba w  WOP)
    11. Odznaka Grunwaldzka
    12. Krzyż Partyzancki (leg. Nr 7135 rozkaz Ministra Obrony Nar. Nr 20 z dn. 17 czerwca 1947
    13. Krzyż Powstania Wielkopolskiego
    14. Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski (za pracę w CPLiA. Leg. Nr K-23156. Uchwała Rady  Państwa 12.10.1966))
    15. Brązowa odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 7.06.1954. od Naczelnej Rady Odbudowy.  Leg. Nr 3777
    16. Srebrna Odznaka „Odbudowy Warszawy” (z dnia 17.12.1966. od Naczelnej Rady Odbudowy.  Leg. Nr S-4642).

     

     

     

     

     

     


     

     

     

     


    15 luty 2012 r.

     

    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005