<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Przyjaciele - ich okiem i piórem "2"

  • Konstanty Kostka
  • Pierwsi Partyzanci
  • O Lucynie Stankiewicz …
  • Godzina W - AD 2008
  • Kowno i Wileńszczyzna na pocztówkach
  • Olgierd Stankiewicz - Wspomnienia
  • Lot do Wilna
  • A jednak wszystko jest możliwe ...
  • Komorów na mapach cz. 1
  • Komorów na mapach cz. 2
  • Jenike, Starzyński, Puzio
  • Dwanaście złotych pszczół
  • Kresowy życiorys
  • Bożena Dobaczewska - "Przeszłość" ...
  • Henryk Radziszewski
  • Bohater z Marcinkaniec koło Grodna – ppor. Piotr Juralewicz
  • Moje narodziny - wiersze Joanny Piwońskiej
  • Nowogródczyzna - wspomnienia z AK - Olgierd Stankiewicz
  • Tragiczny los Gołogór
  • Rutkowski Tadeusz
  • Zdzisław Małaczyński
  • Wspomnienia Janusza Mischke o ojcu
  • Janina Ziarko - wiersze
  • Wspomnienia Karola Skury - uczestnika bitwy pod Monte Cassino
  • Uwagi dotyczące hasła Skalski herbu Szeliga w książce Wiktora Wittiga - Nieznana szlachta polska
  • Jan Szczepański - Wieś Radzice w okresie okupacji hitlerowskiej
  • Przeżyłam Kazachstan
  • Moja ciocia z Ravensbrück
  • Błagowieszczanka
  • Wspomnienia o moim dziadku Alfredzie Hamburgerze
  • Skawińscy herbu Rawicz
  • Historia budowy szkoły w Szyszkowie w latach 1937-1938
  • Historia budowy szkoły w Szyszkowie w latach 1937-1938




  • Wiersze Bożeny Dobaczewskiej
    z domu Składzińska
    Członek Związku Szlachty Polskiej Kresów Wschodnich


    Wszelkie prawa do publikacji - zastrzeżone

    Zapraszamy do wysnucia refleksji dotyczącej twórczości Pani Bożeny na forum FORGEN - LINK 
     





    Dedykuję swoim przodkom Stefanii Pstrokońskiej i Michałowi Karyory {emu }

    *  *  *  *  *  *

    Zapraszam do posłuchania utworu dedykowanemu Matce przez syna:
     
     
    *  *  *  *  *  *


    *  *  *  *  *  *

    W dniu 7 listopada 2009 r. odznaczona od Związku Szlachty Polskiej KW.
    " Złoty Krzyż Szlachecki Orderu Świętego Stanisława wraz mężem.
    Za szlachetność serca względem ludzi słabych oraz  umacnianie idei szlacheckiej - szlachectwo zobowiązuje "

    *  *  *  *  *  *
     

    Podziękowanie Prezydenta Miasta Płocka dla Pani Bożeny Dobaczewskiej za całokształt działaności ..


    *  *  *  *  *  *

    List do P. Dobaczewskiej w imieniu Pana Prezydenta  Lecha Kaczyńskiego z kancelarii prezydenckiej o takiej treści:


    Zastępca Dyrektora
    Zespołu Obsługi Organizacyjnej Prezydenta
    Jakub Marcin Opara
     
                                                                       Warszawa 5 pazdziernika 2009roku
     

                                                              Pani Bożena Dobaczewska
     
     
     

    Szanowna Pani
     

    w imieniu Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Pana  Lecha Kaczyńskiego serdecznie dziękuję za pełen życzliwości list i opatrzone dedykacją Prezsłania " Aby ocalić od zapomnienia "
    Publikacja ukazująca losy Pani Rodziny, zostala przekazana do Biblioteki Prezydenckiej .
     

    Proszę przyjąć wyrazy szacunku oraz życzenia wielu sił twórczych.
     

                                                    Z poważaniem
                                                   
                                                       podpis





    *  *  *  *  *  *



    Kilka rodzinnych zdjęć przodków ze strony Składzińskich i Karyory.


      
    Rodzina Składzińskich  


      
    Lucjan senior i Zofia Sładzińscy z d. Karyory z dziećmi           Rodzinny dom Sładzińskich


      
    Rodzina Składzińskich                                      Siostry Lucjana Składzińskiego seniora













    Przeszłość
     
    Przeszłość - to stary dom nocą
    Lampy rzucające cienie
    Skrzypienie okiennicy jakiś szelest
    Jakby - przodków westchnienie
    W muślin firan czas wtulony
    Powiew - jakby ukłon śle
    Wejdż - natchnij nutką czułości
    Książki obrazy kurzem powleczone
    Płatek róży w albumie zasuszony - jakby
    Zalękniony przed okiem przyszłości
    Wiatr kuszącym szeptem zaprasza
    Czytaj oglądaj wzrokiem zaciekawionym
    One nauczą cię miłości
    Wskażą - jak kierować rozumem
    Te szepty w myślach wirują
    Ciągle coś wspominają zapisują
    Bo przeszłość to rodu dzieje
    To czas radości wzniosłych zrywów - łez
    Korzenie własnej tożsamości też
    TO testament rodzący nadzieję dla pokolenia co
    Wzrastać będzie w nowej rzeczywistości
    Z tradycjami swoje Rodu
    I wyznawanych przez nich wartości


    * * * * *
     


    Być strażnikiem rodzinnej pamięci
     
    Być strażnikiem rodzinnej pamięci
    I - to wszystko w kufrze zamknąć
    Przez czas kurzem otulonym
    Nie ważne czy rodzina jest tu ze mną
    Cy rozjechała się w różne świata strony
    Tej rodziny pragnę każdy dzień zachować zatrzymać
    Na jakiejś kartce niech będzie o niej zapisane
    A z nią cienie smutku i wesołe szczebiotanie
    I że raz miłość czyniła z nich istoty wrażliwe
    Pełą szczęścia co mogło być żródłem radości
    Innym razem ta miłość sprawiała ból
    Raniąc duszę brakiem odpowiedzialności
    Czasem - ktoś niecny zapragnął uczuciem manipulować
    Posuwać się do okrucieństwa do podłego słowa.
    Rodzina - to szeroki horyzont myślowy
    Często pojawiały się w niej mądre i zdolne głowy
    Bywało że jedno słowo potrafiło lawinę spowodować
    Matka pragnęła temu sprostać czasem coś zatuszować
    Bo w jej oczach bywa wszystko proste
    Powiadała - żal wyrzuć lub do kufra schowaj
    Rodzina jak wszędzie w swych trybach się kreci obraca
    Niby w sieciach zawiłych - tak jak ciężka praca
    A czas - jak dym inspiruje lub nas straszy
    Czas - jest drugą po miłości wartością prawdziwą
    Nie zdobywa go się umiejętnościami
    Tylko los może nam go ofiarować - w darze
    Zamknijcie przesłania moje w kufrze lub w komorze
    Niech ani czas ani dym ich nie rozwiewa
    Proszę w pokorze
    Czytając je - w waszych sercach niech raz coś łka a raz niech coś w nich śpiew
     

    * * * * *
     

    Protoplastą naszym jesteś
    Z legionami cesarza Napoleona przybyłeś
    Swoją grecką Ojczyznę
    Z jarzma tureckiego budziłeś
    Walcząc dzielnie-
    Męstwo twoje krwią oblewane
    Medalami było nagradzane
    Bratem Polaków stać się pragnąłeś
    Za żonę naszą praprababkę pojąłeś
    Poświęcałeś życie swojej i jej Ojczyżnie
    W wojennej poniewierce
    Przez resztę dni w twoim greckim sercu
    Biło także polskie serce
    Nie mogłeś ujrzeć Matki siwego włosa
    Siostry uśmiechniętego lica
    Miłość do kobiety i słusznej sprawy
    Trzymały cię - tu
    Niczym zarzucona kotwica
    Wspomnienia były wielką twoją krwawą blizną
    Miałeś je zawsze w sercu
    Wołając w skrytości duszy
    O Grecjo moja Ojczyzno !
    My potomkowie dumni z czynów
    Prapradziada takiego
    Myślą czułą hołd składamy
    I - zawiadamiamy że
    Wolną Ojczyznę już mamy
    Gorącym sercem twój stary ród - tam w Grecji
    Z nostalgią wspominamy
    Bo wiemy że jest on naszymi korzeniami
     
    Dedykuję swojemu prapradziadowi Michałowi Karyory {emu }
     

    * * * * *
     
     
     
    Różo srebrna
     

    Różo srebrna kurzem przez czas powleczona
    Na wyblakłym polu czerwonym
    Złotem zaśniedziałym okolona
    Jakby - taka zapomniana porzucona
    Kiedyś byłaś symbolem rodu
    Srebrem szczerym błyszczałaś
    Nad dramatem Ojczyzny często bolałaś
    To co dla ciebie było chlubą wzorem
    Zostało pogrzebane zapomniane
    Często wyśmiewane !
    Powróć w domowe progi
    My -- następne pokolenia prosimy
    Ale powróć w blasku srebra
    Na jaskrawym polu purpurowym
    Złotem szczerym opleciona
    Boś ty naszego rodu - wizytówką
    Dowodem tożsamości naszej
    Autentyczna i nie zmyślona
     
    Dedykuję mojej prababce Stefanii Pstrokońskiej

    * * * * *


    Budujcie domy
     
    Budujcie młodzi domy piękne i wspaniałe
    Takie jak były dawniej
    Kiedy nasze babcie były małe
    Gdzie w fotelu zasiądzie
    Babcia z koszyczkiem z robótką
    Dziadek zapali fajkę i wnukom opowie bajkę
    śpiewając polskie pieśni
    Co każdy Polak zna
    " Nie rzucim ziemi skąd nasz ród "
    Wnuczek powie wiersz
    " Kto ty jesteś? Polak mały ! "
    Wnuczka zaśpiewa dzwięcznym głosem
    "Boże coś Polskę przez calutkie wieki "
    A wszyscy gromko zawtórują
    Mając na twarzy wypieki
    Będziecie mówić jak nasi dziadowie i babcie
    Obcymi językami
    Bo to normalne jest w narodzie
    Gdzie kultura i sztuka z człowiekiem jest w zgodzie
    Będziecie przyrządzać polskie potrawy ale
    Smakować inne również
    Dla zabawy i łechtania podniebienia
    Dla oceniania i porównywania
    Mimo komputerów i wszelkich nowości
    Stójcie młodzi na straży polskich wartości
    Chłońcie to wszystko co dobre i wspaniałe
    Na polską chwałę !
     

    * * * * *
     

    Wizerunki przodków
     
    Wizerunki przodków
    Jakby strażnicy przeszłości drążą myśli moje
    A - ich szept w szeleście liści w oddechu ścian
    Słyszę niby polecenia wydawane
    Przodkowie mili
    Nie martwcie się o przyszłe pokolenia
    Potomkowie wiedzą że walczyliście
    O Polskę szczęśliwą -
    Znają wasze marzenia
    Zapamiętali że ocieraliście łżę żyjąc w upodleniu
    Bo duma godność wasza była w zapomnieniu
    Ale wiele się zmienia !
    Wasze poświęcenia są bardziej doceniane
    Nawet takim jak wy - honory są oddawane !
    Ale ci co obcej ziemi służyli
    Patriotami nazywać się ośmielili
    Wyćwiczyli znak krzyża medalami piersi obwiesili
    Obyście w swych szeptach się nie mylili
    Niech Naród patrzy i obserwuje
    Czy słowo honor zaowocuje


    * * * * *
     

    Twarze na fotografii
     
    Przyjrzyjcie się !
    Przyjrzyjcie się tym twarzom na fotografii
    Czy będzie wam ciężko żyć z myślami że
    Tych co was kochali nie ma już z wami ?
    Nie ujrzycie już uśmiechem rozjaśnionych twarzy
    Cieszących się waszymi sukcesami
    W ięc - niech odrobina żaru miłości wleje w wasze serca
    Trochę troski trochę czułości
    Bo czas ucieka !
    A - wy bawicie się w życie
    Nie zauważając bliskiego wam człowieka!
    Niech wasze serca owiane chłodem wiecznym
    Rozgrzeje garść promieni słonecznych
    Niech przepędzi wiatr złego chochlika szydzenie
    Z uczuć tak prawych jak - czułość i troska
    Bo będą wasze serca i sumienia obijać się
    Niczym kamienie o myśli
    I nie pozwolą żyć w spokoju
    I nic już nie pomoże że patrzycie na te fotografie
    Pozostanie tylko żal !
    Może z biegiem lat zrozumiecie że
    Największą cenę ma miłość
     

    * * * * *
     

    Nie zapomnieć o przeszłości
     
    Za oknem noc nie mogę spać
    Tak samo jak byłam młoda
    Budziłam się i rozmyślałam o przeszłości
    Ułożę mozaikę z ułamków, z rozbitych całości
    I ocalałych listów i zasłyszanych słów
    Czy uda mi się z tych skrawków odtworzyć
    Prawdziwy obraz przeszłości ?
    Wywołane z niepamięci fakty są
    Jak rozsypane koraliki
    Choć nieraz kłuły wspomnienia
    Jakimś zatrutym kolcem
    Pragnę pomimo to
    Zatrzymać je i uporządkować
    Wywołać z mroków młodości chwile których
    Nie chciałam za nic utracić
    Więc powiążę te wspomnienia
    Jak te koraliki w różne całości
    Abym nie mogła zapomnieć nigdy o przeszłości
     

    * * * * *
     
     

    Byłeś legionistą ułanem
     

    Ojcze kochany
    Myślę o twoim życiu dawnym i wspaniałym
    Wśród inteligentnej rodziny dostojnej i prawej
    Grającej na fortepianie okarynie skrzypcach
    Lubiącej poezję i kulturalną zabawę
    Pamiętam twe słowa i opowiadań wiele
    Jak byleś z braćmi i swoim kolegą
    Zołnierzem dzielnym
    Legionistą - ułanem sprawie wierny
    Dostawaliście  wilcze bilety
    Za strajki w szkole aby
    Wnuki i ich dzieci
    Strzegły języka ojczystego
    Tak jak ty z braćmi siostrą i swoim kolegą
    Bóg pozwolił wam z rodzinami zwycięstwo świętować
    Ale i uklęknąć nad mogiłami tych co
    Usłyszeli też ten zew
    Na bój na krew !
    Lecz oni nie podnieśli się z pola boju
    Spią w mogile w spokoju
    Tylko wierzby nad nimi szumią
    I  - deszczem niby łzami płaczą                               
     
    Dedykuję mojemu Ojcu ,  jego braciom i tym , którzy walczyli w pierwszej Wojnie Swiatowej
     

    * * * * *

     
    Czy zapomnieć?
     

    Zapomnieć - o  Powstaniu Warszawskim
    To może
    Człowiek pozbawiony serca
    Nieczuły na
    Zło cierpienia na poświęcenia
    A poświęcali się wszyscy
    Starzy młodzi i dzieci
    Nad ich mogiłami
    Już tylko słońce i księżyc zaświeci
    O tych co walczyli o tych co ginęli
    Nieomal wszyscy już zapomnieli
    O godzinie " W " stoją
    Ci co walczyli i  żyją jeszcze
    Walczyli o wolność twoją i moją
    O to co nazywali słuszną sprawą
    Nie pora na mędrkowanie
    Na krytykę i zastanawianie
    Pomyśl -  o zawierusze i huraganie
    Co twojemu dobytkowi  i rodzinie zagraża
    Zawieś flagę biało-czerwoną !
    Taki dzień się nie powtarza
    O walce i poświęceniu warszawiaków
    Pamięta niewielu
    Stań na baczność !
    O godzinie   "  W  " ze swoimi bliskimi
    I zapamiętaj tę godzinę przyjacielu.
     

    Dedykuję kuzynom , którzy walczyli w Armii Krajowej
     

    * * * * *
     
     
     
    W  pięćdziesiątym  szóstym
     

    W piędziesiątym szóstym
    Moje serce nie wiedziało że
    Los mnie splecie z miastem które
    Tyle krwi wylało
    Robotnicy domagali się chleba godności
    Dla okupanta -
    Potrzeba wolności człowieczeństwo to
    Kategoria słabości -
    Ta godność podeptana
    Podniosła zaciśnięte pięści wysoko !
    że nie wolno szydzić z polskiego Narodu
    Flaga biało-czerwona krwią obryzgana
    Jakby krzyczeć chciała
    Dość - jażma sowieckiego które
    Butą czołgami kolbą zaczęło karki zginać
    Nie wolno nam zapominać że
    Kule które się posypały nadziei zastrzelić
    Nie zdołały !
    Wszyscy Polacy pamietać mają
    Krew łzy groby zbeszczeszczone
    Przez tyle lat krzywdy przemilczane
    Nie rozliczone !!!
    Lecz Naród budzi  się już świętuje
    Pamięć tych co o wolną Polskę walczyli -  szanuje !
    Bo dzięki ich ciałom co były czołgami miażdżone
    I - krwią zakrzepłą oblepione
    Wolność mamy !!!
    Jestem dumna że los rzucił mnie do Poznania
    Do miasta tego
    Podziw szacunek do patriotów piersi rozpiera   że
    Wybrali zamiast życia śmierć z ręki - kata
    Uznajemy was każdego za swojego brata rodaka
    I prawego bohatera Polaka
     
    Dedykuję pamięci wydarzeń w Poznaniu w czerwcu 1956 roku
     
     
     
    * * * * *

     
    Katyń
     

    Rosjanie - nazywacie się jak my Słowianie
    Naród nasz i wasz
    Poznał czym są krew i łzy
    Cierpieliście -   wy
    Cierpieliśmy - my
    Znacie  nasze prośby błagania
    O uznanie ludobójstwa na naszych braciach
    Jest to nasza narodowa rana
    W waszej ziemi leżą nasi oficerowie
    Kwiat polskiej inteligencji
    Czy wiedząc o tym sumienie was nie dręczy
    Czy ten czyn był honorowy
    Jak oficerom strzelano w tył głowy ?
    Bliscy cierpią płaczą że ich nigdy nie zobaczą
    Niech Polak i Rosjanin żyje w zgodzie
    Niech zagości przyjażń  i spokój
    W waszym i naszym Narodzie
    Las i tak będzie opowiadać
    Jaka tu zbrodnia miejsce miała
    Pamięć o tym będzie zawsze trwać
    My - Polacy musimy domagać się prawdy która
    Była i jest ukryta
    Zakończmy sprawę Katynia !!!
    Ząda i prosi was Rosjanie
    Cały Naród polski prosi Rzeczpospolita
     


    * * * * *
     
     
     
    Solidarność
     

    Najpierw nas Niemiec zniewolił
    życie w piekło zamienił
    Bolszewik podstępem zniewagą
    Karmił pół wieku pokolenia
    Bóg nam dał w darze z  charyzmą papieża Polaka
    On nam kazał wysoko podnieść głowy
    "Solidarność " powstała zrywem narodowym zrodzona
    Jego słowa w czyn zmieniała
    Nie siłą lecz rozumem  zwyciężyć wroga miała
    I - zwyciężył Naród polski
    Obłudny " przyjaciel " bolszewik został wyproszony
    Ale to zwycięstwo nie jest sukcesem zakończone
    Następne pokolenia dużo pracy mają
    Rozliczyć muszą -
    Cwaniaków złodziei zdrajców sprzedawczyków w kraju
    Niech mądrością i wartościami które przodkowie przekazali
    Pokonają te przeszkody
    Papież Polak przekazał to zadanie
    Więc rozwińcie skrzydła niczym Orzeł Biały
    I zbudujcie Ojczyznę dla wszystkich rodaków
    Piękną sytą bogatą polscy patrioci młodzi
    A duch Ojca Swiętego niech strzeże aby
    Nikt w tym dziele wam nie przeszkodził.
     

    * * * * *
     
     
     
    Walczyliśmy
     

    Mówię do ciebie kolego miły
    Czemu te waśnie
    Jeszcze się nie skończyły
    Walczyliśmy  ramię w ramię
    My Polacy aby Naród był wolny
    Aby nie było biedy iłez
    Aby każdy młody i stary
    Teraz i potem byl szczęśliwy też
    Elity -  co sprawują władzę
    Zyją jak książęta !!
    Dlaczego o Narodzie nikt nie pamięta ?
    Oddawaliśmy kolego życie i krew
    Aby Polska byla wolna !
    Aby nikt nie umierał z głodu
    Aby każdy poczuł się zadowolony
    Aby każdy mógł być dumny
    Ze swojej Ojczyzny
    Patrząc w różne świata strony
    Tak było kolego gdy byliśmy młodzi
    Pragnę aby każdy wiedział
    Ze walcząc o Polskę wolna
    Nikomu nie chcieliśmy sprawić zawodu
     

    * * * * *
     
     
     
    Przebaczą ale czy zapomną ?
     

    Zyłeś na tej polskiej ziemi
    Nazywałeś ją Ojczyzną
    Jednak częściej  " tym krajem " pewnie
    Miałeś sukcesy zawodowe talony przywileje
    Ktoś  teraz może szydzić gardzić tobą
    Nawet się śmieje bo
    Swiadomie stałeś się donosicielem
    Będąc rządny władzy pieniędzy sławy
    Jak Judasz srebrników
    Czy tak postępuje ktoś  - prawy ?
    Wiedziałeś że los wielu Polaków
    Były krwią okupione
    Całe rodziny upokarzane niszczone
    Ale zdradą się nie skalały
    Przeliczyłeś się myśląc że
    Przywileje będą wiecznie trwały
    Czy twoje sumienie cię nie dręczy ?
    Czy te lata obłudy nie były stracone ?
    Czy ta małość twych czynów cię nie przeraża?
    Zyjąc wśród bliskich mając dwie twarze ?
    Tak myślę sobie że
    Może zapomną jak się dowiedzą
    Ale nie przebaczy ci tego żaden porządny człowiek.
     


    * * * * *

     
     
    Stan wojenny
     

    Narodzie polski uczestnicz w moralnej odnowie
    Rozlicz się z komunizmem
    Ze "Stanem Wojennym " wprowadzonym wbrew Narodowi
    Ten system co trwał
    W skali globalnej był niewydolny bo
    Komuniści rządni władzy
    Stołki wygodne między siebie rozdzielali
    Za przyzwoleniem sowieckiego okupanta
    Polskę rozkradali
    Część społeczeństwa broni PRL-u
    Daje przyzwolenie na kłamstwo !
    Czyżby wtedy mieli większe korzyści i przywileje ?
    A może amnezję mają ?
    Jeśli o wielu sprawach zapominają
    Nie staliśmy się bogatsi lecz
    Potłuczeni pozbawieni marzeń zgoszkniali
    Najwybitniejsi rodacy w jedną stronę bilet dostawali
    Bici więzieni polscy patrioci
    Katom nie ulegali !!!
    Choć rodziny własne na  szykany i prześladowania narażali.
    To była walka o niezależną Polskę
    Zrozumcie Polacy !
    Stanu wojennego są dwa wymiary
    Martyrologiczny i heroiczny.
    Generale - twoi bliscy na Sybir zostali zesłani
    A ty Ojczyznę rzuciłeś na kolana
    Cyżby dla sławy ?
    Czy okupant sowiecki był ci  bliższy
    Za co dostawałeś od niego odznaczenia najwyższe?
    Ojciec święty Polak prawy wskazywał właściwą drogę
    Abyś nie zapominał o tożsamości narodowej
    To nieprawda że groziła nam wojna domowa
    To wy komuniści baliście się o własne głowy
    Sami żyjąc w luksusie jako sługusy
    Czyż byśmy się mylili że ci co nas okupowali
    To wami gardzili ?
    Nastał już czas pokuty i rozliczeń
    Staliście się wyrzutem Narodu polskiego
    Należy o tym głośno krzyczeć każdego grudnia trzynastego
    Generale nie możesz nosić tych odznaczeń
    Nawet ze względu na tych - co zginęli
    Bo oni ci niczego nie wybaczą
    Masz na rękach cierpienie i łzy matek ojców sióstr braci
    Narodzie - musimy ich rozliczyć bo
    Historia nam nie wybaczy nie wybaczą ci wszyscy
    Co przyjdą na świat następni Polacy
     

    Prawdziwą sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.
     
     
     

    * * * * *

     
     
     
    Polsko kochana
     

    O moja Ojczyzno Polsko kochana
    Czemu ta ziemia przez tyle lat
    Krwią i łzami się karmi
    Czemu tyle sierot płacze od rana ?
    Niej jedna matka marzy
    Dla dziecka o kromce chleba
    Ojciec syn żebrze o pracę
    I woła do nieba
    O pomstę o zlitowanie
    Kiedy skończą to
    Sprzedawanie i oszukiwanie
    Polak chce pracy dostatku i wolności
    Polak nie znosi kajdan i bezczelności
    Chce czuć się panem we własnym kraju
    A - politycy tylko gadają
    Nie zapominajcie -  wy!
    Co na tych poselskich ławach zasiadacie
    że ciężar odpowiedzialności
    Wobec przyszłych pokoleń macie
     

    * * * * *
     
     
     
    Europa Ojczyzn
     

    Europa Ojczyzn - to wielkie słoqo
    My - Polacy pragnęliśmy jej zjednoczenia
    Ale warunek nasz - to
    Zachować odrębność narodową
    Kochamy swoje groby i przodków zasługi
    Podstawą naszego bytu to rodziny wielopokoleniowe
    Nie ma wtedy sierot nie ma łeż samotności
    I nie zatraca się szacunku do etapu starości
    Rodziny  szkoły polskie media - muszą uczyć
    Prawości roztropności i lojalności
    A nie  - rozwiązłości i beszczelności !
    Historia - niech uczy prawdy
    O całym systemie nieprawości
    O krzywdach o łzach wylanych
    O grobach zbezczeszczonych i nieznanych
    Polacy nie chcą walczyć lecz pomagać
    Aby każdy Naród dążył do niepodległości
    Rodzina Ojczyzn to _
    Inna flaga inne godło inna wiara i inna kultura
    Musimy Polacy wszyscy  stać za tym - murem !
    Więc odsuńcie się   wy
    Przefarbowane lisy w wilczej skórze
    Co macie na twarzy uśmiech i obłudę
    Już nikt was nie słucha
    Oddajcie ster rządów młodemu pokoleniu
    Niech służą Polsce ku jej zadowoleniu
    Boże daj szansę mojemu pragnieniu
     


    * * * * *
     
     
     
    Ziemio ojczysta
     

    Kto cię krytykuje ziemio ma ojczysta !
    Chyba ten co nie rozumie
    Czym jest miłość prawdziwa i czysta
    Wiem -  że są ziemie może piękniejsze
    Ale nasza jest wyjątkowa
    Przesiąknięta krwią ojców i dziadów
    Cierpliwa na
    Ciemiężców oprawców na zniewolenia
    Konania na niej
    I na wiele cierpienia
    Moi rodacy dzielni i wspaniali
    Nie dopuszczą do zapomnienia tego
    Co w testamencie od kolebki
    Przodkowie nam przekazywali
     


    * * * * *
     
     
     
    Ojczyzno  moja
     

    Ojczyzno moja jedyna
    Jak piękna bajka wyśniona
    Nigdzie tak nie pachnie
    Las kwiat ptak nie śpiewa
    Nie ma nigdzie piękniejszego domu
    Jak mój rodzony
    A w nim
    Czułych spracowanych rąk Matki
    Ojca troskliwego spojrzenia
    Nie ważne gdzie los mnie rzucał
    Zawsze do ciebie wracałam
    Bo tu jest ojciec matka siostra
    Tu wzrastałam
    Tu są rodzinne groby
    Tu wierzby  płaczą
    Ja też będę szlochać gdy ich nie zobaczę
    Z dumą będę mówić o godle że
    To Orzeł Biały
    A - Flaga moja jest biało- czerwona!
    A - Ojczyzna moja to ta która z kolan wstała
    Będę po polsku się modlić
    I polskie pieśni śpiewała
    O Ojczyżnie gdzie serce moje spocznie
     


    * * * * *
     
     
     
    Tyś polska biało - czerwona
     

    Flago biało- czerwona
    Wisisz w moim domu
    Taka samotna jakby zapomniana opuszczona
    Mój Ojciec idąc bronić Ojczyzny
    Miał na piersi ciebie schowaną
    Nie lękał sie że nosić cię zakazano
    Przecież twoja wolność
    Zyciem niejednym i krwią była okupiona
    A teraz wisisz samotnie ?
    W innych krajach w  święta narodowe
    Od flag jest kolorowo
    Bo flaga jest dumą narodową
    Tylko wiatr tobą porusza
    Jakby sam się wzruszał
    Jakby cię do snu kołysał
    Jakby twój szloch słyszał
    Przepraszam cię fago biało - czerwona
    Wstyd mi ze brakuje  miejsca dla ciebie
    Każdy Polak w święta narodowe
    Powinien cię wieszać na miejscu honorowym
    Boś ty polska biało - czerwona
    Czcić cię powinien każdy Polak
    Dotąd dopuki na wieki oczu nie zamknie
    Dotąd dopuki nie skona

     

    * * * * *
     
     
     
    Pamięci - Święta odzyskania niepodległości
     

    Przytłoczona życia ciężarem postać pochylona
    Pisze  słowa w skupieniu  zmyślona
    Pamiętajcie  dzieci i wnuki kochane
    Ziemia mowa ojczysta i pamięć
    Ma być najważniejszym dla was przesłaniem
    Miłość do Ojczyzny i godność narodowa
    To najważniejsze słowa
    A  bóg honor  - do wolności prowadziły
    Te słowa na sztandarach noszone dodawały siły
    To wy młodzi decydujecie w jakich czasach żyć będziecie
    Niech pamięć i krew przelana  za suwerenny Kraj
    Wam przypomina że największy skarb to
    Ziemia pamięć mowa oraz duma narodowa  którą
    W sercach należy głęboko schować


     


    * * * * *
    * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *





     
    Pierścionek w muszelce
     

    Najpierw życie wspólne kojarzyliśmy - z rajem
    W słońcu uśmiech widzieliśmy
    Ptaki w porannej radości były rozśpiewane
    Księżyc mrugał do nas z ukrycia - obiecująco tajemniczo
    Bo miłość zakwitała nam w sercach
    W muszelce ukryty pierścionek  klęcząc - dawałeś
    I kwiaty co w ukłonie pąki rozchylały
    W księżycowej poświacie pochyleni nad mostu balustradą
    Szeptaliśmy zaklęcia tajemnicze łabędziom dwóm srebrnopiórym -które
    W majestacie sunęły po wody błękicie
    A  matka natura łączyła je  - jak nas
    Na całe życie
    Miłość - to największa potęga na ziemi
    Pielęgnować podsycać ją należy drobnymi gestami
    Krocząc niestrudzenie ramię w ramię i w siebie zapatrzeni
    Z czasem - promienie zimnego słońca
    W nasze serca zaglądają
    Zmarszczki - jako  znaczniki wspólnej wędrówki przez życie
    Rzeżbią nam nowe rysy twarzy
    Uczucia bledną ziębną powoli się zmieniają
    Pozostaje przyjażń -
    Rzeczywistość coraz częściej kłóci się z przywiązaniem
    A i - fotografia ślubna też przypomina że
    Na myśl należy odpowiadać myślą cierpliwie
    To tajemnica dobrego dialogu - 
    Głos czasem potrafi kłamać
    A słowa - nie zawsze przekazują myśli właściwe
    Księżyc - w noc długą bezsenną mruga szyderczo niczym
    Obojętny świadek ludzkich dramatów
    Sekrety bywają często bolesne - pełne cieni
    Jesień życia -
    Bezlitośnie przynosi analizę i wspomnienia z minionych dni
    Zadając pytanie -
    Czy byliście dla siebie żródłem radości?
    Czy łamaliście wzajemnie własne serca ?
    Po wspólnie przeżytych latach - kiedy
    Będziesz czuł pustkę i osamotnienie
    To idż nad staw
    Poszukaj srebrnopiórej łabędzicy
    Może to będę - ja ?
    Karm ją i mów do niej tak jak przed laty
    Kiedy księżyc się uśmiechał dawałeś mi pierścionek
    I pachniały kwiaty
     
    Dedykuję mężowi Jurkowi


    * * * * * 

       
     
    Róża
     

    Byłaś różą czerwoną na łodydze z kolcami
    Jakby broniącymi  cię przed złem rękami
    Byłaś najpierw pączkiem który powoli rozkwitał
    A - jego płatki jak zdziwione oczy
    Na świat piękny utoczy-
    Na szum liści w śpiewie ptaków
    Byłaś piękna tak jak wiosna
    Czasem radosna
    A - czasem oblana rosą poranną
    Jakby łzą spływającą po twarzy
    Którą ktoś zauważył
    A czasem - nie
    Słońce cię ogrzewało i wiatrem smagało
    Targało łodygę
    Niczym kibić dziewczyny wiotką i wspaniałą
    Przestało grzać słóńce bo
    Nastały jesienne miesiące
    Gałązka jakby powoli usychała
    Przestały bronić cię kolce
    Chwiejesz się jak bezsilne ramiona
    Czyżby z żalu ?
    Czyś powiewem wiatru i jego chłodem osłabiona ?
    Nie możesz różo isć w zapomnienie !
    Więc zasuszę twe płatki czerwone
    I -  włożę do pudełeczka
    I napiszę sercem żeś była różą
    Nie stałaś w wazonie ale
    Będziesz w mej pamięci
    Jak napis wyryty w kamieniu
    Piękna - która
    Całe życie zamiast błyszczeć i olśniewać
    W wazonie kryształowym i w słóńcu
    Zyłaś w cieniu -
    Wiatr będzie niósł o tobie
    Zawodzącą pełną skargi pieśń
    W  przestworze
    O tym o czym ty i ja wiesz
    Czym jest cierpienie



    * * * * *



    Seledynowa wiosna
     
    Nie dziwi mnie twój zachwyt wiosną
    Bo wiosna seledynowa młoda jest taka
    Jak twoja młodość i twoja uroda
    Swieża i pachnąca seledynowością
    Dojrzeje w soczystą zieleń wnosząc w serca nadzieje
    I składać będzie obietnice na dalsze życie
    Wiosna dojrzewa staje się w kolorze zdecydowana
    Tak jak ty z upływem czasu moja kochana
    Słuchając świerszczy i słowików treli
    W twoim ogrodzie -
    Tak myślałam sobie że
    Powoli będą barwy zmieniały na złote brązowe
    Aż przestraszą nagością rzucane szarugą i wiatrem
    Na różne strony
    Jak - człowieka co nadziei został pozbawiony
    Przeminie seledynowa i zielona wiosna
    Nadejdzie nowa pora roku - lato
    Będzie ogrody i pola malować różnymi barwami bogato
    Młodość przemija i pory roku się zmieniają
    Ale mądrość życiowa zawsze pozostaje
     


    * * * * *


     
    Gorycz
     

    Roznosisz z sobą tkliwość
    Niczym pachnące woń bzy
    A -   przebyłaś nie łatwą drogę
    Klęczałaś modliłaś się przez łzy
    I wynurzałaś najskrytszą swą trwogę
    Przed swoim stwórcą
    Przed Bogiem -
    Pomimo szczęścia radosnych chwil
    I słońca co świeciło ci jasno
    żal gorycz rozpacz i łzy
    Nie pozwalały ci zasnąć
    Patrzyłaś w bezkresną dal
    Otwierając oczami bramy niebieskie
    Prosiłaś stwórcę aby -
    Skrócił ten żal serca łkanie
    I - dał pozwolenie na kres tego zła
    I - z nim rozstanie
    Mimo przez życie ran ci zadawanych
    Byłaś dobrocią prawością
    A dla bliskich jedynie - miłością
    Ogrzewałaś serca w potrzebie
    Radę dawałaś na smutek duszy
    Więc twój żal ta trwoga twoja
    Na pewno nie każdego wzruszy




    * * * * *


     
    Uczucia

    Za oknem drzewa kołyszą konarami
    Jakby drwiły z rozterek twoich i
    W szeleście liści szepczą że
    Uczucia są jak otwarta księga
    Tylko czytać ją umieć trzeba
    Zrozumieć jej sens
    Miłość potrzebna jest aby żyć
    Jak kawałek chleba
    Miłości towarzyszą często
    Bezgraniczne smutki i radości
    Aby - nie było nudy i zazdrości
    Pustej przyjemności romansu chwilka
    Czerp siłę i moc ze wspólnej bliskości
    Nie zapominając o wzajemnej trosce
    Do prawdziwej miłości długa droga
    Często wyboista i cierniami wysłana
    Czasem ta osoba kochana
    Potrzebuje wsparcia bo
    Bolesne uczucia mogą być skrywane
    Dramatem nazywane
    Zastanawiasz się nagle - co zaistniało ?
    Kim jest ten obcy człowiek co
    Ciągle czyta gazetę i mówi mało
    A rozmowa troskliwe spojrzenie
    Może przerwać to milczenie
    Bo miłość lubi gesty ale i słowa
    Lubi śpiewać rzewnie
    I  - zatańczyć gdy melodię są grane
    Czasem - miłość płacze z żalu
    Bo wszystko powinno być uczuciem pisane
    Dobra miłość nie pali - lecz buduje
    A - przeżyte lata ją cementują
    Z poczuciem odpowiedzialności
     

    * * * * *
     
     
     

    Wiosna
     

    Nadchodzi wiosna
    Piękna i radosna
    Przyroda budzi się do życia
    Rozkwitają pąki na drzewach
    I kwiaty
    Na łąkach w ogrodach
    Budzi się dusza uśpiona
    Taka inna
    Jakby - młoda
    Serce bić mocniej zaczyna
    I łudzi się że
    Nowe lepsze życie się rozpoczyna
    Mąż spojrzy czulej
    I dzieci bardziej pokochają
    Wnuki przypomną sobie
    O  nas
    I - może zapukają
    Człowiek człowiekowi
    Spojrzy przyjażniej w oczy
    Rodziny przypomną że
    Czas ucieka
    A my
    Wciąż jesteśmy od siebie
    Z daleka
     

    * * * * *
     
     
    Tęsknota
     

    Dzień za dniem upływa
    Noc za nocą goni
    A - me serce za wami
    łzy z tęsknoty roni
    Czekam - czy ktoś zapuka
    Czy może zadzwoni
    Zrobi niespodziankę
    Trzymając kwiatek w dłoni
    Bez was tak tu cicho
    Tak smutno stale
    Kiedy byliście blisko mnie
    Było wspaniale
    Moja nagroda to wasze wychowanie
    Bo - zasady i normy wam wpajane
    Były i są - przez innych zauważane
    Tak moje serce czuje
    Z tęsknoty często płacze
    Ale wierzę że za chwilę znowu
    Was zobaczę
     

    * * * * *

     
    Otworzysz kluczem
     
    Otworzysz kluczem drzwi
    Przypomnisz sobie że
    Byliśmy tu razem - ja i ty
    Ze z radością zawsze me oczy cię witały
    A - każde spojrzenie było prośbą błaganiem
    O następne spotkanie
    Może ta cisza - którą zastaniesz
    Będzie krzykiem w rozterce
    Bo zrozumiesz że dom jest tam
    Gdzie bije zawsze troskliwe serce
    Może wtedy załkasz zaszlochasz ?
    Szept echa ci powie - że ta cisza
    To ja która kocha
    I dawała wszystkim dłonią
    Kęs chleba
    Myślami kołysała uśmiechem głaskała
    Ta dłoń  ścierała wam smutek z twarzy
    Gestem czułym was żegnała
    Ta dłoń dzieliła grosz  - na trzy
    Wszystko - co miała
    Bo kochała !
    Ta cisza tu - to całe moje życie
    TO radość i łzy
     

    * * * * *
     
     
    Będę cię zawsze kochała
     

    Będę cię zawsze kochała
    Piękną bogatą
    Biedną - ze zranioną duszą twą
    Zalęknioną opuszczoną
    Może niedocenioną ?
    z bliska i z daleka
    Pamiętaj !
    Zawsze czekam
    Pokruszę swoje serce na kawałeczki
    Na drobinki -
    I -  rzucać będę w ciebie
    Jak słonecznym promykami
    łkając będę Boga prosić
    O szczęśliwe same chwile
    O brak cierpienia w życiu twym
    Każdy dzień niech będzie pasmem powodzenia
    Kiedy przyjaciel okaże się wrogiem
    Zapukaj do drzwi moich
    Bez trwogi -
    Nie ważne że ktoś cię porzuci
    Zrani upokorzy -
    Z serca swojego
    Zrobię dla ciebie poduszeczkę przytulankę
    A - zwątpienia otulę nutką niczym mgłą
    I zanucę ci cichutko
    Tę piosenkę którą szczęściem zwą
     
    Dedykuję moim dzieciom i wnukom



    * * * * *




    Współczucie


    Kiedy cierpienie doskwiera
    Fałszywe współczucie jak
    Niewygodny but uwiera
    Tchórze krytykować zaczynają
    Tego -
    Co płaci za swoje słabości
    Bo duszy wrażliwej ciężko jest
    Znieść przezwyciężyć
    Poczucie klęski -
    Rozum nakazuje mieć
    Wielki hart ducha
    Ale ciało buntem odpowiada
    Nie słucha -
    Egoizmowi walkę wypowiada
    Refleksji nad czynami oczekuje
    A - serce złamane choć sklejone
    Coraz częściej się buntuje
    Nadzieja która zakwitała
    W popiół się zmieniła
    Krzyku duszy nikt nie słyszy
    Dalej cierpi w ciszy


    * * * * *




    Natura


    Natura jest Matką surową
    Wie kiedy -
    Karać kochać nagradzać
    Szanuje prawdę -
    Nie oszczędzi nikogo
    Prymitywne natury
    Stanem duszy się nie wzruszają
    Bo -
    Brak w nich prawych wartości
    Nie czują lęku przed samotnością
    Obnażanie duszy wymaga odwagi
    Dla jednych jest to głupotą
    Dla innych refleksją przestrogą
    Natura i prawda
    Krytyki się nie obawia
    I na nią nie złości
    Gniew -
    Podobny jest do wiatru który
    Swiatło rozumu gasi
    Gdy rozsądek góruje
    Krytyką nikt się nie przejmuje
    Ani nią się nie przestraszy


    * * * * *



    Sztuka


    Artysta tworząc niech nie zapomina że
    Ignorancja to braki w rozumie
    Twórcza praca -
    Zamiast dzieło doskonalić
    Zło może pomnażać
    Swiadomie lub nieświadomie
    Bo - to mądrość decyduje
    Czy dzieło ma być dobrą jakością
    Czy ma być jakąś wartością ?
    Sztuka musi być prawdą !
    Jeśli z fałszu wynika
    Zamiast doskonalić
    W błąd wprowadza użytkownika
    Często rani godność
    Człowieczeństwo obraża
    Lepiej aby żaden artysta
    Takich błędów nie powtarzał
    Może błądzić poszukiwać
    Ale i złe intencję skrywać
    Sztuka  -
    Jest wytworem ludzkiej pracy
    Swoim pięknem nie jednego wzbogaci
    Twórczość -
    Musi do dna duszy przenikać
    Oglądającego użytkownika jak
    I czytelnika


    * * * * *




    Poecie



    Pod szatą skromną czasem ubogą
    Możesz nagle ujrzeć to -
    Czego nie widzą inni
    Szlachetność duszy dobroć w sercu
    Wrażliwość która wzrusza w wierszu
    W ich czytaniu
    Przekazując swe  odczucia
    W graniu w śpiewaniu
    Zobaczyć możesz  nagle -
    Subtelnością zabarwione oczy
    A - ich blask cię mile zaskoczy
    Możesz w nich ujrzeć radości wiele
    Ufność i szczerość intencji -
    Możesz zapatrzyć się w przyszłość
    W nich nad przeszłością zapłakać
    Możesz nagle zrozumieć że
    Cel twój jest krętymi ścieżkami
    A - droga którą kroczysz to nie ta
    Bo inaczej widzi i pisze każdy poeta



    * * * * *




    Nasz język



    Istotną cechu etosu polskiego jest
    Nasz język -
    Pod wpływem doboru nieodpowiedniego
    Osoby - co nie powinny zajmować tymi sprawami
    Wypaczają i upraszczają naszą pisownię
    Swoimi pomysłami -
    Nasz język traci śpiewność i muzyczność
    A - poetom nie pozwalają być
    Indywidualnościami
    Te zabiegi stają się śmieszne
    A - i niebezpieczne zarazem
    Bo działając konsekwentnie
    Mogą zmienić ducha i charakter Narodu
    Co powinno podlegać duchowej karze -
    Tak oceniał to wielki mąż stanu
    Pan Paderewski Polak wielce zasłużony
    I bolał nad tym niezmiernie  że
    Jego język ukochany
    Jest coraz bardziej poćwiartowany



    * * * * *



     
    Troska
     

    Ojcze w niebie - mam w sercu troskę
    O Ojczyznę kochaną
    O los naszych wnuków i dzieci
    Słońce  coraz smutniej świeci
    Emeryci mają szare twarze
    Młody martwi się czy ktoś go zauważy
    Doceni - da szansę ?
    Spójrz na rolnika twarz zatroskaną
    O naszą ziemię kochaną
    Robotnik w stoczni martwi się
    O dzieci o rodzinę i żali
    Za co kupi zeszyt
    Co zrobi z domem co cały się wali
    Pełno złodziei co Polskę grabią
    I - Pozbawiają  własności
    Proszę Ojcze !
    Daj siłę i zapał  - wszystkim Polakom
    Abyśmy zbudowali Ojczyznę wspaniałą
    Pracując uczciwie i szczerze
    Trwając ciągle w swojej wierze
    Zbierając plony w trudzie i mozole
    Młody człowiek   - każdy !
    Niech znajdzie miejsce w szkole
    Miejmy swe tradycje i uczmy tego
    Co sprawiedliwe i dobre jest dla każdego
     

    * * * * *
     
     
     
    PRL   -   to jak żmija zgubiona
    Znalezioną ledwie żywą
    Podnosisz litując się
    Kładziesz za pazuchę
    I -  ona w cieple ożywa
    Nabiera sił coraz lepiej się czuje
    I - znowu knuje !
    Narodzie cały 
    Przemyśl to sobie !
    Komunizm PRL - rozsiewał zło !
    Wielu Polaków  przez ten system
    Jest  w grobie !
    Wiele talentów straconych
    Wiele wspaniałych dzieł odkryć
    Zaprzepaszczonych -
    TO system kłamstwa i podłości
    Nie żałuj Narodzie polski
    Tej  żmii -
    Bo kiedy na nowo się odrodzi
    Znów będzie kąsać będzie szkodzić
    Zatruje ciało a mózg ogłupi
    Krew  i pot ludzki będzie wysysać
    Miej cierpliwość poczekaj!
    Nie ulegaj jej złudnej urodzie
    Ja wierzę -
    Przyjdzie czas że Naród polski - cały
    Będzie żył w dobrobycie i w zgodzie
     

    * * * * *





    Kiedy ?


    Czy doczekam się dnia że
    Wszyscy Polacy ramię w ramię
    Będą świętować niepodległości odzyskanie ?
    A - wodza marszałka Piłsudskiego zasługi
    Przez wszystkich rodaków będą pamiętane!
    Kiedy cały Naród będzie wiedział -
    Dlaczego flaga jest biało - czerwona ?
    Dlaczego Orzeł Biały
    Ma pole czerwienią wyścielone ?
    I - dlaczego patrzy w tę a nie w inną stronę ?
    Czy doczekam się chwili kiedy -
    Flagi zatrzepoczą na każdym polskim domu
    Kiedy z radością łezką w oku i zapałem
    Wszyscy będą śpiewać patriotyczne pieśni
    W hołdzie tym - co zginęli i tym co pozostali
    Obudż sie polski Narodzie !
    Rzeczpospolita cię woła
    Rozbudżcie swoje sumienia myślenie które
    Patriotyzmu są zaprzeczeniem
    Ta Polska jest naszym wspólnym  domem krajem ziemią
    Ona nas karmi kocha -  nie zdradza!
    Te wartości wieki przetrwały
    Spiewajmy polskie pieśni mając wiarę że
    W nich jest siła naszego Narodu i naszej chwały
    A - Orzeł Biały niech trzepocze na wietrze
    Razem z flagą biało-czerwoną
    Jako symbol męstwa honoru naszej dumy odrodzonej
    Bo te pieśni ta flaga ten Orzeł Biały
    Pozwalały przetrwać gorzkie lata
    Po których ślady w sercach - do dziś pozostały !
    W Europie mieszkaliśmy  - zawsze !
    Globalizacja różne imiona będzie miała
    A - Polskę Ojczyznę jak Matkę - tylko jeną mamy
    Musimy pielęgnować  ją strzec aby
    Pamięć o niej legendą się nie stała
    A - wnuki nasze i ich dzieci na jej zgliszczach
    Płakać nie musiały



    * * * * *



    Pragnienie
     

    Pragnieniem moim jest posprzątać cały świat
    A w nim -  każdy dom
    Aby w nich panował spokój porządek i ład
    Aby gościło mądre przesłanie
    Wielkiego myśliciela Papieża Polaka
    Aby każdy na świcie nosił w sercu to
    Ciągłe jego wołanie że -
    Prawda sprawiedliwość miłość wolność to
    Największe wartości w każdym Narodzie -
    Słuchając tego co mówił pisał
    Duma w nas narasta że
    Tak mądry człowiek wywodził się
    Z naszej polskiej  ziemi  - z ziemi Piasta
    Pragnę ;
    Aby każdy wsłuchując się w te mądre słowa
    W których sens życia to -
    Czysta myśl prawość w czynach twórcze działanie
    Umacniać będzie wiarę w Narodów przetrwanie
    To przesłanie -
    " Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi
    Tej ziemi "
    Na całym świecie - ateiści i wyznawcy każdej wiary
    Ludzie wykształceni i ludzie prości
    Słowa tego wielkiego Polaka-
    Czcić powinni jako -
    Symbol mądrości i dalekowzroczne świata postrzeganie
     
     
     
    * * * * *


     

    Człowieczy los
     

    Gdy zima topnieje
    W śliczną wiosnę i wczesne lato
    To tak jak nowa era by się zbliżała
    Krew w żyłach szybciej krążyć zaczyna
    A - dusza staje się w natchnienia bogata
    Miłość i przyjażń rodząca się wiosną
    Staje się wielką radością
    Jak większość roślin -
    Nie od razu się zakorzenia
    Ale też szybko zakwita
    A - potem rodzą się zwątpienia -
    Przyjemnie wtedy marzyć
    Pod osłoną starych sękatych drzew
    Wdychać  -
    Ostre zaprawione zapachem mchu powietrze
    Patrzyć =
    Na przepiękny dywan z dzikich kwiatów
    I sobie przypominać -
    Jak w dzieciństwie Matka w święta
    Za rękę brała i imieniem każdy kwiatek nazywała -
    Gdyby można przebywać w tym łagodnym świetle
    I karmić się przyrodą
    Może zawsze byłabym = młodą ?
    Bo choć słońce kłuło w oczy i grzało
    To będzie się pamiętało te
    Ptaki wyzwolone ze splątanych gałęzi
    Co śpiewały w niebogłosy
    W koło brzęczały pszczoły
    Róże dzikie mocny zapach rozpylały
    A - w dali gdzieś na wzgórzu przy kapliczce małej
    Wiatr smętnie poruszał gałęziami srebrnej brzozy
    W rogu cmentarza -
    A - brzoza rosę jak łzy z gałęzi strząsała
    Jak gdyby płakać  jeszcze nie chciała
    Nad człowieczym losem który zawsze się powtarza
     

    * * * * *
     

    Smutek zmienia się w ciszę
     

    Jutro to data
    Niby co rok taka sama
    Dla nas - dzieci
    Jednak
    Nie ta sama
    Bo umarła kochana Mama
    Smutku ze mną nikt nie dzieli
    Nie wie co czuję
    Czy może pociechy i wsparcia
    Ja też potrzebuję
    Chciałabym mieć skrzydła
    Ptaka lub motyla
    Być niewidzialna
    Płakać nad jej grobem
    I widzieć
    Jak ona nade mną się pochyla
    I koi mą duszę
    Mój smutek zmienia w ciszę i
    Widzi że tak ciężko mi na sercu
    Bo jej już nigdy nie usłyszę
     

    * * * * *


     
    Wspomnienie
     

    Zanurzona myślą w przeszłość
    W zapach - maków zawilców i kąkoli
    Mam wrażenie że znajduje się
    W swym rodzinnym domu
    W ogrodzie na łące w lesie
    I -serce z tęsknoty już nie boli
    Widzę jak :
    Kucyki skubią trawę
    Pies gdzieś szczeka
    Ptaki pięknie śpiewają
    Dzieci marzą o psocie
    Starsi o zabawie
    Sarenka co mieszka w ogrodzie
    Pyszczek wyciąga do łakoci
    Staw zamienił się burzliwe morze - z piratami
    Pamiętam jesienne spotkania z tańcami
    Smak pieczonych kartofli - do dziś czuję
    Zabawę w podchody w myślach przywołuję
    Wspaniałą uciechą były wyprawy saniami
    Zaprzężone w konie z dzwoneczkami
    Widzę drażniący nozdrza bukiet drzew owocowych
    Krzewów malinowych porzeczkowych agrestowych
    Modrzew tuje bzy jaśminy
    Szyszki pachnące srebrnymi świerkami
    Kiedy wieczorne mgły rosą opadały
    Wszystkie kwiaty swą woń rozdawały
    łubinu z pola zapach się unosił
    W ogrodzie róże o pochwałę  - prosiły
    Niezapominajki - mocą swego zapachu kusiły
    Malwy zaglądały ciekawskie do okien
    Ach - były to niezapomniane widoki
    Często myśli moje tamte czasy wspominają
    Dobre uczynki
    Ciekawe nowinki
    I - złego czasu godzinki
     

    * * * * *
     
     
     
    Zabawa w teatr
     

    Zabawa w teatr z lat dziecięcych
    To - pełen czaru świat
    Kapa z łóżka - zamiast kurtyny
    Za rekwizyt służył jakiś grat
    Krzesła ustawione w rzędzie
    Bilety ozdobione sercami
    Z bibuły karbowanej kapelusze
    Ciotek  - sukienki i buty z obcasami
    Z pośpiechu nieład wszędzie
    Coś przykryte obrusem !
    Kufer ściągnięty ze strychu
    Pełen babcinych bibelotów
    Korali piór
    No i wzruszeń !
    Były to dziecinne fantazje
    Cudowny świat w którym
    Brały udział wszystkie siostry
    Nawet brat !
    Były piosenki tańce muzyka wiersze skecze
    śmiech i łzy -
    To są niezapomniane dni!
    Wtedy mogłam być-
    Księżniczką sierotką Marysią Stefkiem burczymuchą
    I -  małą dziewczynką zagubioną  której
    Z wielką troską i trwogą
    Szukają po ciemku o świcie -
    Ale gdy zabawa dobiegła końca
    Wracało to samo szare życie
     

    * * * * *
     
     
     
    Refleksja
     

    Tak na wiosnę
    Przyroda budzi się do życia
    Dwa serca co kochają
    Czują przyspieszone bicie
    Lata mijają -
    Serca swoje wady dostrzegają
    W słowie szczęście -
    Pojawiają się wątpliwości
    Szkoda że  -
    Tych zasad norm i racji
    Nie ma na co dzień
    Przy śniadaniu obiedzie i kolacji
    Dlatego - pragnę -
    Aby każdy zrozumiał :
    "Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał "
     

    * * * * *


     
    Samotność smutek  żal

    Nie musisz używać trucizny
    Nie musisz sięgać - po sztylet
    Wystarczy -
    Nic z siebie nie dać
    To już wiele na tyle -
    Aby z samotności bezsilności
    Starzy wiekiem -
    Pragnęli dla duszy wolności !
    Słowo  miłość - to teraz  nudne
    Starość to  - obrzydliwe
    Czy to godne i sprawiedliwe ?
    Czy kochać i płacić
    Czy być skazanym na to -
    Aby was nie zobaczyć ?
    Słonko rano wstaje ogrzewa stare kości
    Uśmiecha się do ciebie
    I - obiecuje że będziesz miała gości
    Gości - którzy przyjdą z miłości-
    I tak na zmianę ci starzy
    Płaczą i się uśmiechają
    Do minionych pięknych dni
    I - czekają !
    A lata mijają
    Zmarszczek przybyło włosy posiwiały
    Za oknem -
    Migoczące gwiazdki śniegu się pokazały
    śniegu coraz więcej i zimno wieje
    W sercach coraz chłodniej
    I sił coraz mniej -
    Niech tych starych mróz - owieje
    I niech zasną cichym snem
    Spowiednikiem  - niech będzie sam Bóg
    Gromnicą - księżyc
    A - cichym mordercą srebrny mróz
    I wicher niech wieje
    I - niech czarny kruk się śmieje
    I - niech  wszyscy cieszą się z tego że
    Nie zostało już nic starego !!!
     

    * * * * *

     
     
    Wiosenny Dzień Wielkiej Nocy
     

    Wiosna nadchodzi wszyscy się cieszymy
    A - z nią w serca nasze
    Nowe nadzieje wstąpiły
    Poświęcone w Wielką Sobotę
    Potrawy spożywać będziemy
    Ale najpierw -
    Na szczęście jajkiem się podzielimy
    Jajko - jest symbolem -
    Zdrowia życia dostatku i pomyślności
    Szynka - to symbol baranka ofiarnego
    Kiełbasa -powrozy, które  widzieliśmy
    Chrystusa spętanego -
    A chleb - jest ciałem Zbawiciela ukrzyżowanego
    Baranek z cukru - symbolem zwycięstwa
    Jest też symbolem śmierci której się boimy
    O Wielkanoco - wzniosła dla nas w tej chwili
    Daj nam łaskę  abyśmy nigdy nie zwątpili
    I -  pozwól aby serca nasze i rozumy
    Z tą wiosną na nowo się odrodziły
    Rozumy  - niech nie boją się starości
    A serca do bliskich -
    Zawsze mocno biły
     

    * * * * *

     
     

    Nasze polskie dzieci
     

    Dzieci polskie -
    Te szczęśliwe i te porzucone
    Te marzące w śród przepychu
    Pięknych zabawek i dobrze odżywione -
    I - te biedne głodne niechciane
    Odepchnięte od miłości ...
    Upokorzone grzechem najbliższych
    Złe  złośliwe i mśiwe
    Za los zgotowany brakiem odpowiedzialności
    Wiem ze -
    W sercach noszą dramat-
    Nadziei niespełnionych bo-
    Miłość im zabrano troskliwość - też
    W   zamian na na samotność ich skazano
    Nawet czule spojrzenie Matki okiem odebrano !
    Ojca dotyk ramienia-
    Wyrażające dumę zrozumienie -
    Poszło w zapomnienie !
    Należy te dzieci zrozumieć kochać je umieć
    A - wtedy w tych biednych i słabych
    Wyzwoli się taka siła że - staną się prawe
    Będą - jak kwiaty polne rosą jak łzami zroszone
    Będą chlubą naszej polskiej ziemi
    Przez niektórych porzuconą
    Kochajmy nasze dzieci !
    Wtedy niejedno serce przestanie krwawić
    Niejedną ranę zaleczy
    Wołam proszę - kochajmy wszystkie!
    Te małe te dorosłe  i te jeszcze nienarodzone
    Słowo - brak miłości -
    Na zawsze z polskiej mowy niech zostanie wyrzucone
     


    * * * * *


     
     
    Jesteście
     

    Jesteście - Polską swoją Ojczyzną
    Kochacie jej historię
    Naznaczoną wielką blizna
    Jesteście ziemią ojczystą czarną i żyzną
    Jesteście - niby kosz pięknego kwiecia
    Co mieni się różnymi barwami
    I całą  ziemię wami rozświeca
    Roznosząc zapach z poranną rosą
    Jesteście - ptakami co pilnują swojego gniazda
    Zwierzętami co walczą o codzienna strawę
    O schronienie w lesie zielonym
    Jesteście - wichrem rozumnym który
    Wieje we właściwe strony
    Jesteście sterem i okrętem swojego życia
    Okryci barwami krwi i nieba bieli
    Pamiętajcie !
    Pragnę- abyście o tym nie zapomnieli
     

    Dedykuję swoim dzieciom i wnukom



    * * * * *
     
     
     
    Bądż piękna w sercu
     

    Moje wnuczki ukochane
    Piękne zgrabne i często zadumane
    Niech nic waszej radości
    W życiu nie zagłuszy
    I serca wasze -
    Niech zawsze będą młode
    Bądżcie szlachetne w - czynie
    Prawe w duszy -
    A na swych kochanych buziach
    Zawsze pogodę
    Patrzcie w serca wszystkich
    I - myślcie co czują
    I-  czasem zastanówcie się
    Czy was nie potrzebują
     

    Dedykuję moim wnuczkom - Sandrze i Patrycji


    * * * * *
     
     
     
    Wzbij się wysoko
     

    Wnuki moje wyjątkowe
    Zamiast podkowy -
    Niech los rzuci wam szczęście
    A ja będę się cieszyć
    Póki me oczy oglądać mogą
    Wasze postępy w nauce i inne
    Chociaż myśli moje często są - trwogą
    Bo - miłość jest śmiechem
    A i czasem - żalem
    Jenak nic nie ma piękniejszego
    Dla Babci -
    Jak witać was w chwale
    Więc wzbijcie się wysoko
    Jak ptak który ma skrzydła
    I krocząc przez życie - pamiętajcie !
    Co znaczy Bóg honor i słowo Ojczyzna
     

    Dedykuję swoim wnukom Adrianowi i Dorianowi


    * * * * *
     
     
     
    Graj
     

    Otul melodią niczym tkaniną muślinową
    W miłość zanurzone każde serce
    Wydobywaj dżwięki które koją ból
    Pozwalają do marzeń się uśmiechać
    To będzie tryumf twój
    Czuć  - jak bolą rany
    Jak przyszłość rodzi lęk że
    Nie będziesz kochany -
    Melodii Chopina tajemnice poznać warto
    I ich siłę jaką w sobie niosą
    Jak wszystkie nutki -
    Milkną łkają umierają proszą
    Och - jak w nich tęsknota potrafi w sercu płakać
    Za Ojczyzną Matki widokiem
    Rodzinnego domu każdym kątem
    Za bociana klekotem -
    I za wierzbą która  przybyszowi ukłon składa -
    Wsłuchując się w te -
    Piękne dżwięki w to piękne granie
    Zrozumiesz słowo miłość
    I  - czym jest rozstanie
    Czasem - niepokój w melodię się wkradnie
    To będzie tylko nutki trwoga że
    Talentu nie wolno marnować
    Danego wybranym przez Boga
     

    * * * * *
     
     
     
     
     
    Zatroskane serce
     

    Zatroskane serce jeszcze powoli bije
    Oczy smutne patrzą jak to -
    O czym dusza woła
    Podłość zabija -
    Wiersz napisane już tak oczy nie cieszą
    Zniszczone kartki są obrażone
    Bo chciały prawdę odkrywać
    A tak podle ktoś chce to zagłuszyć
    Gorycz w sercu ciąży-
    Tęsknota jak ptak zraniony
    Czeka -
    Czy jej cierpienie kogoś wzruszy
    Może zostanie zauważone ?
    Daj Boże temu sercu łaskę
    Bez cierpienia umrzeć  - we śnie
    Wreszcie serce niech powie
    Nie!
    Chyba  odkupiło już swój grzech?
    że piękno zawsze wzruszało wywoływało uśmiech
    A - muzyka koiła -
    Zagłuszała prostactwo które tak raziło
    Uwielbiało ciszę w której co się chce -
    To się usłyszy
    Kochało też  -
    W każdej muzyce czyjeś cierpienie
    Nawet łzy  -
    Zawsze byłeś w tym sercu Boże też ty
    Zwłaszcza w ciszy nocnej o łaskę wołało
    Prosiło i często szlochało
     

    * * * * *
     
     
     
     
     
     
     
    Pozostał tylko dym
     

    Serce które uznałam za martwe
    Jeszcze ciągle żyje
    W tym odkryciu było zdziwienie
    Jakby na gałęzi nieżyjącego drzewa
    Pojawiły się zielone pączki
    I - ptaka kwilenie
    żal i gniew które nosiłam w sobie
    Wygasł niczym ognisko
    Pozostał po nim tylko dym-
    I popielisko -
    Gniew wpędza nas w kłopoty
    Duma z nich wybrnąć nie pozwala
    Refleksja się dopomina -
    Jaka jest tego przyczyna
    Nie wystarcza zdobywać mądrości
    Trzeba korzystać z niej umieć
    Chociaż  nas często to złości
    Nie naprawi się wszystkiego
    Co jest niewłaściwe dla niejednego
    Jeśli to zostanie dostrzeżone to -
    Moje serce chociaż w części
    Będzie uleczone
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     

    Czy nadzieja umiera?
     

    Zniewolony umysł zniszczone serce
    A - duszę przydałoby się wskrzesić -
    Na nowo
    To takie smutne takie bolesne
    Nie żadnego gestu
    Nie padnie żadne słowo
    Umarła nadzieja -
    A - ona umiera ostatnia -
    łzy niczym rząd białych pereł
    Przemykają się ukradkiem
    Wiatr nuci smętną kołysankę -
    Ustami twojej Matki
    Niewidzialne oczy jak bliżniacze kwiatki
    W boleśnym zdziwieniu
    Mówią -że wiedzą o zmartwieniu że
    Drogę twojego życia spowiły
    Upiorne girlandy mgły
    Powieki otwierają się ciężkie od łzy
    Jakby kurtyna w teatrze
    Odsłaniając dekorację
    I patrzysz ...
    Promieniałaś pogodą
    Cieszyłaś się że słońce świeci
    Marząc aby być kochaną
    I mieć szczęśliwe dzieci
    Widzisz że cierpienie to stracony czas
    BO zasadnicza bolączka nadal trwa
    Przeszłość jest - jak odległe miesiące
    Nie znać tu jego śladów
    Jak nie znać śladu ptaka prującego powietrze
    Zeby coś zmienić trzeba powstać z popiołów
    I zacząć od nowa -
    Robiąc tamte gesty mówiąc tamte słowa
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
    To będzie za mało
     

    Powiedziawszy - przepraszam
    To będzie za mało
    Za to co w przeszłości
    Przypadkiem się stało  -
    Na rozterkę i smutek
    Nie zawsze są dobre jakiekolwiek słowa
    Nie warto zaczynać czegoś
    Co będzie tym samym - od nowa
    Serce nie sługa
    A - duch jeszcze bardziej
    Dla tych co -
    Zycie traktują jak strawę
    I -  często dobrą zabawę
    Są dusze słabe i kruche którym
    Do życia  potrzeba strawy
    Ale i mądrej myśli refleksji
    I - wsparcia
    Korzenie drzewa gdy są mocne i zdrowe
    Długo będą jego podporą
    A -  piękne konary ich ozdobą
    Aby tylko ktoś  prymitywnie myślący
    Nie popodcinał ich czasem
    Niby dla igraszki
    Lub dla przyjemności
    Albo ze złości  -
    Wkraczając w życie naiwnością zaślepiona
    Zapominasz że -
    Człowiek każdy jak moneta ma dwie strony
    Raz bywa  godny zaufania  raz przymilny
    A - ten co jest naiwny staje się omylny
    Często też bywa że  -
    Ma dwa oblicza
    Jak nie zaspokoi zachcianek
    Przestaje się liczyć -
    Rani to szlachetną twą duszę
    I ujmuje godności  -
    Dlatego taki człowiek
    Może stać się tylko gościem
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     
     Domy
     

    Bywają domy piękne i wspaniałe
    Takie duże -
    Ale właściwie
    Małe -
    Pełno w nich kwiatów  -
    Na zewnątrz
    Pachną pięknie  ale
    Tylko w ogrodzie -
    Pełno w tych domach
    Przedmiotów i mebli wspaniałych
    Ale  - jak zajrzy się do jego wnętrza
    To te domy  -
    Wydaja się takie małe !!
    Dzieci  - ci młodzi
    Mają piękne lica samochody
    Ale uśmiech na ich twarzach
    Już  -  nie jest taki młody
    Mimo przepychu i wspaniałości
    Z tych pięknych domów powiewa chłodem
    Często -
    Cierpieniem żalem strachem zmęczeniem rozczarowaniem
    I - myśl krąży w okół tych domów
    Czy przyjdzie opamiętanie
    Czy rozstanie ?
    Czy te domy będą piękniejsze
    Czy będą się kurczyły malały
    A  - w końcu serca pękną tym
    Co je scalały
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     
     Kwiatek wyjątkowy
     

    Podarowałam wam kwiatek doniczkowy
    Taki niby nijaki nieciekawy
    Ale   - wyjątkowy
    Kiedy będzie się rozrastał
    Wydobywać się zaczną z niego
    Barwy wczesnej jesieni
    Raz będzie zielony a raz
    Jakby ze wstydu chciał się czerwienić
    Zakwitną też kwiatki -
    W kształcie serduszek różowych
    Każde  będzie moje - dla was
    Po jednym serduszku kolorowym
    Nie zapominajcie karmić go wodą
    Aby gałązki nie pousychały
    Bo woda jest jak - miłość
    Bez niej usychając będą cierpiały
    Kiedy podrośnie i będzie w rozkwicie
    Będę to ja -
    Patrząca na was -
    Bo w liściach są moje oczy
    Czuwające nad waszym życiem
    Gałązki kwiatka - to moje ramiona
    Oplatając was nimi
    W wiaterku troski wasze ścieram
    Może  - łżę ?
    Bo ten kwiatek to moja troska
    A - serce moje myśląc o was stale
    Nie będzie  umierać
     

    * * * * *
     

     
     
     
     Była piosenka i humoru wiele

    Gdy deszcz po szybach spływa obficie
    Patrzę na świat i zastanawiam się
    Nad naszym długim  życiem
    W dzieciństwie mieliśmy -
    Wiele łez  rozterki
    Czasem nawet poniewierki
    Ale pomimo tego -
    Zaśmiewaliśmy się z niczego
    Była piosenka i humoru wiele
    Nawet jedno po drugim wesele -
    Wkraczaliśmy w życie nowe
    Z wiązanką zasad i urodą
    Pamiętając o tym -
    Aby jak nasze babki i nasi dziadowie
    Dumnie nosić głowę
    Aby - nasze dzieci
    Ta nasza gromadka
    Pamiętała  upomnienia i przestrogi
    Dziadka  i pradziadka
    Historia nam mówi że szkoła to wielka
    Bo matka Polka była ostoją ogniska
    A - mężczyzna każdy bronił Ojczyzny
    I własnej zagrody
    Tak i my to czyni
    Miłości w nas wiele ale żalu za dużo
    Za tym co było marzeniem  a stało się złudą
    Lecz mimo łez wylanych na tym ziemskim padole
    Możemy byc dumni i uśmiechać się skrycie
    Ze tak naprawdę nie było zmarnowane nasze życie
     

    Dedykuję - swojemu rodzeństwu


    * * * * *
     
     
     
     

    Mów do mnie
     
     
     
    Piszę wiersze bo -
    W nich płaczę śmieję się
    Kocham w nich dzieci
    W nich rozmawiam z tobą
    Jestem w nich rozumiana !
    I - nie czuję że mam duszę ubogą
    Porozmawiaj ze mną o życiu
    O jego barwach odcieniach kolorach
    Porozmawiaj  -
    O radościach zwątpieniach nadziejach
    Tak bardzo cię proszę -
    Jeśli nic nie powiesz
    To z tego życia z tobą nic nie wyniosę
    Chcesz mi coś powiedzieć ?
    No - słucham !
    Mów mową  -
    Możesz mówić  - głośno szeptem
    Przekazać myśli w śpiewaniu graniu
    Możesz to zrobić dotykiem -
    Płaczem zreferować łkając szlochając
    Możesz też tańcząc krzycząc wołając
    A i - możesz na migi mówić
    Będę cię zawsze rozumiała
    Bo to właśnie w tobie kochać chciałam
     

    * * * * *
     
     
     

    Niepokój
     
     
     
    łza
    Spływa po twarzy
    Bo serce czuje niepokój
    Kocha
    Więc ostrzega krzyczy rozpacza
    Szlocha
    Dlaczego intencje szczere są niezrozumiane
    Milczy
    Choć cierpi - przebacza
     

    * * * * *
     
     
     
     
     
    Może znów odzyska radość
     

    Mając ochotę lub jej brak
    Niewiele miał do powiedzenia
    A - jednak wbrew jego woli
    Napłynęły wspomnienia
    O domu -
    W którym spędził
    Dzieciństwo i młodość
    To tam -
    Przez wiele lat nauczono go
    Nie kochać  -
    Uważał że miłość odbiera  rozsądek
    Pozbawia kontroli nad własnym losem
    Czuł - jak w jego życiu gasną światła
    Tak jak w domu szykującym się do snu
    Jego serce przeszywał ból
    I  przerażająca pustka
    Wróciło poczucie krzywdy
    Wrócił żal -
    Za to że go odrzuciła
    Jej chłód utwierdził go w decyzji
    Zerwanie wszelkich więzi
    W jego sercu zagościł smutek
    Może wszystko się zmieni ?
    Może znów odzyska radość i nadzieję ?
    Musi nauczyć się wyrażać uczucia
    A - jeśli nie zrobi tego -
    Pozostaje mu - samotność
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     
    Urodziny
     

    Obudził mnie pocałunek
    I - zapach lawendowy
    Delikatny jak lot jaskółki
    Niespodzianką też był
    Bukiet kwiatowy
    Radością -
    Były gniazda jaskółcze na balkonie
    Jak filiżanki -
    Przylepione z błota i trawy
    I te ich ćwierkania te ich krzątania
    Przypominały - rodzinę moją
    Jej śmiech i zabawy
    Pełna szczęścia i zachwytu
    Wsłuchałam się w świergot ptaków
    W różowości świtu -
    Upajając sie mym zadowoleniem że
    Byłam doceniana i niezależna  w życiu
    I - rzadko spotykałam się z cierpieniem
    Wiem że bez użalania można myśleć
    o ponurej przeszłości
    A - o przyszłości mówić bez skarg i złości
    Nie mam poczucia klęski
    Bo cząstkę zachowałam z siebie
    Mogłam zawsze liczyć na bliskich
    Kiedy byłam w potrzebie
    Szczęście  -
    Należy szanować i doceniać umieć
    Kiedy los daje go w darze
    Kiedy jestem  bardziej doświadczona
     
     
     
    * * * * *
     
     
     

    Wiem że kochasz kwiaty
     

    Wesprzyj się siostro mą myślą - o tobie
    Myślą sercem -
    Wesprzyj się troską moją która
    Rodzi się we mnie
    Gdy ty jesteś w rozterce
    Nie płacz gdy kwiat usycha
    Lub więdnie powoli
    Czy woń się ulatnia
    Bo czas ucieka -
    I taka jest kolej każdego kwiatka
    I taka jest kolej każdego człowieka
    Wiem że kochasz kwiaty i
    Każde jego odmiany
    Wiem - że rozmawiasz z nimi
    Bo ciężko jest żyć -
    Gdy jest się nierozumianym
    Siostro nie rań mi serca
    I powstawaj !
    Ja też często padam i się podnoszę
    Bo ani fałszu ani zawiści nie znoszę
    Nie płacz więcej poranną rosą-
    Z tymi kwiatami
    Dam tobie malwy i słoneczniki
    Co przypominają dom naszej Mamy
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
    Pytanie
     

    Mgły wilgotne z wona opadają
    Jednocząc się z poranną rosą
    Stapiając się w jedną całość
    I łagodny zapach unoszą
    Na ogrody pola zielone
    I - na dziewczę siedzące w ogrodzie
    Na ławce - zamyślone
    I zadające wciąż sobie pytanie
    Co to jest miłość ?
    Czym jest kochanie ?
    Ta żądza poznania tych uczuć
    Wciąż nią miota
    I targa jej duszę ta ciągła tęsknota
    Za odpowiedzią na to pytanie
    Co to jest miłość ?
    Czym jest kochanie ?
    A - odpowiedż jest prosta
    Tak jak mgła stapia się w całość
    Z poranną rosą
    I wspólnie ten błogi zapach unoszą
    Taka jest odpowiedź  na to jej pytanie
    Miłość musi tworzyć jedność
    Właśnie z tym kochaniem
     
     
     
    * * * * *
     
     
     

    Przychodziliście
     

    Przychodziliście do mnie - ale
    Tak naprawdę was nigdy nie było
    Zaczynała się uczta
    Na uczcie się kończyło
    Serce ściśnięte z żalu
    Na coś wiecznie czekało
    Na - muśnięcie siwego włosa
    Czy zmarszczki -
    Pod pudrem skrzętnie ukrywanej
    Na garść słów serdecznie wypowiedzianych
    Na gest prosty z dotykiem
    Na ukojenie żalu w skołatanym sercu że
    Zostało czasu już mało -
    Myśl plącze się ucieka
    Szkoda  że -
    Oczy wasze nie dostrzegały prośby
    O  - zrozumienie wysłuchanie
    Inaczej myślącego człowieka
    O troskach które mnie przygniatały
    Aby wasze piersi w tarcze się zamieniały
    łzę uronić  może zaszlochać
    I - powiedzieć wam o sobie !
    że zimno mi jest!
    że zimno będzie mi w grobie !
    Zycie przeżyć jest o wiele prościej
    Gdy w nim są gesty czułości
    Szczere myśli wypowiadane
    W tedy serce bije silniej z radości
    Bo nic nie ma zimniejszego
    Od martwej miłości -
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
    Wyroki losu
     

    O   -  wyroki losu
    Ile w was goryczy sprzeczności
    Twórczej podstępnej i niszczącej
    Czy wy to widzicie ?
    Jak często plączecie czyjeś życie ?
    Dlaczego podłości ludzkiej dajecie przyzwolenie ?
    Sercu zawiedzionemu duszy skołatanej
    Pozwalacie podeptać marzenie
    Zawiedziona dusza w wewnętrznym chaosie
    Szuka oparcia szuka miłości
    Takiej co nie rani nie upokarza
    Lecz rodzi nadzieje na spełnienie potrzeb
    Na ziszczenie pragnień
    Przynosi szczyptę ukojenia
    W doznanym zawodzie -
    To serce rozedrgane ta dusza skołatana
    Leci niczym ćma -
    Ku szczęściu ku przeznaczeniu
    I - będzie spełniona
    Jeśli znalazła ciebie
    Ten bezpieczny port dla siebie
    Pamiętać jednak zawsze należy że
    Poczucie odpowiedzialności w czynach i słowach
    To sprawa honorowa
     
     
     
    * * * * *
     
     
     


    Byłyśmy
     

    Byłyśmy ty i ja
    Były rozstajne drogi
    Ale los rzucił nas w te same progi
    Młode i ładne pragnące wolności
    Nie wiedziałyśmy że los spłata nam figla
    Dając życie - pełne zawiłości
    Mimo wysiłku i starań
    Mając szczerą wolę
    Nie dane nam było dać duszy swawolę
    Lat przybyło włosy posiwiały
    Powoli już umieramy
    Staniesz kiedyś w ciszy jesieni
    Nad grobem
    Może uronisz łzę
    Może to będziesz - ty
    Może to będę - ja
    I ta łza nam powie
    Jakie było nasze życie
    Kiedyś niespodziewanie usłyszysz szept
    Cichy i radosny
    Otrzesz łzę
    I nagle
    Poczujesz zapach wiosny
    Będziesz kochaną
    Docenią twej duszy potrzebę
    Ogrzeją ci serce owiane chłodem
    Otrzymasz tę dawną urodę
    Będziemy ty i ja
    Znowu młode
    Zawsze pomocne sobie w potrzebie
    Tam razem
    Jak na ziemi
    Tam też - w Niebie
     
     
     
    Dedykuję - Eli


    * * * * *
     
     
     

    Czy źle kochałaś ?
     

    Dosyć już płakało twoje serce
    Dosyć już chwil tych
    Zmagań w duchowej poniewierce
    Ta miłość nie dała ci nic a nic
    Te parę chwil rozkoszy
    Te parę chwil zabawy
    Nie przysłoni ci myśli że
    Ten co ofiarował ją
    Może zwać się prawy
    Nie rozumie -
    Czym jest zranienie godności
    I czym jest poczucie odpowiedzialności
    To należało mu wpoić wcześniej
    By - miłość jego nie ubliżała
    Tylko kochała-
    Zycie twoje stało się
    Jak górska dolina po przejściu huraganu
    Bez przyszłości bez planu
    Iskierki gasną które się tliły
    Zyjąc namiętnością
    Nie dostrzegałaś że cię zwodziły
    Ciągła niepewność ochładza ostudza
    Wciąż uczucie rujnuje
    A twoje serce stabilizacji oczekuje
    Nadaremnie roztrwoniłaś czas
    W pogoni za taką miłością
    Uleciały w przestworza twe dawne marzenia
    Pozostała pustka
    Szczęście które umyka -
    Nie starcza odwagi ze strachu
    Przed samotnością
    Aby powiedzieć
    Dość - przegrałam bo za mało wymagałam
    A - może żle kochałam ?
     
     
     
    Dedykuję Marcie


    * * * * *
     
     
     

    Serce
     

    Zjawiłaś się ze swoją prostotą
    Niczym w poświatę księżyca otulona
    Z troską na twarzy
    Z sercem pełnych rad współczucia
    Twoja twarz z oczami jak bławatki
    Przez czas rozjaśnione
    Są balsamem na ranę
    Ta twarz okolona wichrem srebrnych nitek
    Jakby - myśli rozbiegane
    Takie czułe takie opiekuńcze prawe
    A - w uśmiechu tyle miłości skrywanej
    Tej uśpionej Boga rozkazem _-
    Zachwycił mnie twój uśmiech szczery
    Taki dziecięcy żadną obłudą nie skalany
    Zobaczyłam w twej twarzy też
    Dziewczę w swej skromnej postaci
    Spragnione uczuć tylko kobiecie znane
    Co przez tę jedną okrutną chwilę przeznaczenia
    Zostało ci zabrane
     
     
     
    Dedykuję Joli


    * * * * *
     

     
     
    Listopadowy dzień
     

    Smutek zagląda w oczy
    Bo listopadowy dzień -
    Zbliża się ciężkimi krokami
    Zmęczony morzem łez wylanych
    Nad waszym życiem nagle przerwanym
    Jesień wam groby liśćmi martwymi otula
    Kobierce tka różnymi barwami
    I - zaprasza nas
    Nie zapominamy o was !
    Pamiętamy !
    Przyjdziemy odświętnie ubrani
    Przystoimy groby kwiatami
    A - dusze wasze  -
    Myślą naszą w miłość poubieramy
    List - pisany  -
    Płomieniem  lampki przyniesiemy
    Zwierzyć się w nim pragniemy
    O modlitwę i pomoc poprosimy
    Nieśmiało z żalem szeptać będziemy
    Ze nasze serca już nie są takie gorące
    Nogi nie noszą nas tak sprawnie
    I ciała nie są sprężyste
    Często - już ciężko jest zbierać
    Te martwe z grobów liście
    Oczy  wyblakłe łzami niczym
    Perłami policzki przystrajają
    Bo jesień każda swych praw się dopomina
    Rzuca liście wiatr nucąc pieśń smutną
    I w szeleście swym przypomina
    Ze - czas ucieka
    Ze każdego człowieka wybije godzina
    I - my tu przyjdziemy
    Spełniamy Boga polecenia
    I z pokorą czekamy na łaskę zbawienia
    I marzymy skromnie
    Ze grzechy pójdą w zapomnienie
    A - Chrystus otoczy nas szatą ze swych zasług
    Niczym troskliwym ramieniem
     

    Dedykuje wszystkim najbliższym , którzy już odeszli


    * * * * *
     
     
     

    Wigilia
     

    Pędzą sanie pędzą do domów
    Dzwonią janczary dzwonią
    Sniegiem jakby puchem białym
    Pokryte lasy drogi
    Wszędzie biało bielutko
    A w domu cicho cichutko
    Kąty wszystkie wysprzątane
    Zapachów różnych moc się unosi
    Choinka o przystrojenie prosi
    Mikołaj  -
    Spiesznie worki z prezentami rozdziela
    Bo już pora
    Pod choinkę postawić mikołajowego wora
    I- czekać na gwiazdkę -
    Tę pierwszą - która najjaśniej zaświeci
    Z niecierpliwością największą
    Wypatrują jej na niebie - dzieci
    Wszyscy odświętnie ubrani
    Za stołem siadają
    Rumieńce radośnie policzki zabarwiają
    Bo - opłatkiem dzielić się będziemy
    Przy wspólnej wieczerzy
    I -  życzyć dobrego sobie
    Ty mnie ja tobie
    I zewsząd słychać kolędę że
    "śliczna panna syna narodziła "
    W nastrój nostalgia się wkrada
    Z radością się przeplata
    Jakaż to tradycja  - piękna !
    Dla każdej polskiej rodziny - rzecz święta
    Wszyscy kolęd z uwagą słuchają
    I dumają
    Co - Nowy Rok przyniesie dobrego?
    Oby nic złego
    Niech ten Rok Nowy
    Wleje we wszystkie serca serdeczności
    Dzieciom najwięcej i tym co doczekali starości
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     
    Kobiety żony tego świata

    Wichrze, który hulasz i po wszystkich krajach latasz
    Opowiedz- szumem wierzby paczącej
    Jej gałęziami jak opadłymi z żalu ramionami
    Do ziemi czarnej niczym do łona
    Jak - kobiety,żony  tego świata
    Ciągną swój krzyż, swój garb
    Ze smutkiem na twarzy z pochylonymi głowami
    Po kres swych dni , swego istnienia
    Powiedz - jak mają żyć z prawdą bez obaw
    Z odwagą w sercu, aby nie przygniatał ich ten głaz
    Wyrzut sumienia
     
    Zawierucho - prowadząca przez życie niczym zwodnicza zjawa
    Która ,się naigrawa z ich smutku płynącego jak z rozdrapanej rany
    Ze , ktoś stał się niechciany przez mężczyzn kochanych
    Zostały , brak lojalności i odpowiedzialności
    Czemu mężczyzną nie są zadawane pytania -
    Czy wyrzuty sumienia mają że
    Kobietom ,żonom w łonie blizny zadawane tylko są pamę
    Dlaczego one tylko mają być karane ?
     
    Huraganie - co rozniecasz żar w sercach, niczym ogień płonący
    Zachęcałeś do pieszczot gorących
    Zachwycić się smakiem czułości
    Czemu nie roznieciłeś w ich duszach , przezorności
    Gdzie twa w szumie i w tym wiewie, ta grożna przestroga!
    że odrobina namiętności  doprowadzi do lęku przed karą Boga
     
    Słonko - niczym ziarno piasku w odcieniach bursztynu
    Wysyła uśmiech delikatny i radosny, jako zwiastun wiosny
    Wstaje z rosą na krzewach wiszącą  niczym pajęczyna
    Szumem i szelestem liści  ciągle szepcze i przypomina żonom, kobietom
    Mimo słońca, które uśmiechem raczy ich serca są w rozpaczy
    Czy oprócz ciebie słoneczko, ktoś je rozumie , wie co to znaczy ?
     
    Księżyc - niby srebrny pieniążek, rzucający zalotnie swój blask
    Nie wznieci żaru, nie ogrzeje serca ich potrzeby
    Tylko chłodem będzie je otulał
    A tęsknota, jak dziecka kwilenie, tęskne szczebiotanie
    Kobietę, żonę każdą przygniata , serce w nich płacze
    Może usłyszę, może zobaczę ?
    Rozkładają te opuszczone ręce, przyciskają do piesi, łona
    Szepczą modlitwę cichą i szlochają, bo kochają
     
    Wiaterku letni, delikatny - kobietom ,żonom tego świata
    Otul ramiona, ogrzej ciepłym powiewem ich cierpienia
    Tym duszom spracowanym, obmyj żal poranną rosą
    Niech tak nie cierpią, niech tego krzyża nie noszą
    Niech za życia nie umierają
    Pozwól i ty , im Boże, niech bez trwogi kochają
    A, kiedy zegar ostatnią ich godzinę im wskaże
    Twoja wola będzie dla nich rozkazem
     
     
     
    * * * * *
     
     
     

    Jawa czy sen ?
     

    Kiedy przekroczyłam bramy niebieskie
    Wstępując w zaświaty,
    Zobaczyłam światło ogromne,
    Niczym zorza, niczym łuna szeroka,
    Przetykana srebrnymi i złotymi nitkami
    Jakby , kobierzec utkany aniołów rękami.
    Płynęłam , jakby nimfa oczarowana tymi tęczami
    Nagle , ujrzałam ogród usiany pięknymi barwami
    Ile tam było kolorów, ile kwiatów !
    Nie jestem w stanie opisać , słowami,
    Wszystkie były jakieś inne , nieznane
    Ich zapach - roztaczał uczucie szczęścia i miości
    Patrzyłam na to zjawisko oczarowana.
    Wtem, ujrzałam moja siostrę ukochaną,
    Otaczała ją jakaś głębia tajemniczości.
    Wokół niej, roztaczało urok światło niezwykłe ,
    Biło jakimś blaskiem, który przenikał od niej,
    Uszczęśliwiając moją duszę,
    Razem z nią czerpałam ciszę, czułam ciepło, spokój
    I - bezgraniczną miłość.
    W tej przeogromnej światłości ujrzałam,
    Piękno, doskonałość - Raj
    Krainę bez cierpienia, nienawiści i podłości.
    Patrzyłam i patrzyłam , pełna zachwytu, oczarowana,
    I , nagle przemówiła do mnie , bez słów,
    Ta siostra -
    Nie rozpaczaj po mnie, jestem szczęśliwa , kochana.
    Spojrzyj , na dzieci i wnuki moje,
    Powiedz im ,że życie nie kończy się na ziemi,
    To jest fragment naszego istnienia,
    Moja dusza ma wszystko czego jej potrzeba,
    Bo dostąpiłam łaski nieba.
    Byłam  zachwycona, zazdrościłam jej szczęścia,
    Jakie biło z jej promiennej twarzy.
    Kiedy ocknęłam się zimna jak głaz,
    Nikt nie zauważył, że
    Na moich policzkach błyszczały - łzy.,
    Bo usłyszałam , że muszę tu wracać,
    Bo czeka mnie praca.
    Byłam bardzo osłabiona, roztrzęsiona,
    I -  żałowałam , że nie mogę być tam , gdzie ona.
     
     
     
    Dedykuję mojej siostrze Lali


    * * * * *
     
     
     
     
     

    Czy to będzie...
     

    Czy to będzie w nocy w dzień czy rano
    Nie będzie mnie już męczyć codzienne wstawanie
    Nie będę kłopotać się żadnym ubraniem
    Nie będę już zawracać głowy rodzinie
    Mam nadzieję że pamięć o mnie będzie trwać
    Nie zginie -
    Niech dzieci i wnuki mówią pacierze
    I pamięć o mnie -
    Niech każdy w życie zabierze
    Zasad i norm przestrzegać musicie
    Aby prawe było wasze życie
    Kochajcie na co dzień Ojczyznę i rodzinę
    To odpowiedzialna praca człowieka
    Więc niech każdy z was to robi
    Już teraz zaraz !
    Niech z tym nie zwleka
    To jest ostatnia prośba moje wołanie
    Niech ono w sercach waszych na zawsze pozostanie
     

    Dedykuje - swoim dzieciom , wnukom, mężowi i rodzinie


    * * * * *
     
     
     
     
     
    Jak zloty kurz
     

    Siedzę przy oknie i patrzę  na świat
    Na świat który  -
    Powoli o mnie zapomina
    Na zamknięte oczy padają promienie  słońca
    I - igrają na moich rzęsach -
    Jak złoty kurz  -
    Po zmaganiach z trudami życia
    Najbardziej pragnę -
    Ciszy w muzyce.
    Już - nie będę podrywać się
    Na  dżwięk każdego dzwonka
    Czuje się jak dom - którego
    Urok gaśnie po zamknięciu okiennic.
     
     
     
    * * * * *
     

     
    Dzwoń dzwonie
     

    Kiedy mnie już nie będzie - dzwonie
    Uderz w tony
    W każdym dniu o każdej porze
    Gdy ktoś odchodzi kogo znałam
    I - opowiadaj w melodii
    Czy był młody czy doczekał wieku sędziwego ?
    Czy jego dusza szczęśliwa była czy cierpiała ?
    Pożegnaj ich w mym imieniu
    W tej ostatniej godzinie
    Niech ten dżwięk ta melodia
    Co z głębi serca dzwonu płynie
    Niech łka niech  płacze
    Pozwoli ujrzeć pozwoli zobaczyć
    W tym dniu w tej ostatniej chwili
    Ich wszystkie troski i problemy
    Dzwoń dzwonie !
    O matki rozpaczy za córką co żyć nie chciała
    O nieudanym życiu - innej
    O synach co - nałogu żadna siła ich wyrwać nie umiała
    O żonach mężach bezsilności w swych problemach
    Dzwoń dzonie głośno i weselej
    O ich radościach i powodzeniach
    A - dzwoń cicho smutno smętnie
    O nagłych w samotności konaniach
    Wydobywaj wtedy najpiękniejsze tony
    I opowiadaj  w tej ostatniej ich godzinie
    Im wszystkim  co znałam !
    Swym dzwiękiem niczym płacz smyczka skrzypiec
    Ze - bywali szczęśliwi że też się uśmiechali
    Ze zawsze mieli nadzieje że cierpliwie czekali
    Poświęcając całe życie
    Rodzinie Ojczyżnie miastu swemu
    Pracując w trudzie i zapale
    Niech wiedzą że pamięć o nich
    W mym sercu tkwi stale
    Niech dzwięk twój piękny i doniosły
    W  tej ostatniej chwili
    Będzie zespoleniem moim z nimi
    I ziemi matce - podziękowaniem
    Dzwoń dzwonie - dzwoń zawsze pięknie
    Gdy następuje rozstanie
    Proszę cię w potrzebie- dzwoń aż ujrzą Boga
    Aż znajdą drzwi do niego w Raju - tam w Niebie
     
     
     
    * * * * *
     
     
     
     
     
    Baśń życia
     

    Zgasł duch istniejącego życia które dał Bóg Pan
    Gasnąca nadzieja jest gorsza niż samotna śmieć i duszy stan
    Nikt nie słyszał krzyków płynących z udręczonego serca
    Ukryty egoizm - jest jak bestia krwiożercza
    Dusza posuwała się do dalekiego  światła pochodni
    Która stanie się jej duchem przewodnim
    Na próżno czekała na skruchę na okazanie żalu
    Posłuchajcie wiatru  zawodzącego -
    Chyba jakby ze skargą nucił jej pieśń -
    "Baśń życia " - tego smutnego balu której dał sam Bóg
    Pan ziemi światła powietrza i wody
    Głęboko w ludzkiej duszy pulsują potężne strumienie
    Miłości tęsknoty nienawiści rozpaczy
    Czy ktoś to rozumie ?
    Wie co to znaczy ?
    Czy poruszył ktoś czułą strunę na pożegnanie ?
    Dom zdawał się ją brać w objęcia i szeptać przez pokoju ściany
    Ze była kochana
    Słońce nad jej mogiłą jak lśniąca tarcza zachodziło smugą niczym łzą
    Zbłąkane porywy wiatru gwizdały że ją ukoją że ją popieszczą
    Martwa pustka i martwa mogiła tak jak ta sprzeczność - co ich dzieliła
    Na jej policzku złożył pocałunek  lekki podmuch wiatru i łzę osuszył
    Ta ostatnia podróż położyła cień na niejednej duszy
    Odgłos rzucanej ziemi powodował smutek przytłaczał żalem
    Krzyk ptaka żałobnika będzie dżwięczał w uszach stale
    Wsłuchując się w szum wiatru możesz usłyszeć o krętych ścieżkach jej życia
    Co czasem smucić może a czasem zachwycać
    Być może to wspomnienie czułe serca poruszy o tej trosce pajęczynie dnia codziennego
    Która przędła czasem zrywała  wiązała tę nić i tkała i tkała...
    Ta pieśń to jakby drogowskaz do niepojętego świata aż do sądu ostatniego
    Kończy się ponura pieśń dnia codziennego " Baśń życia "
    Gawrony odleciały trzepocząc skrzydłami jak żałobnymi wstęgami
    Twarda rzeczywistość przygniata żal i tęsknota narasta
    Wspomnienie może wzruszać a wiatr osuszać tylko - łżę
     
     
     
    * * * * *
     

    Jesteś Boże we mnie
     

    Jesteś Boże we mnie jak me istnienie
    Na zawsze - po me ostatnie  tchnienie
    Jesteś stwórcą drzewa ptaka motyla
    Pszczoły która nektarem kwiaty zapyla
    Tak Ty swą miłością tkliwą
    W swym postanowieniu
    Zdecydowałeś o moim istnieniu
    Kocham cię za to Panie
    Proszę o wieczne zmiłowanie
    Zdążając z nadzieją w sercu  do  ciebie
    Ku wieczności -
    Wierzę że ty Boże
    Jeden mnie wysłuchasz
    Jeden mnie zrozumiesz
    Bo nikt - jak ty
    W każdej duszy czytać umie
     
     
     
    * * * * *
     

    Nie zniknij w tłumie - Patrycji
     

    Pamiętam - jak cichutko leżałaś w łóżeczku
    A ja - z miłością wielką
    Okrywałam Cię kołdereczką
    Karmiłam cię mlekiem
    A także melodią cichą
    Abyś w życiu dorosłym
    Miała serce czułe wrażliwe i młode
    Abyś miała możność
    Wykorzystać i talent i urodę
    W takt melodii biegnij
    Przez życie swoje całe
    A ono niech sypie
    Radości wspaniałe
    Niech twe szare oczy
    Dostrzegą mądrość prawość i czułość
    Czas dany przez opatrzność
    Wykorzystaj i nie  zniknij w tłumie


    * * * * *


    Wdziękiem promieniujesz  - Patrycji

     
    Wdziękiem tchniesz cała
    Wdziękiem promieniujesz
    Wdzięk płynie z twej duszy
    Wspaniale nim czarujesz
    Masz serce jak płatek róży
    Jak uśmiech wiosny
    W sercu masz wielką miłość
    Jest ono jak poranek radosny
    Twa dusza jest czysta jak kryształ
    Pachnie jak jaśmin
    Delikatna jak mgła poranna
    Pełna prostoty delikatności
    Twe oczy są jak gwiazdy srebrzyste
    Pełne czaru słodyczy i sprytu
    No i nad wyraz - bystre
    Kiedy w  twe oczy spoglądam z uwagą
    Widzę twą duszę przetkaną rozwagą
    Widzę jak płaczesz
    Jak się radujesz
    Kiedy liczko ze złości pokrywają wypieki
    Zawsze cię widzę
    Widzę cię na wieki
     
     
     
     
    * * * * *
     
     

    Sandra
    Twoje wiersze
     
    Czytając twoje wiersze
    Dusił mnie szloch dusiło mnie łkanie
    Szczęście rozjaśniło mi duszę że
    Nie będę o ciebie się martwić
    Gdy nastąpi rozstanie
    Uśmiech rozjaśnia mi oczy
    Tracące blask swój jesienną mgłą zasnuwane
    Serce nie ogarnie trwoga
    Żeś płoch żeś nieczuła
    Na łzę ukradkiem ocieraną
    Na rękę w troskliwym geście
    Wyciągniętą do ciebie
    Tą czułą tą spracowaną
    Bądz szczęśliwa w rozumnej myśli
    Bądz prawa i sprawiedliwa w swym działaniu
    A - uwierzysz że wiara czyni cuda że
    Los niesprawiedliwości sam osądza sam nagradza
    Za czyny które są pozbawione sensu
    A które często piołunem się osładza
    Komu tak naprawdę dane jest
    Przewidzieć przyszłość?
    Czy przejrzeć ciemności które są przed nami
    Pamiętaj !
    Styl jednego nie może być wzorem dla innych
    Bo każdy kieruje się innymi serca potrzebami
    Cieszy mnie że słowo twe pisane to -
    Pragnienie największej miłości doznanie
    Największa uczynność niech będzie w działaniu twym
    Największe cierpienie twoje
    Niech będzie wzorem i sił zmaganiem
    Najsurowsza prawda szlachetnej duszy - krzykiem
    Najserdeczniejsza rada
    Balsamem na cierpienie i smutek
    Czy serca krwawą ranę
    Wiedz ze :
    Największe zjednoczenie umysłów
    To wzór do naśladowania
    To treść dwojga ludzi na wspólne przetrwanie
    Te wiersze są i niech będą nadal
    Wołaniem protestem działaniem
    Bo wartości wyznawane przez ciebie
    Maja sens
    I niech będzie opatrzności za to podziękowaniem
     
     
     
     
    * * * * *
     
     
     

    Adrian
     
    Nie wiń mej duszy
     

    Nie wiń mej duszy za to co czuje
    Za tym za czym tęskni
    Czego oczekuje
    Za troskę o ciebie
    Robię to w serca gorącej potrzebie
    Z chęci przekazania czegoś
    Wartościowego nieprzemijającego
    Myśli moje są z serca płynące
    Niczym płomień i łzy gorące
    Przez me serce wybrany
    Pnący się jak bluszcz
    Wnuku kochany
    Popychany przez wiatru ramiona
    W melodii ich szumie
    Możesz usłyszeć możesz zrozumieć
    Niczym zawodzenie-
    Niby  przestrogę niby przestrzeganie
    Bądż rozważny kochanie
     
     
     
     
     
    Dorian
     
    Bądż prawy w duszy
     
    Nadszedł dzień piękny i wspaniały
    Kiedy przyszedł na świat
    Nasz chłopczyk mały
    Czekałam z niecierpliwością
    Kiedy cię zobaczę
    I mienię nazwę jakie ci wyznaczą
    Dorian cię nazwano.
    Patrzyłam na ciebie
    Zawsze z miłością tkliwą
    Bo widząc ciebie
    Siebie widziałam szczęśliwą
    Wnuku mój kochany
    jeśli myślisz to myśl
    Mądrze i szczerze
    Bądż prawy w duszy
    W sercu miłość noś i dumę
    Nie zapominaj słów babci B
    Bo kiedy dorośniesz
    To je zrozumiesz.
     
     
     
     
     
     
     
    * * * * *


    Sukces
     
    Sukcesem  jest mieć w życiu szczęście dane
    Ale nie wszystkim jest ono pisane
    Więc pozostaje nauka i praca
    Może to i lepiej !
    Bo to każdą duszę bardziej wzbogaca
    To przewodnik do okazywania siły i męstwa
    To droga do godnego życia
    Czyli - zwycięstwa !
    Idąc przez życie nic was nie zaskoczy
    Gdy z honorem ludziom będziecie patrzeć prosto w oczy
    Wykształcenie wasze wysiłki doceni
    I - pozwoli złe losy z czasem odmienić
    Nie zapominajcie o cnotach jak :
    Prawość uczciwość wytrwałość dyscyplina
    One pozwolą poszukać własnej tożsamości
    Będzie temu towarzyszyć wam po drodze
    Trochę przesadnej wrażliwości  trochę próżności
    Czasem w rozpacz popadniecie
    Ale mimo tego - bądżcie ciekawi
    Co dzieje się w świecie
    Okres młodości - to bunt i niezgoda z sobą
    Dlatego trzeba mądrze wybierać
    Jaką chce się iść drogą
    Pamiętać należy że -
    Dom rodzinny to busola to drogowskaz młodego człowieka
    Każdy powinien ten dom doceniać
    A - w nim ci co was kochają
    Zawsze na was czekać
    Przestrogą was moi drodzy nawołuję
    Ze - brak wiary w siebie pustkę wywołuje
    Więc szczypta patriotyzmu rozumowi przydać się może
    Bo w obecnej rzeczywistości mogło by brzmieć hasło
    "Uczucia i poczucie tożsamości "
    Dobrze by było gdyby to hasło z waszej świadomości
    Nie wygasło !!!
    Bądżcie w życiu codziennym sympatyczni ale
    Nie służalczy i obłudni
    Podążajcie naprzód - ale nie przepychajcie się łokciami
    Nie tratujcie po drodze nikogo stopami
    Nie mylcie dumy z pychą
    Cieszcie się z osiągnięć - skromnie
    Tak po cichu
    Strzeżcie wartości jakie mieliście przez przodków przekazane
    Oni musieli je krwią oblewać
    Męstwem wywalczyć
    Wam - to zostało dane
    Pamiętajcie !!!
    Nie macie prawa mówić że
    Ojczyzna może być niczyja
    Czy tacy co tak mówią wiedzą po co żyją ?



     
    * * * * *


    Kruk krukowi oka nie wykole

     
    Kruk krukowi oka nie wykole
    Tak było w przedszkolu
    Tak było i w szkole
    Bywało też na zebraniach
    Jednej opcji jak kruki się spotykały
    Biły sobie wzajemnie brawa
    i wzajemnie sie wspierali
    Układy układziki ta potworna zaraza
    Istniała i istnieje i ciągle się powtarza
    Ten co nie jest krukiem
    Tym krukom przeszkadza !!
    Bo inność kruków drażni
    I drażnić nie przestaje
    Każdego kto nie jest z ich stada
    Czarną owcą nazywają
    Choć smutna to refleksja
    To wam kruki powiem
    Tej czarnej owcy
    Wzrok w inną stronę bieży
    Więc nigdy do stada kruków
    Nie będzie należyć
     


    * * * * *


    Do  rządzących

     
    Czy  Wy to widzicie że
    Polskę do zagłady prowadzicie?
    Sprzedajecie kłamiecie!
    Kto Wam dał takie prawo ?
    Bo moi Przodkowie - Nie !!!!
    Walczyli o  wolność i suwerenność
    Szli ma ból na krew !!
    A Wy - ściskacie się całujecie
    I tak nie macie poważania w świecie
    Nie obrzucajcie błotem naszej dumy narodowej !!
    Schylcie przed Narodem Polskim w pokorze głowy
    Bo zaufał nadzieję miał
    I co dostał ?!!


     
    * * * * *


    Sybiracy

     

    Obskurne wagony po szynach się toczą
    Wiozą na Sybir zesłańców
    Dniem i nocą.
    W brudzie i ścisku o głodzie i chłodzie
    Brak powietrza i wody doskwiera
    Dzieci  kwilą ktoś  szlocha
    Ktoś Boga wzywa jęczy
    Ktoś  zaczyna umierać
    To Sybir teraz ich domem
    Ich świat będzie inny zmieniony !
    Luksusem kawałek powierzchni w baraku
    Śmierdzący stęchlizną i zapluskwiony
    łóżko - a pod nim  spiżarnia i szafa
    Fotografie na kawałku ściany powieszone
    I poniżany niewolniczą pracą Polak zniewolony
    Z cudzymi ludzmi i na cudzej ziemi niechcianej
    Ten los Sybiraka splótł się z wieloma pokoleniami
    Podążającymi tymi  samymi szlakami
    To tu cierpienie osobiste przerodziło się w narodowe
    Dlatego w pamięć wbite są tylko dwa słowa:
    Ofiara i prześladowca !!!
    Bo Sybir to miejsce upodlenia i odbieranie godności
    Ci - którzy to piekło przeżyli
    Zrozumieli !
    Że należy szanować drugiego człowieka
    I czym jest sens dążenia do wolności
    Bo kiedy już ją mamy
    Często o tym zapominamy





    * * * * *

     
    Wielkanoc
     

    O zmartwychwstałym Chrystusie
    Rodzice nam opowiadali i Jego
    Dziesięć przykazań - to żelazne zasady
    Abyśmy je przestrzegali
    Mówiii =że Chrystus umarł
    Dla naszego zbawienia
    Kazali też być czuli
    Na cudze cierpienia
    W kadże Święta tej Wielkiej Nocy
    Następowała cisza w rodzinie
    Odnowa cały dobytek ogarniała
    Następowało duchowe oczyszczenie
    Rozumu mowy i serca
    Przepraszając się wzajemnie
    Za przykre przewinienia
    Spowiedż - była wielkim przeżyciem
    Komunia Święta - ukojeniem
    A Pierwszy Dzień Święta wielkim wydarzeniem
    Były jajka -
    Przez nas dzieci pięknie malowane
    Baranek żytko zielone
    W koszyczku z potrawami poświęcone
    To wszystko jako symbol  życia
    Na nowo narodzone
    Czciliśmy w ten dzień
    Twoje Chrystusie zmartwychwstanie
    Siedząc odświętnie ubrani
    Przy stole przystrojonym
    Dzieląc się jajkiem poświęconym
    Przyrzekając skrycie że
    Życie dane nam przez Stwórcę
    Nie będzie zmarnowane
    W Lany Poniedziałek
    Tatuś wszystkich domowników
    Oblewał wodą kwiatową
    Krzycząc  - śmigus dyngus!!!
    Było czuć to życie
    Odradzające się na nowo
    Zapamiętaliśmy wszyscy
    Na zawsze!
    Przy stole świątecznym
    Przez Tatusia wypowiedziane
    Każde słowo !
    O wzniosła tajemnico tej Wielkiej Nocy
    Zmartwychwstałeś Chrystusie - dla nas
    Bo wiesz że codziennie
    Szukamy u Ciebie pomocy
     

        


    * * * * *

     
     
     
    Las katyński opowiada .....
     
    Dedykuję, ku pamięci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i wszystkich ofiar



    W katyńskim lesie drzewa opowiadają, że
    Już siedemdziesiąt lat dusze zamordowanych
    W bestialski sposób Polaków
    Cierpiały i cierpią nadal.
    Bo , nie chcieli uznać sowieccy kaci, że
    Ludobójstwa dokonali na naszych braciach.
    Jadą więc w poranek kwietniowy
    Prezydent z żoną i wielcy patrioci
    Aby złożyć im hołd i kwiaty
    Lecz nie dotarli do ich mogił,
    Samolot rozbił się tam,
    Gdzie mieli pochylić głowy.
    Może opatrzoność zadecydowała i
    Życie ich w ofierze złożył
    Aby wreszcie świat usłyszał -
    Krzyk rozpaczy !!!
    Dzieci wychowanych bez ojców,
    Matek krzyk, sióstr i braci.
    Naród czuje się osierocony, bo
    Zginął Prezydent RP !
    Wielki Polak, wielki patryiota,
    Mąż Stanu, wielce zasłużony.
    Na Wawelu biją dzwony
    Ludzie modlą się i płaczą
    Flagi z kirem wywieszają
    W sercach trwogę i żal mają.
    Wreszcie świat, zrozumiał, zauważył, że
    Ta śmierć była ceną !
    Aby o lesie katyńskim usłyszano, że
    Ludobójstwa na Polskich Oficerach - dokonano !!!


    "  Skromność ducha jest jednym z najpiękniejszych dowodów wielkości "
     
     
     
    * * * * *



    Drzewo
     

    Stało przed moim oknem drzewo
    Nagie bez liści samotne
    Jakby - zapomniane !!
    Ręka ludzka się zlitowała
    Chorobę trawiącą drzewo - zatrzymała
    Teraz jest piękne  !
    Soczysta zieleń każde oko cieszy
    Słonko ukryte w liściach figle płata
    To ciepłe promienie rozsiewa
    To złotem przeplata
    A- w nocy księżyc nad drzewem się unosi
    I w okno zagląda
    Jakby mrugał do mnie
    Jakby mnie prosił -
    Abym cierpienie dzielnie znosiła
    Kiedy w nocnej ciszy sen odchodzi
    On - niby bajki marzenia moje opowiada
    Jakby nadzieję wnosił.
    Gdy człowiek drzewo zwierzę
    Jest w potrzebie -
    Kiedy cierpi szlocha wyje
    I smutno się kołysze
    To woła o ratunek !!
    Niech ludzka dobroć
    I chęć pomagania
    Natchnie każdego człowieka !!
    Niech nie namyśla się długo !
    Bo każda chwila jest ważna
    Niech działa ratuje !
    Okazuje czułość i troskę
    I niech z tym nie zwleka !!









        Groby nieznane

        Na polskiej ziemi
        Jest wiele grobów nieznanych
        Nikt nie pali na nich lampek
        Przez wiele lat to były miejsca
        Zakazane !!!
        Posadzili na nich drzewa
        Domy stoją zbudowane
        Place zabaw i parki
        Nikt nie wie z rodzin gdzie ciała
        Ich bliskich są zagrzebane
        To piekło zgotowali nam
        Najpierw Niemcy
        Potem Rosjanie
        A na koniec polscy kaci !!!
        Co nie chcieli mieć wolnej Polski
        Uwierzyli w przyjażń polsko- radziecką!!!?
        Upłynęło wiele lat od tamtej niewoli
        Teraz dążmy aby zło się nie odrodziło
        Musimy strzec suwerennej Ojczyzny
        Jak trzeba będzie obronimy ją siłą
        Dążmy aby była piękna bogata i syta
        Ta kochana nasza Rzepospolita
     





     
     Modlitwa
     
    Tyle pomysłów we mnie
    Tyle wierszy nienapisanych
    Tyle słów przeze mnie niewypowiedzianych
    Łez tyle, jak ocean wezbrany
    Tyle nocy pustych i nieprzespanych
    Słonko! Wypal swym żarem krew co zastyga
    Boże! Daj siłę by mięśnie mnie nie zawodziły
    Jezu! Dodaj mym rękom i nogom mocy by mnie nosiły
    A, jeśli nie wysłuchasz
    Będę swą dolę znosiła w pokorze
    Tylko uchroń mnie przed bólem
    O to bardzo Cię proszę Boże!
     

    Sierpień 2011r
     
     

     
     
     



     







     Aby nie zapomniano
              
     

                Rozpłynęła się kraina mojego dzieciństwa, młodości, żyje ona tylko we mnie.
    W moim sercu.
    Oglądając fotografie  z różnego okresu życia każdy z was będzie miał inne odczucia,
    inne wyobrażenie o dniach , które przeminęły bezpowrotnie.
    W każdej rodzinie są okresy porażek i zwycięstw, dlatego moi kochani , musicie zmagać się,
    z trudami zadanymi przez los.
    A zwycięstwami i radościami nauczcie się cieszyć, choćby małymi.
    Każde osiągnięcie w życiu się liczy. Porażkom należy stawiać czoło i walczyć z nimi.
    Poszukujcie nowych wartości i żyjcie dopóki dano wam żyć.
    Przez całe życie pragnęłam być osobą, która dobrze starała się wypełnić zadanie, jakie przynosił los.
    Byłam powściągliwa w okazywaniu uczuć nawet w stosunku do dzieci, które kochałam miłością
    wielką i mądrą.
    Byłam osobą energiczną, często słów nie odmierzałam, gdy mnie coś rozzłościło
    Jednak jak zachodziła potrzeba , potrafiłam być  cierpliwa, łagodna wyrozumiała dla chorych, cierpiących, będących w potrzebie i słabych psychicznie, zwłaszcza dla tych, co nie mieli
    oparcia i poczucia bezpieczeństwa wśród najbliższych.
    Ale zawsze byłam bezwzględna dla łajdaków.
    Wymagając  wiele od siebie żądałam tego samego od innych.
    Odznaczałam się zajadłą bezkompromisowością, nawet wtedy, kiedy szkodziła mnie samej.
    Nie miałam zwyczaju  przed nikim zamykać drzwi, ale sama lubiłam chodzić tam, gdzie ja tego chciałam.
    Zycie jest układanką złożoną z wielu fragmentów i nigdy nie jest jednym pasmem szczęśliwości.
    Najważniejsze  dla mnie były sprawy wychowania dzieci, aby nie uwypuklały się różnice co do
    pojmowania zasadniczych spraw.
    Jakie wartości, jakie zasady, podejście do moralności, postawy obywatelskiej i co najważniejsze, jak powinna wyglądać rodzina, polska rodzina, która przekazuje z pokolenia na pokolenie, wartości prawe, żyje w nich w oparciu o miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialność za nią i za swoje czyny.
    Dzieci widzą zachowanie rodziców i wewnętrzne przepychanki, okutnie oceniają rodziców nie zdając sobie sprawy, że czasem , ta walka jest po to, aby obronić coś wartościowego, co będzie owocować w przyszłych pokoleniach.
    Miłość moja jako matki była mądra i wymagająca, ale muszę przyznać nie pozbawiona błędów.
    Tego jednak nie da się uniknąć.
    Mimo wszystko pragnęłam w głębi serca  swojego wychować  was na mądrych , wartościowych ludzi, którzy swoją postawą zawsze i wszędzie budzą szacunek.
    Jeśli o tym zapomnicie, zaprzepaścicie coś bardzo pięknego i ważnego.
    Pragnęłabym abyście umieli radować się z rzeczy prostych i zwyczajnych oraz aby dawało wam to zadowolenie ze spełnionego obowiązku
    Byłam człowiekiem niedoskonałym jak wszyscy, ale i jak tylko niektórzy - wyjątkowa
    Chcę przeprosić was za brak pełnego zrozumienia i za własną niedoskonałość, która mogła was martwić i boleć a nawet ranić.
    Mądrość, doświadczenie w rozumieniu ludzi zdobywa się z biegiem lat.
    Może zbyt póżno?
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
     
      
             


     




    Bożena Dobaczewska -  " Aby ocalić przeszłość "
     
    Przesłania
     
    Recenzja
     
                 Są ludzie, którzy zastanawiają się, czym jest poezja?
    Starają się sobie odpowiedzieć na to pytanie lub nie chcą, albo nie potrafią.
    Są tacy, co zajmują się poezją, w tym sensie, że ją tworzą, piszą o niej, a przyznają się do tego, że nie wiedzą czym jest poezja.
    Dla Zbigniewa Herberta poezja była skupieniem nad gałązką tarniny.
    Dla księdza Wacława Buryły - poety jest nadzieją i siłą, która niesie dobro, zmiany na lepsze. Niesie człowieczeństwo.
    Najwyższe ludzkie wartości.
     
                  Dla Bożeny Dobaczewskiej największymi wartościami są te, które znajdują się w haśle: " Bóg - Honor - Ojczyzna "
    Wartością niezaprzeczalną jest rodzina.
    Z niej czerpie siłę, nadzieję, inspirację twórczą, czyli wszystko to, co stanowi sens i treść poezji.
    Już pierwszy wiersz mówi o tym ( pierwszy w tomiku), o czym świadczy nawet tytuł, bardzo wymowny tytuł, tj. " Być strażnikiem rodzinnej pamięci "
    " Być strażnikiem rodzinnej pamięci ", to pragnąć zatrzymać, zachować każdy dzień "
    " Rodzina - to szeroki horyzont myślowy " - wyznaje autorka.
    Na rodzinie opiera się cały potencjał intelektualny, który może wszystkim pomóc.
    Autorka ma rację, bo największą wartością w dzisiejszym oszalałym i niespokojnym świecie jest rodzina.
    W rodzinie " często pojawiały się mądre i zdolne głowy ".
    W tym prostym, oczywistym stwierdzeniu kryje się siła i nadzieja, a także niewypowiedziana myśl, że dzięki rodzinie można wiele osiągnąć, znaleźć intelektualne wsparcie.
               Obserwując życie, ludzi, zdarzenia w swoim życiu czasem mówię, że drugi człowiek może nas zniszczyć, pokonać, czy tylko zdenerwować jednym zdaniem.
    W wierszu " Być strażnikiem rodzinnej pamięci " czytam: " Bywało, że jedno słowo potrafiło lawinę spowodować "
    Niestety, tak w życiu bywa i to uzmysławia nam autorka wiersza.
    Wypowiada to w sposób prosty, mądry, oczywisty i cichy.
    W jej wierszach znajdujemy wiele tego typu mądrości, wypowiedzianych delikatnie, refleksyjnie.
    W wierszach Bożeny Dobaczewskiej nie ma agresji, nachalności, a jest bardzo mądra cisza.
    Wszystko zostało przemyślane: każdy szczegół życia. To życie składa się na tę mądrą poezje. Życie, jego zjawiska, ludzkie gesty, uczucia , przeżycia.
    Życie to wielki bagaż, skarbiec. Można z niego wysnuć wiele wierszy.
    Życie inspiruje, pobudza do refleksji, a te znajdują ujście w poezji, tzw.
    " mowie wiązanej "
    W naszym życiu przepada wiele rzeczy, wiele zdarzeń przemija bezpowrotnie, przepadają też uczucia.
     
    Czym jest zatem poezja dla Bożeny Dobaczewskie?
    Jest utrwalaniem, odzwierciedlaniem uczuć, myśli, poglądów, a sam proces tworzenia, dobierania słów jest sztuką, trudem, wysiłkiem, który służy różnorodnemu przekazowi tego o czym " pomyśli głowa "
    Juliusz Słowacki pisał w poemacie " Beniowski "
    " Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa "

    " Strofa być winna taktem, nie wędzidłem "
    Bożena Dobaczewska podjęła się trudu jasnego,  zrozumiałego pisania.
    Przemyślała całe życie w różnych jego aspektach, ujęciach, dziedzinach.
    Ważna jest rodzina, ważna jest ojczyzna, ważne miejsce, w którym się żyje.
    Wszystko bierze się z wnikliwych obserwacji, głębokich przemyśleń i doświadczeń życiowych, które gromadzą się przez całe lata. Nie można ich zatrzymać w sobie.
    Po to są wiersze, by utrwalać w nich uczucia, myśli.
    Leopold Staff w wierszu " Ars poetica " określił rolę poety, który przekazuje myśli i uczucia.
     
               " Echo z dna serca, nieuchwytne,
    Woła mi: Schwyć mnie, nim przepadnę...
    Łowię je spiesznie jak motyle,
    Nie, abym świat dziwnością zdumiał,
    Lecz by się kształtem stała chwila
    I abyś bracie, mnie zrozumiał " ( Leopold Staff )
     
    Każdy, kto pisze, pragnie być zrozumiany.
    To ma być końcowym efektem tworzenia: być zrozumianym.
     
                   Podziwiam piękno, dyskrecję, kulturę, ciszę ( tu chcę ja być zrozumiana) tworzenia Bożeny Dobaczewskiej, u której " kształtem staje się chwila", uczy nas też kultury obcowania z poezją, życiem, człowiekiem.
    Nie można swojego życia, losu człowieka, losu ojczyzny zostawić bez słowa pisanego.
    Skoro autorka tak wielką wagę przywiązuje do rodziny, to wielką rolę w niej odgrywa matka.
    Matka najważniejsza osoba w rodzinie. Jej brak niczym, nikim nie da się zastąpić.
    Żalu nie można utulić .
                      " Chciałabym mieć skrzydła
                        Ptaka lub motyla
                        Być niewidzialna
                        Płakać nad jej grobem
                        I widzieć
                        Jak ona nade mną się pochyla
                        I koi mą duszę   "
    Wiersz poświęcony Matce jest dla mnie jednym z piękniejszych wierszy o naszych Matkach, bardzo przejmującym uczuciowo i najbardziej wzruszającym.
    Wyraża ogromny żal; to co większość z nas przeżywa, z czym nie można sobie poradzić i czego nie można ukoić.
    Smutek po śmierci Matki zmienia się w ciszę.
    U nikogo nie znalazłam czegoś podobnego, bardziej przejmującego i pięknego, niezwykłego wyrażenia najgłębszych ludzkich uczuć.
    Sam tytuł to już zapowiada: " Smutek zmienia się w ciszę ".
    " Zmienia się w ciszę ", bo nic innego nie może być. Nie jest to zamierzona metafora („ smutek zmienia się w ciszę "), a najbardziej szczere, prawdziwe wyrażenie przeżycia, stanu ducha.
                  W życiu jest śmierć i w życiu jest miłość, a w tle srebrna poświata księżyca, a w perspektywie, tej najdalszej - zmarszczki - znaczniki wspólnej wędrówki przez życie "
    Gradacja uczuć od miłości, co jest " największą potęgą na ziemi " do przyjaźni, gdy uczucia bledną, ziębną, powoli się zmieniają "
    Ciekawe są w tym wierszu przemyślenia na temat miłości i etapów, jakie po niej następują: przyjaźń, przywiązanie, a ślubna fotografia " przypomina, że na myśl należy odpowiadać myślą i to cierpliwie "
    Cierpliwość, jest " tajemnicą dobrego dialogu".
    Zawsze uważałam, że słowa, niezależnie od wszystkiego ograniczają nas, wiele myśli, obrazów znajduje się poza wierszem. 
    W życiu, między ludźmi też tak jest
    " A słowa nie zawsze przekazują myśli właściwe ("Pierścionek w muszelce")
    " Księżyc " natomiast jest obojętnym świadkiem ludzkich dramatów
    (" Pierścionek w muszelce ").
    Przypomina to scenę z filmu z filmu "Doktor  Ż wago", kiedy to główny, tytułowy bohater pędząc pociągiem na Syberię, w nieludzkich warunkach, uchylił drewniane  maleńkie okienko, wyjrzał na świat i zobaczył piękny, mroźny, srebrny , obojętny księżyc.
    Świecił tak samo w Moskwie, na Syberii, nad nieszczęsnym pociągiem.
    Ta sama obojętność i to samo piękno, wystarczająco bezduszne, by smutku w życiu nam dodało.
    Wiele prawdziwych refleksji zawiera wiersz " Pierścionek w muszelce ".
    Zadziwiający opis miłości zwiera, gradację i metamorfozę rzekomo największego uczucia na świecie, jakim jest miłość.
    Przyczyną ludzkich rozstań jest żal, także smutek i rozczarowanie, o czym mówi wiersz " Wierzyłam ", stanowiący bezpośrednią poetycką wypowiedź.
     
                  Oddzielną partią wierszy stanowią wiersze dedykowane dzieciom i wnukom.
    Są pisane prostym, szczerym językiem, płynącym z głębi serca, przesyconym uczuciami: miłości, podziwu, zachwytu, uwielbienia, wdzięczności itd.
    Niezależnie od tego nie brak w nich życiowych wskazówek, a przede wszystkim miłości, toteż można zazdrościć młodym ludziom, że są otoczeni miłością, troską, szacunkiem, zrozumieniem.
    Przez wiersze te przewija się sprawa ojczyzny,, miłości do niej, Boga, honoru, czyli najwyższych, największych wartości. Przewija się to, choćby w tytułach:
    "Bądź prawy w duszy "
    "Zwyciężaj każdy dzień "
    "Nie zniknij w tłumie "
     
    O wnuczce Patrycji pisze: " wdziękiem promieniejesz"
    Nie ma dla mnie nic piękniejszego!
    A ileż mądrości życiowej zawierają te wiersze:" Być dumą rodziców i dziadków"
    Dorianowi - " że będzie dla ciebie najważniejsze w życiu
                           Dziesięć przykazań "
                        " Bo musisz pamiętać
                          Że masz wyrosnąć na porządnego człowieka"      
                        "Mężczyzna, którego zwą Polakiem
                         Musi mieć zawsze honor, miłość do ojczyzny"
    Adrianowi - "I krocząc przez życie – pamiętaj!
                            Co znaczy słowo honor i słowo ojczyzna"
    Wrodzona delikatność charakteru i serca każe autorce napisać:
    " Nie wiń mej duszy za to co czuje
    Za czym tęskni czego oczekuje
    Za troskę o ciebie"  (" Nie wiń mej duszy")
    W tym bezpośrednim, bardzo szczerym i przejmującym wyznaniu dość subtelnie, a wręcz wyraźnie brzmią słowa:
    " Robię to w serca gorącej potrzebie
    Z chęci przekazania czegoś
    Wartościowego, nieprzemijającego. ( " Nie wiń mej duszy ")
    Właśnie o to chodzi, by przekazać coś, co jest wartościowe, nieprzemijające. Nie ma żadnej wątpliwości, że najważniejsza jest miłość tak hojnie nagromadzona w sercu i w wierszach autorki.
                   Wiersze te mają charakter rodzinny, osobisty i wychowawczy. Najpiękniej wychowuje się miłością w aspekcie rodzinnym, patriotycznym, duchowym, religijnym, co nie trudno zauważyć w myślowym i intelektualnym przekazie, przesłanie tych wierszy, na czym najbardziej zależy autorce, wszak pod tytułem " Aby ocalić przeszłość " umieszcza słowo ( podtytuł intencyjny ) " Przesłania "
    Swoje intencje autorka zaznaczyła na samym początku, niczego nie ukrywając. Tak też zbudowała swój tomik. Na początku są przesłania dla rodziny. Wiersze i fotografie rodzinne uwydatniają elegancję życia.
     
               Wśród wierszy rodzinnych znalazł swoje miejsce utwór poświęcony protoplaście rodu pradziadkowi Michałowi Karyory, który z legionami Napoleona przybył.
    "Swoją grecką ojczyznę z jarzma tureckiego budził ".        
    Wierszem poświęconym protoplaście rodu, słowami tam nakreślonymi, składa mu hołd, jego czynom, jego życiu, poświęceniu dla dwóch ojczyzn. Od niego pochodzą korzenie rodziny.
    Jego trud został nagrodzony, a przyszłe pokolenia zawiadamiają go ,
    "że wolną ojczyznę już mają "
    Dobrze jest z książki dowiadywać się o przeszłości rodziny, poznawać swoje korzenie, sięgać pamięcią, wspomnieniami w głąb życia minionych pokoleń, mieć choćby poetyckie wyobrażenie o nich.
                   W życiu pojawia się miłość, szczęście, rodzina, ale i rozczarowanie, jak np. w wierszu " Wierzyłam "
    Najwięcej szczęścia, radości, siły i nadziei daje rodzina.
    To jedno z głównych przesłań Bożeny Dobaczewskiej.
    Tak dokładnie przemyśleć życie, dać poetycki obraz, zapis członków tej rodziny, nie każdy chce, umie.
    Trzeba znaleźć w sobie siłę ducha, ocean miłości żeby wszystko opisać.
     
                      Bożena Dobaczewska jest prekursorką na gruncie płockim, bo nikt wcześniej z obecnych autorów nie złożył takiej książki: wiersze i rodzina, przepiękne fotografie.
    Mamy w tej książce podwójną lekturę, lekturę słowa i obrazu.
                Czytamy wiersze. To mało. Czytamy z fotografii. To swoisty fenomen. Ile z tych fotografii można wyczytać. To oddzielna lektura.
    Jest w nich dawne i obecne życie. Nigdzie nie widziałam takich zdjęć, może w bardzo dawnych książkach, może w " Księdze wspomnień " Jarosława Iwaszkiewicza
    Uderza mnie szlachetność i wyjątkowa duchowość twarzy całej rodziny. I ogólna elegancja!
    We współczesnym świecie nie znajduję elegancji. Ludzie z niej zrezygnowali. Wyparli się jej.
    Można tę elegancję znaleźć w książce Bożeny Dobaczewskiej. W wierszach, w fotografiach, w tym co tak subtelnie nam przedstawiają.
    Pełno w nich urody ludzi, życia, zdarzeń. Pełno urody i elegancji.
    I znów wielkie znaczenie miłości w wierszu " Twarze na fotografii "
    W wierszu tym występuje tzw. „ty liryczne”( w liczbie mnogiej), bezpośredni zwrot do tych, co mają przyjrzeć się fotografiom i zrozumieć ( z biegiem lat) , że największą cenę ma miłość "
    Autorka woła :
           " Przyjrzyjcie się " !
             Przyjrzyjcie się tym twarzom na fotografii
             Czy będzie wam ciężko żyć z myślami że
             Tych co was kochali nie ma już z wami ?
    W życiu wszystko przemija, a nade wszystko życie przemija, a wraz z nim przepada wiele rzeczy, przepada wiele uczuć, myśli zdarzeń.
    Fotografie utrwalają  z życia wybrane chwile, zdarzenia.
    Część rodzinną dedykacyjną jakby zamyka wiersz " Dla rodzeństwa ".
    Analiza etapów wspólnego życia kończy się refleksją:
             „Że tak naprawdę nie było
              Zmarnowane nasze życie” („Dla rodzeństwa”).
    Każdy wiersz charakteryzuje ciąg przemyśleń. Są to liryki refleksyjne opierające się na szczerej wypowiedzi, na bezpośrednim wyznaniu.
    Przemyślenia górują na tzw. obrazowaniem poetyckim w postaci np. metafor.
    Wiersze cechuje budowa ciągła. Składają się z kilkunastu wersów. Nie zawsze występują rymy.
    W wierszu " Sztuka" - będącym przemyśleniem na temat tworzenia autorka pisze, że " sztuka ma być prawdą " Autorka hołduje prawdzie. Źródłem inspiracji jest życie, najbliższa rodzina, są fakty, zdarzenia, które zaistniały i wywołały szereg refleksji, cennych myśli, będących w epicentrum prawdy.
      Marzenie nie wystarczy, dopiero, gdy się spełnia, ma sens, daje radość.
        " Żyjąc samotnie w ciszy i w melodii szumie
          Trudno być dostrzeżonym
          Łatwiej- gdy jest się w tłumie (" Marzenie nie wystarczy”)
     
    Niekoniecznie zgadzam się z autorką.
    Nie zawsze tłum daje poczucie bezpieczeństwa, nie zawsze zdobywa się w nim pewność siebie
    Człowiek na ogół w swych niespełnionych marzeniach czuje się i " miota jak motyl, jak pszczoła na szybie, szukając wyjścia, powietrza, światła. („Marzenie nie wystarczy".
    Do wiersza wkradła się w sposób zamierzony zwykła obserwacja i posłużyła obrazowaniu poetyckiemu, wyrażeniu głębi uczuciowej.
    Przywołuję wiersz Wisławy Szymborskiej " Kałuża " z tomiku „ Chwila".
    Jakże ciekawe wydaje się spojrzenie małej dziewczynki na kałużę, jakże niezwykle brzmi lęk dziecka,” przed zakleszczeniem się” w kałuży.
                "  Potem kałuża wyschnie,
                   zamknie się nade mną,
                   A ja na zawsze zatrzaśnięta - gdzie -
                   Z niedoniesionym na powierzchnię krzykiem "
                                                              „Kałuża”- W. Szymborska
     
    Gdy marzenia zderzą się z rzeczywistością, nie spełnią się, gdy życie” się zakleszcza”, to czujemy się jak motyl czy pszczoła, gdy szukają wyjścia na powietrze.
    Naturalną potrzebą jest marzyć, niezależnie od tego, co życie czyni z naszymi marzeniami.
    Ten wiersz bardzo mnie wzrusza, porusza niekłamaną szczerością, nieukrywaną bezpośredniością wyznania.
    Nie każdy ma odwagę tak pisać.
    Ten wiersz zestawiony jest z pięknym i wymownym zdjęciem samej autorki, w stroju łowickim, zdjęciem z młodości, kiedy to snuje się marzenia i dopiero trochę później dowiaduje się czy rozumie, że „nie wszystkie złe przygody mieszczą się w regułach świata i nawet gdyby chciały, nie mogą się zdarzyć .
    (" Kałuża- Wisława Szymborska )
    Trzeba przeżyć i przemyśleć całe życie, zderzyć się z nim i z marzeniami.
    W życiu niekiedy jest tak, jak w wierszu" Jesteś Boże we mnie ", to znacz, że tylko Bóg może człowieka wysłuchać i zrozumieć
                    "  Wierzę, że ty Boże
                       Jeden mnie wysłuchasz, jeden mnie zrozumiesz
                       Bo nikt - tak jak ty
                       W każdej duszy czytać umiesz” (" Jesteś Boże we mnie”).
    Znajdujemy w wierszu odniesienie się do Boga.
    Dalszą część tomiku stanowią wspomnienia.
    Układ książki jest bardzo przemyślany.
    Nie ma nic piękniejszego od wspomnień związanych z domem rodzinnym( " Nadleśnictwo ").
    Zabawy dziecięce miały czar, ale gdy zabawa dobiega końca, wracało to samo szare życie. („Zabawa w teatr”).
              Smutek dominuje. Jest zwykłym smutkiem, ale " w ciszę się zmienia”.  Smutek i cisza wiążą się ze sobą.
     
    Najpiękniejszym wspomnieniem jest wspomnienie o dawnej rodzinnej Wigilii (" Wigilia "), gdzie to sanie pędziły do domów, dzwoniły janczary, wszędzie było " biało bielutko ", a w domu " cicho, cichutko ".
    Specjalnie dobrane słowa oddają rodzinny charakter tego pięknego wiersza, w którym gości cisza i refleksja.
            To właśnie liczne przemyślenia, cały szereg myśli, nadaje wierszom spokoju.. Cisza to również mądrość. To pragnienie uspokojenia, ukojenia życiowego.
      Dla autorki duże znaczenie mają zdarzenia patriotyczne, rocznice, wymowne daty
    Kalendarz rocznic. Nie przechodzi obok nich obojętnie, np. obok rocznicy  odzyskania niepodległości przedstawionej w wierszu
    ("Kiedy?"), a wzbogaconego zdjęciem Marszałka Józefa Piłsudskiego
    i zdjęciem pomnika w Płocku
    W wierszu „Solidarność " ( w 25 -tą rocznicę) przedstawia swoje poglądy, występuje z apelem do młodych.
    " I zbudujcie ojczyznę dla wszystkich rodaków "
      „Więc rozwińcie skrzydła niczym orzeł biały
            I zbudujcie ojczyznę dla wszystkich rodaków
            Piękną sytą bogatą polscy patrioci młodzi "
    Przypomina mi to wiersz Adama Asnyka " Do młodych "
             " Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
                Choć macie sami doskonalsze wznieść
                 Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
                 I miłość ludzka tam stoi na straży,
                 I wy winniście im cześć” ( Adam Asnyk).
     
    Prawda, bezkompromisowość, szczerość wypowiedzi, uczciwość, dążenie do dobra, do zmian na lepsze, do sprawiedliwości, do rozliczeń w życiu politycznym Polski - to cechy charakteryzujące takie wiersze jak " Solidarność", " W pięćdziesiątym szóstym ", " Największa pora skończyć ", " Czy wytrwają ", " Moja Ojczyzno ", " Jak żmija ",
    " Przebaczą ale czy zapomną "
            " Świadomie stałeś się donosicielem
             Będąc żądny władzy pieniędzy sławy
              Jak Judasz srebrników."

    " Może zapomną jak się dowiedzą
      Ale nie przebaczy ci tego żaden porządny człowiek "
    (" Przebaczą ale czy zapomną ")
    Porządny człowiek znajduje najwyższe miejsce w hierarchii wartości.
    W wstrząsającym wierszu z powodu obrazu odżywającej żmii,
    („PRL - to jak żmija zgubiona”) znajdujemy apel do narodu:
                " Narodzie cały przemyśl to sobie
                  Komunizm - PRL przynosił zło ! "
    Jest jednak nadzieja:
                      " Przyjdzie czas  że naród polski -  cały
                        Będzie żył w dobrobycie i w zgodzie " (" Jak żmija”)
     " Człowieczy los " to zbiór myśli, obrazów i wspomnień.
    Jak u Kochanowskiego w pieśni - " Serce roście ", po zimie następuje wiosna i to ona niesie radość, nadzieję.
                      " Miłość i przyjaźń rodząca się wiosną
                        Staje się wielką radością (" Człowieczy los ")
    Gdy pojawią się zwątpienia, przyjemnie jest marzyć.
           Tylko Zygmunt Krasiński umiał przetrwać zwątpieniem.
    Pojawia się obraz brzozy, która jakby jeszcze płakać nie chciała nad człowieczym losem.
    Piękny obraz, znany w polskiej literaturze:
                         " Przy kapliczce małej
                           Wiatr smętnie poruszał gałęziami srebrzystej brzozy
                            W rogu cmentarza -
                            A brzoza rosę - jak łzy z gałęzi strząsała
                            Jak gdyby płakać jeszcze nie chciała
                            Nad człowieczym losem który zawsze się powtarza "
                            (" Człowieczy los ").
    „Każdy człowiek jak moneta ma dwie strony"
    I to nie jest proste, łatwe w kontaktach międzyludzkich. Nie jest  łatwo
    wtedy żyć.
     
    Oddzielny " rozdział"  w książce stanowią wiersze typowo refleksyjne, ale nie ma w nich pustki, lecz zastanowienie nad losem ludzkim, nad życiem, nad wszystkim. Człowiek nie żyje w pustce.
    Żyje nade wszystko w ojczyźnie, wśród ludzi, wśród rozlicznych problemów.
    Autorka zastanawia się nad losem dzieci niekochanych, porzuconych zaniedbanych
    Rozległe czułe serce. Wszędzie dobro, wszędzie zabije. Zadrży nad ludzką niedolą.
    Dbałość o czystość języka wyraża wiersz " Nasz język "
                       " Pan Paderewski Polak wielce zasłużony
                         I bolał nad tym niezmiernie
                         Że jego język ukochany
                         Jest coraz bardziej poćwiartowany”( " Nasz język ").
     
    W wierszach pojawiają się wielcy Polacy stanowiący wzór godny naśladowania, budzący podziw.
    Serce jest sercem. Ciągle bije.
    "Serce, które uznałam za martwe jeszcze ciągle żyje "
    Motyw serca w wierszu " Pozostał tylko dym "
    Autorka tak po prostu stwierdza, że
                       " Gniew wpędza nas w kłopoty "
                       " Nie wystarcza zdobywać mądrości
                         " Trzeba korzystać z niej umieć
                         Choć nas często to złości " (" Pozostał tylko dym ")
     
    Nie naprawi się wszystkiego w życiu, milczenie może „być pełne ukrytej treści” .
                          " Czy ta odrobin przezorności w głowie może się zmieścić
                             Jeśli to zostanie dostrzeżone
                             To moje serce choć w części będzie uleczone "
                                             (" Pozostał tylko dym ").
     
    Martwe serce może być uleczone.
    Smutek zostaje przezwyciężony przez nadzieję. To znów gaśnie.
    Powodują to wnikliwe obserwacje, głębokie przemyślenia.
                          " Czuję się - jak dom którego
                            Urok gaśnie po zamknięciu okiennic"
                                                        (" Jak złoty kurz ")
    Cóż za wstrząsające wyznanie. Cóż za niebywałe obrazowanie poetyckie. Ileż uczucia w tej wypowiedzi.
    Nigdy czegoś podobnego nie przeczytałam.
    Życie dostarcza nam tylu niespodzianek !
                             " Siedzę przy oknie i patrzę na świat
                                Na świat który powoli o mnie zapomina "
    Tu nie mogę znaleźć nadziei, ale jest piękno. Subtelność. Cisza.
    Człowiek zmęczony życiem ukrywa się w ciszy.
     
    Książka zawiera 87 wierszy, od spraw rodzinnych, po sprawy ojczyzny, od refleksji osobistych, po refleksje ogólne, ponadczasowe, bo zawsze aktualne.
    Wiersze patriotyczne, społeczne mówiące o dużym zaangażowaniu poetki.
    Nadzieja raz się pojawia, raz umiera, ale " musisz powstać z popiołów i zacząć od nowa "
     W wierszu " Baśń życia ", zgasł duch istniejącego życia",, ale "wspomnienie ciągle wzrusza, a wiatr może osuszył czyjąś łzę ".
     
    Wśród licznych wierszy wyróżniają się i na uwagę zasługują:
    "Sumienie ", " Katyń ", " Stan wojenny ".
    ,Odwaga myślenia, uczciwość myślenia, postępowania, prawda, nade wszystko prawda i czystość serca.
    To są znamiona poezji Bożeny Dobaczewskiej.
     
    Gdy ujrzałam wiersz " Sumienie ", jego szeroką frazę, strofy, sądziłam, że to wiersz o charakterze patriotycznym czy politycznym, ale to utwór o roli kobiety i mężczyzny w życiu, o ich wzajemnych relacjach, o tym, kto ma więcej w życiu szczęścia, kto bardziej pokrzywdzony jest przez los, kto bardziej odpowiedzialny, szczęśliwy.
    Zdumiewające są dla mnie apostrofy, zwroty bezpośrednie do wichru, zawieruchy, huraganu, do żywiołów, które nie tylko w przyrodzie, ale i w życiu
    ludzkim.
    Autorka rozmawia z nimi, wręcz zmaga się z nimi.
    W wierszu pojawia się słońce, księżyc. Wszystko to razem stanowi tło, harmonizuje z przeżyciami, pomaga wyrażeniu myśli i jest siłą wiersza.
              Pierwszy wiersz to "Być strażnikiem rodzinnej pamięci ", a ostatni wiersz to " Katyń ".
    Pamięć ujawniła prawdę. Ziemia katyńska odkryła prawdę.
    Te wiersze mają wspólną nić: pamięć.
    Ojczyzna, rodzina to dla Bożeny Dobaczewskiej obowiązek.
    Nie można żyć obojętnie z dala od historii, nie można wyrzucić, pozbyć się pamięci.
    " Poezja to pieśń odwieczna ludzkości ", tak w liście do K. Gaszyńskiego pisał Zygmunt Krasiński, który doszedł do wniosku, że przyszło mu przetrwać zwątpieniem.
            Autorka żywo reaguje na zjawiska życia, na fakty historyczne, na to co dzieje się w Polsce.
    Czasem zadajemy poetom szczegółowe pytania odnoszące się do procesu tworzenia, do szczegółów z życia, a niejednokrotnie słyszymy odpowiedz,
    że wszystko znajdziemy w poezji, że całe życie jest w niej zawarte.
           Bożena Dobaczewska dzieli się z nami swoimi wierszami, czyli myślami, uczuciami, przeżyciami, poglądami.
    Dzieli się sercem, dobrem, troską. Wszelkim pięknem swojej duszy również.
    Rozumie potrzebę dzielenia się i zachowania przez to samo pamięci o całym życiu.
     
    Dość dokładnie prowadzi rozmowę ze sobą, z ludźmi, ze swoją rodziną i czytelnikiem, do którego tę rozmowę kieruje..
    Odbiorcę swych wierszy traktuje uczciwie, jak kogoś bliskiego, kogo rozumie i kto ją powinien zrozumieć, bo mówi o sprawach oczywistych, prostych, zwykłych i wielkich..
       Używa eleganckich słów, zwykłych i pełnych emocji.
    Jeśli żąda, wymaga, to prawdy i przyzwoitości, odpowiedzialności i rzetelności.
        Autorka daje odbiorcy mądrą poezją, możliwość rozmowy z nią.
    Pierwsza rozpoczyna rozmowę, podkreślając jej wagę, dla rozmówcy i dla siebie bo chce przekazać piękno i cały szereg myśli.
    Wiersze służą temu, by wypowiedzieć siebie, zaistnieć w nich, nie dla siebie, chociaż poprzez siebie.
    Poetka pozwala wejrzeć do swojej duszy, do swego serca, do swych myśli i do warsztatu pisarskiego..
    Nie ukrywa trudu pisania, trudu, jakiego się podejmuje dla wyrażenia myśli i uczuć, po to, by nadać właściwy kształt językowy niekiedy niełatwym sprawom, o których mówi.
    Wiersze zarysowują prawicową postawę autorki, postawę wobec życia i ludzi, postawę kobiety.
    Poeta musi czynić swoje, a kiedy to czyni rozwija się poezja, rozwija się myśl, dojrzewa, nie zastyga, nie umiera, bo poezja musi żyć ze swoim pięknem, prawdą.
     
    Intencje twórcze Bożeny Dobaczewskiej można scharakteryzować słowami księdza Jana Twardowskiego :
               " Piszę to co widzę, niczego nie zmyślam .
                    ( "Piszę " ksiądz J. Twardowski.)
     
    Książka - to podwójna lektura. Czytany tekst pisany, czytamy też ze zdjęć. To oddzielna lektura. Fascynująca.
               " tylko fotografie nie liczą się z czasem "
                  („Stare fotografie " ksiądz J. Twardowski)
     
    Życie posłużyło temu, by " wzlatywać na skrzydłach "
               " odróżniać ból
                  od wszystkiego, co nim nie jest "
                 " mieścić się w wydarzeniach,
                  podziwiać w widokach "
     
                 " Wyjątkowa okazja,
                   żeby przez chwilę pamiętać,
                   o czym się rozmawiało,
                  przy zgaszonej lampie,
                 i żeby raz przynajmniej
                potknąć się o kamień,
                zmoknąć na którymś deszczu,
                zgubić klucze w trawie
                i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze,
                i bez ustanku czegoś ważnego
                 nie widzieć
                       " Notatka " W. Szymborska
     
      W przypadku Bożeny Dobaczewskiej jest odwrotnie,
        " i bez ustanku coś ważnego widzieć "
     
    Szukałam wiersza, by podsumować, uogólnić charakter poezji Bożeny Dobaczewskiej i znalazłam 
    " Notkę " Wisławy Szymborskiej
    Życie natchnieniem i cisza natchnieniem.
           " Ta cisza tu - to całe moje życie
              To radość i łzy " 
                                                  ( " Otwórz kluczem drzwi "- B. D. )
    Do końca życia nie zapomnę słów
     
              " Czuję się - jak dom którego
                Urok gaśnie po zamknięciu okiennic"
                           („Jak złoty kurz"- B. D.)
    Zastanawiająca metafora, czy porównanie, czy jedno i drugie.
    Nie gaśnie tylko tej szczerej i prawdziwej poezji.
     

    Napisała    - poetka Wanda Gołębiewska




     





    Zawsze pragniemy być młodzi
     
     

    Mimo opuszczonych rolet pokój , w którym się znajduję wypełniło słońce
    Za oknem  lekki wiatr porusza gałęziami drzew, których konary pojaśniały nagle od blasku.
    Okna są otwarte, a przez wolne przestrzenie wdziera się do środka długimi strugami światło nasycające swym ciepłem i złotą poświatą nawet zaciemnione miejsca.
    Pióro , jest najlepszym moim powiernikiem trzymającym na uwięzi wszelkie namiętności i rozczarowania.
    Na tych kartkach mogę prześledzić swoją drogę do zrozumienia wszystkiego co przeżyłam.
    Spisywanie ma na celu dostarczenie wzorów moralnych mym najdroższym dzieciom i wnukom.
    Mam nadzieję, że w przyszłości chociaż w jakimś stopniu pomoże właściwie pokierować im swoim życiem.
    Życie, to nie żałosne skomlenie, jest w nim jakaś potęga dlatego nie wolno zaprzepaścić otrzymanych szans, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo co przyniesie życie i co chowa dla nas przeznaczenie.
    Ta ostrożność w osądach i decyzjach podejmowanych wypływa chyba z przeżytych doświadczeń i przez życie zadawanych ran.
    Jest to skutek również nabytej wiedzy o życiu i ludziach, o ich braku wrażliwości, o ich egoiżmie, grubosóurnośći, obojętności.
    Czem trafiają się też porządni i dobrzy ludzie ale niewielu i rzadko.
    Ostatecznie z naszymi kłopotami i bólem zostajemy zawsze sami.
    Kiedy sięgam głęboko w siebie do samej istoty mojego jestestwa, mojej psyche, to tam znajduję ukryte zasoby siły, które zawsze w sobie dostrzegałam.
    Ta siła charakteru zawsze pchała mnie na  przód, ale nigdy nie doprowadziła do niczego, pozostawiła ,tu , nie nawiedza go już szept przeszłości, nie rozbrzmiewa wśród pustych ściana tu, gdzie teraz jestem jakby to było moim przeznaczeniem.
    Spoglądając w okno zauważyłam, że obłok dotychczas niewidoczny przesłonił słońce niby ręka zasłaniająca twarz, która nie chce zobaczyć przeszłości.
    Wszystkie przeżycia zostały pogrzebane  m murach tego domu i już nie zmartwychwstaną.
    Zawsze będę myśleć o domu z mojej młodości, z mojego snu tajemniczego i cichego niczym westchnienie.
    Jakże miłe są te kaprysy wyobrażni, łagodzą gorycz i żal, osładzają nam nasze dobrowolne pogodzenie się z rzeczywistością.
    Będę zawsze wspominać ogród w lecie, ptaki śpiewające o świcie, podwieczorki pod modrzewiem, będę myśleć o kwitnących bzach, o moim domu szczęśliwym.
    Widzę niebo usiane puszystymi obłokami, czuję wiatr na twarzy i słyszę własny serdeczny śmiech.
    Rozkwitłe róże w ogrodzie mają jednak w sobie coś pospolitego, płytkiego i jaskrawego niczym kobiety, które nie uczesały włosów.
    Jednak w domu, w wazonach stawały się nadzwyczaj tajemnicze i subtelne.
    Często wracam  myślami do mojego dzieciństwa, do mojej młodości.
    I wtedy myślę , że mając osiemnaście lat nie jest się zbyt odważnym, a pierwsza miłość, to gorączka i bżemie,  zarazem, dni pełne drobnych tchurzostw, bezpodstawnych lęków.
    Dlatego niezmiernie mnie cieszy, że gorączka pierwszej miłości nie może się powtórzyć.
    Tak łatwo wtedy można poczuć się urażonym, tak szybko dotkniętym, tak rani każde ostre słowo.
    Dziś pod osłoną pancerza obojętności i dojrzałości drobne ukłucia zdarzające się co dnia są zaledwie lekkimi muśnięciami i szybko o nich się zapomina.
    Jakże długo dzwięczało w uszach jakieś niedbale wypowiedziane słowo stając się płomieniem, stgmatem, a rzucone  przez ramię spojrzenie nabierało cech wieczności.
    Byle wykręt kojarzył się z trzyktotnym  pianiem koguta, a każdy wybieg przypominał pocałunek Judasza.
    Dorosły człowiek potrafi kłamać z niezmąconym spokojem sumienia zachowując się beztrosko., ale gdy ma się osiemnaście lat, wówczas, nawet drobne kłamstwo paliło język i rzucało nas na stos.
    Młodzieńcze łzy są tuż pod powiekami i płyną przy byle sposobności.
    Podłe łzy zachwycone swoim zwycięstwem i płyną po policzkach, powstrzymać ich nie można
    w żaden sposób, choć przyszły nieproszone.
    Natomiast duma dorosłej osoby często idzie w zapomnienie
    Przychodzi z biegiem lat dar rozumienia innych ludzi, dostrzeganie szczegółów.
    Umiejętność słuchania  innych powoduje szczególną zdolność widzenia oczami wyobrażni tego co
    zdarzyło się naprawdę.
    Być młodym, to coś , czego się nie rozumie dopóki młodość trwa.
    Kiedy odejdzie, dopiero wtedy pojawia się przebłysk świadomości czyniąc nas trochę mądrzejszymi niż poprzednio.
     
    Przygoda , dreszczyk emocji, smutek i miłość to tylko pewne etapy naszego życia.
    Patrząc wstecz , można pomyśleć, że były to lata stracone,że może zmarnowaliście piękno młodości pozwalając jej przeciekać przez palce.
    Pomyślicie, że gdybyście jeszcze raz byli młodzi z pewnością wszystko potoczyło by się inaczej.
    Z okna mojego domu spoglądam w przestworza, drzewa są zielone a w powietrzu rozchodzi się świeży, czysty zapach jak zawsze po deszczu.
    Gdzieś na gałęzi śpiewa ptak, śpiew dobiega z daleka, jest słodki i czysty jak szept,brzmią w nim piękno i smutek , zagubienie i szczęście.
    To tęsknota, to zadowolenie " zawsze pragniemy być młodzi ", zdaje się mówić ta pieśń.
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.







    Strach
     
                 Obudziły mnie nagle cętki na pościeli i migocące odbicie światła na suficie.
    Letni świt wstaje bardzo wcześnie, wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do okna.
    Poranek wróżył ładną pogodę, zadowolona pomyślałam o śniadaniu i wtedy nie do wiary,
    Usłyszałam głos jak zawsze czuły i troskliwy.
    Ten głoś powiedział : " Co z ciebie za niemądra staruszka, przecież jadłaś już śniadanie dwie godziny temu., znowu o tym zapomniałaś."
    Wróciłam do łóżka i leżałam obserwując jak słoneczny punkcik pełznie po pościeli.
    Leżąc tak, zastanawiałam się, czy to był sen czy rzeczywistość.
    Przychodzi moment, drobna milcząca , jasna eksplozja świadomości sygnalizująca koniec jednego z tych długich łagodnych zawieszonych okresów w sposób tak pewny, jak wycie syreny wielkiego statku, gdy zbliża się do portu.
    Na samą myśl o tym zamiera mi serce ze strachu ,czuję się tak jak wpadłabym w jakąś otchłań.
    Jestem pewna, że ci, których ta świadomość pochwyci czują na karku rozległy, zimny podmuch początku i końca, oraz ukłucie zapowiedzi, której nie umieją nazwać.
    Spoglądając w okół siebie widzę jednak poza znanym wewnętrznym krajobrazem cień nadchodzącej zmiany, czuję powiew jej skrzydeł.
    To są przerażające momenty , nikt ich nie jest w stanie objąć.
    Gdy przyjdą, większość ludzi wkłada wiele wysiłku w udawanie, że ich wcale nie było.
    Ale nie możesz nie znać przyszłości, gdy raz już miałaś jej odczucie i już zawsze te przełomy będą dla ciebie sygnalizowane przez  ów pierwszy moment gdy zobaczyłaś ich zarysy przed sobą.
    Czekam, bo już nic mi nie pozostało jak czekać, samotna jak zawsze, czekam kiedy zrówna się dla mnie dzień z nocą.
    Jak na razie spędzam czas na rozmyślaniach, słuchaniu muzyki, czytaniu książek, pisaniu i wykonywaniu drobnych prac domowych.
    Och, gdyby nie ciągłe te stresy, ta szarpanina z życiem codziennym o ile więcej byłoby łagodności i spokoju.
    A, przecież ja nie mam wielkich wymagań, cenię sobie życie na poziomie, poczucie bezpieczeństwa i troskę.
    Obserwując przez okno klucz ptaków sunących mozolnie pod wiatr, rozmyślam.
    Jedno wiem na pewno, przedmiotem gry w życiu, nie są pieniądze, lecz czas.
    Pieniądze, stają się obsesją sprawiają, że sprzymierzamy się z wrogami, niszczymy miłość, szacunek , przyjażnie.
    Tak naprawdę, to czas jest drugą po miłości prawdziwą wartością na tym świecie.
    Oczy moje zapatrzyły się w dal jakby śledziły lot niewidzialnego ptaka, łzy zgęstniały na rzęsach i osiadły chłodne na skórze.
    Szare chmury za oknem zaczęły pojawiać się zaciągając niebo płachtą cienia.
    Zaczyna być mroczno, chociaż słońce nieśmiało też przedziera się przez nową chmurę pędzoną przez wiatr.
    Patrzę przez okno i chłonę piękno krajobrazu lata i dalej rozmyślam, bo nasuwają mi się nowe refleksje.
    Na przykład zazdrość, też jest nieprzyjemnym uczuciem, ale rzadko popycha do działania.
    Za to nienawiść, wymaga jakiejś reakcji od osoby, która jej doświadcza i czyni odpowiedzialnym za czyny jakie mogą nastąpić.
    Człowiek otrzymuje w rzeczywistości tak mało prawdziwych szans w życiu, a i na te nieliczne
    czyhają inni, młodsi, bardziej chciwi,  a również zdolni, którzy jak wyspecjalizowane sępy
    wyczyszczają pole pozostawiając same resztki.
    Ach moi drodzy, mimo wszystko , życie jest piękne i gorzkie zarazem, ale to życie jest tylko dymem, przybiera kształty, które mają nad nami magiczną władzę i inspirują lub nas straszą
    Zadawalają nas ,lub nas karzą, a potem dym się rozwiewa.
    Przyjemnie byłoby do końca tego życia żyć w pełnej świadomości, kochać i poznawać bliskich i do końca wiedzieć, że to jest słońce , to jest księżyc,, to jest morze.
    Dom stał się ciemny i spokojny, patrząc w okno widziałam blady księżyc, który powoli przesuwał się, jakby płynął, pragnąc zajrzeć do każdego okna i odkryć każdą tajemnicę, zobaczyć każdą miłość i patrzyć swym jasnym blaskiem niczym zimnym okiem na każdą łzę.
    W dali słychać było pieśń, która swą tęskną melodią usypiała.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
     




     
    Niepokój
     

                   Niepokój ogarnia mnie na myśl co czeka moją Ojczyznę w przyszłości.
    Niektóre kręgi polityczne dążą do tego, aby wszystkie kraje europejskie stały się w przyszłości supermocarstwem - federacją.
    Dla mnie jest to nie do przyjęcia, głosowałam za wejściem do Unii Europejskiej Polski ale tylko na zasadzie " Europa Ojczyzn "
    Ta mieszanina Narodów z całego świata zalewająca wszystkie kraje europejskie zmienia wizerunek i charakter każdego państwa, powodując z biegiem czasu zanikanie odrębności.
    Obce nazwy we własnym kraju budzą we mnie niesmak, powodują smutek w moim sercu.
    Pozwalają na myślenie , że odchodzi coś dla następnych pokoleń bezpowrotnie.
    Odchodzi słowo Ojczyzna, patriotyzm, miłość do tej Ojczyzny jedynej- jak do Matki, która nas urodziła, karmiła i w której powinniśmy spocząć na wieki.
    Czy nie poczuje się kiedyś , przez nas Polaków , zdradzona ?
    Jeśli , Wy młodzi nie będziecie pielęgnować tradycji, tych wartości jakie nam przekazywali od pokoleń nasi przodkowie, to jaki będzie w przyszłości nasz Naród , nasza architektura, nasza kultura narodowa.
    Jakie będą Waszych przodków groby?
    Zobaczcie, ile piękna w sobie mają pomniki sprzed wieków.
    Jeśli o tym zapomnicie to tylko będą żywym świadectwem przeszłości te groby i te kamienie.
    Obcy przybysze z innych krajów robią u nas biznes, a my Polacy jaką mamy odgrywać rolę we własnym państwie? Czy , niewolników, najemników.?
    Mamy zarabiać i tworzyć nowe obcym krajom ?
    Jak myślicie , czy  obcy przybysze będą z miłością patrzyć na nasze wierzby płaczące, które kryją w sobie tyle tajemnic, które pochylały się nad nie jedną mogiłą, widziały nie jedną tragedię, nie jedną mogiłę zbiorową, które osuszały swym łagodnym powiewem nie jedną łzę.
    Obawiam się , aby wasze młode serca nie skupiały się tylko na własnych sprawach, tylko żyły w symbiozie z polskimi problemami,
    Działać można na różny sposób, bo żyjąc z dnia na dzień , człowiek staje się ubogi duchowo.
    Wasze zadanie to kochać i pielęgnować przeszłość a historią własnego kraju
    wzruszać się aż do łez.
    To Wy , młodzi będziecie w przyszłości decydować o losach naszej Ojczyzny.
    Uczcie się, zwiedzajcie świat, pogłębiajcie wiedzę, ale pracujcie i mieszkajcie we własnej Ojczyżnie.
    Musicie tu być i stać na straży, aby w przyszłości znowu ktoś nie zapragnął naszego dorobku zniszczyć i zawłaszczyć dla siebie.
    Pomnażajcie jej wielkość i piękno !
    Pamiętajcie , że marzenia mogą się spełnić jeśli im tylko na to pozwolicie.
    Och gdyby w naszej Ojczyżnie wszyscy byli syci i mieli dostatnie życie , wtedy byłabym naprawdę szczęśliwa.
    Wiem , że wasze marzenia są odległe od moich, ale zbiegiem lat wierze , że będziecie myśleć podobnie.
    Choć minęło sporo lat, ci , którzy walczyli o wolna Polskę do dziś leczą po ranach blizny, znieśli nie jedno upokorzenie.
    A pomimo tego w święta narodowe drżącymi od starości rękami zawieszają flagę i czczą orła w koronie.
    Ufność i wiara w życiu są najważniejsze , ja Wam wierzę i ufam !!!
    Może ci , którzy naszym krajem będą rządzić będą przywracać rangę należytym słowom.
    A te słowa to - Bóg, Honor i Ojczyzna., które dla pokolenia moich przodków miały wielkie znaczenie i były najważniejsze ponad życie.
    Mam nadzieję, że ci , którzy okryli się hańbą odejdą ze sceny politycznej bezpowrotnie,
    przestaną udawać demokratów i europejczyków.
    A   , Wy młodzi swoją postawą i całym swoim życiem udowodnijcie swoim dzieciom i wnukom, że wychowano Was na porządnych ludzi i wartościowych Polaków.
    Oby któreś pokolenie pochopnie nie przebudziło bestii, która zapragnie uśmiercić i pogrzebać na zawsze wszystkiego ,
    Stójcie na straży !!!
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska

     




     
     
    Lęk
     

                      Dziewczynka szła piaszczystą drogą a popołudniowe słońce świeciło jej prosto w twarz.
    Tuż przed nią leciał kolorowy motyl, a ona śmiejąc się próbowała go dogonić.
    Biegła coraz szybciej i już, już miała go schwytać, ale w ostatniej chwili wymknął jej się z rąk
    Poczekaj , krzyczała, poczekaj !!!
    Słońce nagle skryło się za chmurą i zerwał się lekki wiatr.
    Motyl zniknął jej sprzed oczu.
    Zatrzymała się i spojrzała w górę
    Na niebie zaczęły gromadzić się czarne złowrogie chmury, zbierało się na deszcz.
    Wiedziała, że musi się pospieszyć, bo nie wolno jej zmoknąć, więc zaczęła biec co sił w nogach w kierunku stojącego na końcu drogi domu.
    Za wszelką cenę chciała dotrzeć do niego, zanim spadną pierwsze krople.
    Jej ciemne włosy rozwiewał wiatr, a spódniczka unosiła się nad kolana.
    Serce kołatało jej mocno w piersi , ale dom był coraz bliżej.
    Wiatr szarpał gałęzie i wzniecał tumany kurzu na drodze.
    Z domu wyszła kobieta i wołała ją po imieniu, błagając by się pospieszyła.
    Nagle drzwi się zamknęły, a kiedy dziewczynka postawiła nogę na schodach, cały dom po prostu - zniknął.
    Upadła twarzą na ziemię i wtedy zaczął padać deszcz.
    Nie !!!, wołała przerażona, poczekaj na mnie , poczekaj !!!
    Zapłakana podniosła się z ziemi i biegając w koło, rozglądała się za domem, ale nie pozostał po nim żaden ślad.
    Tymczasem deszcz przemienił się w ulewę, włosy przylepiły się jej do twarzy, a z sukienki strumieniami spływała woda.
    Dziewczynka była pewna,że to niebo roni nad nią prawdziwe łzy.
    Tuż, pod jej stopami utworzyła się wielka kałuża, ale kiedy spojrzała w nią, nie zobaczyła swojego odbicia.
    Zniknęło, tak jak dom i kobieta, która wołała ją po imieniu.
    Usiadłam na łóżku i obserwowałam promienie słoneczne, nieśmiało przedzierające się przez rolety
    Sen zniknął, a z nim senny koszmar.
    Pomyślałam o latach spędzonych z dala od Rodziny
    Może dlatego te senne koszmary zawładnęły mną bez reszty.?
    Myśli i obrazy, które podsuwa mi podświadomość są zbyt realistyczne, abym mogła o nich zapomnieć.
    Spojrzałam na leżący  album z fotografiami i otarłam spływające łzy, które zamazały mi pole widzenia.
    Minęło wiele lat odkąd ostatni raz widziałam te twarze żywe.
    Dzięki tej garstce żywych i bliskich mi osób czułam się szczęśliwa.
    Pamiętam , te wieczory, kiedy wiatr ze świstem chłostał ściany naszego domu, panowało przytulne bijące od kuchni kaflowej ciepło.
    Teraz ze smutkiem , ale i z zadowoleniem będąc na cmentarzu spoglądam na zapalone  lampki
    i położone kwiaty na grobach tych co już odeszli i cieszę się, że wiernie stoją na straży
    i strzegą ich spokoju.
    Szczęśliwi, którym w siwych latach życia wolno cieszyć oczy widokiem znajomych ogrodów, lasów, drzew,, choć te również są dalekie od mojego dzieciństwa.
    Pomimo wszystko pragnę z całego serca, aby choć pamięć pozwoliła przywołać ich wspomnienia.
    Pragnę, aby przez mgłę minionych lat raz jeszcze zaśmiały się do mnie wesołe plamki słońca rzucone przez kolorowe szkiełka na schody rodzinnego domu.
    Niech chociaż myśl pozwoli raz jeszcze przejść znajomymi ścieżkami ogrodu mojego dzieciństwa.
    Na mój rodzinny dom patrzę w snach, wsłuchuję się w rytm życia mojej rodziny.
    W upalny dzień idę między łany dojrzewających zbóż słuchając śpiewu ptaków, szepczących w szumie wiatru liści i tysiące świerszczy grających na swoich delikatnych skrzypeczkach.
    Z rozrzewnieniem wspominam stare drzewa wysokie i kanciaste, które zdawały się walczyć o swoje miejsce wśród młodych rozpychających się gałęzi.
    Nieco niżej bujne krzewy broniły swojej przestrzeni, kurczowo trzymając się skrwka ziemi, w której tkwiły już ich korzenie.
    I mnie przyszło w życiu walczyć o swoje miejsce, o uczucie , o prawdę, o dobro.
    Przyszło mi walczyć nawet o poszukiwanie moich korzeni , przeszłości, co powinno to być dobrem wspólnym.
    Ale warto walczyć, zło dobrem zwyciężać.
    Bo przemijają lata , przemijają ludzie, pozostaje tylko historia, a i ona pójdzie w niepamięć jeśli nie zostanie zapisana.
     
    Leżąc na łóżku zmyślona wpatruję uporczywie w sufit.
    Do pokoju wkrada się coraz więcej światła, zaczyna się nowy dzień
    Postanowiłam się wykąpać i coś zjeść.
    Niewiele myśląc poszłam do łazienki, a po chwili poczułam się odświeżona i odprężona.
    Gdyby tylko w taki sam sposób można by było zmyć niektóre ślady z przeszłości i zapomnieć o życiu , które było krzykiem, głosem prawdziwej rozpaczy.....
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska




     
    Jaka Rodzina taki Naród
     

                      Nagle zapragnęłam napisać parę słów, ponieważ różne wspólne spotkania pozwalają przemyśleć pewne sprawy, pozostawiają również niedosyt w ukrytych myślach, słowach , które zostały niewypowiedziane.
    Największym obowiązkiem, który spoczywa na nas współczesnych a zwłaszcza na młodym pokoleniu to obowiązek do przeszłości historycznej
    Drugą wiodącą i bardzo ważną rolą w życiu każdego człowieka jest Rodzina
    Z niej to właśnie tworzy i kształtuje się Naród.
    Jaka rodzina , jakie wartości wyznaje, taki jest Naród.
    Również istotną rolę odgrywa w życiu każdego dorosłego człowieka - małżeństwo
    Każde małżeństwo tak naprawdę powinno być spełnieniem potrzeb duszy, serca , rozumu, godności, sumienia.
    Jeśli tych potrzeb w małżeństwie nie spełnimy będziemy ich mordercami.
    Małżeństwo niedobrane możemy porównać do statku a właściwie do podróży tym statkiem po morzu
    W moim odczuciu w takiej podróży statkiem jest coś nierealnego, ponieważ jest to osobny zamknięty świat oderwany od rzeczywistości.
    Dominuje w tym świecie zwykła monotonia, rutynowość czynności i zjawisk, bierność z czego tak naprawdę nic nie wynika..
    Jeśli nagle pojawi się huragan, sztormy, wtedy pojawiają się i dni grozy.
    Tam, gdzie nie ma dyskusji dla dobra ogółu, gdzie dominuje egoizm i chęć zaspakajania własnych potrzeb, życie w takiej Rodzinie, w takim małżeństwie jest podobne właśnie do podróży statkiem.
    Taki dom nie będzie portem ani dla dorosłych , ani dla dzieci, taki dom nie będzie dla nikogo przystanią.
    Są tacy , co twierdzą, że jesteśmy kowalami własnego losu, inni wierzą w przeznaczenie, a jeszcze inni uważają, że jesteśmy panami własnej woli.
    Trzeba czasem sobie uświadomić jak rzadko w życiu urzeczywistniają się ideały.
    Często też pojawiają się korniki w drzewie .
    Taka jest rzeczywistość , taka jest proza życia.
    Uważam , że nie można wiecznie obarczać i winić siebie za wszystko w czym zawinił los.
    TO ta przeszłość była zbyt blisko nas i ciągle wywiera wpływ na terażniejszość
    Bo przeszłość była bliższa ideałom jakie mieliśmy w sobie i jakie ceniliśmy.
    Obserwując rzeczywistość i aby móc zajrzeć do niejednego mieszkania i do dusz ludzi, którzy w nich mieszkają, to zastanawiam się czy nie lepiej wyjechać do kraju gdzie są zielone łąki, lekki deszczyk, chodzić na egzotyczne spacery i pić herbatkę z Panem Bogiem i Aniołami.
    I może ci wszyscy , tam dowiedzieliby  się co naprawdę znaczy słowo - szczęście.
    Nic gorszego nie może spotkać kobietę, jak pewnego dnia po przebudzeniu stwierdzi, że była zakochana w samej miłości.
    A, najgorsze jest to że zdała sobie sprawę z tego, że różnica w uczuciach była taka jak blade światło księżyca różni się od żaru słońca.
    Dramatem wtedy staje się życie, jeśli odkryła w sobie nową istotę
    Kobietę zmysłową, wymagającą, która pragnie kochać, napawać się własnymi osiągnięciami, sukcesami zawodowymi.
    Nic tak w kobiecie nie zabija uczucia jak poniżenie jej własnej godności.
    "Kiedy ją dotknął cichy głos serca rozśpiewał się ze szczęścia a kiedy ona dotknęła jego delikatne palce dowiedziały się raz jeszcze, że taka pieszczota to dar o wiele większy niż
    talent.
    A póżniej, gdy zapadł wieczór w swej radosnej i czułej miłości odkryli  najpiękniejszą muzykę świata"
    Namiętność, to choroba, rodzaj opętania a już kiedy spadnie na głowę w póżniejszym wieku to jest niczym pożar w suchym lesie.
    Godność, ambicja i rozum - jeśli dana osoba go ma z reguły podejmuje walkę z grożnym żywiołem.
    Jeden stawia wszystko na jedną kartę a inny rezygnuje bo nie zna konsekwencji, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić.
    Wtedy zadaje sobie pytanie - czy warto ?
    Nadzieja jest ważniejsza od drogi , którą wybieramy.
    W okół mnie panuje martwa cisza a bezchmurne niebo jarzy się błękitem
    W mojej duszy panuje spokój
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska








    Dom


     
                Samotność duchowa coraz częściej otacza mnie niczym gęsta mgła, ale nie mam ochoty zmagać się z tymi odczuciami, przyzwyczaiłam się do nich.
    Gromadząc dokumenty, pisząc swoje odczucia na miarę swoich sił i umiejętności zapragnęłam zapanować nad czasem przeszłym, terażniejszym i przyszłym.
    Robię to , bo lubię, ale i również dlatego, że wydaje mi się, że kobieta z rozbudzoną duchowością staje się bardziej ciekawa, więcej warta, mądrzejsza.
    Wydaje mi się, że jest to naturalne dążenie każdego człowieka.
    Największe osiągnięcie w tej dziedzinie maja pamiętnikarze, to oni potrafią popłynąć pod prąd
    Dotrzeć do lat minionych, zatrzymać w biegu a potem na powrót uruchomić wskazówki zegara, zmusić czas do powtórnego obrotu i obserwować pilnie w jakim kierunku zmierza i co nam przynosi.
    Owa zegarmistrzowska sztuka wymaga od pamiętnikarza połączenia rzadkich cech serca, rozumu i charakteru, oraz ścisłości, fantazji, surowości, tolerancji, skromności i ambicji.
    Aby uzyskać władzę nad czasem bobrze mieć przekazane tradycje rodzinne, które aż się proszą aby ocalić je od zapomnienia., które powinny na zawsze pozostać w naszych sercach.
    Często niektóre wspomnienia w sercu ciążą jak kamień a inne kłują jak ciernie.
    Jednak przeszłości nie  da się wymazać, bo ona tkwi w nas jak korzenie.
    Często wspominam swój dom rodzinny swoje dzieciństwo, okres młodości, który przepełniony był miłością wielką do osób mi bliskich.
    Pamiętam do dzisiaj jaką wielką wagę Rodzice przywiązywali do zasad dobrego wychowania do norm przestrzegania , jak ubrać się na daną okazję, jak siedzieć przy stole , w jaki sposób jeść.
    Wielką wagę Rodzice przywiązywali do wszystkich rocznic tak osobistych i narodowych
    Przeżycia jakie towarzyszyły tym wszystkim uroczystością ich nastój podniosły tkwią we mnie do dzisiaj.
    Kiedy założyłam własną rodzinę te wartości bezcenne przeniosłam do swojego domu i to przekazywałam swoim dzieciom i wnukom.
    Były to czasy komuny , niby rządziła klasa robotniczo - chłopska , ale tak naprawdę to była fikcja, byliśmy pod okupacją niemiecką a potem sowiecką.
    A ludzie z inteligenckich środowisk musieli przepraszać, że żyją.
    Te zasady ,co nam wpajali przez wieki były śmieszne i wyszydzane zarazem.
    Jenak my , nasza Rodzina jest dumna , że je mamy w sobie.
    " Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku terażniejszości ani nie ma prawa do przyszłości" - tak powiedział 20 lutego 1920 roku Marszałek Józef Piłsudski.
    Ten okres spędzony w domu rodzinnym pamięta się przez całe swoje życie dlatego  bążcie niezłomni, nieustępliwi w podtrzymywaniu tych wartości, tradycji jakie macie w sobie.
    Kiedy tego domu rodzinnego już nie ma, rani to okropnie serce i ciężko jest z tym żyć.
    Szkoda, że rozumie się to zbyt późno ,  ... za późno...

    Moje czasy dzieciństwa był to czas czytania książek, wymiany myśli, poglądów, uczono rozmawiać, dyskutować.
    Przyjemnie było siedzieć na kolanach Taty , czy starszej siostry i słuchaj bajek lub historyjek z okresu zaborów i wojen.
    Był też śpiew na głosy przy akompaniamencie muzyki.
    To były czasy , gzie marzyło się o wolnej Polsce o którą walczyli nasz Tata i jego
    przodkowie.
    Właśnie wpajanie tych norm i zasad pozwalały dokonywać wyboru , zachować umiar i roztropność.
    Przestrzeganie tych zasad pozwala przeżyć życie z sensem , będzie dominować rozwaga i mądrość w podejmowaniu przemyślanych decyzji.
    Prawdziwy mężczyzna nie krzywdzi dziecka , nie krzywdzi kobiety , nie krzywdzi starszego człowieka
    Nie należy myśleć tylko o sobie , należy też czas poświęcić innym, ale należy to robić
    z pasią.
    Pamiętajcie , że myśl jest bronią.
    Nie ma srebrzystej poświaty księżyca, która mogłaby by mnie uspokoić, tylko mroczny lodowaty deszcz zacina w okna niesiony podmuchem wiatru.
    Nagle niebo rozświetlił rozbłysk pioruna, a po chwili w oddali przetoczył się głuchy dżwięk grzmotu.
    Poczułam , że ogarnia mnie niepokój, jak zwykle , gdy myślami jestem wśród drogich mi osób.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska







    Kucyk
     
                  
               
    Z moich pierwszych i ważnych wspomnień z dzieciństwa są przejażdżki bryczką z moim Tatą .
    Objeżdżałam z nim lasy i okolice i zachwycałam się otaczającym mnie światem.
    Drzewa w koło odchylały się na boki i zaczynały podrygiwać.
    Czułam na twarzy wiosenny wiatr i cień.
    Las z lewej strony stawał się rzadszy a strome pobocze obniżało się, więc mogłam dostrzegać za drzewami pola, już wiosenne, zieleniące.
    A, potem pobocze, które całkiem zrównało się z polami i żywopłotem a my , jechaliśmy w milczeniu po grubej warstwie liści użyżniających ziemię, przez bukowy zagajnik.
    Oszałamiający  zapach bukowego drzewa drażnił nos a promienie słońca na końcu lasu wyglądały jak świetlisty wylot jaskini gdzieś o całe kilometry oddalone od nas.
    Nie pamiętam wiele z czasów kiedy jeszcze nie kochałam świata.
    Dla mnie poza słońcem był Bóg, Aniołowie mój Tata , moja Kochana Mama i Rodzeństwo.
    Pamiętam drogę przez las, która prowadziła do naszego domu pomalowanego na bordowo
    Dom bordowy, a w koło sama zieleń, zieleń lasów, zieleń traw, zieleń łąk i kolory, które tworzyły jakby dywan z kwiatów, owoców, zbóż i krzewów kolorowych.
    Bliska była też memu sercu ta woń ziemi mokrej po deszczu, która wypełniała przestrzeń pod sklepieniem drzew jak ptasi śpiew.
    Kołysałam się w bryczce jak na huśtawce w ogrodzie to do przodu to do tyłu, gdy koń przechodził do kłusa.
    Jadąc tak , świat objawiał mi się niczym magiczna stronica w książce z obrazkami oglądanej po raz pierwszy.
    Wiatr cały czas wiejąc dość silnie niósł woń świeżej trawy i zaoranej ziemi.
    Patrzyłam na nie jak skowronek z góry i widziałam bujne konary drzew.
    Liście miały barwę szmaragdu jak zawsze gdy zaczynają rosnąć, kasztany pokazywały tłuste jak usteczka pączki a srebrne brzozy drżały jak strumyki z zielonego światła.
    Co jakiś czas słychać było poszczekiwanie wiernej suki Sondy, która jak zwykle w tych objazdach nam towarzyszyła.
    Pewnego razu Tata nas wszystkich zaskoczył pewną niespodzianką.
    Wywołana z łóżka powoli wyszłam na podwórze i oczom moim ukazał widok niepowtarzalny, który zapamiętałam na całe życie.
    Na podwórku obok koni dużych stał kucyk o sierści ciemnej i gładkiej jak brunatny aksamit. i czarnej grzywie opadającej na mały pysk.
    W kilka sekund oplotłam  go ramionami i szeptałam mu coś do ucha.
    Kiedy opanowałam jako tako jazdę, jeżdziłam na nim po , podmokłych łąkach, a miękka ziemia
    przy moich upadkach zachowywała się jak poduszka.
    A, kucyk , kochany kucyk nie zawsze był łagodny, czasem bałam się go i nie wiedziałam dlaczego.
    Ale ja nie rezygnowałam, wydawało mi się wtedy, że urodziłam się do walki z przeciwnościami.
    Co jakiś czas odbywały się polowania, pamiętam przygotowania z tym związane.
    Czyszczono broń , gromadzili się myśliwi a dżwięk klekotek, które miały za zadanie wypłaszać zwierzynę ,pamiętam do dziś.
    Zawsze było mi smutno ,że będą zabijać zwierzęta, do tej pory nie mogę znieść widoku zabitego zająca obdartego ze skóry.
    Najbardziej z tego całego rytuału podobało mi się , jak Tata grał na trąbce a psy wyżły zbiegały sie i aportowały.
    Pamiętam , jak patrzyły z uwielbieniem tymi swoimi psimi oczami na Tatę.
    Często w myślach sadziłam  drzewa naśladując pracowników, którzy robili to w ciszy.
    Pewnego dnia pożegnałam lasy, ziemię , kwiaty i drzewa w ogrodzie, sarenkę, staw i kucyka też. - wyjechałam.
    To były złote lata mojego dzieciństwa , które noszę głęboko w sercu.
    Pozostały wspomnienia i przeświadczenie, że Tata był taki mądry, kulturalny, szlachetny, taki wspaniały, taki inny niż wszyscy mężczyżni.
    Nasz Tatuś był po prostu wyjątkowy.
    A, nasza kochana Mama była zawsze troskliwa, pełna poświęcenia.
    Nasza kochana Mama była też wyjątkowa.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska







    Patrycja

     

                 Moja kochana wnuczko Patrycjo, ponieważ co jakiś czas pragnę przekazać Wam swoje odczucia piszę parę słów i do Ciebie.
    Stajesz się już dorastającą panienką, domyślam się co czujesz, uwierz mi , że każda dziewczynka przeżywa dokładnie to samo co Ty ,kiedy zaczyna dorastać
    Najlepiej zrobisz, kiedy pozbędziesz się obaw, wyprostuj się, podnieś wysoko głowę i wydobądż cały swój wdzięk i idż tak przez całe życie swoją wybraną właściwą drogą.
    Bycie dziewczyną jest prawie tak ciężkie jak żeglowanie po wzburzonym morzu.
    Pragnę, aby tęcza, która pojawia się po deszczu była Twoja gwiazdą, która będzie prowadzić Cię przez całe dorosłe życie.
    Kiedy dopadną Cię troski i zwątpienia zawsze pomyśl sobie, że kiedy zobaczysz tęczę, życie Twoje rozjaśni się i znikną troski.
    Ta tęcza będzie oznaczać zawsze obietnicę i nadzieję
    Każda rzecz na świecie ma swoją tęczę, swój promyk nadziei.
    Twoja osobowość , ma wiele uroku, wiele kryje w sobie tajemnic ,o których sama jeszcze nie wiesz.
    Kochasz życie i to jest najważniejsze.
    Nie wszyscy potrafią cieszyć się każdym dniem, który został mu dany. Ty , to robisz doskonale.
    Masz w sobie niepowtarzalny czar, jesteś dziewczynką o niespotykanym umyśle, wdzięku
    oraz złożonej osobowości a to jest cecha wyjątkowa.
    W jednej chwili potrafisz płonąć jasno niczym pochodnia a zaraz potem, stajesz się smutna i zamknięta w sobie niczym najciemniejsze lochy kościoła.
    Powoli wkraczasz w dorosłość, stajesz piękną panienką, zaczniesz interesować się chłopcami, będą rodzić się dotąd nieznane uczucia, które będziesz emocjonalnie przeżywać.
    Więc , wiedz zatem , że miłość może być piękna ale zarazem uciążliwa, jest wyczerpującym okresem w życiu  człowieka.
    Chłopcy, mężczyżni nie zawsze dokładnie rozumieją czym jest miłość.
    Ich pojęcie o tym uczuciu jest tak ulotne jak motyl, który żyje tylko przez jeden dzień.
    Pamiętaj , nigdy nie ignoruj swoich emocji, zawsze pozwól im dojść do głosu.
    Nauczona jednak na własnych błędach muszę przyznać, że od dziecka już należy je kontrolować
    i trzymać na wodzy.
    Kiedy będziesz w coś mocno wierzyła to będziesz się czuła tak, jak gdyby ogrzewało Cię słońce a na innych padał deszcz.
    Pragnę, aby Twój Anioł stróż strzegł i prowadził Cię przez całe życie, a kiedy będzie trzeba
    niech broni Cię przed samą Tobą.
    Pamiętaj - kobieta powinna wiedzieć, że ciało jej jest jak każda świątynia.
    Powinna czuć siłę i potęgę, kiedy patrzy na nią chłopak , mężczyzna.
    Bo dom każdy bez kobiety jest jak ciało bez duszy.
    Wiem, że będą dopadać Cię smutki i zwątpienia, bo smutek jest balastem, którego nie można się pozbyć, nawet cisza nie potrafi ukoić cierpienia.
    Mimo porażek jakich doznasz staraj się zawsze odzyskać radość życia.
    Pisząc te słowa nie myślę tylko o terażniejszości, myślę o całym Twoim życiu na zapas, bo w moim wieku liczy się każdy dzień, nawet chwila.
    Dlatego pragnę moja kochana Patrycjo , abyś na zawsze to co piszę zachowała w swoim sercu.
    Kiedy będziesz dokonywać wyboru kogoś na całe życie, to wybierz tego, który potrafi rozumieć to co czujesz,że to ten mężczyzna, że to kawałek Raju.
    Spojrzałam w okno, świat wydaje się taki senny, ale pełen słońca.
    Nagle dostrzegłam tęczę, która wyłoniła się zza chmur, po przelotnym deszczyku.
    Tęcza rozciąga się na Niebie niczym uśmiech obiecując mi, że będziesz miała szczęśliwe życie.
    życzę Ci tego z całego serca.
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska






    Sandra
     

                     Rozpoczął się nowy rok szkolny, zaczęłaś uczęszczać do nowej szkoły.
    Jesteś starsza o rok w swoje życiowe doświadczenia.
    Wczoraj siedziałam na ławce w parku i przyglądałam się młodzieży ze szkoły do której obecnie
    uczęszczasz do tzw. " Małachowianki "
    Tak szybko dorastacie na moich oczach, tak czas szybko goni i nie wiecie jak każdego z was
    jest los mi bliski.
    Jak bardzo bym chciała, aby jak najlepiej ułożyły się wasze losy, spełniły się wasze marzenia, bo wasze szczęście jest moim szczęściem.
    Pragnę, aby jak najlepiej ułożyło się Wam wasze dorosłe życie.
    Pamiętaj Sandro, że tego co właściwe należy uczyć się w domu, aby takim być wśród ludzi.
    Staraj się być zawsze słonecznym promykiem a polubią Cię jak słońce.
    Nie zapominaj nigdy , ze tylko prawda gwarantuje sukces.
    Gdzie pracuje uczciwość i prawdomówność, tam przysięgi są zbyteczne.
    Nie wymyślaj nigdy własnych teorii, nie osądzaj , nie potępiaj bo i tak to połowa każdej historii.
    Wiem , że jesteś na wszystko wrażliwa, jaka jesteś subtelna, więc boję się aby gruboskórność
    zbytnio nie raniła Cię, bo na co dzień jej nie brak, musisz być odporna na ciosy.
    Pragnę jednak , abyś zawsze pamiętała, że wrażliwość nie zawsze jest sprawą umysłu, często wypływa z serca.
    Proszę Cię, abyś daleko latała marzeniami ale twardo stąpała po ziemi na co dzień.
    Chcę abyś  też wiedziała, że coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś inteligentną i mądrą młodą panienką, co bardzo mnie cieszy i jestem z tego dumna.
    Wiedz, że wspomnienia i marzenia ogrzewają każde serce i ciało, ale też wiedz, że nawet w największej biedzie nie wolno nam sprzedawać marzeń.
    Nauczona też własnym doświadczeniem, mogę stwierdzić, że opłaca się pielęgnować przyjażnie tak z okresu dzieciństwa jak i z młodzieńczego wieku, bo to są niezmiernie cenne wartości.
    To jedyne , co nie umiera wcześniej niż my.
    Wato mieć wspomnienia, bo przecież przeszłości nie da się wymazać, nie da jej się wykreślić, przeszłość po prostu , jest.
    Mądrą dewizą życiową zawszeb było - " Czytaj , aby być mądrym "
    Wiem , że w obecnym czasie jest wiele innych możliwości zdobywania wiedzy, ale mimo to nie porzucaj nawyku czytania książek.
    Pragnę, aby u każdego z bliskich mi osób był głód wiedzy, słowo " głód " kryje w sobie tak wiele  - tęsknotę, pragnienie, potrzebę.
    A cóż może powodować taką potrzebę u człowieka ambitnego, chyba tylko wieczne poszukiwanie.
    Na szczęście ambitny człowiek potrafi czerpać siłę jak potrzeba , nawet z wyschniętego żródła
    Nie zapominaj uczyć się skrytości i lęku co zawsze się może w życiu przydać.
    Kiedy jednak czasami w sercu zaczyna kiełkować zwątpienie, więc najwyższa pora aby zaczynać od nowa , nie zrażając się i nie upadając na duchu, że coś tam nie wyszło.
    Więc rób to lepiej i mądrzej niż inni, to " coś " - co najlepiej potrafisz.
    Nic nie pozostanie z naszej pracy i naszego wysiłku, jeśli nie spełnimy jej z zaangażowanie i honorem.
    Dobrze mieć na uwadze, że ludzie najszczęśliwsi , to ludzie najmniej zazdrośni.
    Człowiek, szczęśliwy jest tylko wtedy , kiedy kocha i coś z siebie daje.
    Szczęście , rzadko bywa ciągłe, tylko wybrańcy losu osiągają ciągłość szczęścia.
    Pragnę gorąco, abyś z wielkim zaangażowaniem i rozsądkiem podchodziła do wyznaczonego celu.
    Abyś obserwując życie, otaczający Cię świat, powoli i z rozsądkiem podejmowała każdą decyzję.
    Szturmem można brać mury, ale nie ludzkie dusze, dusza znajduje wyraz w jasnej myśli i uczciwym czynie.
    A , jeśli, któregoś dnia Twoja sikorka zapuka w szybę twojego okna i wystuka dziobkiem na niej słowo - miłość, to niech tam miłość przysporzy  ci wiele radości i nie pozbawiając rozsądku jak dotąd.
    Niech wtedy twoja dłoń spoczywa w ręku, która będzie niczym kotwica utrzymująca ją na bezpiecznych wodach.
    A, sierp księżyca będzie świecił w Twoje okno i rozmawiał z Tobą o Twoich marzeniach.
    W słoneczny piękny dzień skowronek, jakby zawieszony na nitce będzie wyśpiewywał swoje
    trele, drzewa pełne chwały będą sypać Ci pod stopy różnobarwne liście, a Twoje piękne kochane oczy będą iskrzyły się uciechą, albo pałały oburzeniem, albo lśniły jak lód, albo jaśniały miłością i zdradzały każdy Twój nastrój.
    A, po jakimś czasie, myśl znowu będzie ulatniała się jak  strzęp mgły w podmuchu wiatru.
    A , ja będę prosić blady księżyc , aby zaciągnął swoją samotną straż nad Tobą i nad Twoim domem.
    A wiatr, będę prosić, aby podmuchem swoim odpędzał Anioła o czarnych skrzydłach, aby nie mącił waszych serc i waszych umysłów.
    A mały pyzaty Aniołek niby promyk słońca zawsze uśmiechnięty i radosny niech szybuje niczym ptak nad Tobą i Twoimi bliskimi i niech rzuca w Was  niczym srebrnymi gwiazdkami, to uśmiech, to szczęście , to wiarę.
    I niech ta wiara pomoże Tobie osiągnąć to, co najbardziej pożyteczne i wartościowe., co daje poczucie niezależność i poczucie spełnienia
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska








    Adrian i Dorian
     
    Kim jestem i dokąd zmierzam

     
                        Ponieważ zbliża się kolejna rocznica Waszych urodzin, zgodnie z moim zwyczajem pragnę napisać do Was parę słów.
    Pragnieniem moim jest aby to co piszę było przez Was zachowane, ponieważ z każdym kolejnym rokiem będziecie bardziej dorośli, mądrzejsi i wtedy coraz bardziej zrozumiecie ich sens.
    Moi kochani chłopcy, moi wnukowie Adrianie i Dorianie, słowa " głowa do góry" - niech będzie przewodnikiem w Waszym życiu jako zachęta do okazywania siły i męstwa.
    Niech staną się apelem, abyście nie zapomnieli o własnej godności.
    Pragnieniem moim jest, abyście szli przez życie z podniesionymi głowami, patrząc ludziom prosto w oczy.
    W słowach tych znajdujcie  siłę i mądrość i niech tkwią całe życie w Waszych sercach i umysłach i wyznaczają Wam drogę właściwą.
    Niech nie pozwolą utonąć Wam bezradnie w jakichkolwiek niepowodzeniach.
    Pamiętajcie , że z perspektywy przeżytych lat niezłomnie wierzę w wagę wykształcenia, tylko ono może zapewnić należyte miejsce w społeczeństwie, a może i w świecie.
    Pamiętajcie również, że niezależnie jak potoczą się Wasze losy, to moja dewiza życiowa jest , że ludzie powinni przynależeć do miejsca gdzie się urodzili.
    Tu w tym miejscu nigdy nie będziecie odczuwać, że jesteście drugą kategorią.
    W konsekwencji Waszej dalszej nauki pragnę abyście zrozumieli podstawowe przykazanie pozytywizmu, które głosi , że" Żyje się dla innych nie dla siebie "
    Pragnieniem moim jest również, abyście w przyszłości tak w szkole jak i w życiu dorosłym angażowali się w życie społeczne
    A co za tym idzie , trzeba być odpowiedzialnym, bezinteresownym, uczyć się ofiarności, być ciekawym świata, posiadać zapał do nauki i pogłębiać swoje wiadomości i zainteresowania.
    Młodość ,jest okresem buntu i niezgodą z samym z sobą.
    Często jest okresem wybujałych ambicji, przesadnej wrażliwości, która uzewnętrznia się często
    w popadanie w wielką euforię albo w skrajną rozpacz.
    Młodość , też jest okresem szukania własnej tożsamości.
    Brak wiary u młodego człowieka wywołuje pustkę, dlatego musicie poszukiwać własnych drogowskazów.
    A składa się na to- uczciwość, wytrwałość, dyscyplina, one pomogą Wam w odnalezieniu własnej drogi i pomoże stać się porządnym i wartościowym w przyszłości człowiekiem.
    Pamiętajcie , że wzorem powinien być każdy dom rodzinny, on jest Waszą busolą pomagać
    w poszukiwaniu właściwej drogi i dobrego wychowania.
    Idżcie naprzód nie rozpychając się łokciami i nie tratują nikogo po drodze.
    Bądżcie zawsze dumni ze swoich osiągnięć, ale nie mylcie dumy z pychą.
    Walczcie również z poczuciem niższości oczywiście nie popadając w euforię.
    Pragnę gorąco moi kochani chłopcy aby gorycz  nie zamieniała się u Was w rozpacz z jakiś tam niepowodzeń
    Jeśli będziecie starać się dbać o ludzką sympatię, oczywiście bez służalczości i obłudy , to ludzka dobroć pozwoli Wam przetrwać złe okresy jakie zdarzają w życiu , a tego nie da się uniknąć.
    Starajcie sukcesywnie budować wewnętrzną zgodę z samym sobą, to najlepsze lekarstwo i sposób
    aby dać sobie radę w każdej sytuacji życiowej.
    Oczywiście nie opuszczając rąk i zachowując własną godność.
    Tak naprawdę, to prawda o ludziach składa się ze świateł i cieni, a wpływ na to nie tylko geny mają, ale i odmienne dzieje losu mogą ukształtować inaczej charaktery.
    Pamiętajcie moi kochani wnukowie Adrianie i Dorianie, że ludzie wykorzenieni, ogołoceni z pamięci z przywiązań do wartości przekazane przez poprzednie pokolenia nie wiedzą po co żyją i nie mają nic do przekazania własnym dzieciom.
    Dlatego nie traćcie z oczu wewnętrznej kultury swojego  Taty, wrażliwości i dobrego wychowania.A Mamę szanujcie i kochajcie za jej szlachetne serce i czułość.
    Proszę Was moi kochani chłopcy, bliscy memu sercu - strzeżcie tradycji i wartości jakie mieliście wpajane.
    Starajcie się odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania:
    Kim jestem i dokąd zmierzam ?
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
     





    Mój tajemniczy ogród
     

                Dochodzę do wniosku , że niepewność jest najgorszą chorobą.
    Nie chodzi o to, że jestem zmęczona życiem , ale skoro odejście jest nieuniknione
    to mam nadzieję, że nastąpi to nagle.
    Najbardziej boję się bólu
    Cżęsto rozmyślam o czasie , który już przeminął.
    Rozmyślania tego rodzaju wpędzają mnie w stan melancholii.
    Czasem przytłacza mnie smutek, odczuwam ból serca i mam wrażenie, że gdybym wyrwała je piersi
    okazałoby się, że jest ono takie cienkie i blade.
    Kiedy zaciągam w oknach rolety pozostawiając na zewnątrz popołudniowy zmierzch, zapalam lampę
    i wciskam się w fotel, zamykam oczy i wtedy widzę swój " Tajemniczy ogród ", ogród moich marzeń, gdzie nie ma cierpienia , a jest tylko miłość
    Wiem , że istnieje, byłam w nim , kiedy odeszłam na jakiś czas z tego świata, ciało pozostało, ale dusza moja była w tym pięknym ogrodzie.
    Od tej pory w myśli zamykam oczy i wchodzę do  niego i zastanawiam się dlaczego moje serce jest takie martwe, podobne do wyschniętej łuski z nasieniem czekające na deszcz.
    Często też przytłacza mnie smutek i myślę wtedy, że samotność jest chyba karą, więc nie pozostaje mi nic innego jak z tym żyć.
    Jednak jak dłużej się nad tym zastanawiam to mam przeświadczenie , że zawsze byłam samotna,
    samotna tak , jak każdy człowiek bez względu na to jak wielu bliskich i drogich osób go otacza.
    Żyjąc przeszłością, najlepiej czuję się wśród ulubionych przedmiotów.
    Dotykam je i pragnę doznać tych uczuć, którymi niegdyś były przesiąknięte - miłością, śmiechem, szczęściem.
    Słyszę za oknem szum wiatru, taki samotny monotonny dżwięk i moje serce czuje się też samotne.
    Ogarniam wzrokiem przedmioty, zdjęcia w ramkach, obrazy , muszelki, kamyki, widoczki,  bursztyny, ale najbardziej drogie memu sercu są laurki w kształcie serca.
    Pragnę wspominać , przeżywać wszystko na nowo, czasem wydaje mi się, że nie powinnam tracić czasu na sen , pragnę powrócić do czasów , kiedy byliśmy wszyscy razem.
    Tylko wtedy życie nabierało dla mnie sensownego znaczenia.
    Wkrótce będzie noc i ja znowu pójdę do swojego " Tajemniczego ogrodu " to tu mieszały się ze sobą wspomnienia, niedostatek, dobrobyt, próżność, łzy, radość oraz szlachetne ideje
    Moi kochani , nie wolno lekceważyć własnego losu, nie marnujcie szans jakie daje wam zycie.
    Pamiętajcie- poczucie, że jest się kochanym to jak port, wypoczynek, obrona przed samym sobą, spokój i może dopiero , szczęście.
    Nie zapominajcie, że człowiek jest tyle wart o ile działa, tworzy i służy drugim, nie tym , którym chce, ale którym powinien.
    Najbardziej smutny jest fakt, że darowujemy wszystko tym , których sami ubraliśmy w różne cnoty, aby upozorować przed rozumem bezsensowną sympatię.
    Wydaje mi się, że człowiek, który wiedziałby, że kocha go choć jedna osoba, nie musiałby bezustannie wszystkich uwodzić.
    Wasze sukcesy i wasze szczęśliwe twarze wyzwalają zawsze we mnie energię, a moje serce niczym to wyschnięte ziarno czekające na deszcz uczuć cieszy się, że jest ktoś , kto je podleje to uśmiechem, to dotykiem, i wtedy zaczną wypuszczać znowu delikatne pędy, które zwą się miłością i szczęściem
    Kochani moi , niezależnie od moich nastrojów i odczuć, pragnę was zapewnić, że jestem z was
    wszystkich dumna
    Pamiętajcie, że kiedy na zawsze znajdę się w swoim " Tajemniczym ogrodzie "- zawsze będę czuwać nad Wami wszystkimi.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
     
     
     

     
     
     

    Zostań rzeżbiarzem swojego wnętrza
     

                    Zostańcie rzeżbiarzami swojego wnętrza, swojego charakteru.
    Charakter z języka greckiego oznacza rzeżbienie, ostrzenie, ćwiczenie.
    Człowiek rodząc się dostaje do ręki dłuto -Rodzinę.
    Jedni dłuto wyrzucają, bo stwierdzają, że nie jest im ono potrzebne, drudzy zapominają, że je mają, inni sukcesywnie wykorzystują dłuto i rzeżbią swój kawałek drewna, czyli siebie.
    Można zostawić swój kawałek drewna i stać się kameleonem, który zmienia tylko swój kolor w zależności od sytuacji, bo tak jest prościej i wygodniej.
    Być człowiekiem o jednym kolorze i bronić tego co mnie określa i trzymać się tego wbrew wszelkim trudnościom i niepowodzeniom, to są właśnie cechy człowieka z charakterem.
    Człowiek, który posiada dwa oblicza, jest człowiekiem obłudnym i dwulicowym, któremu nigdy tak do końca nie można zaufać.
    Być człowiekiem z charakterem , to trzymać się zasad, swoich racji i wartości, zwłaszcza kiedy z wami nikt się nie zgadza.
    Należy być przekonanym o słuszności  tego w co się wierzy i według tego postępować.
    Nie może to być ślepe i bezpodstawne opierające się tylko na ślepej przekorze.
    Chyba nikt nie chce aby określano  go mianem chorągiewki poruszającej się w zależności od wiejącego wiatru.
    Wszystko co jest trudniejsze jest bardziej wartościowe i piękniejsze, dlatego warto podnosić sobie poprzeczki.
    Charakter u człowieka nie rodzi się sam, aby stał się wartościową istotą należy mu zaszczepić to co dobre, prawe , szlachetne.
    Was moje kochane dzieci i wnuki uczono  tego w domu , chyba się nie mylę ?
    Zawsze należy myśleć, że sztuka jest indywidualnością i człowiek - też .
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska






    Ratujmy Polskę, ratujmy Naród

                       W ostatnich wyborach wypowiadaliśmy się w większości za programem narodowym, za programem umacniania rodziny, za programem suwerennego i niepodległego państwa.
    W następnych wyborach nie powinniśmy głosować na ludzi , którzy nas zdradzili, którzy będą ponownie kandydować.
    Nie powinniśmy jako Polacy , jako katolicy głosować na ludzi z ugrupowań, które opowiadają się przeciw rodzinie, przeciw suwerenności państwa , przeciw wartościom chrześcijańskim.
    Nie powinniśmy głosować na ludzi służącym z wielkim zaangażowaniem w najwyższych władzach
    partii komunistycznej, która przez cały okres swojego istnienia niszczyła najbardziej patriotyczną tkankę naszego polskiego narodu.
    Nie powinniśmy głosować  na ludzi, którzy swoim postępowaniem udowodnili, że nie szanują życia ludzkiego { zabijanie dzieci nie narodzonych, popieranie eutanazji, zabieranie zasiłków dla rodzin wielodzietnych , nie wspieranie takich rodzin}
    Rodziny należy wspierać , pomagać im, mieć szczególne  uwrażliwienie na rodzinę, na ich codzienną egzystencję.
    Każdy ma prawo do decydowania o modelu rodziny jaką zakłada, a państwo , rząd, powinien  tworzyć prawo takie aby wielodzietne rodziny mogły godnie egzystować, a nie wegetować.
    Zabijanie dzieci nienarodzonych to nie podłość i nieodpowiedzialność kobiet, to sytuacje w jakich się znalazły zmuszały je do podejmowania takich decyzji.
    Piętno wyryte w ich sercach noszą w sobie przez całe życie.
    To bezradność, brak pomocy często nawet od najbliższych zmuszały je do podjęcia takiej decyzji.
    Bez przyrostu i rozwoju rodziny zdrowej moralnie - Naród ginie !!
    Nie powinniśmy głosować na spadkobierców tej ideologii, którzy w swojej  dotychczasowej działalności politycznej stali się w wielu przypadkach jeszcze bardziej gorlywymi od swych tatusiów jej wyznawcami.
    Przez swoje głosowanie wybieramy przyszłość dla siebie, dla naszych dzieci , dla naszych wnuków, dla naszej Ojczyzny.
    Musimy wybierać przyjażń, partnerstwo, ale i suwerenność i niepodległość , a nie uległość dla zaspakajania niecnych celów kosztem całego Narodu.
    Naród , który traci pamięć - ginie !
    Polacy jako Naród musi strzec każdego skrawka ziemi, musi strzec rodziny aby była moralnie czysta, silna, ambitna.
    Polacy , to mądry Naród, ale przez lata trzymany w niewiedzy, zabory, wojny, komunizm zniszczyły w człowieku moralność, bo o to zaborcom chodziło.
    Głupim Narodem łatwiej rządzić.
    Niech jedzą, śpią, oglądają telewizję a inni będą rządzić i za Polaków myśleć.
    Kiedy stanęliśmy w obliczu wojny,sąsiedzi, przyjaciele stali obok, czekali jak Naród się wykrwawi.
    Wtedy myśleli o własnych interesach.
    Nie wolno było mówić o Katyniu , o wielu zbrodniach.
    My Polacy zapalamy świeczki na wszystkich grobach
    Zawsze  każdy porządny człowiek o prawym sercu będzie kochał każdego człowieka., szanował jego wyznanie, jego prawa do wolności, do szczęścia, do miłości do nauki , do własnej Ojczyzny.
    My Polacy nie pragniemy władać nad światem
    Nad światem niech włada ten, co go stworzył, a dziękujmy za to, że matka - ziemia dała nam schronienie, że mogliśmy stworzyć rodziny i cieszyć się ich szczęściem w spokoju.
    Pilnujmy wszyscy razem spraw naszej kochanej Ojczyzny , Polski niepodległej.
    Polskie kobiety były zawsze wspaniałe, mądre, imponowały światu, były prawe, wierne i pełne zasad moralnych.
    Oglądajcie mądre rzeczy w telewizji , czytajcie mądre książki , wartościowych autorów, aby wiedzieć jakim być Polakiem, jakim być ojcem w rodzinie, obywatelem, i matką Polką. W trosce o przyszłość moich tych co kocham, o ich los przestrzegam przed tym złem co niosą inne państwa. o ich zazdrości o naszą inność, o to że żyjąc za żelazną kurtyną nie daliśmy złamać sobie kręgosłupów i zachowaliśmy swoją tożsamość narodową.
    Byłabym szczęśliwa , gdyby w każdej polskiej rodzinie , dziecko znało ten wiersz.
     
    Kto ty jesteś ?
    Polak mały
    Jaki znak twój ?
    Orzeł Biały
    Gdzie ty mieszkasz ?
    Między  swymi
    W jakim kraju ?
    W polskiej ziemi
    Czym ta ziemia?
    Mą Ojczyzną
    Czym zdobyta ?
    Krwią i blizną
    Czy ją kochasz ?
    Kocham szczerze
    A, w co wierzysz ?
    W Boga wierzę.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Skladzińska
     





    Zagubiona w mroku

                   Była kobietą niezwykłą, piękną, elegancką inteligentną.
    Lubiła interesujących ludzi obdarzonych talentem i darem kreatywności.
    Uwielbiała piękne przedmioty w każdej postaci.
    Praca , której poświęciła się bez reszty była dla niej wszystkim, poczuciem spełnienia misji.
    Małżeństwo było dla niej rodzajem pętli , bała się uduszenia.
    Nie każdy pragnie być czyjąś własnością, nie chciała czuć się jak w klatce.
    Ale pomimo tego w głębi duszy przyznawała, że lubiła istotę małżeństwa.
    Jenak nie wierzyła w życie " na zawsze " , bo na koniec zawsze czekał ból.
    Często zastanawiała się, czy życie solo jest rzeczywiście ciekawsze bo pozwala spełniać wszystkie oczekiwania duchowe i nie tylko.
    Bo jeśli coś w małżeństwie nie wychodzi to jest bardzo bolesne.
    To tak jak skok z palącego się domu.
    Jeśli masz szczęście wylądujesz na siatce, którą strażacy rozpięli nad jezdnią, ale na ogół ląduje się na bruku.
    Jenak trzeba mieć odrobinę szczęścia i trafić na odpowiedniego mężczyznę.
    Pomyślała o tych wszystkich zmarnowanych latach , o nieudanych związkach.
    To była raczej polisa ubezpieczeniowa przed samotnością na starość , a nie związek umysłów i dusz.
    Jednak kiedy przyszła chwila ,że niespodziewanie spotkała tego jedynego a miłość, która wybuchła tak nagle może być prawdziwym uczuciem. zaczęła myśleć o stałym związku, na zawsze.
    Bo miłość zdarza się w każdym wieku.
    Po upojnej nocy ogarnął ją lęk, jak potoczy się jej dalsze życie , czy będzie szczęśliwe ?
    Pragnęła aby to był partner na całe życie , który byłby skłonny tolerować jej nastroje,
    i skupiał w sobie wszystkie cechy jakich oczekiwała.
    Ale  przecież to w życiu jest niemożliwe.
    Pomyślała, jak ludzie sobie poślubieni odchodzą od siebie, umierają ranią się nawzajem, rozczarowują, niespodziewanie się ulatniają
    Ale mimo wszystko marzyła aby po długiej wędrówce,dotarła w końcu do domu, gdzie byłaby bezpieczna, że wreszcie temu mężczyżnie może powierzyć się duszą i ciałem bez cienia wątpliwości.
    Wzięli ślub i wszystko uległo drastycznej przemianie.
    Oboje skakali sobie do oczu, krzycząc na siebie i oskarżając się wzajemnie.
    Pomimo , że kochała go nie mogła zaakceptować jego córek.
    On chciał aby jego dzieci pokochała, żeby była dla nich matką, która umarła przed laty.
    Prosił stanowczo aby zrobiła wszystko aby żyła z nimi w przyjażni, ponieważ jest do nich głęboko przywiązany i bardzo je kocha.
    Pomimo wysiłków jakie wkładała nie chciała z niczego rezygnować, ze swoich przyzwyczajeń , nawyków.
    Pragnęła by on przywykł do jej stylu bycia i aby jego córki jakimś cudem zniknęły , choć wiedziała , że to jest niemożliwe.
    Jeśli chciała zatrzymać ukochanego musiała gościć je u siebie bez względu na ich arogancję.
    Ponieważ ich stosunki małżeńskie bardzo się skomplikowały to tyrady córek trafiały na podatny grunt i zaczynały skutkować.
    On postanowił rozstać się z żoną, stwierdził , że musi odejść z jego życia.
    Nagle przypomniała sobie , że tak naprawdę małżeństwo było jedyną rzeczą, którego nigdy nie pragnęła.
    Od tej chwili spędzała wolny czas w domu samotnie liżąc rany, czuła się jak zjawa w ciemnym tunelu, zagubiona w mroku.
    Wszystko na co liczyła, co kochała zostało jej odebrane.
    Znalazła się w głębokiej depresji, że w pracy , którą tak kochała nie była w stanie funkcjonować.
    Po wielu rozważaniach uzmysłowiła sobie, że praca dla niej znaczyła tak wiele, pozwalała odsunąć jej całą resztę istotnych spraw na dalszy plan.
    W imię pracy gotowa była na poświęcenie zostać matką własnego dziecka.
    Postanowiła zmienić styl życia, była zbyt młoda aby odciąć się od reszty świata.
    Z goryczą wspominała, jak wstrętnie postąpił ten , którego naprawdę pokochała.
    Nie mogła wybaczyć tego, że dopuścił aby dzieci szantażowały i zmusiły aby  zerwał z kobietą, którą naprawdę pokochał i podziwiał.
    Prosił , aby powróciła do niego , aby zaczęli od nowa, jednak postanowiła zostać sama.
    W jej duszy i sercu zapanował ład i spokój.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska







    Bądż orędownikiem prawdy
     

                          To wielkie zadanie dla nas wszystkich, aby obok miłości i czci jaką otaczamy naszego Papieża Jana Pawła II z otwartością i gorliwością również przyjmować jego nauczania.
    To nauczanie to nic innego jak głoszenie prawdy.
    Prawdy o Bogu i miłości ku nam, prawdy o człowieku i jego przeznaczeniu, prawdy o świecie i jego funkcjonowaniu.
    Prawdy o życiu i Rodzinie, o miłości i miłosierdziu, o przebaczaniu i wierności, o życiu społecznym i politycznym .
    Czy przez ten okres od śmierci Papieża Polaka narodziła się w nas potrzeba coraz większego zgłębienia tego świadectwa ?
    Czy nasze myślenie , nasze wybory, nasze postępowanie w jakiś sposób uwzględniają dziś prawdę, której we wszystkich sferach życia człowieka orędownikiem był Jan Paweł II "Wielki "
    Pytanie o prawdę, to pytanie o lepszy świat, o lepszego człowieka, o godniejsze życie, o bezpieczniejszą przyszłość.
    Bez prawdy o Bogu i o człowieku, bez prawdy o życiu rodzinnym, społecznym , politycznym
    stajemy się ofiarami pozorów manipulacji, stajemy się niewolnikami w rzekomo wolnym świecie.
    Ci, którzy zwalczają prawdę robią to nie dlatego, że są w błędzie, ponieważ bez swej winy nie
    mogliby poznać prawdy.
    Ich oblicza pokrywa maska dobroduszności, zaciemniając podstęp kryjący się w ich umysłach
    i zaćmione zostało ich bezrozumne serce, a prawdę zamieniają na kłamstwo.
    Kłamstwo i nienawiść jest stałymi elementami w strategii podpuszczania, jużenia i mącenia
    innych umysłów.
    To metoda, która wypacza młodym charaktery i nie pozwala wpoić im prawdziwych zasad i prawdziwych wartości.
    Tacy ludzie nie lubią być otoczeni takimi, którzy prawością i niesieniem prawdy w życiu się wyróżniają.
    Tragiczne jest to, że nienawiść, wsparta kłamstwem, tych , którzy uchodzą za znających prawdę
    jest zarażliwa i zaszczepia się bezwiednie w umysłach bezkrytycznego otoczenia.
     

     Kiedy kogoś oczerniamy, krytykujemy i pozwalamy sobie na własne sądy - przypomnijmy słowa Pana Jezusa wypowiedziane do uczniów w mowie pożegnalnej.
     
    " Jeśli was świat nienawidzi, krytykuje i nie akceptuje, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził.
    Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.
    Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was sobie wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi "
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska






     


    Najlepszą metodą wychowania seksualnego są przede wszystkim rozmowy Rodziców z dziećmi.
    Nie bójmy się stawiać młodzieży wysokich wymagań.
    Młodzież świetnie wyczuwa nasze oczekiwania.
    Stawiajmy także wysokie wymagania w swerze etycznej a młodzież stopniowo do nich dorośnie.
    Mitem jest edukacja seksualna, której nie towarzyszy przekazywanie wartości.
    Wychowanie - to życie w Rodzinie , zdrowej moralnie Rodzinie.
    Przestrzegać należy dzieci i młodzież przed zboczeńcami i pedofilami.
     
     
     

    " Droga, kochana Mamo tę refleksję dedykuję Tobie z miłością i wdzięcznością  za wszystko
    czego mnie nauczyłaś, za wszystko czym się ze mną dzieliłaś, i za wszystko co starałaś się dobrego dla mnie zrobić.
    Mam nadzieję, że tam w Niebie dobry Bóg nie radzi się Ciebie w każdej sprawie i znajdziesz czas aby ją przeczytać.
    Ta historia nie mieszka w zakurzonych książkach- łzy, żal, strach, cierpienie trawi serce i nie pozwala o tym zapomnieć."

     
     
     
    Krzyk zaprzeczający prawdzie
     
     
     
                       Dziewczynka obudziła się z płaczem.
    W jej spokojny sen wdarły się nagle jakieś szorstkie dłonie zakrywające jej usta i szarpiące nerwowo pościel.
    W absolutnej ciszy jego dłonie lubieżnie kontynuowały podróż po jej brzuchu, chudych udach i malutkich delikatnych pośladkach.
    Na pewno w tym momencie zaświtała mu myśl, ile ona ma lat, a miała dziesięć.
    Mdlił są jego nieświeży oddech i wydobywające się z ust sapanie.
    Dziwny ból przeszył jej dół brzucha.
    Dziewczynka wiła się w ramionach prześladowcy, walcząc o oddech.
    Strach ścisnął jej gardło, krew boleśnie pulsowała w skroniach.
    "Cicho dzieciaku " - syknął znajomy głos.
    Jeszcze poprzedniego dnia , gdy kobieta układała  ją w łóżku do snu, świat wydawał się jej zupełnie bezpieczny.
    Nie, nie !! - zaszlochała dziewczynka próbując oswobodzić głowę.
    Przygryzła dolną wargę i skręcając się z bólu i przerażenia, a w dwóch wielkich łzach zalśnił złoty blask słońca jakby obojętnego na wszystko.
    Z piersi dziewczynki wydobył się cichy szloch, ale nie było w pobliżu nikogo, kto by mógł go ukoić
    Wtulona w pościel drżała lodowata ze strachu.
    Prześladowca odszedł.
    Bolało ją krocze, zaciśnięte kurczowo dłonie, gardło, głowa i dławiły łzy.
    Skulona postać w pościeli wyglądała jak popsuta porzucona lalka,dalej leżały porzucone jej białe majtki zdarte z jej ciałka.
    A w koło małego otworu rozkwitła czerwona róża z zaschniętej krwi.
    Dziewczynka drżała, jej gardło dławił spazmatyczny płacz.
    Nagle świat zniknął, był tylko krzykiem zaprzeczającym prawdzie, wymazującym z pamięci ten dzień.
    Taki krzyk może zabić, jeśli nie pozwoli mu się trwać.
    I trwał, trwał bardzo długo, a potem powoli gasł w umęczonym gardle.
    Spazmatyczne dreszcze przestały wstrząsać ciałkiem dziewczynki wtulonej w pościel.
    Przez ścianę urywanego płaczu docierały do niej tylko strzępy rytmicznych słów.
    Pozwoliła im sączyć się w jej rozpacz i po chwili podpłynęła do niej ciemność.
    Poddała się jej i zatonęła w ciszy dającej spokój zapomnienia.
    Z góry spoglądały na nią obrazki wielu świętych i jak gdyby z gniewem ci święci wpatrywali się w twarz tej nieszczęsnej małej dziewczynki, która była daleka jak księżyc i przez te przeżycia trudno dostępna..
    I byli pewni, że minie wiele czasu zanim zazna prawdziwego spokoju.
    Ich wzrok obiecywał, że Bóg ukarze nikczemnika.
    Za oknem zawył dziki wiatr, ale liście drzew nagle zamarły, przeraziły je to co zobaczyły.
    Dziewczynka podświadomie czuła obecność widm, wiedziała , że między nimi a nią zawiązuje się jakieś przymierze., że od tej chwili będą nad nią czuwać, bo zrozumieli , że czuje się samotna.
    Wiedziała, że nie jest już sama, wokół niej wyrosła nagle tęczowa mgła duchów przodków, czuła ich obecność, dziwiła się tylko,
    że obecność Boga , spojrzeniem złoczyńcy nie zabiło.
    Dziewczynka zawsze myślała , że kobieta , która codziennie układała ją do snu posiadała wielkie serce, takie wystarczająco duże aby móc kochać wszystkich.
    Kiedy obudził dziewczynkę trzask zamykanych wyjściowych drzwi, powoli obolała wygramoliła się z pościeli i drobnymi kroczkami powędrowała do kobiety siedzącej ze złożonymi rękami jak do modlitwy.
    Łkanie nie wzruszyło kobiety, nawet słowa, które usłyszała od szlochającej dziewczynki
    nie przeraziły jej.
    Była zimna i nieczuła , jakby w środku martwa.
    Słowa, które usłyszała przerywane szlochem uznała za kłamstwo.
    Dziewczynka zdecydowanym ruchem ręki otarła łzy i ze zdziwieniem przeraziła ją przejmująca cisza, taka jakby umilkły wszystkie ptaki i owady.
    Z przerażeniem pomyślała, że może będzie odczuwać tę straszną pustkę i ból nawet wtedy, gdy będzie w tym wieku jak ta oschła kobieta.
     

     " Droga , moja kochana Mamo często widzę we śnie swoje serce
    Jest pęknięte, leży na podłodze potrzaskane jak zabawka.
    Schylam się, podnoszę je , próbuję skleić, ale zanoszę się płaczem, trzęsą mi się ręce i nic nie mogę zrobić.
    Uwolnij mnie od wspomnień, otwórz wieko skrzyni i wyciągnij wszystkie smutki na światło dzienne, wygnaj cienie z mojego świata moja ukochana Mamo . "
     

    "Choć złotej doli nie dały ci losy, na fali życia z sił nie opadłaś,
    czyny twe były, niby skromne wrzosy, choć w znojnym trudzie zagon swój orałaś "
    Maria Rodziewiczówna
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska












    Miłosne zaklęcia

     
               
                    Była malarką, w malowanych przez nią pejzażach kryła się dominująca samotność.
    Jej postacie emanowały współczuciem, zdawało się, że krzyczały aby je poznawać.
    Siedząc z daleka obserwowała reakcję ludzi na jej twórczość.
    Oczy jej błyszczały, a twarz promieniała ożywieniem.
    Zobaczył ją z daleka, wiedział, że to ona , ta jedyna.
    Do tej pory kobiety go nie interesowały, kiedyś znał ich wiele.
    Szukał czegoś więcej - charakteru, indywidualności.
    I - wreszcie znalazł.
    Ale ona była zbyt długo samotna żeby zbyt łatwo ulegać.
    Wiedziała zbyt dobrze co znaczy ból samotności, ból porzucenia, który nie opuszczał jej od czasu, gdy w dzieciństwie oddano ją do sierocińca.
    Nie zapomniała w tym sierocińcu chłodu sal, zapachu obcych ludzi i odgłosu poranka, kiedy leżąc w łóżku, tłumiła łzy.
    Będzie to pamiętała do końca życia.
    Przez długie lata była pewna, że nic nie jest w stanie wypełnić pustki w jej duszy.
    Myślała tak dotąd , dopóki nie poznała jego, był przystojny , elegancki, wyglądał jak prawdziwy dziedzic fortuny.
    Ich związek nie był zawsze łatwy, ale mocny, zbudowany na miłości i szacunku.
    Ich światy połączyły się, tworząc coś pięknego i wyjątkowego.
    Jego Matka nie akceptowała tego związku -była pewna , że ich nie rozumie, że nie dostrzega różnicy między szczęściem a śmiesznością, między prawdziwym światem a światem marzeń.
    Matka nie wierzyła , że ona będzie w stanie podołać obowiązkom rodzinnym i towarzyskim.
    On przyszedł na świat w rodzinie z tradycjami byli wszyscy wykształceni i majętni.
    A ona pochodziła z innego środowiska z innego świata.
    Mimo tych przeszkód postanowili wziąć ślub.
    Nie dojechali jednak do celu , mieli wypadek, samochód ich zderzył się z innym samochodem.
    A on zapadł w śpiączkę .
    Lekarze co do niego mieli dobre rokowania , powiedzieli że szybko powróci do zdrowia.
    A  jej stan  był gorszy wymagał  długiej rehabilitacji i związanych z tym kosztami.
    W przypadku  jej sytuacji materialnej było to barierą nie do pokonania.
    Matka troskliwie zajęła się synem.
    Postanowiła wykorzystać  sprzyjającą sytuację aby pozbyć się raz na zawsze z życia osoby tak nieodpowiedniej, o niewiadomym pochodzeniu,aby nie przeszkodziła w dalszej karierze i nie tylko.
    Zaproponowała jej zawarcie umowy.
    Ona zapomni o jej syny a Matka jego pokryje koszta leczenia i rehabilitacji niezależnie od kosztów.
    Ona zgodziła się na propozycję, wierząc w duchu , że ukochany jej nie zawiedzie i nie opuści.
    Kiedy on wybudził się ze śpiączki Matka powiedziała , że jego narzeczona umarła.
    Na wieść o tym ukrył twarz w poduszkę i zaszlochał jak dziecko.
    Matka trzymała go w ramionach a on szlochając powtarzał wciąż jej imię.
    Patrząc mu w oczy , zobaczyła coś, czego dotąd nigdy nie widziała.
    Wydało jej się, że płacząc po stracie ukochanej istoty , stracił jakiś fragment samego siebie.
    Jakby , część jego duszy umarła, wykrwawiła się na śmierć.
    A ona zgodnie z umową została przewieziona do najlepszej kliniki.
    Ponieważ czas upływał a On nie dawał znaku życia  i nie interesował się jej losem, pomyślała , że doszedł do wniosku , że dziewczyna z takim nieciekawym pochodzeniem zaszkodziłaby mu w interesach.
    Pomyślała ,że czas odpowie na te pytania , tylko czas.
    Chwilami była na siebie zła, że zgodziła się na ten układ.
    Po chwili napływały następne myśli jak kłębiące się chmury, że nie zgodziła się z próżności,
    zrobiła to aby dano jej szansę żyć jak inni ludzie, być sprawną fizycznie i móc cieszyć się
    życiem.
    Czy w tym wieku to taki błąd, była jeszcze taka młoda.
    Zapragnęła , aby wszystko było w niej inne , nowe, oprócz jednego.
    Nie mówiła wiele , nie żaliła się , ale oczy wyrażały żal, że nie było ukochanego przy niej.
    Zastanawiała się co On teraz robi, a On siedział samotnie w parku na ławce i patrzył na zieleń , na kwiaty wybuchające życiem, bo jego życie było martwe.
    Był pewien , że w tym odludnym zakątku nikt nie zakłóci jego samotności.
    Myślami odbiegł gdzieś daleko starając się zatrzymać i podsumować miniony rok.
    A Ona za namową lekarzy postanowiła zrobić wystawę swoich prac, które malowała będąc w klinice.
    Wystawę zorganizowała pod innym nazwiskiem, recenzję były rewelacyjne i wróżyły niezłą przyszłość.
    Kiedy człowiek staje przed faktem, że życie jego może zakończyć się w każdej chwili zaczyna
    robić rachunek  sumienia z przeżytych lat i czynów.
    I Matka zaczynała mieć wyrzuty sumienia patrząc na syna.
    Ale z drugiej strony uważała ,że nikogo nie zniszczyła a wręcz odwrotnie, zapewniła wspaniałą karierę swojemu synowi a jego narzeczonej podarowała coś, czego nie dostałaby od kogo innego.
    A , wypadek jaki mieli nie był jej udziałem tylko zdecydował o tym los.
    Przypadek zrządził,że będąc służbowo w gabinecie lekarza zauważył swojej ukochanej obraz, przez nią namalowany.
    Poczuł się tak , jakby stanęło mu serce, zamarł.
    Był przekonany , że obraz po jej śmierci został skradziony razem z rzeczami.
    Nagle zrozumiał wszystko.
    Krzyk wydobywał się z jego gardła, i jak oszalały zadawał pytania, gdzie Ona jest, co z Nią zrobiliście.!!
    Lekarz spokojnie wyjaśnił, że pojechała w to miejsce, gdzie przysięgali sobie miłość, aby zrobić z tego miejsca dowód ich miłości.
    Wybiegł jak opętany aby pierwszy dotrzeć do tego " magicznego miejsca"
    Kiedy ujrzał ją szlochającą i szukającą ich " miłosnych zaklęć" objął ją i powiedział :
    Nie możesz zabrać tego, bo to należy do nas, a ciebie kocham i nigdy nie zapomniałem o naszej miłości, nadal noszę cię w swoim sercu.
    Ona na jego widok zaniemówiła, łzy szczęścia popłynęły jej oczu, ożyły wszystkie wspomnienia, cudowne chwile spędzone z nim.
    Uczucie ożyło  z wielką siłą, ktore tkwiło w niej na zawsze.
    Padli sobie w ramiona i zatopieni w swej wielkiej miłości zapomnieli że żyją na tym świecie.
    Las cicho jakby w szumie liści śpiewał melodię o ich miłości, a zza chmur wyjrzało słońce.
     
     
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





     
     
    Specjalny obóz koncentracyjny  - KL .WARSZAU

     
           Zyje w Polsce jeszcze wiele osób pamiętających lata grozy, lata niemieckiej i bol-
    szewickiej niewoli.
    Większość polskich rodzin opłakiwała poległych i zamęczonych przez oprawców w obozach i na zsyłce a także wielu zaginionych w tajemniczych okolicznościach.
    Bywało, że wyszedł z domu i wszelki ślad po nim zaginął.
    Zdarzało się to głównie w okresie intensywnych łapanek ulicznych., także ludziom, którzy walczyli w I wojnie światowej, którzy znali teren.
    Zakończone śledztwo w roku 1996 przeprowadzone przez główną komisję badania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu niezbicie dowiodło iż w Warszawie istniał powołany na wiosnę 1942 roku rozkazem Heinricha Himlera - ministra do spraw bezpieczeństwa III Rzeszy, specjalny obóz koncentracyjny - Kl. WARSZAł.
    W obozie tym skrytobójczo stracono ponad 200 000 tysięcy mieszkańców samej Warszawy i okolic.
    Najczęściej byli to ludzie z łapanek, z konspiracji, najwięcej ze środowiska inteligenckiego.
    Tę liczbę ofiar potwierdziło również śledztwo prowadzone równolegle przez prokuraturę w Monachium w Niemczech.
    To właśnie Wy - wypędzeni warszawiacy doznaliście najwięcej bólu i grozy, bo na Waszych oczach ginęło miasto , rodzina i przyjaciele. To , Wy byliście świadkami owej apokalipsy.
    Jednak rok 1945 nie przyniósł kresu Waszym cierpieniom, nie tylko Wam, bo wszystkim Polakom.
    Wam nie było wolno wracać do ukochanego miasta na groby bliskich i przyjaciół, Wy zostaliście wypędzeni z Warszawy i wielu z Was nigdy już do niej nie powróciło.
    Inni Polacy z małych i dużych miast., którzy mogli być zagrożeniem dla zbrodni cichych i tego co się działo , byli ciągle represjonowani, oni i ich rodziny , dzieci w szkołach, na uczelniach, w pracy.
    Traktowani byli jak coś zbędnego , niepotrzebnego.
    Siłą stawali się ci, co korzystali z przywilejów i wiernie wysługiwali się bezpiece.

    Pamięci tym, co brali udział w II wojnie światowej, w obronie Warszawy i tym co nie zaakceptowali ustroju komunistycznego w Polsce i dominacji rosyjskiej
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.




     



     
     
    Ona i jej przeznaczenie

     
          
                         
                           Olśniona słońcem uznała , że nadeszła chwila rozliczenia się ze sobą.
    Miasto , w Którym mieszkała zmuszało ją do refleksji.
    Nie mogła odpędzić się od myśli , których większość, a bodaj i wszystkie wywoływały w niej nostalgię.
    Zastanawiała się, dlaczego wybrała to miasto. w gruncie rzeczy nie był to nawet wybór, tylko próba ucieczki przed myślami, które jak wierny pies dopadały ją i tutaj.
    Marzyła o wielu rzeczach , ale one nigdy się nie spełniły.
    Zaprawdę wytrwałość i cierpliwość przynoszą niekiedy cierpkie owoce, a czas gdy mu się nie dotrzyma kroku płata niemiłosierne figle.
    Szczególnie gdy człowiek nie kieruje własnym losem, lecz zda się
    na jego łaskawość.
    Różne zmagania z życiowymi porażkami okaleczył jej umysł  i co gorsze serce.
    Rozmyślając tak dopadło ją poczucie samotności to samo, które dręczyło ją , kiedy dorastała.
    Gryzła ją myśl , że jej życie było godne politowania. Do tego doszedł smutek , którego nie miała z kim dzielić, który niebezpiecznie ogarniający wszystkie myśli, po raz wtóry  opanowywały wolę.
    Nie dosyć , że cierpiała fizycznie to cierpiała na uporczywe  wpatrywanie się w przeszłość, tak pochłaniającą jej umysł, że terazniejszość wydawała się zbędnym dodatkiem, znakiem na piasku. A może nie było niczym więcej ?
    Wyjeżdżając z domu już wtedy wiedziała , że jej przyszłość o której marzyła legła w gruzach.
    Siedząc tak, dokonywała oceny swego życia i z przerażeniem spostrzegła, że zionęło od niego pustką.
    Szukała zawsze wolności, pełnej wolności duchowej dla siebie by powetować sobie niedostatki tych mrocznych lat.
    Tak naprawdę wiodła życie wypełnione staraniami by wszystkim było lepiej.
    Patrząc na słońce i na przyrodę miała nadzieję, że one ją uspokoją, przypomną, że oprócz śmierci i rozkładu jest na świecie budzenie się do życia i rozkwitanie.
    Miała  wrażenie, że dni już będą się dłużyły i nie zawsze będzie mogła uczestniczyć w różnych spotkaniach.
    I że nie będzie miała tych dni monotonnych czym wypełnić, że telefony przestaną  dzwonić , albo zupełnie umilkną, które były jedynym dającym oparcie punktem dnia.
    Pogodzenie się po części z losem towarzyszyło jej przez całe życie
    Nikomu serce nie bije szybciej gdy ma się tyle lat i nikt w tym wieku nie przyprawia innych o szybkie bicie serca.
    Westchnęła na myśl o tym i otarła ściekającą łzę po policzku.
    Niebo nabrało matowego połysku jakby przygotowując się  na przyjęcie ciemności.
    Przez godzinę mogła jeszcze pisać, ale póżniej czekał już pusty czas.
    Pomyślała o liściach opadających w parku, o ciszy w czytelni, o ruchliwych domach towarowych.
    I nagle  poczuła ukłucie w sercu, czy to dawało o sobie znać poczucie samotności, czy tęsknota za ruchliwym  i pełnym niespodzianek światem ?
    Ciemność jak co dzień zapadała niepostrzeżenie  cisnąć się do okien.
    Serce zawsze zostaje w domu , smutek też.
    Zawsze z dala od domu ogarniała ją jakaś tęsknota, zawsze chciała wracać jak najprędzej aby zaszyć się przed światem.
    A gdy już się zasiedziała w swej kryjówce otoczona spokojem i ciepłem, dom wprawiał ją w rozdrażnienie, że nie zapewniał jej porozumienia duchowego.
    Spokój , który tak ceniła wywoływał w niej wewnętrzną burzę i nie potrafiła znależć sposobu na rozerwanie tego błędnego koła nastrojów.
    Spojrzała w okno i dostrzegła w szarości dnia drzewo.
    Wiosną jest oblepione zielonymi iyśćmi, wygląda cudownie, a teraz wisi na gałęziach kilka zwiędłych liści czekając bez życia aż porwie je silniejszy podmuch wiatru i przyklei je do krawężnika, który zroszony deszczem rysuje się czarną smugą.
    W półmroku pokoju siedząc tak w myśli stwierdziła że najbardziej pociągała ją sztuka, przez swą niezwykłość i niepowtarzalność..
    Przypominała jej jakieś niesprecyzowane dążenie do miłości, lecz mimo wysiłku jaki wkładała nie można było jej do tego sprowadzić.
    Sztuka, która w jej rozumieniu były , rzeżbiarstwo, malarstwo, literatura, muzyka, poezja, wywoływały w niej przeczucie istnienia jakiegoś świata znacznie przekraczającego jej niepozorny świat doznań.
    Podniosłe idee i szlachetne tematy otwierały jej umysł i serce..
    Była sama zadziwiona subtelnością własnych odczuć.
    Sama tworzyła na miarę swoich umiejętności, ale doceniała efekt twórczości i to jej wystarczało.
    Każdemu nadzieja jest potrzebna, każdemu są potrzebne marzenia, co człowiek ma w tym życiu jak nie może mieć marzeń
    Najbardziej wszystkie żale koiła w niej muzyka więc włączyła magnetofon i cudowny głos napełnił pokój, wbił się pod sufit, siedziała zasłuchana , poddała się muzyce, której  piękno i smutek zawsze ją wzruszały.
    Tęskniła za czymś, właściwie nie wiedziała za czym.
    Pomyślała, wiem ,że jest , musi być w życiu coś więcej !
    Nagle zaczęło z nią się coś dziać , umieram pomyślała , nie ,jestem martwa.
    Widziała swoje ciało, uniosła się nad nim patrząc w dół na pustą powłokę, Nie bała się, czuła się szczęśliwa, wolna od wszelkiego bólu i smutku, nie miała już żadnych trosk.
    Ukazał jej się najpiękniejszy krajobraz jaki kiedykolwiek widziała
    Nagle oślepiona klarownością światła zmuszona była oswoić z nim wzrok
    Zobaczyła swoje życie minione, widziała siebie i pojęła natychmiast, dlaczego nic w tym ziemskim życiu jej się nie udało
    Zrozumiała , ile zmarnowała możliwości, ile darów odrzuciła przecież jej zesłanych, poczuła skruchę i żal.
    A, potem zobaczyła  mężczyznę, który  jakby stanął przy niej i nagle doznała spełnienia , powstało jakieś ciepło między nimi i duchowa więż.
    Jego i swoje życie zobaczyła jak film, było wspaniałe , ukazywały przeszłość , terażniejszość i przyszłość.
    Nagle usłyszała , że musi wracać, opierała się, pragnęła zostać.
    Poczuła wstrząs i szum, otworzyła oczy, miała okropny ból głowy, jakby ktoś młotem walił ją w czoło
    Straciła rachubę czasu, na wspomnienie co przed chwilą przeżyła, westchnęła i ponownie pogrążyła się w rozmyślaniach.
    Marzenia też się spełniają, trzeba tylko je pielęgnować, bo gdy rozkrzewią się w naszych sercach będą mocne jak twierdza
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.






    Nasze myślenie, nasze wybory
     

                           Ciągle  przeżywamy  w naszym życiu codziennym nieobecność  naszego umiłowanego Papieża Jana Pawła II "Wielkiego " w ziemskim wymiarze.
    Oczami ciała wszyscy odczuwamy brak, oczami wiary widzimy naszego Ojca Swiętego błogosławiącego nam i orędującego za nami w Niebie.
    Każdy dzień zaprasza nas wszystkich do refleksji nad prawdą, której , tak niestrudzonym orędownikiem był Papież Jan Paweł II.
    To wielkie zadanie dla nas wszystkich aby obok miłości, z otwartością i gorliwością przyjmować  Jego nauczania, to nauczanie to nic innego jak głoszenie prawdy.
    Prawda o Bogu i miłości ku nam, prawdy o człowieku i jego przeznaczeniu, prawdy o świecie , prawdy o państwie w , którym żyjemy i jego funkcjonowaniu.
    Prawdy życiu i Rodzinie, o miłości i miłosierdziu, o  wierności zasadom , o honorze w pełnym tego słowa znaczeniu, prawdy o życiu społecznym i politycznym.
    Wielkie jest bogactwo papieskich dokumentów, przemówień , homilii, wielkie jest świadectwo  jakie dawał swym życiem aż po ostatnie jego chwile.
    Czy okres jaki upłynął od śmierci naszego umiłowane Papieża Polaka narodziła się w nas  potrzeba  coraz większego zgłębiania tego świadectwa?
    Czy nasze myślenie, nasze wybory, nasze postępowanie w jakiś sposób   uwzględniają  dziś prawdę /, której we wszystkich swerach życia człowieka,orędownikiem był Jan Paweł  II?
    Pytanie o prawdę to pytanie o lepszy świat, o lepszego człowieka, o godniejsze życie, o bezpieczniejszą przyszłość.
    Bez prawdy o Bogu i o człowieku, bez prawdy o życiu rodzinnym, społecznym, politycznym stajemy się się ofiarami pozorów, manipulacji, stajemy się niewolnikami w rzekomo wolnym świecie.
    Ci , którzy zwalczają prawdę robią to nie dlatego, że są  w błędzie, ponieważ bez swej winy nie mogliby poznać prawdy.
    Ich oblicza pokrywa maska dobroduszności, zaciemniając podstęp kryjący się w ich umysłach i zaćmione zostało ich bezrozumne serce, a prawdę dla swych niecnych celów zamieniają w kłamstwo.
    Bóg wydał ich na pastwę nic niezdatnego rozumu.
    Kłamstwo i nienawiść jest stałymi elementami w stradegi podpuszczania, jużenia i mącenia  innych umysłów.
    To metoda, którym wypacza młodym charaktery i nie pozwala wpoić im prawdziwych zasad moralnych , prawdziwych wartości.
    Tacy ludzie nie lubią być otoczeni takimi, którzy prawością i niesieniem prawdy w życiu się wyróżniają.
    Tragiczne jest to, że nienawiść wsparta kłamstwem tych, którzy uchodzą za znających prawdę jest zarażliwa i zaszczepia się bezwiednie w umysłach bezkrytycznego otoczenia.
     

    Przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa.
     
    "Jeśli was świat nienawidzi, krytykuje i nie akceptuje, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził
    Gdybyście byli, ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.
    Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was sobie wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi "

     
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.






    Wstydzić się należy jedynie włąsnych błędów
     
                            Słońce wlewało się przez otwarte okno strumieniami a łagodny powiew wiatru pieścił delikatnie twarz.
    Na parapecie  przycupneły jednocześnie dwa ptaszki i wdały się w hałaśliwą sprzeczkę o prawa terytorialne.
    Ich gniewne  ćwierkanie przeniknęło wreszcie do mojej świadomości wyrywając mnie z radosnych marzeń o moich bliskich.
    Pragnieniem moim zawsze było, aby tych co kocham byli doskonali,
    chociaż sama taka doskonała nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę, że jest to niemożliwe.
    Pragnęłam aby moi bliscy żyli w taki sposób w jaki ich uczyłam.
    Aby pracowali solidnie i zawsze i wszędzie dbali o dobre maniery.
    Aby walczyli z przeciwnościami losu i nigdy nad sobą się nie użalali.
    Aby pamiętali w każdej życiowej sytuacji , że kiedy dosięgnie ich
    problem finansowy, pamiętali ,że ubóstwo, jeśli nie wypływa z lenistwa , nie jest wstydem, więc nie należy się wstydzić biedy
    i nie należy załamywać się wobec trudności jakich życie nikomu nie oszczędzi .
    Wstydzić się należy jedynie własnych błędów popełnionych świadomie, więc należy czynić wszystko , aby ich uniknąć.
    Moim pragnieniem było aby wystrzegali sie litości nad sobą, aby nie poddawali się uczuciu rozgoryczenia, gdyż one najbardziej niszczą człowieka.
    Teraz, kiedy powoli docieram do bezpiecznej wysepki pomiędzy wzburzonymi odmętami, mogę spokojnie spojrzeć na powodzie, sztormy, fale, z którymi przyszło mi walczyć, patrząc wstecz , widzę to jak na dłoni.
    Drogę mojego życia mogę porównać jak niejeden człowiek do statku , który płynął do portu pośród zielonej gęstwiny,pomiędzy stromymi zboczami i rozległymi połaciami lasów.
    Spojrzałam w niebo i stwierdziłam ,że zbyt często niesie ono obietnicę szczęścia, czasami i złudzenie , które jest dobrym lekarstwem na ból.
    Istnieje  coś silniejszego od wyczerpania i zniechęcenia coś co dostarcza więcej energii niż możemy zużyć, coś co nieznużenie wytryska i tworzy nowe - historię i upływający czas.
    Każda epoka  powinna pozostawiać wciąż nowe świadectwa tego czym była - swoich nadziei, dokonań, sukcesów , porażek.
    Kiedy zaczęłam rozpamiętywać zjawiska otaczające mnie, kiedy wsłuchałam się w jakieś zdarzenie i zaczęłam zapisywać, zrozumiałam, że osobista twórczość jest jest kluczem do mojej osobowości.
    Ludzie obdarzeni  prawdziwym smakiem mogą budzić podziw tylko u tych co oczekują czegoś więcej od życia niż tylko  jak pieniądze , pieniądze.
    Często iskierka  prawdy wypowiedziana wywołuje nienawiść i bunt.
    Jakie to trywialne , a jakie małostkowe.
    Zawsze kierowała mną chęć przekazywania innym , tego co we mnie było najlepsze, kierowałam się tylko dobrą wolą, takie tylko przyświecały mi intencję.
    Nie pozwólcie  umarłym umierać na dobre, sprawcie, aby choć cząstka ciepła ich przetrwała w waszej pamięci, choć cząstkę z tego ocalcie.
    Modlę się codziennie , aby Bóg  pozwolił  aby moja Ojczyzna rosła w siłę, aby wszyscy żyli w niej dostatnio , aby moi bliscy byli w niej szczęśliwi.
     
    " Rzeczy nie zawsze są takimi jakie się wydają " - Platon

     
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.





     
     
    Ona
     
     

                          Jest zimny pżdziernikowy dzień i w powietrzu czuje się zapowiedz deszczu.
    Podniosła głowę i popatrzyła w niebo,było zaciągnięte ołowianoszarymi chmurami przez, które bezskutecznie próbowały
    przebić się słabe promienie słońca.
    Miasto, w którym tyle  lat przeżyła, powoli budziło się ze snu.
    Dla niej było miastem pełnym nostalgii i wspomnień miłych i smutnych.
    Otoczyła się nieprzenikalną zasłoną, aby nie pozwolić się więcej dać zranić.
    Była wtedy przekonana, że na zawsze pożegnała się z uczuciem, że komuś zaufa.
    Jenak z biegiem czasu wyleczyła zranione boleśnie serce
    Bo jeśli w życiu kobiety nie ma miłości i mężczyzny  to jej egzystencja staje się niepokojąco sterylna i przesiąknięta chłodem.
    W myśli stwierdziła , że najlepszą częścią jej samej są dzieci, są klejnotem, które bardzo kocha.
    Zawsze uważała , że jej dzieci  mają dusze, które przeżyły już nie jedno wcielenie.
    Pomyślała też o swojej Rodzinie.
    Była wystarczająco inteligentna by zdawać sobie sprawę, że ona i jej rodzeństwo nie przystoi do dzisiejszej rzeczywistości, że wśród ludzi, którzy ich otaczają na co  dzień panują inne zasady, inne normy, że różnią się tym od innych i budzą albo zawiść, albo niechęć.
    Na ich skomplikowane charaktery złożyło się w pewnej części rozdarcie między przeszłością, w której żyli ich Rodzice a terażniejszością, w której przyszło im  wszystkim żyć.
    Jednak na wspomnienie o Rodzinie uśmiechnęła się do siebie .
    Niezależnie od tego czym ją uczynili nie miała żadnych wątpliwości
    kim była i kim jest, była dumna , że należy do tej Rodziny.
    Dzień wydawał się być zimnym, wiatr gwizdał w gałęziach, lecz niebo jakby pojaśniało błękitem a słońce złociło ściany w pokoju chociaż  jego promieniom brakowało ciepła.
    Pomyślała , jak dobrze  jest żyć, nawet niezbyt zdrowa.
    Tylu jej bliskich , znajomych odeszło już do innego świata.
    Podniosła się nagle i popatrzyła w głąb pokoju, stanęła przed
    witryną, której blat był zastawiony fotografiami oprawione
    w ramki.
    Popatrzyła na nie z rozczuleniem.
    Chociaż twarze się zmieniały to rysy pozostały te same.
    Nie trudno było dostrzec,  że wszyscy pochodzą z tej samej Rodziny, ciemne włosy, przystojne twarze oto ich cechy.
    Jakby byli dotknięci duchem magii , część magii tkwiła w miłości do muzyki ,  malarstwa, żerzby, do słowa śpiewanego, pisanego
    i mówionego.
    Te zdolności , które posiadali były darem od Boga.
    Popatrzyła na  fotografię  córki a potem syna, na ich widok uśmiech zagościł na jej twarzy.
    Dla niej byli wyjątkowi, najlepsi, silni, odpowiedzialni lojalni, jak skała twardzi. byli , jak rasowy koń wyścigowy o najlepszym rodowodzie.
    Usiadła opierając głowę  o poduszkę na fotelu i wpatrzyła się na portret namalowany przed laty, jej portret, młodej dziewczyny w balowej sukni.
    Przymknęła oczy i zatopiła się we wspomnieniach, tyle zapamiętanych chwil, które wypełniały jej chore serce.
    Jej umysł już nie młody, pełen wiedzy, głębokiej , niewygodnej
    wiedzy o ludziach i naturze ludzkiej ze wszystkimi słabościami
    ale  też i mocnymi stronami.
    Problem większości ludzi polega na tym , że nie mówią o swoich
    uczuciach i milcząc stawiają żądania, których nikt nie jest w stanie
    usłyszeć.
    Patrząc przed siebie dojrzała za oknem drzewa, które jakby wyciągały nagie , ciemne gałęzie, ostro odcinające się od nieba,
    jakby o coś prosiły , jakby kogoś wołały, ten widok w jej sercu wywołał smutek.
    Zadała sobie pytanie, czy w ogóle można dogłębnie poznać drugiego człowieka i doszła do wniosku, że zdarza się to bardzo
    rzadko.
    Większość osób pozostaje tajemnicą nie tylko dla innych,
    ale również dla siebie.
    Jest zimny pażdziernikowy wieczór, plac za oknem oświetlał jedynie blask padający z okien wydobywający z ciemności nagie gałęzie samotnego drzewa.
    Ten widok przesiąknięty był smutkiem i osamotnieniem stanowiąc dokładnie odbicie uczuć w jej sercu.
    Zadrżała lekko, czując jak jej gardło dławi lodowata dłoń przygnębienia.
    Zacisnęła powieki, rozpaczała już od dawna , jak wdowa, która nie może pogodzić się ze stratą.
    Wiedziała, że już nigdy nie wydobędzie się z gęstej sieci smutku.
     
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.






    Czy tym razem sprawiedliwość i prawda zwycięży?


                   Od wielu lat polskie sądy nie mogą sobie poradzić z oceną
    dokumentu - jednej kartki zadrukowanego papieru.
    Chodzi o szyfrogram gen, Czesława Kiszczaka, przekazujący uprawnienia o możliwości użycia broni przez oddziały ZOMO pacyfikujące górników podczas Stanu wojennego.
    Sąd Okręgowy  w Warszawie uznał, że szef  owianego złą sławą MSW
    legalnie przekazał swoje uprawnienia a jego jedyna wina to nieumyślna, polegała na tym, że nie określił szczegółowych przepisów użycia broni. Oznacza to umorzenie procesu, w którym generał Kiszczak był oskarżony o przyczynienie się  do śmierci dziewięciu górników kopalni " Wujek " w 1981 roku.
    Przedstawiciele  ofiar pacyfikacji nazwali orzeczenie skandalem i hańbą.
    Oskarżyciele zapowiadali  odwołanie od wyroku.
    Panuje zadziwiająca niechęć sądów orzekających w sprawach dotyczących zbrodni  Stanu Wojennego.
    Drugą kwestią jest  stosowanie przedawnienia.
    Dopiero w trzecim  wyroku w sprawie pacyfikacji  kopalni " Wujek"
    uznano , że wobec plutonu specjalnego ZOMO  można orzekać, kwalifikując ich czyny , jako zbrodnię komunistyczną.
    Tu jest analogia do sposobu oceny gen. Kiszczaka, albo trzeba go uniewinnić , albo skazać.
    Jego działanie podobnie jak zomowców, czy sędziów, którzy działali w tamtym czasie należy w podobny sposób oceniać.
    Mamy tu do czynienia z przedziwną  ochroną ludzi, którzy dopuszczali się zbrodni komunistycznych, stosowana już nie jednostkowo, ale w wielu orzeczeniach przez sądy różnego pułapu.
    Przyjęcie, że oskarżony działał nieumyślnie, jest dowodem braku podstawowej wiedzy historycznej ze strony sądu .
    Gen. Kiszczak  podczas mów końcowych powiedział, że był wówczas osobą , która wiedziała wszystko. Więc ta świadomość  wyklucza
    nieumyślność.
    Po wyroku sądu w sprawie milicjantów pacyfikujących górników z kopalni "Wujek " społeczeństwo poczuło ulgę, że pokazano ze ktoś strzelał do górników i ktoś ich zabił.
    W tedy mówiono , że została ukarana ręka a nie głowa.
    Jeśli wprowadzony jest Stan Wojenny i wydawana jest broń to jest jasne , że może zostanie ta broń użyta.
    dr. Antoni Dudek - doradca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej , podkreślił, że w polskim orzecznictwie przeważa skłonność do wynajdywania okoliczności usprawiedliwiających wobec tych, którzy
    w aparacie władzy PRL-u odpowiadali za represje.
    Wprawdzie  prawomocny sąd apelacyjny w Katowicach skazał na kilkuletnie  wyroki 14 byłych członków plutonu specjalnego ZOMO.
    którzy strzelali do strajkujących górników.
    Dziś nie może tak być, że winni są tylko ci, którzy bezpośrednio strzelali .
    Nagle się okazuje, że wszyscy ich dowódcy są niewinni, że tylko plutonowy ponosi karę.
    Ta wina też wyżej musi puść, to byli najwyżsi urzędnicy państwowi, którzy muszą brać odpowiedzialność za swoje czyny.
     

    Oparłam się na relacjach opisanych po procesie, by pokazać swoim dzieciom i wnukom prawdę o tamtych wydarzeniach o " Stanie wojennym " wprowadzonym wbrew Narodowi
     
    Ciekawe jaki zapadnie dzisiaj wyrok w tej sprawie to zn 29 pazdziernika 2009 roku
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.






    Zesłańcy
     

                            Tą samą asfaltową trasą, którą nocą śmigały karetki więzienne czyli " suki ", za dnia kroczyło młode pokolenie ze sztandarami i kwiatami śpiewając pełne pogody pieśni.
    W nocy zrywa cię dzwonek  do drzwi  i walenie kolbami i słyszysz"
    "jesteście aresztowani "    , " Ja  za co ?
    Czy warto mówić, że to chwila co łamie twoje całe życie , że to piorun, co z nóg wali, że to wstrząs duchowy nie do pojęcia, ż którym nie każdy może się oswoić i często nabawia się pomieszania zmysłów.
    Turkoczą pociągi, ale żaden napis nie wskazuje na nich dokąd jadą.
    Jadącym w pociągach ludziom wydawało się, że tam gdzie ich wiozą, w tej świetlistej przestrzeni nie ma miejsca na grzech.
    Ci, którzy jadą pilnować, trafiali tam z poboru. Ci , którzy jechali tam umierać , trafiali wyłącznie poprzez aresztowania.
    Aresztowanie dla normalnego obywatela to rażący przeskok , przewarstwienie z jednego życia do całkiem innego.
    Otóż to właśnie w zenicie wspaniałego XXwieku w społeczeństwie opartego na socjalistycznych założeniach popełnione zostało nie
    przez jednego niegodziwca, nie w jednym jakimś zakamarku, ale przez dziesiątki tysięcy specjalnie wyszkolonych ludzkich bestii, pastwiących się nad milionami bezbronnych ofiar.
    Czy w ogóle normalny Rosjanin mógłby w to uwierzyć ?
    Kto potrafiłby pogodzić się z takim oczernianiem świetlanej przyszłości ?
    Kto byłby w stanie uwierzyć, że ta socjalistyczna  przyszłość  będzie z sobą niosła w Rosjii tortury przy śledztwie, że będą człowiekowi ściskać glowę obręczą, zanurzać go w wannie z kwasem, że będą go nagiego i skutego wystawiać na ukąszenia mrówek i pluskiew, że mu będą wpychać rozżażony na prymusie wycior w odbytnicę, że będą powoli rozgniatać butem genitalia a  już co najmniej męczyć całotygodnową bezsennością i pragnieniem i biciem na krwawy
    befsztyk.
    Nie mówiąc już o wyszukanych psychicznych torturach.
    Im więcej mija głuchych lat, tym trudniej dziś zebrać rozproszone wyznania tych ocalałych
    A, wódz Stalin swoim zwyczajem nie mówił ostatniego słowa, podwładni sami powinni się domyślać, on zaś  zostawiał sobie szakali przesmyk.
    Nie mógł jednak oczekiwać sukcesu z pewnością absolutną przy planowym łamaniu dusz ludzkich i przy całym ogromie swojej władzy.
    W XX wieku nie wolno przez dziesięciolecia nie znajdować różnicy między zbrodnią sądową a tymi strasznymi sprawami, których podobno nie należy " jątrzyć "
    Nie karząc , nawet nie ganiąc złoczyńców, my nie tyle dbamy o spokój ich nędznej starości a raczej wyrywamy spod nóg nowych pokoleń wszelkie podstawy sprawiedliwości.
    Dlatego to młodzi wyrastają na obojętnych.
    To nie jest wina braków w pracy wychowawczej.
    Młodzi utrwalają sobie w pamięci, że podłość nigdy w świecie nie podlega karze, zawsze natomiast zapewnia dostatek.
    Nieoczekiwany zwrot w naszych dziejach sprawił, że ujawnia się jakąś część prawdy o naszych zesłańcach.
    Ale te same ręce, ktore zesłańcowi zakładały kajdany, teraz wystawiają dłonie z pojednawczym gestem " Nie trzeba ", " Dajcie spokój przeszłości " , " kto starą złość wspomina, bodaj oko stracił"
    Ale to porzekadło ma ciąg dalszy - "  A , kto ją zapomni, bodaj obu nie miał "
    Zesłańcy całe dalsze życie zabliżnali blizny i szramy przeszlóści
    Kto tam był, tego co przeżył zapomnieć nie mógł, nie potrafił .

    Niech nasza pamięć o zesłańcach płonie jak żywy ogień  i nigdy nie gaśnie



    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.





     
         Święty Mikołaj czy krasnoludek
     
                                
    Jak co roku od kilku lat na ulicach polskich miast pojawiają się krasnoludki.
    Z wyjątkiem wzrostu, zazwyczaj słusznego charakteryzują się wszystkimi krasnoludkowymi atrybutami.
    Czerwonym płaszczem, lamowanym białym futerkiem, takąż samą czapką z pomponem, siwym włosem i zarostem, spomiędzy którego tryskają czerwone rumiane policzki.
    Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt iż owe krasnoludki nazywają się Świętymi Mikołajami.
    Zdecydowanie należy temu zaprzeczyć., ponieważ krasnoludek podszywa się, pod Świętego Mikołaja , z którym nic go nie łączy.
    Święty Mikoł i żeaj jest postacią historyczną, żył na początku IV wieku
    w Azji Mniejszej { tereny obecnej Turcji } i był biskupem
    Komu tak zależy bardzo , aby nasze tradycje , nasze zwyczaje poszły w zapomnienie ?
    To jest ode mnie prezent dla wszystkich , aby się zastanowili ,że niby nowoczesna zabawa stanie się powoli przyzwyczajeniem .
    Zaczyna się właśnie od małych dzieci, które nie mają pojęcia jakie są podteksty tych nowoczenych form obchodzenia swiąt, które dla każdego Polaka są takie wielkie , takie istotne, zwłaszcza u
    katolików .
    A Święty Mikołaj jest symbolem dobroci, szlachetności i dzieleniem się z innymi tym co posiadamy.
     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska



     


     
    Babcia
     

                   Wnuczka siedziała bez ruchu na krześle obok łóżka trzymając babcię za rękę.
    Za oknem drzewa w najpiękniejszych odcieniach jesiennego złota i czerwieni jaśniały w porannym słońcu.
    Tak siedząc przy łóżku chorej, zamknęła  oczy i poddała się fali wspomnień z dzieciństwa.
    Pamięta, że zawsze był dziadek roześmiany, pełen radości i pogody i babcia,troskliwa, serdeczna i kochająca wszystkich.
    Wszystko co było w niej najlepsze było babci zasługą i nie tylko.
    To właśnie babcia sprawiła, że jest tym, kim jest, bo to ona ciągle zaszczepiała najpierw w dzieciach swoich a potem w wnukach wszystko to co wartościowe i piękne.
    Nagle , jakby odgadła o czym wnuczka myśli i na ustach chorej pojawił się uśmiech. i nieoczekiwanie załzawione jej oczy rozpogodziły się i jakby ożyły intensywnym blaskiem.
    Wnuczka pomyślała spoglądając na babcię.
    Czym były dla niej te dni wypełnione czekaniem i rozpaczliwą tęsknotą za tym , co minęło bezpowrotnie.?
    Nagle babcia odezwała się słabym głosem jak byłoby to oczywiste
    " kochana moja , ja umieram "
    Wypowiedziawszy te słowa westchnęła i poczuła ból w sercu .
    Nie mogła znieść smutku jaki ujrzała w oczach wnuczki, ale mimo to  jeszcze chciała jej powiedzieć, że aby być szczęśliwą, trzeba od siebie dawać , nie tylko brać.
    Sama już dawno wyparła z pamięci wspomnienia ,o których wolała nie myśleć , wspomnienia i związane z nimi emocję zostały za zamkniętymi drzwiami.
    Tylko ona miała do nich klucz.
    Wreszcie   odsunąwszy  te myśli  jak zły sen odezwała się do wnuczki :

    " Pamiętaj moja kochana wnuczko, że każdy mężczyzna potrzebuje ciepłego posiłku gdy wraca z pracy do domu. oraz kochających ramion, które go obejmą.
    Potrzebuje czułej kobiety , która zapewni mu spokój, ciepło, zrozumienie , pochwali go kiedy będzie tego potrzebował i podbuduję jego wiarę w siebie. "

    Powieki babci nagle opadły, ale jakby napędzone nową siłą  uniosły się a jej lekko pobladła twarz nagle się rozjaśniła, jakby zepchnięte w najciemniejszy kąt pamięci to co dobre wypłynęło na powierzchnię.
    Jesienne niebo jakby pociemniało a zachodzące słóńce zabarwiło wiszące nisko chmury na kolor lawendy.
    Babcia patrzyła z zachwytem na wspaniały zachód słońca.
    Pomyślała, że może jakaś jej część tęskni do takich pogodnych wieczorów, kiedy spędzała je w gronie rodzinnym.
    Pomyślała o swoim mężu i w duchu stwierdziła, że tak w ogóle to był dobrym człowiekiem, dobrym mężem, a na starość nie zawiodła się na nim, zwłaszcza w  jej chorobie był opiekuńczy i troskliwy .
    Był dobrym ojcem i dobrym dziadkiem dlatego dzieci i wnuki go kochały.
    Babcia spojrzała na wnuczkę i zobaczyła jej zatroskaną twarz.
    Poprosiła, aby nie płakała nad nią, bo stwierdziła , że miała dobre życie, czasami smutne i bolesne, bo dobru musi zawsze towarzyszyć - zło !.
    Chora  pogrążyła się w myślach usiłując zebrać resztki sił .
    Za bardzo wszystkich kochała, ale doświadczenie mówi, że nie można za bardzo kochać, bo taką miłością robi się krzywdę.
    Dlatego z tego powodu jej serce często cierpiało bo starała się być rozsądna aby nie zaszkodzić komukolwiek głupią miłością, ślepą miłością.
    Popatrzyła jeszcze raz na wnuczkę długo i przeciągle, jakby próbowała dokładnie zapamiętać jej twarz a potem zamknęła oczy i wydała długie westchnienie zanim zastygła w zupełnym bezruchu.
    I tak wyczekując z nadzieją chwili, która zakończy jej życie osunęła się w atramentowe ciemności.
    Wnuczka skierowała wzrok na dłonie ich złączone na kołdrze, odczuła , że ręka babci zwiodczała w jej uścisku.
    Poczuła dławiący ucisk w  gardle i pieczenie łez pod powiekami.
    Odeszła , pomyślała wnuczka z rozpaczą ale jednocześnie przyszła jej nowa myśl ,że osiągnęła spokój , że już nie cierpi.
    Pochyliła się nagle i pocałowała ukochaną staruszkę w jeszcze ciepły policzek.
    Po chwili , kiedy przestała bronić się przed smutkiem, który zalewał jej serce, łzy popłynęły z oczu rzęsiście.
    Była tak głęboko pogrążona w rozpaczy, że nawet nie usłyszała , gdy dziadek ze swoimi dziećmi i wnukami wszedł do pokoju.
    Kiedy odwróciła się i spojrzała  w ich oczy, ujrzała ból i łzy na ich twarzach.
    Przytuliła się do nich chcąc ich pocieszyć i sama szukając u nich pocieszenia.
    A, łzy , którym nie dane było spłynąć utworzyły jezioro w jej duszy.
    Nie tak wielkie jak morze, ale zbyt  duże i zbyt głębokie by mogła je przekroczyć miłość jaką czuła do babci.
    Powierzchnia jeziora mogła wydawać się spokojna, lecz było to tylko złudzenie bo w jego odmętach kłębił   się  gniew i rozpacz.
    A, gdy zbliżało się Boże Narodzenie, wtedy łzy zmieniały się w bryły lodu.

    Miłość ?! - nie ma na świecie nic lepszego, to jedyna rzecz, która się liczy w ostatecznym rozrachunku.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
     
     
     
    " Spieszmy się kochać ludzi , tak szybko odchodzą "
    Ksiądz Jan Twardowski





     
    Dwa ptaki ze złamanymi skrzydłami
     

                  

                        Był pogodny dzień, na jaskrawym łuku nieba słońce widniało niczym doskonała  złota kula i wszystko zdawało się trwać nieporuszenie w kojącym spokoju.
    Nie drżał żaden liść tylko słychać było plusk wody płynącej wartko
    w dół po kamieniach łożyska rzeki.
    Marysia siedziała na skale wznoszącej się ponad brzeg rzeki, z łokciami opartymi na kolanach, podpierając piękną twarzyczkę dłońmi.
    Trwała w bezruchu śledząc wzrokiem niebo a na nim chmury  przyjmujące różne kształty.
    Jej ogromne , piwne oczy  czasem były poważne  a czasem figle
    chmur wywołyały na jej buzi lekki uśmiech
    Marysia trwała nieporuszona, zauroczona wszechświatem, dopiero wołanie matki obudziło ją i ten głos przywołał do rzeczywistości.
    Młoda kobieta  wzięła córeczkę w objęcia i powoli skierowały się
    w stronę domu.
    To w nim koncentrowało się ich życie, było to ciepłe i przytulne miejsce.
    Przy boku mamy Marysia czuła się szczęśliwa , bezpieczna i bardzo kochana.
    Pewnego poranka dziewczynka obudziła się i stwierdziła , że w domu panuje jakaś złowroga cisza.
    Kiedy  weszła do kuchni ujrzała przerażona , że jej matka leży nieprzytomna i we krwi.
    Zszokowane dziecko widokiem  nie wiedziało co począć.
    Nagle przypomniała sobie słowa matki, która  ciągle przypominała
    " jeżeli  coś się wydarzy a nie będziesz w stanie z tym sobie poradzić, to  zwróć się o pomoc.
    Wybiegła z domu  z twarzyczką zalaną łzami i okropnie szlochając
    rzuciła się w ramiona przechodzącej osobie, wołając  urywanym głosem , że mamie coś się stało.
    Od tej pory Marysia już nie ujrzała matki oddano ją do sierocińca jednego a potem kolejnych  gdzie zniekształcano  jej nazwisko.
    Minęło wiele, wiele lat ,w których zawsze  we śnie przeszłość
    dawała o sobie znać, bo ona przeszłości nie znała, nie pamiętała.
    Po raz pierwszy pojawiły się koszmary, gdy znalazła się w miejscu
    gdzie nikt jej nie kochał  Szczegóły były zawsze te same, pusty krajobraz, ponury i zapomniany przez Boga.
    Czuła ogromną tęsknotę za  troską i miłością matczyną , której
    brakowało jej przez wiele , wiele lat.
    Nawet małżeństwo , które zawarła nie dało jej ukojenia,
    nie żałowała, że ten mężczyzna odszedł, bo niewiele miał też cech ojca.
    Jednak z tego nieudanego związku kochała bezwarunkowo dzieci,
    z całkowitym oddaniem i wyłączeniem kogokolwiek innego.
    Być może , że to był wynik porzucenia , którego doznała
    w dzieciństwie.
    Często jej dzieciom wydawało się, że matka usiłuje im wszystko
    to dać, czego sama nie miała, a nawet o wiele więcej.
    Kiedy dzieci dorosły i zaczęły żyć własnym życiem Maria poczuła
    pustkę   wokół siebie.
    Zapragnęła  rozwikłać zagadkę swojego dzieciństwa,i dlaczego znalazła się w tym okropnym sierocińcu.
    Zwłaszcza , że jakaś siła nadprzyrodzona ciągle ją  ponaglała
    aby zaczęła drążyć w przeszłości , aby  chciała ją poznać.
    Udała się więc do stosownego urzędu, w którym okazało się,
    że nie jest to takie skomplikowane przedsięwzięcie.
    Metrykę odnaleziono, z której dowiedziała się jak naprawdę się nazywała i jak nazywali się jej rodzice.
    Odetchnęła z ulgą ponieważ już pierwszy krok został zrobiony.
    Po  skomplikowanych poszukiwaniach dotarła do właściwego adresu.
    Okazało się ,że los tak chciał , że matka nie umarła , że żyje.
    I wreszcie, nadszedł ten upragniony dzień, który mógł wyjaśnić wszystko, dzień , który wyzwoli ją z koszmarów nocnych i pozwoli dowiedzieć się prawdy dlaczego została porzucona przez ukochaną matkę.
    Był śliczny dzień na czystym , błękitnym niebie gdzieniegdzie pokazywały się chmury, które zawsze w dzieciństwie ją zachwycały.
    Zwłaszcza ich figle i przeobrażenia.
    Nie mogła życzyć sobie piękniejszego dnia na taką uroczystą chwilę
    na , którą czekała i marzyła o niej całe długie lata.
    Stanęła wreszcie przed drzwiami gdzie mieszkała jej matka.
    Zadzwoniła drżącą ręką i z bijącym mocno sercem.
    Otworzyła jej  niemłoda  kobieta , nie była już tak piękną młodą mamą o bujnych włosach o , której śniła w dziecięcych marzeniach.
    Maria ważąc każde słowo powiedziała, że chodzi o Marysię.
    Matka drgnęła i nadal wpatrzona w Marię kurczowo uchwyciła się framugi drzwi.
    Maria nadal  szukała właściwych słów, którymi mogłaby wyjaśnić kim jest naprawdę.
    Zbliżyła się do matki i patrząc jej prosto w oczy powiedziała zdziwiona własnymi słowami
    " Mamo , to ja jestem Marysią "
    Matka nie mogąc wydobyć z siebie głosu , blada  i zszokowana
    łamiącym się głosem wykrztusiła " Marysiu moja , czy naprawdę to ty ?'
    Nagle dwie kobiety rozdzielone przez zły los na wiele , wiele lat padły sobie w objęcia i przytulały się  do siebie mocno , coraz mocniej.
    Wreszcie po tylu latach cierpienia połączyła je miłość, te dwa ptaki ze złamanymi skrzydłami, zapłaciły tak wysoką cenę że nie miały rodziny, która jest najwyższą wartością, która w razie potrzeby wesprze i pomoże , kiedy matka musi iść do szpitala na dłuższy okres, aby zupełnie wyzdrowieć.
    Usiadły na pobliskiej kanapie i trzymając się za ręce, przyglądały się
    sobie  wypatrując podobieństw, a na ich twarzach widniał ten specyficzny rodzaj zdumienia jakie przeżywa matka, gdy patrzy na swoje nowo narodzone dziecko, bo w pewnym stopniu dla matki Maria była tego dnia takim  nowo narodzonym dzieckiem.
    Za oknem, liście drzew , jakby ciesząc się z ich szczęścia połyskiwały malowniczo w jaskrawym słońcu mieniąc się wszystkimi odcieniami czerwieni, rudości, różu i złota.
    Upływający czas przynosi nam mądrość, a wtedy miłość i uczucia zyskują nowy kształt.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska




     

                       
    Wigilijny wieczór




                                    Kiedy w Wigilię  Bożego Narodzenia padał śnieg,
    całe miasto rozmywało się w mglistych nierealnych półtonach.
    Odnosiło się wrażenie, jakby każda z jaskrawych barw miasta
    z osobna mieszała się ze śniegiem.
    Gdy spoglądało się przez okno, było widać, jakby jednolitą ścianę
    białych płatków otulał  świat białą pierzyną.
    Wszystko wydawało się takie spokojne, takie ciche, mimo, że na ulicy rozbrzewały odgłosy miasta.
    Panował nastrój podekscytowania, słychać było klaksony, tupot kroków i gwar ulicznego ruchu.
    Tylko, że te dżwięki  były w jakiś osobisty sposób oddalone
    i wytłumione.
    A, przecież ten wieczór, to szczytowy moment powszechnej euforii
    towarzyszący Wigilii Bożego Narodzenia, atmosferą przesiąkniętą
    tym szczególnym, cudownym napięciem, które miało wybuchnąć
    kaskadą zachwytów  z otrzymanych  prezentów.
    W tym dniu, spieszą przechodnie do swoich domów obładowani stosami pakunków.
    Mimo przejmującego zimna, wsłuchują się w treść kolęd i melodii,
    które ukoją każdą duszę i wleją w nią nadzieję ........
    Swój ostatni wieczór celebrują lekko wstawieni  Święci Mikołaje.
    Kobiety mocno ściskają rączki swoich pociech, w jednej chwili krzyczą na nie , żeby uważały bo się przewrócą a zaraz 
    w następnej chwili zanoszą się wesołym śmiechem.
    Wszyscy wołają " Wesołych Świąt", wszystkim w ten wigilijny wieczór udziela się niepowtarzalny pogodny nastrój.
    Kiedy minie ten dzień, to całe uniesienie będzie zapomniane, prezenty rozpakowane, pieniądze wydane.
    Dla dzieci , to kulminacja wielomiesięcznych wyczekiwań, dla
    dorosłych - kres tygodni pełnej gorączkowej krzątaniny, robienie zakupów, poszukiwanie  upominków.
    To , czas nadziei, jasnych jak świeży śnieg, nostalgicznych uśmiechów wywołanych wspomnieniami odległego dzieciństwa i dawno zapomnianych uczuć.
    Wieczór wigilijny, to czas wspomnień, marzeń i miłości.
    Śnieg wciąż sypał nieustannie a uliczny gwar powoli zaczynał zamierać.
    Zapanowała  niezwykła cisza tylko z rzadka dobiegał dżwięk klaksonu lub czyjeś przytłumione wołanie o taksówkę.
    Na ulicach zapalone światełka migotały przeróżnymi kolorami.
    A , w domach zaczynały zapalać się lampki na choinkach a w powietrzu unosił się zapach wigilijnych potraw.
    Nadchodził wigilijny wieczór, śpiewanie kolęd, składanie sobie życzeń, dzielenie się opłatkiem.
    To , najważniejsza chwila w roku, bo stajemy przed niepojętą tajemnicą przyjścia na świat Syna Bożego  , naszego Zbawiciela.
    Niech w tym dniu co roku nowo narodzony Chrystus otwiera wszystkie serca na potrzeby ludzi zwłaszcza ubogich, samotnych i cierpiących.
    Niech ta Boża Dziecina błogosławi nam we wszystkich dobrych inicjatywach podejmowanych w imię poszanowania godności każdego człowieka oraz w pracy, w służbie Bogu i umiłowanej Ojczyżnie.
    Bezlistne drzewa oblepione błyszczącymi kryształkami lodu stały
    samotnie, a fale świeżo spadłego śniegu przewiewane przez wiatr niczym białe wydmy, jakby czuwały nad tym wigilijnym wieczorem.
    Nad miastem  zapanował spokój, zbliżała się biała noc, świecił biały księżyc i panowała biała cisza.

     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
    Wigilijna noc  - 2009 r..
     


     

                       
    Jej życie i treść

     
     

                                 Był upalny dzień póżnego lata Słońce migotało
    na złocistych włosach Julii spływających gładką falą na ramiona.
    Jej ogromne oczy o kształcie migdałów miały kolor błękitnego nieba.
    Były to oczy skłonne do uśmiechu a zarazem szepczące coś czułego,
    Oczy  w jednej chwili przepełnione pieszczotą lub kpiną , a już
    w następnej zadumane, jakby oglądały fantastyczny pejzaż
    .równie odległy od rzeczywistości.
    Poznali się minionej zimy . Franciszek uznał , że spotkał swoje marzenie.
    W wieczór pierwszego spotkania , uroda jej zaparła mu dech
    w piersiach.
    Sprawiała wrażenie nieziemskiej i nieosiągalnej  a zarazem kruchej istoty.
    Kiedy ją ujrzał elegancko i drogo ubraną, nie oszołomiło go złoto ani sobole, lecz ona sama. -  jej odmienność, jej milczenie wśród zgiełku sali a wreszcie jej oczy.
    Wpatrywał się w nią i stwierdził, że stanowiła całkowite zaprzeczenie jego wyobrażeń.
    Była dystyngowana lecz pozbawiona wszelkiej wyniosłości.
    Żywił podejrzenie,  iż hałaśliwy tłum i wścibskie oczy napawają ją lękiem.
    Z przyjęcia ulotniła się wcześnie.
    Korciło go , by za nią pobiec odnależć ją i raz jeszcze spojrzeć w te cudne  błękitne oczy.
    W dwa tygodnie póżniej spotkali się przypadkowo w parku.
    Julia w tym  miejscu często bywała z nianią.
    Dzieciństwo Franciszka było całkiem odmienne.
    Musiał godzić pracę z nauką, dni spędzał w szkole,, natomiast poranki, popołudnia i wieczory w piekarni  rodziców.
    Jego świat stanowił całkowite zaprzeczenie tej złocistej istoty.
    Od spotkania Juli w parku , regularnie zaczął chodzić na spacery wmawiając sobie,  że po wielogodzinnym pisaniu potrzebny jest mu ruch i świeże powietrze.
    Jednak spacery po parku miały inne motywy.
    Szukał tej twarzyczki, oczu, włosów, i na koniec ją znalazł.
    Nie chciał, aby rozpłynęła się we mgle, pragnął ją oglądać, rozmawiać z nią i ją dotykać.
    Julia też sprawiała wrażenie , że jest zadowolona z tych spotkań.
    I wkrótce  zapanował między nimi rodzaj nie wypowiedzianego
    porozumienia.
    Franciszek wyruszał na spacer a Julia już na niego czekała.
    W trakcie spotkań doskonale się rozumieli, chciwie czerpali szczęście ze  wszystkiego co ich otaczało, dzielili się wspomnieniami z dzieciństwa i odkrywali przed sobą marzenia .
    Julię fascynowały  Franciszka monologi o tworzeniu, o uczuciu jakie staje się udziałem autora kiedy jego dzieło odnosi sukces.
    A Julia marzyła o teatrze, no może chociaż o napisaniu sztuki.
    Franciszek dostrzegał jak z każdym  spotkaniem słabnie lęk przyczajony w jej oczach. a zagościło coś nowego, beztroskiego,.
    Jej życie i treść stanowiły dziesiątki eleganckich sukien, tysiące oficjalnych kolacji, w tym  stylu życia czuła się jak w diamentowej klatce.
    Z Franciszkiem było inaczej , z nim łączyła ją więż duchowa i miłość.
    Kiedy skorzystała z zaproszenia ukochanego aby zwiedziła jego dom , wszystko ją zachwyciło w nim , cudowne mozaiki parkietów ,
    wysokie rzeżbione sufity, kandelabry, a najbardziej przypadł jej do gustu pokój w którym  Franciszek pracował.
    Czuła się tak , jakby  znalazła się wreszcie w domu , w którym jest szczęśliwa i kochana.
    A, potem leżeli  wtuleni  w siebie przez wiele godzin, ich usta, dłonie, ciała i serca stapiały się w jedno.
    Julia poczuła smak prawdziwej miłości. a u Franciszka twórczość
    nabrała nowej głębi, nowej siły płynącej z z najdalszych zakamarków duszy autora.
    Obydwoje tworzyli własny świat z doświadczeń swoich tak różnych światów, z jego uporczywej twardej walki by odnieść sukces a ona by  wyzwolić się z diamentowych więzów.
    Lecz, kiedy wracała szczęśliwa do męża domu ogarniała ją trwoga co  przyniesie jutro ?
    Miała męża o wiele starszego od siebie  , którego jej rodzice uznali za doskonałą partię.
    Zdawała sobie sprawę, że jej życie zostało przykrojone
    i ukształtowane  przez ręce sprawniejsze w tej sztuce niż jej własne i tradycję silniejszą niż jej wola.
    Od pierwszych dni małżeństwa był między nimi dystans, a pomysł oddzielnych sypialni podsunął jej mąż.
    Nie miała pojęcia czym jest miłóść, czym jest prawdziwe uczucie , tkliwość.
    Nawet dzieci wychowywane na żądanie męża przez nianię nie były czułe .
    Julia zdawała sobie sprawę , że dopuściła  się zdrady wobec męża i swojego świata.
    Zastanawiała się dlaczego  ma pomagać mężowi osiągać jego życiowe cele a nie własnych dzieci ?
    Zegar wybijał kwadrans po kwadransie takiego samego ich wspólnego życia , bez uczuć , monotonnego  i trudnego do zniesienia młodej kobiecie.
    Kiedy szła do Franciszka chciało jej się żyć, śpiewać , tańczyć bo czuła się kochana .
    Ta miłość ją uskrzydlała , ale kiedy wracała do domu swojego męża
    dopadały ją zwątpienia jak szarańcza
    Czy tak właśnie do końca będzie wyglądało jej życie ?
    I, co potem ? Następny kochanek jak miłość u tego przeminie ?
    I jeszcze jeden ? Albo żaden !
    W  Juli pięknych oczach pojawił się smutek , strach i łzy.
    Płacz moje serce - szepnęła .
     

     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska



     

                       

    Już jakaś obca

     
     

                              Jerzy nie był w dobrym nastroju i  bynajmniej
    nie czuł się tak, jakby życie miało dla niego w prezencie jakąś ciekawą pracę.
    Został na lodzie z ostatnim  wypłaconym zasiłkiem ,który  ukrył  między
    dokumentami w biurku, został z psem , który jadł o wiele za dużo
    i z żoną Jadwigą nie pracującą prawie od roku.
    Nawet nie starała się gdzieś zaczepić , aby  przetrwać dla nich trudny okres.
    W dzień i w nocy siedział nic nie robiąc albo spała.
    Nie kochali się ze sobą już od paru miesięcy, jakgdyby miiłość dla  niej przestała istnieć.
    Zaczęła przed laty od tabletek odchudzających, potem przeszła
    na środki pobudzające i morfinę, potem na środki uspakajające
    i heroinę i w końcu na kokain, a ostatnio połaczenie heroiny z kokainą uważając , że to utrzymuje ją na wysokich obrotach.i nadaje jej  pozory istoty myślącej logicznie - ale to tylko pozory .
    Jerzy stwierdził z żalem , że jego ukochana żona stała się narkomanką.Już zaczynał wątpić , czy z tego nałogu w ogóle wyjdzie.
    Jego samochód musieli sprzedać i jeśli nie zapłacą czynszu za mieszkanie to znajdą się na bruku, co poniekąd  mogłoby przynieść
    jakiś wstrząs i żona się opamięta.
    Nawet trochę się rozczulił  na wspomnienie ich pierwszego spotkania.
    Była taka śliczna , taka bezbronna, bezradna , wciąż  szukała
    ucieczki od presji życia i coraz głębiej popadała w nałóg.
    Wymagała żeby Jerzy rozwiązywał ich wszystkie problemy i co naj-
    gorsze aby zarabiał na jej narkotyki.
    Jerzy miał już dosyć takiego życia, znienawidził  widok nie pościelo-
    nego łóżka, pustej wiecznie lodówki, resztek wczorajszej kolacji rozrzuconej byle gdzie.
    Nie cierpiał tego domu, tego bałaganu i ciągle nieprzytomnej żony.
    Nawet pies sprawiał wrażenie nieszczęśliwego.
    W myśli obwiniał się, że gdyby miał pracę, umieścił by  Jadwigę w luksusowej klinice , gdzie mogłaby się leczyć.
    Kiedy wrócił do domu w wyprawy w poszukiwaniu pracy , sądził,
    że żona śpi po zastrzyku z heroiny, albo z kokainy i wtedy powita go ożywiona.
    Ale  Jadwigi nie było.
    Zastał jak zwykle wielki bałagan , naczynia walały się brudne w zlewie a garderoba jej była porozrzucana po podłodze.
    Tylko pies rozszalał się na widok pana spragniony serdeczności.
    Jerzy  był pewny , że poszła po narkotyki zabierając ostatnie pieniądze jakie były w domu.
    Jerzy spojrzał na fotografię i serce mu zapłakało z żalu , na myśl
    jak ta jego żona ukochana ,taka śliczna  zmieniała się.
    Schudła niesamowicie, oczy miała ciągle szkliste , jakby nieobecne,
    zawsze potargana , ubrana byle jak, odurzona albo spragniona,
    abo zbyt chora żeby normalnie funkcjonować.
    Zabrał się z obrzydzeniem za sprzątanie tego znienawidzonego domu a kiedyś tak ukochany do którego wracał z przyjemnością.
    To co zobaczył w łazience , przyprawiło go o mdłości.
    Miał tego już dosyć, nie miał siły tak dalej żyć.
    Zrozumiał ,że brzydził się nią i jej przyjaciółmi i tym wszystkim co sobą przedstawiali.
    Sam kiedyś palił trawkę dla draki, ale to co robi Jadwiga nie było rozrywką to było samobójstwem i nie chciał spaść na dno za nią.
    Nagle rozmyślania jego przerwał  telefon.
    Powiadomiono go ,że żona jego została zatrzymana na policji,
    a zdarzyło się to już dwa razy z czego raz przedawkowała.
    Musiał wtedy sam wezwać policję, przysłano policyjnych sanitariuszy
    Którzy utrzymywali ją przy życiu w drodze do szpitala.
    Cudem z tego wyszła.
    Na komisariacie dowiedział się, że jego żona została aresztowana razem z dwoma czarnymi mężczyznami i  jedną dziewczyna za posiadanie nielegalnego towaru z zamiarem sprzedania go oraz
    jak ta druga dziewczyna za prostytucję.
    Jerzy poczuł się tak , jak gdyby jakieś szpony ścisnęły mu serce,
    Jak gdyby patrzył na umieranie.
    Otarł łzy z policzków ale popłynęły nowe wspominając jak było kiedyś.....
    Jaka jego żona była piękna , jak byli wariacko w sobie zakochani,
    a teraz całe życie w otchłani piekieł z kobietą, którą kochał i kocha nadal, chociaż tak naprawdę już dawno jej nie ma.
    Ta kobieta , jego ukochana żona Jadwiga została aresztowana
    za prostytucję  - to już jakaś obca !!........
    Po prostu , - nikt .

     
    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska

     


     
     
    Patologiczna zbrodnia komunistycznego systemu
     

          Patoloiczną  perfidią zbrodni czerwonego systemu było popełnienie ich w imię " wzniosłych celów "
    W krzywym literackim wymarze stanowiły niemal modernistyczne wyrywanie chwastów, a najwięksi bandyci wypełniali w tym wypadku estetyczną rolę najlepszych ogrodników
    System komunistyczny oprócz zbrodni ludobójstwa popełnił również zbrodnie we wnętrzu człowieka.
    Ich rozmiar w swerze psychiki ludzkiej jest trudny do obliczenia i zazwyczaj ignorowany mimo,
    że jest ogromny i wywiera trwałe piętno na żyjące i przyszłe pokolenia.
    Warto o tym pamiętać, szczególnie teraz, kiedy jeszcze nie zdążyliśmy oczyścić naszych wnętrz z naleciałości naszego dawnego systemu.
    Jeszcze nie została odbudowana nasza moralność a już na zgliszczach tamtego systemu urządają nam nowe ogrody.
    I tak kiedyś tworzono klasę dla systemu, tak i teraz tacy "architekci " działają z ukrycia.
    Pozostaniemy już bez wolnej woli i w brew prawidłóm architekta świata.
    Dawna komasacja przerodziła się już w globalizację i rośnie gwałtownie nowa wieża Babel.
    A jeśli nas wchłoną te nowe ogrody, obdartych z miłości, nadziei i wiary, będziemy już
    wtedy jak rośliny zwykłe, podlegli prawu wyrywania chwastów.


    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





     
     
    Czy to się zmieni ?
     

            Budzi mnie często młodzież wracająca z dyskotek, ich obelżywe słowa, krzyki, wrzaski
    to jest ich rozmowa na codzień. Tak rozmawia  większość młodzieży XXI wieku w naszym kraju.
    Dziewczęta młode nie przywiązują wagi do zachowań chłopców w ich wieku a również kobiety dorosłe, które są matkami też dają  przyzwolenie na  tego rodzaju zachowania.
    Nnie mają wymagań aby byli wobec kobiet i dziewczy szarmańccy
    Rozmawiają wspólnie takim samym wulgarnym językiem.
    Dają przyzwolenie swoją postawą na takie zachowania.
    Kiedy włączam telewizor na pierwszy rzut oka moją uwagę zwracają mężczyzni siedzący w czapkach,
    rozkraczeni co według mnie nie licuje to z przyzwoitącią.
    Panie siedzą przy nich roześmiane , zadowolone i nie  przeszkadza im taka postawa mężczyzn.
    Są to panie z tytułami profesorów, doktorów, magistrów , nauczycielki i nauczyciele.
    Ja się pytam tych pań i panów  a co z zasadami dobrego wychowania.?
    Wydaje mi się , że ci panowie i panie nie mają pojęcia o co mi chodzi.
    Komuna dała im przyzwolenie na tego typu wychowanie dzieci i młodzieży i tak już pozostało.
    Ja z przyjemnością oglądam filmy, gdzie mężczyzna kobiecie podsuwa krzesło jak siada przy stole.
    Jak kobieta wchodzi to wstaje, nie mówiąc już o starszych, którym ze względu na wiek należy się szacunek .
    Moim  marzeniem jest aby powstał taki kanał teizyjny dostępny w całym kraju dla wszystkich ludzi, aby od rana do wieczora uczono zasad dobrego wychowania. to zn. jak jeść, jak  ubierać sie na daną okazję, jak zachowywać w różnych życiowych sytuacjach.
    A te osoby , które chcą uczyć innych powinny zdać egzamin  z tego co powinni właściwie przekazywać innym jako autorytety za , które się mają.
    Co wyniosły z domów rodzinnych ? A jak nie wyniosły, to niech zdają najpierw egzaminy z podręcznika dla takich jak oni .
    A ten podręcznik ma tytuł " Zasady dobrego wychowania "
    Niech najpierw się tego nauczą a potem niech uczą innych
    Uważam , że w naszym kraju komuś bardzo zależy , aby tak się nie działo i żeby Polska nasza Ojczyzna nie miała eit do naśladowania.
    W dzisiejszym naszym świecie, kto zachowuje się według prawdziwych zasad to staje się śmieszny i nienowoczesny.
    To chamstwo wyparło wszystko co było dla naszych przodków wartościowe, szlachetne, prawe.
    Ludzie , którzy walczą o prawdę o zwalczanie korupcji są w beszczelny sposób wyszydzani i wyśmiewani.
    A ja pamiętam słowa , które wryły mi się do mojej świadomości.
    " Narody , które tracą pamięć, giną "
    W narodzie polskim powinien zapanować szyk i elegancja i poprawne w dobrym stylu zachowania..
    Wtedy , kiedy będziemy szanować naszą przeszłość, naszych przodków, to wtedy inne  narody
    będą nas szanować.
    Dlaczego musimy być jak wszyscy , jak cały świat?
    My mamy swoją tożsamość narodową, swoją wiarę, swoje tradycję i pielęgnujmy to !!!


    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





    Czy marzenia się spełniają?

          Był upalny dzień póżniego lata, słóńce migotało na złocistych włósach Julji
    spływających gładką falą na ramiona.
    Jej ogromne oczy w kształcie migdałów miały kolor błękitnego nieba
    Były to oczy skłonne do uśmiechu a zarazem szepczące coś czułego, oczy w jednej chwili przepełnione pieszczotą lub kpiną a już w następnej zadumie, jakby oglądały fantastyczny pejzaż równie odległy od rzeczywistości.
    Poznali się minionej zimy na przyjęciu.
    Franciszek uznał , że spotkał swoje marzenie. Jej uroda zaparła mu dech w piersiach.
    Sprawiała wrażenie nieziemskiej i nieosiągalnej a zarazem kruchej istoty.
    Kiedy ją ujrzał elegancko ubraną, nie oszomiło go złoto ani sobole, lecz ona sama -
    Jej odmienność, jej milczenie wśrod zgiełku sali a wreszcie jej oczy.
    Wpatrywał się w nią przez chwilę i stwierdził, że stanowiła całkowite zaprzeczenie jego wyobrażeń. Była dystyngowana, lecz pozbawiona wszelkiej wyniosłości.
    Ulotniła się wcześnie.
    Korciło go by za nią pobiec, odnależć ją  i raz jeszcze spojrzeć w te fijołkowe , piękne oczy.
    W dwa tygodnie póżniej spotkali się  ponownie w parku.
    Julja  w dzieciństwie do tego parku częśto przychodziła z nianią.
    Dzieciństwo Franciszka było całkiem odmienne.
    Musiał godzić pracę z nauką, dni spędzał w szkole, poranki i popołudnia i wieczory w drukarni.
    Jego świat stanowił całowite zaprzeczenie świata tej złocistej istoty.
    Franciszek od spotkania Julji w parku zaczął chodzić na spacery wmawiająć sobie,
    że po wielogodzinnym pisaniu potrzebny mu jest ruch i świeże powi
    Jenak spacery po parku miały inne motywy.
    Szukał tej twarzyczki, oczu, włosów  i na koniec je znalazł.
    Nie chciał, aby rozpłynęła się we mgle, chciał oglądać, rozmawiać i dotykać.
    Julja też sprawiała wrażenie zadowolonej z tych spotkań.
    I wkótce zapanował między nimi rodzaj nie wypowiedzianego porozumienia.
    Franciszek wyruszał o określonej godzinie na spacer a Julja już na niego czekała.
    W trakcie spotkań doskonale się rozumieli, chciwie czerpali szczęście ze wszystkiego co ich otaczało, dzielili się wspomnieniami z dzieciństwa i odkrywali przed sobą marzenia.
    Julję fascynowały Franciszka monologi o tworzeniu, o uczuciach, jakie staje się udziałem autora, kiedy dzieło odnosi sukces.
    A, ona marzyła o teatrze , no może chociaż o napisaniu sztuki.
    Franciszek dostrzegał jak z każdym spotkaniem słabnie lęk przyczajony w jej oczach.
    Od chwili kiedy poznali się w niej zagościło coś nowego, coś beztroskiego.
    W jej życiu jeden dzień był podobny do drugiego, nudny i monotonny.
    Miała  wrażenie , że Franciszka zna od dawna, że łączy ich jakaś więż duchowa.
    Na którymś spotkaniu Franciszek zaprosił Julję do swojego domu.
    Była oczarowana jego pięknem, zachwycało ją wszystko, jednak najbardziej zachwycił ją pokój w którym pisał.
    W myśli stwierdziła , że czuje się tu jak w domu , w którym czuje się szczęśliwa i kochana.
    Żyła do tej pory tak , jak tego od niej oczekiwano.
    Stwiedziła w myśli , że jest w środku pusta i liczyła , że Franciszek wypełni  treściąjej życie.
    Dla jej ukochanego była darem Bożym ale z drugiej strony rodziły się wyrzuty czy nie skoplikuje jej życia.
    Julja w porywie serca rzuciła się w ramiona Franciszka jakby bojąc się , że to tylko sen
    A potem leżeli wtuleni w siebie przez wiele godzin, ich usta , dłonie i ciała stapiały się
    w jedno.
    Od tego dnia obydwoje się zmienili. Julja była szczęśliwa, uśmiechnięta, bo poznała czym jest smak prawdziwej miłości.
    A Franciszek, jego twórczość nabrała nowego imetu, nowej głębi, nowej siły  płynącej
    z nadalszych zakamarków duszy autora..
    Obydwoje tworzyli własny świat z doświadczeń swoich tak różnych światów, z jego uporczywej walki by odnieść sukces a ona by wyzwolić się ze złotych więzów.
    Lecz , kiedy wracała szczęśliwa do domu, ogarniały ją wątpliwości, czy może mieć nadzieję że u boku  Franciszka będzie zawsze wiodła szczęśliwe życie , beż trosk.
    Miała męża , który dla jej rodziców był  doskonałą partią, który zapewniał córce stabilizację i życie na pozimie w kręgach najwyższych swer.
    Zdała sobie sprawę, że jej życie zostało przykrojone i ukształtowane przez ręce sprawwniejsze w tej sztuce niż jej własne. i tradycję silniejszą niż jej wola.
    Do tej pory , rodziną  jej był mąż o wiele starszy i dzieci.
    Od pierwszych dni małżeństwa mąż zachowywał dystans w kontaktach między małżokami, nawt pomysł oddzielnych sypialni podsunął jej mąż.
    Julja zdawała sobie że dpuściła się zdrady wobec męża i swojego świata.
    Bolała nad tym bardzo ale uczucie zwyciężało.
    Tu , W męża domu była tylko piękną panią, żoną swojego męża, która miała za zadanie  tak bawić gości aby dobrze stosunki wpywały na karierę męża,
    To ich życie  było nudne i monotonne, każdego dnia takie samo.
    Kiedy szła do Franciszka  była szczęśliwa , chciało jej się tanczyć, grać , spiewać
    Kiedy wracała do męża , do jego domu , zadawała sobie pytanie
    Czy tak właśnie aż do końca będzie wyglądać jej życie?
    I co potem? Następny kochanek jak jemu się znudzi ? I jeszcze jeden ? Albo żaden.
    W Julji oczach pojawił się strach i łzy.
    Szepnęła " Płacz moje serce "
     


    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





    Sens istnienia

       
     

          Dobiegło końca szczęśliwe z nim życie, które tak krótko trwało.
    Felicja wszystkie czynności wykonywała jak w półśnie, nie odczuwała żadnych emocji,
    nie doznawała żadnych wrażeń, z nikim się nie kontaktowała, nawet dziecku nie potrafiła
    dać nic z siebie.
    Zaniedbała pracę zawodową, czekało na nią mnóstwo spraw do załatwienia.
    Teraz, by wrócić do życia zawodowego przerastało jej możliwości.
    Ale chcąc nie chcąc musiała wrócić do pracy, wkrótce jednak przymus przerodził się w przyjemność.
    Aktywność zawodowa rozbudziła w niej na nowo poczucie sensu istnienia i pomogła
    zatrzeć w pamięci wspomnienia o zmarłym ukochanym mężu.
    Coraz częściej zostawała dł?żej w pracy, niestety siłą rzeczy mniej czasu poświęcała synowi.
    Niewiele bywała w domu, ale po pewnym czasie zauważyła, że syn z coraz większą nienawiścią
     odnosi się do wszystkiego, co wiąże się z jej pracą.
    Realia na rynku zmieniały się na niekorzyść i zaczęła obwawiać się o sytuację finansową.
    A pragnęła dać wszystko synowi, po części po to by wyrastał w dostatku, a po części dlatego, że chciała mu wynagrodzić, że tak go zaniedbuje.
    Ale  chłopiec , im stawał się większy tym bardziej nieznośny.
    Nie dość, że nienawidził matki pracy, to jeszcze obwinaiał ją za śmierć ojca.
    Ponieważ niewiele bywała w domu.syn coraz większą nienawiścią do niej pałał.
    Ale sytuacja w interesach się pogarszała z miesiąca na miesiąc.
    Felicja z przerażeniem myślała z czego opłaci studia Roberta.
    Przyzwyczajony do drogiego życia miał wymagania aby chodzić do najdroszych szkół.
    W miarę jak lat mu przywało to i wymagania  rosły.
    A spełnianie  przez matkę wszystkich jego zachcianek rozbudzało apetyt.
    Stawiał coraz śmielsze żądania, nie obchodziło go nic, tylko żądał więcej i więcej.
    Felicja mimo trudności finansowych nie szczędziła wysiłków, była gotowa na każde
    poświęcenie dla syna.
    Ale syn wcale tego nie doceniał, nawet się nad tym nie zastanawiał, że mama może mieć jakieś kłopoty finansowe w dobie kryzysu, jego to nic nie obchodziło.
    Nawet nie obchodziło czy święta będzie samotna.
    Byle on się dobrze bawił. Był okropnym egoistą i niewdzięczniekiem.
    Odkryła też kolejny raz, że tak często ulega jego zachciankom, ponieważ ciągle uważa za swój
    obowiązek wynagrodzenie mu jakoś braku ojca.
    Coraz jaśniej też widziała, że Robert w ogóle nie zauważa jej poświęceń.
    I ze smutkiem spostrzegła, że jeśli nadal będzie tak postępowała to będzie jeszcze gorzej.
    Dlatego tym razem postanowiła być stanowcza.
    Posunęła mu pomysł aby znalazł sobie jakąś pracę.
    Stał się ordynarny i arogancki
    Do oczu Felicji na płynęły łzy. Dotkął ją do żywego okrucieństwem i cynizmem, brakiem choćby krzty uczucia.
    Starała się nigdy nie narzekać, nie okazywać co ją boli, mimo to znał jej słabe punkty i wiedział doskonale jak zranić matkę.
    Ale jak to w życiu bywa, nikt nie miał wpływu na bieg wydarzeń
    Pozostalo się jedynie modlić. I matka to robiła.
    Jenakże dopadła Felicję brutalna rzeczywistość.
    Pewnego poranka listonosz zapukał do drzwi, Felicja od rana miała jakieś złe przeczucia
    Z mocno walącym sercem powoli rozerwała kopertę, litery skakały jej przed oczami, tak że przez dłuższą chwilę nie mogła przeczytać wymienionego nazwiska
    W końcu zanosząc się od płaczu przecztała, że Robert jej ukochany syn zginął w wypadku
    Ciszę rozdarł niemal zwierzęcy krzyk Felicji taki sam jak przed  trzydziestoma laty, gdy rodziła syna Roberta.
    Odszedł ze świata tak jak się narodził sprawiając matce niewyslowiony ból.
     


    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





    Norbert
     
     
          
              Waldemar był meżczyzną wysokim o włosach przypruszonych siwizną
    Był, to wytworny pan, zawsze ubrany gustownie i elegancko.
    Biła od niego jakaś elektyzująca siła i wrażliwośc.
    W  jego towarzystwie odnosiło się wrażenie, że potrafi każdego zarazić swoimi pomysłami, przekonać do swoich racji.
    Był bardzo  interesującym mężczyzną, przystojny, o szlachetnej aparycji, miłym i inteligentym.
    Emanowała od niego taka energia, taka pewność, że każym przeciwnosią można podołać.
    Miał syna  24 letniego Norberta, którego wychowywał samotnie i z którym wiązał wielkie nadzieje.
    Zawsze mówił o synu w taki sposóbcieły , widać było , że bardzo go kocha i jest z niego dumny.
    Norbet był amatorem życia na prowincji, nie lubił dużych i pełnym zgiełku miast.
    Kochał przyrodę i otaczający go świat.
    Waldemar uważał, że młodzi mają jakieś swoje szalone idee i fantazję, ale w końcu na powrót normalnieją.
    Uważał też, że dzieci należy uwielbiać po trzydziestce, a do tego czasu należy zaczepiać w nich to co wartościowe.
    Kiedy rozmawiał z synem potrafił być świetnym sluchaczem nie narzucających swoich opinii.
    Z dużą przyjemnością obserwowało się syna z ojcem.
    Norbert , tak jak ojciec był przystojnym mlodym człowiekiem, miał takie same błękitne oczy, grzywę płowych włosów, subtelne , lecz wyraziste rysy twarzy i umujący uśmiech.
    Podobnie jak jego ojciec był miły i uprzejmy.
    Sprawiał wrazenie , że chętnie zawierał przyjażnie z tymi osobami co byli wartościowi
    i z rozwagą myśleli o przyszłości.
    Osoby , które miały problemy ze swoimi dziećmi z zazrością patrzyli na takiego dobrze wychowanego  młodego czlowieka, zwłaszcza w dziejszych czasach.
    Najbardziej uderzała na pierwszy rzut oka  bezgraniczna wręcz przychylność do otaczających go ludzi.
    Wydawało się , że żyje po to, aby dogadzać ich zachciankom, zawsze starał się rozładować jakieś napięte sytuacje , ktore powstały w obcowaniu z innymi ludzmi.
    Przy tym b ył ujmująco grzeczny, umiał żartować.
    Nigdy nie dystansował się od ojca i lubił przebywać w jego towarzystwie.
    Kiedy Waldemarowi zmarła żona a Norberta matka  syn z biegiem lat jak dorastał zaczął rozumieć ile ojciec robi wysiłku aby wszystkiemu sprostać.
    Jak martwi się o jego byt. jak go uczył , że należy do każdej sytuacji życiowej dostosować się i żyć na poziomie i z gonością.
    Zapamiętał sobie jego słowa, że nie ważne kim się jest ale jakim się jest.
    Czas płynął , Norbet coraz rzadziej bywał w domu a ojciec czuł się coraz bardziej samotny.
    Z czasem Waldemar zaprzyjaznił się z pewną panią.
    Syn widząc , że ojciec darzy ją coraz większą sypatią, starał się być miły dla pani Marty.
    Czasami bez żadnej okazji przynosił jej kwiaty, kosz owoców czy inny upominek.
    Wszyscy podkeślali Wldemarowi , że ma wspaniałego syna i zazdrościli im łączącej ich więzi.
    Wldemarowi zmarła żona gdy Norbert miał pięć lat i odtąd prowadził samotne życie opiekując się i wychowując syna.
    Pewnego wieczoru siedzac przy kominku ze swoją przyjacióką Martą, nagle Waldemar stwierdził, że ma prawie wszystko tylko brakuje mu uczucia i bliskiej osoby, z którą mógby dzielić dalsze życie.
    Norbert wkrótce się usamodzielni i odejdzie.
    Marta odpowiedziała , że o wiele prostsze są sprawy kiedy człowiek jest sam.
    Zwłasza w starszym wieku.
    Waldemar zdawał sobie sprawę, że taka kobieta jak Marta była darem niebios dla każdego mężczyzny nie mówiąc o jej wdzięku i inteligencji.
    Z nią nie mógby liczyć na przelotną przygodę miłosną, miała na to zbyt wielką klasę
    i naturalną godność , która wymaszała szacunek.
    Penego pięknego poranka wzięli ślub cichy ale legancki.
    Norbet będąc ich świadkiem cieszył się że ojciec jest szczęśliwy.
    Miał  w sobie tyle młodzeńczego idealizmu, że gotów załacić każdą cenę jak wiedział że w jakiejś sprawie postępuje właściwie.
    Był wielkim patriotą , który zaszczepił w nim ojciec.
    Często powtarzał , że Polska jest moją Ojczyną nie zależnie od tego gdzie mieszkam .
    Dla niego przeszłóśc była bardzo ważna , interesował się historą swojego kraju , jak powstała , jakie były jej początki.
    Dla niego i terażniejszość była również bardzo ważna bo właśnie w niej żyli i w kadej
    sekundzie tworzyli ją na nowo, a on chciał w tym uczestniczyć.
     

    Bożena Dobaczewska zd. Składzińska





    Pozostwić ślad na swojej obecności
     

          Czuł w sobie energię, która dodawała mu skrzydeł i budziła nadzieję.
    Było cudowne popołudnie, Władysław  wysiadł z samolotu i podążył w stronę postoju taksówek.
    Kochał to miasto, które opuścił przed laty. Z wielkim sentymentem patrzył przez szybę
    jak piękkna stawała się Warszawa, był pewien ,że jakoś wypełni sobie czas, choćby spacerem nad Wisłą.
    Był szczęśliwy sądząc , że jego wysiłki jako naukowca nie pójdą na marne, miał nadzieję, że dokonania ostatnich lat odmieni z pewnością życie setek tysięcy osób chorych na raka. Jak świat dlugi i szeroki postawi na głowie programy i samą naturę leczenia, który stanie się największym wkładem Władysława w dobro ludzkości.
    Jego marzeniem, pragnieniem było , aby gdzieś w dalekiej przyszłości zmienić świat, a przynajmiej pozostawić na nim ślad swojej obecności.
    Miał tyle marzeń, takie cudowne zamiary......
    Lek nad , ktorym pracował miał im nadać realny kształt.
    Choć ciężko pracował na to co zdobył i chociaż osobom postronnym mogło wydawać się, że wszystko przychodzi mu bez trudu, on doskonale wiedział, iż nigdy w życiu  nie szedł na łatwiznę.
    Uważał , że człowiek osiąga coś uczciwą pracą, albo nie osiąga niczego.
    Jego matka umarła na raka i od tej chwili poświęcił się badaniom  bez reszty aby ocalić innych od strasznej tej choroby.
    Władysław miał wewnętrze przekonanie, że w sferze spraw rodzinnych szedł niekiedy na kompromis to na płaszczyżnie zawodowej, ani razu nie uczynił ofiary ze swej uczciwości i zasad.
    Kiedy powierzono mu rolę kierowania kliniką badawczą to kierował tą placówką po mistrzowsku.
    Ideii niezmiernie kosztownej lecz śmiałej i porywającej tym tropem całe szwadrony naukowcow.
    Na raka umarła mu jedyna siostra osierając czworkę dzieci.
    Wynalezienie tego leku postrzegał jako spełnienie życiowych marzeń, dar uczyniony całej ludzkości.
    Ani przez chwilę nie opuszczało go przy tym wspomnienie matki i siotry które mogłyby być uratowane, a przynajmiej pożyć dłużej.
    Jednak życie tasuje karty i człowiek nie ma szans wygrać bez wzgędu na to jak bardzo stara się.
    Po dokładnych testach lek , ktory budził taką nadzieję, pozostawiał dużo do życzenia.
    Niewykluczone, że zamiast błogosławieństwem dla ludzi chorych na raka okaże się trucizną.
    Dla Władysława był to cios, jego marzenia zostały przekreślone.
    Czekają ich jeszcze wiele lat badań.
    Wierzył , że szczęście mu dopisze, bo pragnie naprawdę pomóc ludzkości.
    Wierzył w to głęboko.
    Władysław wyrwał się z zadumy , ponieważ taksówka zbliżała się do centrum Warszawy.
    Zawsze to miasto darzył szczególnym uczuciem, ono sprawiało, że serce biło mu szybciej
    Kazał zatrzymać taksówkę, rozejrzał się w koło i z zakłopotaniem stwierdził,
    że ma łzy w oczach.
     

    Bożena Dobaczewska zd, Składzińska


     

     

    Domek
     
            Jasia dotarła do rzeki w stronę tajemniczego muru i gęstego lasu, w którym przeważnie rosły ogromne dęby i klony.
    Wiele lat temu jej ojciec i jego rodzeństwo zbudowali wśród konarów jednego z dębów domek, który był teraz ukochanym miejscem schronienia Jasi, podobnie jak wcześniej innych, młodych jej kuzynów.
    Jasia była dziewczyką silną jak na swoje 10 lat, wysportowana, ruchliwa i pełna enegii.
    W tym domku lubiła pisać pamiętnik i marzyć o dalekiej przyszłości.
    Jej przyjacióka Zosia  bardzo bała się wspinać po tej ze sznurka zrobionej drabinie.
    Jasia też w skrytości ducha przyznawała rację, ponieważ wspinaczka po takiej drabinie mogła być ryzykowna.
    Dziadek Jasi często mawiał do niej- musisz być dzielna, zachęcał na każdym kroku aby
    dbała o sprawność fizyczną. Nuczył ją jezdzić konno i pływać.
    Wpoił jej przekonanie , że nigdy nie powinna się bać.
    Natomiast jej przyjaciółka Zosia była inna , obawiała się różnych rzeczy, była dziewczyką drobniutką i kruchą.
    Jasia i Zosia przyjaźniły się od lat.
    Zosia nie uprawiała żadnych sportów i z dużą niechęcią odnosiła się do wszelkich form aktywności fizycznej.
    Potrafiła natomiast opowiadać cudowne histrorie, była pełna inwencji i wyobrażni, chętnie tworzyła dziwaczne opowieści o duchach i innych stworach nie z tego świata.
    Obydwie dziewczynki kiedy  spotykały się rozwiązywały szarady, pisały sztuki i wystawiały je.
    Namiętnie dyskutowały o filmach , muzycie i modzie.
    Pod wieloma wzgędami Jasia podziwiała Zosię , która była o pięć lat od niej starsza
    i o świecie wiedziała znacznie więcej.
    Był piękny  poranek pogodny, słoneczny , Zosia zaproponowała Jasi spacer.
    Kiedy tak sobie spacerowały zajęte rozmową nagle zaczął padać ulewny deszcz.
    Zanim dotarły do domu okropnie zmokły
    Babcia Jasi kazała im się umyć i przebrać w suche rzeczy.
    Kiedy wycierała Zosię ręcznikiem była zdumiona , że dziewczynka przeprasza ją za coś, co w żadnym razie nie było jej winą.
    Zaskoczyło ją również zachowanie Zosi, ponieważ zaczęła się przytulać do Jasi jakby oddawała się pod opiekę przyjaciółki.
    Wycierając ją ręcznikiem babcia zauważyła że plecy dziewczynki są pokryte żółtofioletowymi przebarwieniami
    Babcia przrażona krzyknęła , skąd te siniaki na całych plecach , ale Zosi już nie było w łazience. Jakby chciała ukryć  się przed zaniepokonym sporzeniem starszej pani.
    Po południu , kedy dziewczynki zajęte były swoimi sprawami babcia z dziadkiem usiedli w salonie pijąc herbatę.
    Kiedy babcia opowiedziała o swoich spostrzeniach mężowi.
    Dziadek spojrzał na nią czule i stwierdził w myśli , że nadal była piękną kobietą.
    W jej twarzy uwagę przykuwały przede wszystkim oczy duże i intensywnie orzechowe.
    Wnuczka Jasia odziediczyła właśnie to po niej.
    Obydwoje zamilki na jakiś czas.
    Nagle dziadek ujął dłoń żony i pogładził ją lekko i rzekł .
    Mam nadzieję, że będziemy jeszcze długo żyli
    Chciałabym zawsze być w pobliżu na wypadek gdyby Jasia i Zosia nas potrzebowały , rzekła babcia
    Ja też , dziadek odrzekł.
    Ale pamiętaj, że one zawsze będą sobie pomagać, jestem tego pewny.

    Bożena Dobaczewska zd, Składzińska




     
     
    Krople spływały z liści jakby płakały nad jej losem
     
      Siedziała przy komputerze i jednocześnie wyglądała przez okno.
      Deszcz padał wielkimi kroplami, patrzyła jak deszcz zalewa chodniki .
      Zupełnie zapomniała  o czym chciała napisać.
      Siedziała i patrzyła na padający deszcz, chciała aby jej mąż nie pytał, jak idzie pisanie.
      Tak naprawdę bardzo się tym interesował, bo wiedział, że w jej chorobie jest jak najdłużej   mieć sprawny umysł.
      Ta chęć pisania doprowadzała ją do szału ,że mając tyle lat , życie dla niej jakby miało  się skończyć. Nie wyobrażała sobie siebie leżącej i nic nie robiącej.
      Postanowiła z tym walczyć i nie poddawać się.
      Nie może chodzić , mówić ale musi mobilizować umysł do działania dokąd się ta.
      Na wspomnienie, że kiedyś tańczyła , śpiewała, a teraz już może tylko pisać,
      na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech.
      Kogo to teraz obchodzi , kto tym przejmuje się, kto o tym wie, kto o tym pamięta?
      Została jej tylko nadzieja.
      Zaczęła uśmiechać się do siebie na wspomnienie jak to było niedawno.
      Zastanawiała się dlaczego czuje taką pustkę w sobie i zwątpienie.
      Co zniknęło,co straciła, czego nigdy nie osiągnęła ?
      Bała się , że nie zdaży tego zrobić co zaplanowała . Bała się również, że życie jej
      będzie przepływało obok i więcej nic nie zdoła osiągnąć......
      Tak naprawdę , powinna się cieszyć , że ma kochające ją dzieci, wnuki i wspaniałego męża   na , ktorego zawsze może liczyć.
      On ją tuli, kąpie , karmi tak jak małe dziecko. Otula kołdrą do snu i całuje na dobranoc.
      A jak w nocy coś się z nią dzieje , to pędzi do jej pokoju aby ją ratować.
      Jest pod opieką hospicjum , w którym pracują dzięki Bogu wspaniali ludzie, pełni troski  o chorego człowieka. To wielkie szczęście natrafić na takich ludzi ..
      Zapragnęła podzielić się z tym co napisała z chorymi z hospicjum
      Postanowiła odkryć przed  nimi swoją walkę z ciepieniem , co czuje jej serce i czego
      pragnie jej dusza., serce , które tak ciągle czegoś poszukiwało, pragnęło żyć w prawdzie  i uporządkowanym życiu.
      Kiedy podnisła głowę, zrozumiała , że pisze o sobie.
      Deszcz nadal padał a kople wydawały się jeszcze większe.
      Spływały powoli z liści jakby płakały nad jej losem.

    Bożena Dobaczewska zd, Składzińska








    21 marzec 2009 r. - 31 sierpień 2011 r.

    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005