<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Różne informacje - część II

  • Bitwa o Dobre - 17 luty 1831 r.
  • Lista osób aresztowanych 19-20.01.42 r. oraz wywiezionych do Oświęcimia 17.04.42 r.
  • Proszą o westchnienie...
  • Święta i ludowe tradycje obrzędowe
  • Mazowsze wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze leśne wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze stare wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Morowe powietrze ...
  • „Handel chłopami w dawnej Rzeczpospolitej” Janusz Deresiewicz
  • Chałupa, chata wg. Z. Glogera (XIXw.)
  • Ziemia wyszogrodzka
  • Mazowsze w XVI wieku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 2
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 3
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 4
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 5
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 6
  • Spis miejscowości w lustracji z 1578 roku
  • Historia włościan wg. W. A. Maciejowskiego r. 1874
  • Obyczaje i zwyczaje do XVII w. wg. Maciejowskiego
  • „Statystyka” parafii Żuromin w latach 1838 - 1865
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 A - K
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 L - Ż

  • MAZOWSZE STARE

     

    Część Mazowsza rozciągająca się po prawym brzegu Wisły (od Modlina ku Płockowi), prawym Narwi (od Modlina do Serocka), a dalej na północ i po obu jej brzegach, oraz Bugu,

    i stanowiąca w ogóle równinę z północy na południe pochyloną ku Wiśle i Narwi, nosi zwykle nazwę Mazowsza s t a r e g o. Niegdyś pokryta ona była, jak i znaczna część Polski, wielkiemi lasami (osobliwie: borami czyli zarostem sosnowym); część jednak zachodnio-południowa, bliższa. Wisły, mianowicie około Płocka i Wyszogroda, od dawna już dosyć gęsto była zaludnioną i uprawie rolnej oddaną. Gleba ziemi, jakkolwiek urodzajnością

    nie dorównywa wielu innym, znanym z swej obfitości prowincyom kraju, ma jednak w każdym niemal powiecie pasy nader żyzne, a słynęła zawsze pod tym względem ziemia. Ciechanowska. Lasy i bory wyżej wspomniane, tworzyły w Ostrołęckiem głuche i nieprzebyte puszcze, które z czasem przez ludność bartniczą i łowiecką, Kurpiami zwaną osiedlone, w nowszych dopiero czasach, mocno zostały przetrzebione. Od Łomży ciągnęła się ku Wschodowi żyźniejsza część Mazowsza, gęsto przez wolną zaściankową ludność mazurską zamieszkana, która nader wcześnie już osadników swych ztąd na wszystkie rozsyłała strony.

    Województwo Płockie, dosyć w dawnych swych granicach szczupłe ( Zawierało ono powiaty: Płocki, Bielski, Raciązki, Sierpski, Płoński, Szreński, Niedzborski i Mławski. Trzy ostatnie, leżące nad rzeką Wkrą, składały ziemię Zawskrzyńską), rozszerzone zostało jako departament za księstwa Warszawskiego, a w r. 1815 wcielono do niego znaczniejszą część ziemi Dobrzyńskiej (późniejszy obwód Lipnowski), a nadto dawniejsze ziemie: Wyszogrodzką, Zakroczymską, Ciechanowską, Rożańską, Nurską i część zachodnią Łomżyńskiej.

     

    LIPNOWSKIE (dawna ziemia Dobrzyńska).

     

    Dobrzyń nad Wisłą, miasto założone, jak sądzą, najprzód w tem miejscu, gdzie dziś folwark Zbyszewo; ulica Podzamcze wskazuje miejsce gdzie się wznosił (na wyniosłości nad Wisłą) dawny zamek. Z kościołów pozostał tylko po-franciszkański Wniebowzięcia M. P. erygowany r. 1316. Było głównem miastem zakonu braci Dobrzyńców ( pamiętnik fizyograficzny (1881) podaje artykuł E. Dziewulskiego o jeziorach zawartych pomiędzy Wisłą i Drwęcą, i do systemu Drwęcy należących, jakiemi są mianowicie: Jezioro Rypińskie, jezioro Żale, jezioro Kopiec (w którem. podług podania, znajdują się zatopione armaty szwedzkie), jezioro Kleszczyn i Studzianka (źródło żelaziste, którego wody lud okoliczny używa jako lekarstwa na rany i choroby oczu, i czyniąc doń pielgrzymki uważa za święte), jeziora Sitnica systemu rzeki Różca, i jezioro Trombińskie systemu Rypienicy.

     

    Rokicie wieś nad Wisłą, Gawarecki mówi:"O fundacyi kościoła w Rokiciu jest tradycya, iż przed jego i wsi założeniem, w miejscu gdzie teraz stoi, były nieprzejrzane bory, i nad Wisłą rozciągające się zarośle; że zaś w górach znajdowały się źrzódła, które nawet w porze zimowej nie zamarzały, przeto z borów dziś jeszcze za Wisłą przeciw wsi Rokicia na kilka mil ciągnących się, znaczne stado koni dzikich przyzwyczaiło się przybiegać tu i w zdrojach tych poić, lecz spostrzeżone od ludzi, stado takowe wyłapane. zostało; a po sprzedaniu koni, za pieniądze zebrane kościół jest wystawiony, i ten od czterech wieków tu istnieje. (Podobną tradycyę przywodzi Długosz o szlachcicu Przybysławie, który na górze Koniuszy pod Proszowicami kościól z muru miał zbudować na pamiątkę, iż mu koń jego zginiony stado koni z Węgier przyprowadził)

     

    Siecień wieś. W kościele jest obraz N. Panny na czerwonem suknie srebrem haftowany i nagrobki rodziny Gembartów

    Makowo wieś. Gawarecki: Opis ziemi Dobrzyńskiej (l825) daje wiadomość o wałach dawnych pomiędzy Mokowem i Mokówkiem, i odkrytym w r. 1822 w pobliżu grobie starożytnym z popielnicami we wsi Wierznica.

     

    Zaduśniki wieś, ma kościół drewniany; w wielkim jego ołtarzu obraz Matki Boskiej, łaskami słynący; odprawiają się tu odpusty, na które pobożni z okolicznych stron licznie zgromadzać się zwykli.

               

    Wielgie wieś. Tu kościół z obrazem (cudownym) N. Panny Zwiastowania. od Franciszkanów z Wyszogrodu przeniesiony.

     

    Tłuchowo wieś. Ma kościół stary Wniebowzięcia P.Maryi. Odpusty znaczne tu się odprawiają, na które lud z okolic licznie przybywa.

     

    Skępe (Skempe) czyli Skąpe, miasto, jakoby na kępie między 5 jeziorami, założone w XV wieku.Mikołaj Kościelecki, kasztelan kruszwicki (wskutek wyzdrowienia córki za przyczyną Matki Boskiej, w posągu kupiounm w Poznaniu) wystawił w r. 14913 kościół i klasztor Bernardynów w sąsiednim Wymyślinie. Słynie on dotąd cudowną statuą Bogarodzicy; ma 5 wież rozmaitej wielkości, kaplice i ganki wokoło cmentarza, a w środku tegoż kapliczka z grobami teraźniejszych posiadaczy, Zielińskich. Jest tu zegar, (dwa ogrody owocowe, koło bramy lipa ogromna, w bliskości borek sosnowy, i kaplica otoczona katakumbami. Licznie gromadzi się tu lud w porze wiosennej i letniej. (W książce z 1813 r. czytamy: "Gdy w Skepem za objawieniem Najśw. Matki, pewnemu starcowi bogobojnemu uczynonem, błogosławiony Ładysław (z (Gielniowa zm. 1505) braci swoich dla czci onejże osadził, a wielkie miał od różnych przeszkody, kazał braci swojej, aby byli dobrej myśli,i pokładali

    nadzieję w obronio Matki Boskiej. Najcięższy ich był prześladowca z poduszczenia szatańskiego, pleban tego miejsca. Ten gdy raz dobre słowo dawano braci naszej, przykładnie bardzo żyjącym przy kaplicy N. Matki wystawionej, a przytem słyszał ludzi powiadających, ze podczas Jutrzni słyszeli w tej kaplicy anielskie melodye, z gniewem rzeki: „Djabłów tu, prawi, i wilków piekielnych są wycia, niż anielskie śpiewania. Nadto, stanąwszy przy kaplicy, nogą w nią uderzył, Aż  w tem kaźń Boska nań przyszła, bo nagle padł na ziemię jako   umarły. Ale gdy go bracia ofiarowali N.Pannie, przyszedł do pamięci, za grzech swój Pana Boga przepraszał i braci naszych, a cudownie ozdrowiawszy, największym ich został przyjacielem.) Na polach Skępego trzy są pojedyncze okopy: 1) w bliskości lasku, 2) za miastem, i 3) pomiędzy bagnami na wzgórku okrągłym zwanym Górką biskupią wedle podania, że Konstanty Zieliński arcybiskup lwowski, stronnik Leszczyńiskiego, tu był więziony od przeciwników.

    Lipno nad rzeką Mień, miasto powiatowe. Gawarecki powiada : ,,W Lipnie piękny widok czyni góra zwana Ś. Antoniego, nad miastem panująca, w tarasy ułożona, na której

    wierzchołku statua ś. Antoniego umieszczona została. Wedle tradycji dawnych:na tejto górze, czyli też wedle niej, najpierwsza osada miasta Lipna być miała." Był w tem mieście także kościół ś.Barbary (rozebrany na początku b. stulecia).

     

    Kikoł miasteczko, dziś osada nad jeziorem. August III. zaprowadził tu r. 1745 jarmarki, a wojewoda Zboiński erygował wieś tę na miasto r, 1791. Ma kościół ś. Wojciecha i pałac

    z ogrodem na wzgórzu.

     

    Bobrowniki miasto nad Wisłą, ze zwaliskami zamku założonego w miejscu pełnem bobrów w r. 1398 przez Krzyżaków, którzy miastu nadali prawa miejskie r. 1403. Ma kościół ś. Marcina (dawniej Wszystkich Świętych) i magazyn solny.

     

    Dobrzejowice wieś z kościołem ś. Wawrzeńca, dawniej do biskupów kujawskich należąca.

     

    Złotorya wieś przy ujściu Drwęcy do Wisły, miała zamek zbudowany r. 1330 przez Krzyżaków; nadburzony on już był w r. 1409 a dziś nie pozostało zeń i śladu.

               

    Ciechocin wieść z kościołem Ś. Małgorzaty i pałacem (zamkiem) dawniej do biskupów kujawskich należącym.

     

    Mazowsze wieś, ma kościół Ś. Marcina, należała do rodziny Nałęczów, lecz poprzednio była gniazdem rodziny Mazowieckich herbu Dołęga.

     

    Trutowo wieś, ma klasztor Karmelitów fundowany w r. 1717 przez Jana Rętfińskiego z kościołem ś. Anny; posadzka w prezbyterum z flizów białych i niebieskich złożona. Studzianka z obrazem N. Panny, przy którym wiele łask i cudów doznają pobożni.

     

    Działyn wieś z kościołem ś. Trójcy, jest gniazdem rodziny Działyńskich.

     

    Nowogród, wieś kościelna. Zwaliska nad jeziorem w lesie, świadczą iż tu był dawny gród.

     

    Dobrzyń n. Drwęcą, miasto, było dawniej przedmieściem Golubia, i dopiero w r. 1787 jenerał Działyński wyniósł je na stopień miasta, mającego wszakże parafię swą, we wsi Dulsku, mimo że w r. 1824 postawiono tu kościół. ( Ks. M. Smoleński (1869) powiada: "Zamku w tym Dobrzyniu nad Drwęcą nigdy nie było; kawalerowie dobrzyńscy nigdy, tu nie mieszkali. Mylą się więc badacze dziejów ojczystych którzy dla tego, że Dobrzyń nad Wisłą, zdaje się być za.odległym od Prus, braci dobrzyńskich obowiązanych osłaniać te strony od napadów bałwochwa1czych Prusaków, w tym Dobrzyniu nad Drwęcą osadzają. A myli się i Andrz. Święcicki (1634) pisząc Dobrinum zamiast Drobinum! (Drobin). Wszakże zamek był po drugiej stronie Drwęcy w Golubiu, na górze; ale wzniesiony on został już po upadku Dobrzyńców, w r. 1300".

     

    Dulsk wieś dawniej Działyńskich, miała niegdyś murowany kościół, po zniszczeniu którego, postawiono w r. 1720 drewniany.

     

    Ruże, wieś, której kościół istniał już w r. 1252 i po upadku jego wzniesiono nowy w r. 1782.

     

    Obory (ekonomia Trąbin, parafia Ruże) z klasztorem i kościołem ks. Karmelitów (bosych) fundowanym w r. 1605-1649. Ma statuę cudowną Matki Boskiej, "Roku 1605 w Oborach i okolicy panowało powietrze, za świadectwem 80 Judzi podeszłego wieku, jak wyrażono w opisie tego zdarzenia, lecz po wprowadzeniu z Bydgoszczy Statui Matki Boskiey, zaraz ustąpiło." (Gawarecki). Toż samo było i w r. 1708. Na zachód klasztoru jest wielka rozpadlina, w której głębi płynie strumień. Obszerną o Oborach wiadomość daje ks. M. Smoleński (1869). Dawniej należały Obory do parafii Chojno, w której-to wsi atoli dziś już

    kościoła niema.

     

    Żałe wieś między 7 jeziorami położona. Gawarecki mówi: "W granicach tej wsi, między górami i borem jest miejsce zwane Studzianka, w którem znajduje się kościołek drewniany a w głównym jego ołtarzu obraz N. Panny z dawna łaskami słynący; odpusty tu szczególniej na Zesłanie Ducha ś. (Zielone świątki) licznie odprawiają się. Za tym kościołem pod górą jest zdrój czystej wody: mówią, iż niektórym wewnętrznym słabościom jest skutecznem lekarstwem. W Żałach spostrzegać się dają gruzy zamku w okopie nad wsią panującym, przez familię Zrzelskich wystawionego; okop ten, lubo znacznej wysokości, wodą jest napełniony."

     

    Rypin miasto, nad rz. Rypienicą, otrzymało przywileje miejskie przez Władysława księcia Łęczyckiego r. 1345, ma kościoły ś. Trójcy i Ś. Ducha. Mur i fossa otaczały miasto. W graniczącej ekonomii Trąbin, miasto założyło w r. 1818 rumónki zwane: Lisiny, Wilcza-łapa, Karczewska, Choszczał i Puszcza miejska. Przedmieście Piaski należy do pobliskiej wsi Rusinowa.

     

    Radziki wielkie nad rz. Drwęcą, wieś mająca kościół murowany i szczątki zamku czy warowni, była gniazdem rodu Radzikowskich.

     

    Strzygi wieś nad jeziorem i rz. Rypienicą, ma kościołek ś. Stanisława murowany w r. 1162(?).

     

    Osiek wielki i mały, wsie kościelne. W Osieku wielkim są zwaliska zamku na kopcu, i kościół starożytny. W małym również jest kościół zbudowany w r. 1388.

     

    Górzno miasto (dziś w Prusach) nad jeziorem, należało dawniej do z. Dobrzyńskiej, wraz ze wsią Szczutowo gdzie kościół ś. Krzyża oddany zakonowi Miechowitów. W r. l628 stoczono tutaj bitwę ze Szwedami.

     

     

    P Ł O C K I E.

     

    Płock lub Płocko. Dawność tego miasta poświadcza Marcin Gallus, który mówiąc o niem za czasów Mieczysława (w XII wieku), juz je urbs civitas zowie, i po łacinie Plotzia, Ploczen pisze. Stolica ono wówczas było Mazowsza, ciągłą rezydencyą biskupów i dwóch królów polskich, a później oddzielnych książąt mieszkaniem, dopóki się ród tych władców nie rozdrobnił, i nie poobsiadał i innych także dzielnic, jakiemi były Czersk, Rawa, Gostyń itd. Niedaleko Płocka stoczył Kazimierz I w r. 1047 bitwę ze zbuntowanym Masławem poganinem, chcącym prowincyę tę sobie przywłaszczyć i zadał temuż sromotną klęskę. Później napadali na miasto kilkakrotnie Prusacy, Litwini (poganie) a następnie i chrześciańscy książęta.

    Miasto leży na prawym brzegu Wisty na wyniesieniu 172 stóp wysokiem. Posiadało zamek, liczne klasztory i kościoły, browary i gorzelnie itd. Otaczał je mur z basztami wzniesiony r. 1354 za Kaźmierza W. i mający 3 bramy: Grodzką ( Wyszogrodzką ), Bielsk,! i Dobrzyńską; mur ten rozebrano w początkach bieżącego stulecia. W obwodzie zamkowym, z woli pomienionego króla dwukrotnym wówczas murem opasanym, mieścił się zamek czyli pałac książęcy, kościół katdralny, klasztor Benedyktynów, kościół  ś. Wojciecha (później na seminaryum przemieniony), i inne zabudowania, Po górach przyległych rozpinały się

    niegdyś do miasta należące winnice.

    Płock składa się z starego, z nowego miasta i z przedmieść. W starem jest obszerny rynek dawniej ozdobiony w środku ratuszem (dziś zburzonym). Drugi rynek, kanoniczny, okolony pałacem biskupów płockich, prałatów i kanoników płockiej katedry, jest w nowem mieście.

    Katedra ś. Zygmunta. Pierwszy kościół wzniesiony był z drzewa r. 965, i gdy spłonął, zbudował nowy z kamienia r. 1136 biskup płocki Aleksander herbu Dołęga. Następca jego

    Werner, wyprawiony do Akwizgranu w poselstwie, uzyskawszy od Fryderyka I cesarza głowę ś. Zygmunta króla Burgundyi, chciał go mieć patronem tej świątyni. (W miejscu, w którem teraz kaplica Ś. Zygmunta znajduje się, był dawniej wspaniały pomnik temuż Wernerowi biskupowi (zabitemu przez Bolestę kasztelana z Wizny) wystawiony, a grób jego przez długi przeciąg czasu za słynący cudami był uważany i czczony.) Gdy i ta świątynia zniszczona została pożarem, wznieśli ją i podźwignęli na nowo biskupi Noskowski (1560) i Gębicki (1655), i inni. (Straż do pilnowania kościoła tego oraz do innych usług ze wsi

    Radziwia za Wisłą leżącej dawaną bywa; jest to odwieczną książąt mazowieckich fundacyą).

    Spoczywają tu zwłoki wielu książąt i rycerzy; między innymi rycerz Krystyn Gozdawa od krajowców zwany wielkim wojewodą a od pogan bożkiem polskim, oślepiony przez Konrada I księcia mazowieckiego w r, 1217. Najcenniejszą atoli pamiątkę stanowią tu popioły królów polskich Władysława Hermana (zm. 1102) i syna jego Bolesława Krzywoustego (zm. 1139). (W. H. Gawarecki w 1827, opisuje obchód uroczysty przeniesienia szczątków obu tych królów w r. 1825 z pieczary pod presbiterium do grobu pod kaplicą, którą ozdobił wtedy pomnikiem biskup Prażmowski.)

    Klasztor i opactwo Benedyktynów (w nowszych czasach oddane Missyonarzom) wznosiły się pierwiastkowo na Winiarach; gdy jednak w czasie napadu na nie, bałwochwalcy zamordowali

    kapłanów a kościół spalili, Konrad I przeniósł zakonników w obwód zamkowy, gdzie im klasztor zbudował.

    Kollegiata czyli fara ś. Bartłomieja, jeden z najdawniejszych miasta kościołów, miał wysoką wieżę, którą w r. 1798 rozebrano. Znajdował się przy niej niegdyś Instytut dla wdów i panien, z dala od świata życie wieść pragnących.

    Reformaci mają kościół poświęcony Ś. Janowi Chrzcicielowi, zbudowany r. 1755 na przedmieściu.

    Wiele innych kościołów, dowodem dawnej miasta świetności i pobożności będących, zostało przerobionych i na inne przeznaczonych cele. I tak: 1) Klasztor i kościół Dominikanów fundowany r. 1235, w którym pokazywano. celę św. Jacka z domu Odrowążów, przerobił w r. 1802 rząd pruski na kościół ewangelicki. 2) Położony tuż obok niego kościół ś. Trójcy na magazyn, a później na teatr został przekształcony. 3) Klasztor i kościół Jezuitów (dawniej ś. Michała), zamieniono w nowszych czasach na szkoły wojewódzkie i szpital, a z dzwonnicy uczyniono stacyę astronomiczną. 4) Klasztor Norbertanek fundowany w r. 1179, po przeniesieniu tychże zakonnic w r. 1819 do Czerwińska, na koszary obrócony. 5) Kościół A.. Idziego, później został szpitalnym Sióstr Miłosierdzia. 6) Kościół ś. Katarzyny za miastem, dziś dom prywatny. Podobnież kościoły: 7) ś. Jerzego, 8) ś. Ducha zniszczony pożarem r. 1616, 9) ś. Filipa i Jakóba, 10) pp. Dominikanek, przerobione na mieszkania prywatne, jak i za miastem będący 11) kościół Ś. Marcina, oraz 12) inny nad Wisłą blisko przewozu położony. Żydzi mają tu 2 bożnice.

    Zamek, o którym wspomnieliśmy wyżej, mieszkanie dwóch królów, Bolesława Kędzierzawego i wielu książąt, odbudowany przez Bolesława Pobożnego, księcia kaliskiego, wznosił się tuż przy katedrze; rozebrano jego mury wraz z murami obwodu około r. 1800 i tylko pozostawiono wieżę.

    Z gmachów odznaczają się: pałac biskupi, dom rządowy, więzienie, nowy ratusz itd. Urządzono także w nowszych czasach kilka dość obszernych ogrodów spacerowych.

    Niegdyś były tu łaźnie, celestat czyli szkoła strzelecka, oraz słynne z owoców (osobliwie jabłek) sady.

     

    Proboszczowice wieś kościelna w ekonomii Brwilno. Są tu kopce czyli starożytne wały w kilku rzędach. Lud nazywa je okopami szwedzkiemi. W pobliżu leżą wsie Goślice, gniazdo rodu Goślickich, i Niszczyce gniazdo rodu Nieszczyckich (Aryanów). A dalej wieś Trzebunie, gdzie znaleziono r. 1824 stare pieniądze; opisał je J. Lelewel w Warsz. 1826 z 6 tablicami.

     

    Gozdowo, wieś kościelna..

     

    Drobin, miasteczko ( Gralewo, Drobin, Łęg. Podanie mówi, że w tych trzech miejscach kościoły jednocześnie budowały wielgo-ludy i rzucały sobie w czasie budowy wzajem ćwieki kamienne, cegłę, młotki i inne narzędzia) nader dawne, jak świadczą bruki w pobliżu znajdowane. W kościele ś. Stanisława Kostki są piękne nagrobki rodziny Kryskich.

     

    Bielsk v. Bielsko. Osada niegdyś OO. Benedyktynów w Mogilnie, później do książąt mazowieckich należąca; r. 1424 Ziemowit książe płocki wyniósł je do rzędu miast. Miało ono 3 kościoły (najstarszy z r. 1065 ś. Jana). W czasie morowej zarazy mieszkańcy zbiegli i okopali się we wsi Mokrsko; ślady tych okopów pozostały.

     

    Łęg wieś kościelna, niedaleko Bielska i Drobina. Pomiędzy nią a wsią Mokrzko znajduje się dawny okop czyli szaniec. W pobliżu Łęgu leżą także wsie Mogielnica i Mogielniczka.

     

    Gulczewo wieś (parafii Jemielnica ) z której pisali się trzej biskupi płoccy  i dwaj wojewodowie rawscy.

     

    Ośnica wieś bliska poprzedniej, nad Wisłą. W niej to Józef Przyborowski robiąc poszukiwania archeologiczne, odkopał groby, wydobył urny, zebrał okrzeski, narzędzia itp.

     

    Miszewo murowane, wieś kościelna. W niej kopiec dawny czyli grodzisko.

     

    Chodkowo wieś i miejsce urodzenia Piotra IV biskupa płockiego, który był nauczycielem w Akademii krakowskiej, w Bononii, a później kształcił synów Bolesława księcia mazowieckiego.

     

    Bodzanów, nad rzeczką Mułtawą, dawniej wieś do pp. Norbertanek płockich należąca, w r. 1351 erygowana na miasto przez Boleslawa księcia na Płocku. Kościół parafialny N. P. Maryi

    Wniebowzięcia, zbudowany około r. 1300. Miało i zamek, lecz ten zrównany został z ziemią przez księcia litewskiego Mendoga.

     

    Mąkolin wieś do pobliskiej parnfi Łętowo należąca, ma dwór na wzgórzu z ogrodem. Tu Kaźmierz W. przywilej lokacyi Płocka w r. 1361 datował.

     

    Łubki wieś z kościołem ś. Aleksego. Ma przy dworze duży sad.

     

    Bulkowo wieś kościelna. W pobliżu wsi na łąkach widzieć się daje okop.

     

    Daniszewo wieś, ma kościół drewniany dawny pod tyt. Przemienienia Pańskiego.

     

    Nakwasin wieś, gniazdo domu Nakwaskich herbu Prus, z dworem i sadem. Kopiec dawny w kształcie bateryi na brzegu lasku widzieć się daje.

     

    Maławieś, wieś, gniazdo domu Małowiejskich, dziś należąca do Nakwaskich, z pałacem i ogrodem. Statua ś. Jana Nepomucena. W pobliżu ku wsi Pyrki, jest kopiec, o którym włościanie twierdzą iż jest grobowcem jakiegoś wojownika.

     

    Arciszewo wieś nad rzeczką Ryksa, gniazdo rodziny Arciszewskich herbu Prawdzic, z których jeden (Krzysztof) był jenerałem artyleryi przy wyprawie Holendrów do Ameryki w r. 1637, odznaczył się także pod Lwowem i Zbarażem. (t r. l656 jako Aryjanin, w Lesznie).

     

    Kępa wieś nad Wisłą, dziedzictwo Nakwaskicb, w pobliżu Zakrzewa. Kościół ma obraz N. Panny, od dawnych czasów pamiętny cudami; w uroczyste jej święta pobożni z okolicy

    licznie tu sie gromadzą.

     

    Drwały wieś nad Wisłą, z przewozem na jej lewy brzeg. Między tą wsią a Wyszogrodem są okopy z dawnych czasów. Dziś przez kolonistów niemieckich zamieszkana.

     

    Orszymowo v. Ojrzymów (Orsimovia.), wieś o milę od Wyszogroda. Zamek stał na wzgórzu, woda i błotem otoczonem; ( Był on w r. 1252 przez Mendoga książęcia litewskiego po złupieniu Płocka, dobyty i spalony. Najezdnik dobywszy go chrześcian zgrzybiałych i małoletnich pozabijał, dorosłych ogniem poskwarzył i wiele kobiet w niewolę zabrał.") dziś tu kościół ś. Stanisława. Za folwarkiem, przy drodze do Lasocina jest kopiec czyli szaniec.

     

    Wilkanowo wieś w pobliżu Orszynowa. W okolicy kopiec pogański. ( Kuryer codzienny, Warsz. 1871 donosi, iż „ Na łąkach wsi Wilkanowa, w majątku p. Nakwaskiej, zebrało się dość liczne grono miłośników badań archeologicznych. Stał tam kopiec sięgający jeszcze pogańskich czasów, który rozkopano, i na wysokość jednej stopy pod nasypem ziemi, trafiono na pokład spróchniałego w zupełności muru z cegieł. Prowadząc dalej czynność ukazały się wreszcie zarysy okrągłego muru, mającego wysokości stóp 3 i opasającego sobą pusty spopielony pokład, z którego od czasu do czasu wyrzucano przepalone kamienie, kości ludzkie i odłamki naczń. Do okoła muru na wewnętrznej stronie cyrku, natrafiano co kilkanaście cali na miejsca wydrążone i zapełnione w większej ilości popiołem, węglem i gęstemi do szczętu spróchniałemi odłamkami kości, z których jedna przedstawiała kształt

    prawego biodra człowiek. Każde z takich wydrążeń zawalone było większym kamieniom. Wewnętrzna średnica cyrku wynosiła stóp 18, zeownętrzny obwód całego kopca stóp 286. Był to, jak się zdaje, punkt cmentarny, kędy palono li tylko zmarłych i popiół onych zgarniano do małych wydrążeń wewnątrz muru, jakowe zastawiano potem kamieniami. Głównie do odkrycia tego przyczynili się znany badacz starożytności p. Aleksander Przeździecki, który bawjąc w owej okolicy, wymógł odgrzebanie tak cennego pomnika. We wsi Orszymowo znajdują  się również dwa kopce, które w tych dniach rozkopane zostaną; zdaje się jednak, że tutaj daremną będzie praca, gdyż kopce to symetrycznością swoją i położeniem najwyraźniej przypominaja nasypy z nowszych czasów.)

     

    Rembowo wieś pod Wyszogrodem z kościołkiem drewnianym. Mieszkańcy hodują warzywa, szczególniej cebulę.

     

    Grodkowo wieś. Pod samym dworem szczątki dawnych okopów spostrzegać się dają.

     

    Wyszogród, miasto główne i stolica (od r. 1328) ziemi Wyszogrodzkiej, na wzgórzu nad Wisłą. Założone na miejscach pięciu wiosek: Łoskun, Palsze, Wiszegród, Siersko i Meczuna z ich przyległemi gruntami; miało nadane 5 kęp (wysp) na Wiśle i róźne przywileje. Król Kazimierz W. wystawił tu zamek, po którym gruzy w r. 1798 rozebrano zostały. Miało znaczne fabryki sukna. Kościół farny Św. Trójcy erygowany przez książąt mazowieckich (jak świadczy przywilej księcia Wacława z r. 1320) nadany kanonikom regularnym grobu Chrystusowego ( Miechowitom). Kościół i klasztor ks. Franciszkanów na przedmieściu, dziś

    ewangelicki. Kościół Wszystkich Świętych, w r. 1675 pod tytułem N. Panny anielskiej poświęcony. W r. 1799 spłonął kościółek ś. Barbary nad Wisłą. Jest tu i wielka. bożnica żydowska.

     

    Rybaki, folwark pod Wyszogrodem nad Wisłą, był miejscem urzędu spławowego w r. 1817 i budowli statków wodnych rządowych i prywatnych. Przy domu inspektora jest zdrój wody,

    przymieszkę mineralną w sobie mającej. Gawarecki powiada: "Podania miejscowe uwiadamiają, iż od dwóch wieków zdrój ten jest tamecznej okolicy znany; leży na wzgórzu ku wschodowi i południowi obróconemu; przy nim stać miała niegdyś kaplica, w której modlono się, a. przytem wody z źródła używano i ta słabym pomagała. Czas zniszczył wprawdzie kaplicę, lecz źródło dotąd istniejące, pijących z niego wodę w przypadłościach żołądka i teraz jest pomocne."

     

    Czerwińsk miasto nad Wisłą, należało w jednej połowie do biskupów płockich, a w drugiej połowie do opatów tutejszego klasztoru kanoników regularnych (dwór ich był we wsi Sielce ), których zgromadzenie sprowadzone tu około r. 1000, w r. 1819 rozwiązane zostało, a miejsce ich zajęły przeniesione tu z Płocka Norbertanki. Kościół opacki wraz z klasztorem na górze wzniesiony, założyć miał znany ów Piotr hr. Dunin co 77 postawił kościołów. W kościele jest obraz Matki Boskiej cudami wsławiony ( Gawarecki powiada;. "W kościele czerwińskim jest obraz N. Maryi panny w wielkim ołtarzu na kształt obrazu rzymskiego u Sióstr maryi większej. Tenże obraz wedle zeznań wiekiem podeszłych miejscowych kapłanów, malowany jest przez Łukasza malarza rodem z Łowicza; ten w Czerwieńsku robiąc koło innej kościelnej roboty, nim odjechał, zamknąłwszy się w pokojach opatskich, na cześć Matki Bożej wymalował obraz wielki na płótnie cienkiem do tablicy przyklejonem, który Przez księży w skarbcu zachowony stał czas niemały, aż gdy teraźniejszy ołtarz wielki sprowadzono z Krakowa bez obrazu,. kapłani obraz ten w ołtarz wstawili. Roku zaś 1647 dnia 4 sierpnia, o godzinie 9 wieczorem, daje się widzieć nadzwyczajna jasność w kościele z przyniesionych cudownie z zakrystyi zamkniętej 7 świec na sześciu lichtarzach srebrnych i siódmym mosiężnym zupełnie nieużywanym postawionych, przez niewiadomą rękę odsłonionym obrazie wynikająca, na co po kilka razy kapłani i różnego stanu osoby dość znacznym przeciągiem czasu zapatrywali się ze łzami i poboznością. Odtąd ze wszystkich stron lud w potrzebach ( i chorobie) do obrazu tego się udawał, i za doznane łaski składał vota. Cuda te potwierdza komisya wyznaczona na ten cel przez Karola Ferdynanda królewicza, a biskupa płockiego w r. 1648.

     

    Chociszewo, wieś z dawnym kościołem. Niedaleko ztąd wieś Smoszewo nad Wisłą z kościołkiem i pięknym ogrodem.

               

    Radzikowo wieś z pałacem i sadem. Kościół na wzgórzu. Za wsią na łąkach jest kopiec w kształcie bateryi.

     

    Grodziec wieś, której kościół ś. Bartłomieja już w dokumencie z r. 1403 nazwano starym; po pożarze w r. 1814, zbudowano nowy w r. 1855.

     

    Płońsk miasto (dawniej powiatowe) nad rz. Płonną, założone przez Ziemowita III księcia mazowieckiego w r. 1400. Mieszkańcy katolicy trudnią się rolnictwem, żydzi handlem. Miało zamek na kopcu (dziś zwanym łysą-górą) który zburzyli Szwedzi. Starą farę rozebrano w r. 1826. Kościół po-karmelicki fundowała księżna Katarzyna r. 1462.

     

    Sarbiewo wieś kościelna. Miejsce urodzenia poety Macieja Sarbiewskiego.

     

    Sochocin v. Sąchocin, miasteczko nad rz. Wkrą, wśród okolicy leśnej, otrzymało przywileje miejskie w r. 1385 od Jana księcia mazowieckiego; później do dóbr stołowych królewskich należało. We wsiach: Lelewo, Gadowo, Cieksyn, Popielżyn, nad rzeka Wkrą, wykrył i opisał J.Przyborowski dawne cmentarzyska, groby, popielnice, narzędzia itd.

     

    Zakroczym miasto nad Wisła, niegdyś stołeczne ziemi Zakroczymskiej; głośne składami soli i wyrobami garncarskimi. Miało zamek. Wydawali tu swe uchwały Jan książę  mazowiecki

    (r. 1387-1426) i inni książęta. Kościoły: ś. Krzyża bardzo dawny, nad Wisłą, i ś.Wawrzyńca, przy którym w r. 1757 starosta płocki osadził Kapucynów.

     

    Modlin (u ludu; Moglin), twierdza przy ujściu Narwi do Wisły (dziś twierdzą Nowo-Gieorgiewska zwana). W czasie wojen Karola Gustawa był tu już oszańcowany szwedzki obóz.

     

     

    MŁAWSKIE

     

    Mława miasto nad rz. Mławkią, porządnie zabudowane. Niegdyś miejsce obrad sejmikowych (w dawnej ziemi Zawskrzeńskiej), otrzymało przywilej erekcyjny od książąt Ziemowita, Kazimierza i Władysława synów księcia Ziemowita na Płocku w r. 1469.  W l6-tym stuleciu znacznie wzrosło. Miało klasztor Misyonarzy. Kościół farny ś. Trójcy, starożytny.

     

    Wieczwnia wieś, gdzie r. 1822 grób z kamienia odkryty, a w nim przeszło 20 urn pogrzebowych znaleziono; z nich dwie Towarzystwu naukowemu w Płocku zostały udzielone.

     

    Chmielewo, wieś, pamiętna potyczką konfederatów pod wodzą Sawy Calińskiego. Porażony pod Szreńskiem i ranny schronił sie na błota wsi Turza wielka (niedaleko Mławy) i tam w niewolę wzięty, dokonał życia w Prasnyszu.

     

    Kuczbork V. Kudżborsk, miasto za przywilejem księcia na Płocku Ziemowita r. 1384 erygowane, było gniazdem rodziny Kuczborskich. Kościół parafialny ś. Bartłomieja. odnowiony w r. 1748.

     

    Żuromin miasto od r. 1767 (założone ze wsi przez Andrz. Zamojskiego), ma trzy rynki: Stary, Nowy i Zielony, i trzy ulice. Kościół z b. klasztorem Reformatów. W kościele obraz Matki Boskiej od r. 1708 cudami słynący. ( Matka boża składa Dziecię swe w ręce ś. Antoniego Padewskiego. U spodu obrazu po lewej stronie widać skrzynię i na niej 3 złote gwiazdy. To przypomina widzenie jakie miał pewien pobożny mieszczanin Żuromina, przechowujący u siebie w skrzyni obraz Ś. Antoniego. Chatkę w której to zdarzenie miało miejsce, niedaleko od kościoła położoną, dziś jeszcze pokazują) Miało i klasztor Jezuitów. Przywileje potwierdził Stanisław August. Tu odbywały się odpusty wielce uczęszczane.

     

    Jabłonowo wieś (do parafii Dłutowo), gniazdo rodu Jabłonowskich.

     

    Zieluń wieś kościelna nad rz. Działdówką nad granicą pruską. Odbywały się w niej dawniej targi i jarmarki nader ożywione.

     

    Lubowidz wieś kościelna, niedaleko Żuromino. nad rz. Wkrą ( Działdówką ), gniazdo rodziny Lubowidzkich, otrzymała przywileje w r. 1521 na miasto, które następnie przez pożary i wojny upadło.

     

    Bieżuń miasto nad rzeką Wkrą, za przywilejem Stanisława Augusta założone przez kanclerza Andrzeja Zamojskiego w r. 1767, ma pałac i ogród. Święcicki w swej: Descriptio Masoviae nazywa Bieżuń twierdzą ( castellum)

     

    Szreńsk V. Szreńsko, miasto nad rz. Mławką; nadane przez Ziemowita Stanisławowi Groth w r. 1383, który stał się szczepem rodu Szreńskich, wygasłego w r. 1546. Kościół i zamek z muru postawił Feliks Szreński ostatni z tego rodu wojewoda płocki. Zamek zniszczał (bronił się w nim Sawa Caliński). Kościół odnowiony r. 1531. Przywilejem potwierdzonym przez Stanisława Augusta, Bieliński miecznik koronny, wcielił do miasta wieś Słoszewy; mocą tegoż, mianował on także z czterech przedstawionych mu chłopów jednego na burmistrza. ( Pismo Korespondent płocki (1884, wrzesień) dając opis Szreńska i starego kościoła parafialnego w stylu gotyckim zbudowanego, powiada, że tuż pod murem jego leży kamień, na którym według podania, święty Wojciech siadywał, często tędy przechodząc. Gazeta codzienna (1859) donosi znów, że "w pow. płockim, w lesie do dóbr Kowalewo  ( Czaplickiego) niedaleko wsi Ściborz, odkryto kamienny ołtarz z Słowian przedchrześcijańskich, tak ogromnej wielkości, że 4 pary osób mogłyby swobodnie na nim tańczyć kontredansa.) Za miastem była kaplica, która miała wmurowany kamień, na którym, wedle podania, spoczywał w podróży ś. Wojciech; dziś tu stoi krzyż.

     

    Radzanowo miasteczko nad rz. Działdówką przy ujściu rzeki Mławki do Wkry, miało od r. 1400 przywilej miejski księcia płockiego Ziemowita. Słynęło wyrobem suknu. Spostrzegać się tu daje kopiec wśród błot, na którym niegdyś stał zamek, zniszczony w czasie wojen szwedzkich. Kościół ś. Franciszka jest nowszej konstrukcyi. W pobliżu wieś kościelna Gradzanowo.

     

    Sierpc miasto nad rz. Sierpienicą na wzgórzu wśród błot; prawo miejskie otrzymało r. 1389; słynęło z wyrobu sukna. Kości6ł Benedyktynek z r. 1483. Ma obraz cudowny Matki Boskiej licznemi wotami pobożnych (uzdrowionych) obdarzony. Piszą o nim Cellarius, Starowolski i Święcicki. Przywilej miasta z r. 1576 cytuje Gawarecki. Miało niegdyś 6 kościołów, z których najstarszy ś. Wita wystawionym miał być w r. 1003. Część żydowską miasta, iż na palach nad błotami wzniesiona, zowie tu szlachta Polską Wenecyją.

     

    Koziebrody wieś kościelna. W kościele jest obraz Matki Boskiej cudami słynący. W dni uroczyste N. Panny liczne przybywają tu kompanije ludu na nabożeństwo.

     

    Raciąż nad rz. Skrwą, miasteczko biskupów płockich; przywileje jego zaginione zatwierdził August III. Miało zamek, z którego dziś nie pozostało śladu. Kościół niezbyt dawny, odnowiony został w r. 1851.

     

     

    PRZASNYSKIE

     

    Prasnysz v. Przasnysz miasto powiatowe nad rz. Węgierką v. Węgrą, z woli Konrada I księcia mazow. wśród lasów z jednej i żyznych gruntów z drugiej strony zbudowane, znaczne niegdyś i głośne targami na bydło (woły). Jan starszy ks. maz. obdarza je prawem miejskiem r. 1421, Miało klasztor Bernardynów fundowany przez Pawła Kostkę, brata ś. Stanisława Kostki r. 1585 , klasztor Bernardynek r. 1615 wystawiony, i kościół Ś. Ducha. Kościół farny starożytny spłonął r. 1792. Rzemieślników znaczna tu była liczba, a osobliwie piwowarów.

     

    Rostkowo wieś o pół mili od Prasnysza. Miejsce urodzenia ś. Stanisława Kostki (w r. 1550), syn Jan Kostki kasztelana zakroczymskiego i Małgorzaty z Krzyckich. Szczątki świętego znajdują się w kościele Ś. Andrzeja w Rzymie; głowa świętego sprowadzona za pozwoleniem papieża do Polski za Zygmunta III, oddalić miała Turków z granic Rzeczypospolitej.

    Sońsko wieś kościelna niedaleko Ciechanowa. Jest tu grodzisko starożytne; a podobne ma także być i w pobliżu wsi sąsiedniej: Łopacin.

    Gołymin wieś kościelna, ma obszerny staw i kościół starożytny. Tu zaszła w r. 1806 bitwa między wojskami rosyjskiemi a francuskiemi.

    Ciechanów miasto nad rz. Lidynią Y. Łydynią, niegdyś dość znaczna, wałami opasane i stołeczne ziemi Ciechanowskiej. Tu zaszła bitwa z pogańskimi Prusakami w r. 1244. W przywileju erekcyjnym Jana księcia mazowieckiego z r. 1400 nazwane już oppidum. Miało zamek znacznej wielkości z kaplicą, którego zwaliska dotąd są widne. (E. S. Świeżawski w Słowniku geograficznym 1885, wspomina, iż "Ciechanów miał w swym zamku, podobnie jak Kraków, posiadać kurzą nogę co stoi w związku z wyrażeniem litewskiem: na kurzej nóżce (niebezpiecznie, chwiejnie) i chatką na kurzej nóżce w powieściach Glińskiego - Bajarz polski)." Kościół farny zbudowany przez Ziemowita księcia mazowieckiego w r. 1353, podobnie jak i klasztor Augustyanów. Prócz tego były tu jeszcze 3 kościoły, i jest parę synagog; a po za miastem natrafia się na stare bruki. Odbywały się tu za Rzpltej sądy ziemskie i grodzkie, oraz radzieckie dla miasta.

    Opinogóra, wieś z pałacem, wieżą, kaplicą i ogrodem ordynatów Krasińskich, na wyniesieniu postawione, w miejscu gdzie książęta mazowieccy mieli niegdyś dworzec myśliwski. Zmarł tu w r. 1454 Bolesław IV książe Mazowsza, a hr. Winc. Krasiński

    na pamiątkę jego skonu wystawił pomnik r. 1838 w opinogórskim parku.

    Krasne wieś kościelna, własność hr. Krasińskich. Probostwo było w ręku kanoników regularnych czerwińskich. Kościół zawiera wiele nagrobków rodziny Krasińskich, cennych pod względem sztuki archeologii, a między temi grób Adama biskupa kamienieckiego. Zbudował kościół z muru r. 1575 Franciszek Krasiński biskup krakowski, w miejsce starego drewnianego. Pod oknami wewnątrz kościoła stacye męki Chrystusa malowane w r, 1747.

    Krasnosielc miasteczko nad rz. Orzyc, w r. 1824 założone (przedtem wieś Sielce, własność Krasińskich). Kościół zbudowany w r. 1383. odnowiony r. 1798. Fabryka sukna. ( W Tygodniku ilustro. 1866 r. Wład. Dębski prostuje pomyłki drukarskie artykułu, poczem mówi:

    „Dla dokładności winienem też dodać, iż oprócz źródeł w bagnie zwanym Niemyje znajdujących się, rzeka Orzyc ma jeszcze źródło i na gruncie samej wsi Sławogóry, wypływając z pod góry Łysej, Wody z tych wszystkich źródeł łączą się pod wsią Kapuśnikiem w powiecie mławskim.")

    Chorzele miasteczko rządowe nad rzeką Orzyc, w większej połowie przez żydów zamieszkane, ma liczne jarmarki i przykomorek graniczny. Miastem zostało w r. 1542; kościół zaś erygowała w r. 155l królowa Bona.

    Janów v. Janowo miasteczko rządowe nad rz. Orzyc, Jan Starszy, książe mazowiecki obdarzył je prawem magdeburskiem r. 1421. Niszczyły je kilkakrotnie pożary.

     

    PUŁTUSKIE.

     

    Pułtusk (niegdyś Półtówsk?) miasto bardzo dawne (w byłej ziemi Zakroczymskiej, dziś w powiecie t. i. leżące), zbudowane nad prawym brzegiem Narwi, w miejscu gdzie ona rozdzielając się na dwa koryta, jednem otacza miasto, a drugiem je przez środek przeżyna; niegdyś murem opasane, z którego pozostała baszta. (Powtarza się tu baśń powszechnie o zapadnięciu się miasta,w następującej dziwnej na grze wyrazów opartej opowiadana wersyi: „Pułtusk niegdyś nazywał się: Tusk, dopiero od czasu gdy się zapadł w połowie, przezwano drugą połowę Pułtuskiem." Wszakże nazwa ta (podobnie jak i Płocka) styczność mieć może z wyrazem pło, póło: miejsce wklęsłe, zapadnięte lub błotniste.”) Wspomniane już w r. 1227. Herbem jego był: wąż na drzewie pionowo stojącym okręcony, z głową wzniesioną do góry. Było własnością biskupów płockich; (pisali się: Duces Pultovienses). Kollegiata. gotycka wystawiona r. 1449 przez Giżyckiego biskupa płockiego, ma wiele pomników i grobowców. Klasztor i kościół Jezuitów wystawiony r. 1566 dostał się później Benedyktynom. Kościół Reformatów przerobiony na więzienie. Kościół P. Maryi w starom mieście, najdawniejszy, opustoszały. Kościół ś. Krzyża, poza miastem. Kościół ś. Magdaleny przy zamku w kształcie rotundy zbudowany. Zamek czyli pałac biskupi na. palach olchowych i wzgórku, w formie półksiężyca nad korytem Narwi r. 1319 przez Laskarysa biskupa płockiego zbudowany. Ratusz i kilka innych budynków większych. Była tu i drukarnia. W okolicy wznosi się góra Abrahama; dawniej były tu winnice i bobrownie. W r. 1806 zaszła tu bitwa Rosyan z Francuzami, w r. 1807 Rosyan z Bawarami.

    Maków, miasto nad rz. Orzycz, handlowe, otrzymało prawo chełmińskie od księcia Janusza w r. 1421. Był tu dworzec książęcy, później starościński Kościół Bożego Ciała zbudowany w r. 1200. W stronie miasta północno-wschodniej znajdują się dwa kopce, usypane, podług podania, na pamiątkę śmierci dwóch ostatnich książąt mazowieckich Janusza i Stanisława.

    Nowemiasto, miasteczko nad r. Soną, niegdyś z zamkiem (dziś zniszczonym) książąt mazowieckich na wzgórzu, u stóp którego wznosi się kościół (fara) z grobem jednego z książąt mazowieckich, Bolesława.

    Nasielsk v. Nosielsko (Nesselia), nad r. Nosielną i stawem, miasto, nadane w trzeciej części (poświętne) kościołowi czerwińskiemu już w r. 1257 przez Ziemowita księcia mazowieckiego a opat wystawił tu kościół w r. 1445; druga część miasta już od r. 1065 należała do Benedyktynów w Mogilnie.

    Serock miasteczko (niegdyś osada Sierociec) przy ujściu Bugu do Narwi, obdarzone przywilejami w r. 1425 przez Janusza księcia mazowieckiego. Było zamożne w 16 stuleciu. Kościół parafialny dawny z wieżą w baszty. W r. 1807 wzniesiono tu wały forteczne, dziś opuszczone.

    Dzierzenin wieś kościelna. Nad Narwią są wyniesienia, które okopiskami szwedzkiemi zowią. (Kuryer codzienny Warsz. 1871 donosi, iż: W pobliskich Dzierzenina dobrach Strzyże, w jesieni r. 1870, przy oraniu pola znaleziony był zgięty w kilkoro miecz żelazny, w bliskości szczątków urny i popiołów; popielnica widocznie nakryta była tarczą od której pozostał jeszcze żelazny wierzch (umbo); był także przytem grot od włóczni, który gdzieś zaginął. Starożytności te przez właścicieli uprzejmie złożone zostały w zbiorze B. Podczaszyńskiego.

    Wyszków miasteczko nad Bugiem, w którem niegdyś mieszkali biskupi płoccy; wyniesione do rzędu miast w r. 1502 przez biskupa Przerembskiego i otoczone było murem. Kościół na wyniosłości nad Bugiem, odnowiony ku końcowi 18 stulecia przez biskupa Szembeka.(Przy trakcie dawnym, pod Wyszkowem, wznosi się obelisk z herbem Wazów (snopem), z szarego marmuru, postawiony wedle podania, na pamiątkę zjazdu z bratem przez Karola Ferdynanda biskupa płockiego, czwartego z kolei syna Zygmunta III. Prałat ten mieszkał i zmarł tu r. 1655, znaczne gromadząc skarby. Więc inne podanie opiewa o skarbach pod pomnikiem dotąd ukrytych a strzeżonych przez złego ducha.) Pod Wyszkowem, około gościńca (drogi) w lesie jest bagnisko, zwane Dworczysko. Mówią, że tam się niegdyś dwór zapadł w ziemię.

    Turzyn, wieś. Pod tą wsią na jeziorach w miejscu Głusza zwanym, powiadają: iż kościół się zapadł; słychać było dzwony pod wodą, a nad wodą widywano krzyż od wieży kościelnej.

    Brańszczyk wieś kościelna znaczna; mieszkańcy trudnią się rolnictwem i rzemiosłem; są tu i żydzi. Kościół erygował w r. 1465 Dunin Wolski biskup płocki; odnowiono go w r. 1833.

    Porządzie, wieś, którą, iż w okolicy była najznakomitszą, przezwano Porządne, co się - wedle podania - z czasem w „porządzie” przeistoczyło. W lesie w okręgu Regna są okopy ziemne. Takież są i w obrębie Grudek. Podanie mówi iż w tych miejscach okopali się Szwedzi, i że wieś Grudek od wyrazu gród bierze swe miano.

    Rożan miasto dawne nad rz. Narwią i rzeką Rożanicą, niegdyś stolica ziemi Rożańskiej, obecnie znacznie podupadło. Miało zamek na wzgórzu, w którym gościła kilkakrotnie królowa Bona. Jest tu kościół farny, dawniej kolegiacki, a nadto było przedtem kościołów 6 (z tych jeden P. Maryi, był farnym) z których dwa tylko pozostało. Wieś Załuże była jego przedmieściem. Do miasta należały i 4 pobliskie jeziora. W pobliżu za wsią Zawady ku wsi Ponikiew pod znacznem wyniesieniem kaplica ś. Trójcy.

    Sieluń, wieś kościelna o 1 milę od Rożana nad Narwią, od której proboszczowie płoccy (od r. 1409) mieli przydomek książąt Sieluńskich. Tu też był rezydencyonalny ich zamek i archiwa tego księztwa.

     

    OSTROŁĘCKIE.

     

    Brok miasteczko przy ujściu rzeczki Broku v. Brokówki do Bugu, (w lesie Żurawienieckim do leśnictwa Brok należącem, jest tak zwana pustelnia ś. Magdaleny, gdzie mają być w ziemi niezmierne skarby zaklęte. Są one nawet raz do roku, ale tylko na chwilę widzialne dla pobożnych) założone r. 1505 przez Erazma Ciołka biskupa płockiego; wystawił tu Henryk Firlej zameczek na początku 17go stulecia, w którym przemieszkiwali biskupi płoccy. Kościół farny ś. Anny zbudował biskup Maciejowski r. 1544. Było tu zgromadzenie Bartników, z starostą zawiadującym barciami puszczy biskupiej. Dziś jest ono naczelnem leśnictwa rządowego Brok.

    Białebłoto wieś do parafii Poręb należąca, niedaleko Broku. Gospodarz tutejszy Paweł Ponichtera przywiózł tu z sobą (w nowszych czasach) obraz Matki Boskiej z Częstochowy, na której twarzy, gdy się do niej modlił, dostrzegł spadające krople. A cud ten mieli widzieć i inni domownicy (Bito na jej cześć i medale; Rewoliński podaje opis i wyobrażenie jednego z nich, gdzie jest Matka Boska z dziecięciem, w sukni haftowanej, głowy w koronach otoczone podwójnemi aureolami, między któremi promienie w ząbki, oraz 10 gwiazdami). Obraz

    przeniesiono do kościoła parafijalnego. Cudów jednak więcej się nie okazało i po upływie roku ks. Biskup kazał to wszystko co mówiono odwołać i nabożeństwo zniósł, (około r. 1868).

    Udrzyn wieś nad Bugiem niedaleko Broku, miała urząd leśny.

    Nur miasteczko nad rz. Bugiem niegdyś główne ziemi Nurskiej, i dosyć rozległe; słynęło handlem zbożowym (z Gdańskiem) miało zamek na wzgórku ręką ludzką usypanym, oraz kilkanaście kościołów ( Wedle podania, nazwa Nur miała powstać od ponurzenia (?) czyli potopienia w tem miejscu nieprzyjaciół przy przeprawie ich przez rzekę, uciekających przed zwycięzkim monarchą). Przywileje miejskie otrzymało w r. 1434 od Bolesława księcia Mazowieckiego. Wojny, pożary i współzawodnictwo innych miast, zniaszczyły je.

    Obryte wieś nad Bugiem (o mile od Nuru)ze śpichlerzami zbożowemi, porządnem w linije zabudowaniem,wystawionemi.

    Czyżewo miasteczko nad rz. Brok v. Broczek, z różnych części w nowszych powstałe czasach; nowym też jest i kościół. Ruch ożywiony z powodu bliskości stacyi koleji żelaznej.

    Andrzejewo miasto nad rz. Broczkiem przez Andrzeja Krzyckiego, biskupa płockiego r. 1528 założone dla chrześcijan jedynie, otoczone było puszczą; i dziś znaczne tu lasy. Naokoło mnóstwo jest siedzib drobnej szlachty.

    Ostrów v. Ostrowo, miasto niegdyś większe i rzemieślnicze, dziś rolnicze otoczone lasami, wyniesione na miasto w r. 1410 przez Bolesława IV księcia mazowieckiego. Kościół parafijalny kilkokrotnym ulegał pożarom; odbudowany r. 1801 z czterema kapliczkami w rogach cmentarza kościelnego.

    Kleczkowo wieś kościelna. Tu w starym gotyckim kościele założonym w r. 1429, odnalazł W. Czajewski szczątki rzeźby jeżeli nie samego Wita Stwosza, to przynajmniej jego szkoły, które przesłał do gabinetu archeol. bibliot. Jagielońs. w Krakowie.

    Ostrołęka, miasto nad Narwią, blisko ujścia rzeki Omulewa, przerzynającej Ostrołęcką i Myszyńską puszcze; w pobliżu są 4 jeziora połowne. Ma 2 kościoły, z których parafijalny założył w r. 1399 książe Janusz; klasztor po-bernardyński, magazyn solny i więzienia. Znaczne też miało niegdyś przywileje, nadane od r. 1427 przez księcia Janusza itd. Później było siedliskiem tutejszych starostów koronnych. Składa się z 7 przedmieść: Łazy, Gurdzioły, Antonie, Zabrodzie, Białobiel, Siemnocha, Gnaty i Łęg miejski. Zaszły tu bitwy w latach 1702, 1807 i 1831.

    Kadzidło, wieś kościelna i parafija. Założycielem jej był Jan Małachowski, kanclerz koronny, starosta ostrołęcki, co pierwszy wystąpił przeciwko nadużyciom jezuickim i wywołał bójkę stoczoną między starostwem i kościołem w Myszyńcu (r. 1774). Zatargi te przypadły w tym samym czasie, kiedy, po zniszczeniu kościoła w r. 1740. w Kadzidle był podciągany kamień węgielny pod nowy kościół fundacyi Małachowskiego ukończony r. 1781. (Nazwa Kkadzidła powstać miała ztąd, iż natrafiono tu na znaczne pokłady bursztynu.0

    Myszyniec miasteczko w b. puszczy myszynieckiej i w okolicy z wyrobu płócien głośnej, nad rzeczką Rosogą, uważane za nowożytną stolicę Kurpiów, więc za najważniejsze po Ostrołęce miasto puszczańskie. Jan Kaźmierz przywilej r. 1654 poruczył Jezuitom (łomżyńskim) zbudowanie kaplicy w puszczy, którą przezwano kościółkiem Missyi (ztąd: Myszyniec); po spaleniu go przez Szwedów, zaczął budować kościół z dużą gotycką, wieżą w r. 1708 starosta ostrołęcki Jan Kos, a ukończyli go parafijanie. W r. 1774 kościół został parafijalnym duchowieństwa świeckiego, a w pobliżu niego starostowie ostrołęccy założyli osadę zwaną Myszyniec nowy czyli Martuny (v. Małachowo) odgrodzony parkanem od Myszyńca kościelnego, czyli Poświętnego. W okolicy kopią bursztyn.

    Maciejowa szyja wioska o wiorstę od Myszyńca i szwedzkiej-góry („ w czasie najazdu na początku 18go wieku, Szwedzi stanąwszy o wiorst 2 od Myszyńcxa obozem w lesie, bez względu, że cuiągle rażeni byli celnymui strzałami Kurpiów, chwytali jednak bziałki (białogłowy), z któremi słodząc swe trudy wojenne, pozostawili temu borowi nazwisko Białusny-lasek a górze pobliskiej Szwedzkiej-góry. Waleczność zaś Kurpiów, która najezdnika w r. 1702 odpędziła, przyniosła im u naszych zdrobniałą (pieszczotliwą) nazwę Kurpików"). położona miała swą nazwę otrzymać ztąd, iż tutaj wedle podania Maciej Kikuła bartnik i waleczny pogromca Szwedów spadłszy z barci sosnowej, szyję sobie złamał. Inni twierdzą, iż tu z rozkazu króla szwedzkiego, na gardle ukaranym został.

     

    Zachodnio-północną okolicę byłego obwodu łomżyńskiego (z r. 1815) zajmowała dawniej puszcza nowogrodzka, na wschód od ostrołęckiej położona i rzeką Skwą v. Skrwą od niej oddzielona. Nosiła ona, także nazwę puszczy zielonej, i równie jak tamta, przez Kurpiów będąc zaludniona, ciągnęła się ku wschodowi po za rzekę Pissę v. Pisnę ku Kolnu, a prawym idąc Narwi brzegiem, sięgała niemal po Łomżę. Znaczniejsze w niej osady i miasta były:

    Nowogród miasto przy ujściu Piany do Narwi, któremu Bolesław książe mazowiecki w r. 1434 nadał prawo magdeburskie. Królowa Marya Ludwika, żona Władysława IV, zbudowała tu około r. 1640 zamek, dziś w gruzach leżący i kościół i synagoga w nowszych wzniesione czasach. Uważają je za stolicę Kurpiów nowogrodzkich czyli wschodnich ( Połujański (Wędrówki, 1859 ) mówi: "Ludność miejska, składająca się (prócz Żydów) z 'Mazurów pierwotnych osiedleńców i Kurpiów (tj. Mazurów naszłych z puszczy) zlała się w obyczajach z tymi ostatnimi i trudniąc się rolnictwem, odróżnia się od Kurpiów wiejskich właściwem sobie mianem gryczan, dla tego, że się trudni wypiekaniem i sprzedażą ulubionych tu placków gryczanych (czyli tatarczanych)").

    Miastkowo wieś kościelna, na granicy osad Kurpiów rybackich.

    Lipniki wieś z pięknym kościółkiem filijalnym murowanym w latach 1837-43.

    Kolno miasto dawne, niegdyś powiatowe, na wzgórzu nad rzeczką Łabną, „miejsce urodzenia Jana z Kolna (Scolnus) żeglarza znanego światu z odkrycia ziemi Labradoru." Miasto niszczyły wielokrotnie pożary. Jako nadgraniczne, znaczny prowadziło handel, i miało komorę celną, którą przeniesiono obecnie do wsi Wincenta (główny przedmiot handlu stanowiły wieprze). Słynie także z (domowego) wyrobu płótna, a Kolnianki przybywają z niem nawet na targi do Warszawy ( Połujański, wierny swemu mniemaniu o bannitach na puszczy mówi: ."Szczyci się Kolno mianem stolicy szlachty kurpiowskiej, której dziewice, obok cnót dawniej wielbionych, posiadają jeszcze wdzięki dawnych prababek polskich. Bo któż tam wie pochodzenia familii Cwalina, Ksepka ( Krzepka ), Giętek i innych? Może to są Arciszewscy, Zborowscy itd.).

    Stare-Kolno, góra piaszczysta nad rzeką Pisną, pomiędzy wsiami: Waszki i Gorszczyzna, gdzie była pierwotna osada miasta Kolna, czego dowodem są szczątki dawnych budowli murowanych tu znajdywane, tudzież żelaztwa, toporki, i inne narzędzia.

    Kozioł wieś nad Pisną w gminie Czerwone, dawniej młynarska. Przy moście tutejszym na rzece Piśnie, między Szwedami ciągnącemi przez Prusy ku Inflantom r. 1603 z Kurpiami którym w pomoc przyszedł hetman Chodkiewicz, zaszła bitwa dla tych ostatnich zwycięzka.

    Od wsi Kozła na południo-wschód, pomiędzy wsiami Kąty a Mały-Płock, ciągną się okopy przez Kurpiów w r. 1702 usypane, gdzie znów była rozprawa z wojskiem Karola XII, skutkiem której wielu Szwedów tu poległo ( Dodaje tu Połujański: "Jeszcze i teraz lud widzi przy blasku księżyca, rycerza na białym koniu objeżdżającego te okopy i broniącego tej pozycyi")

    Turośl osada z kościółkiem na znacznej górze piaszczystej. Miano to właściwie ma służyć (jak powiadają) kościołowi parafijalnemu około roku 1805 przez Michała Szaniawskiego leśniczego rządowego i wójta gminy wystawionemu; Szaniawski używszy drzewa sosnowego do owej świątyni z tegoż samego miejsca na którem ona dzisiaj stoji, nazwać miał osadę kościelną Tu-rośl. Jednakże w lustracyi 1616 roku, znajdujemy już wzmiankę o rzece Turosz, która później przezwana Turoślą, udzieliła swego nazwiska i osadzie kościelnej.

     

     

    LUD

     

    DOBRZYNIAKI.

     

    Ga.wa,ecki (Opis ziemi Dobrzyńskiej, 1825) mówi: „Rzadko która wieś w ziemi Dobrzyńskiej jest bez osad  czynszowych gospodarzy pojedyńczo i oddzielnie od siebie i wsi

    mieszkających. Słowo Rumónek jest tu powszechnie używane; zapewne bierze swój początek od słowa niemieckiego Raum, to jest mjejsce wolne. Ponieważ wszystkie prawie wsie w ziemi dobrzyńskiej, miały dawniej bory i zarośle, przeto za napływem do niej narodu niemieckiego, dziedzice wsiów pozwalali mu w tych miejscach budować się i osiedlać; że zaś dla ulokowania się każdy przybysz musiał bór lub zarośle wycinać, i dopiero stawia

    budowlę, co wszystko w języku niemieckim Raum machen Raumung, miejsce czynić znaczy, ztąd także pojedyńcze osady Rumonkami są nazywane, ile że na nich. najwięcej Nieców mieszka. Wogólności uważając, każdy takowy Rumonek ma jednego mieszkańca, w gruncie oddzielne ograniczenie, z którego wedle umowy z dziedzicem czynsz płaci.Termin do składania tegoż zaś na ś. Marcin (11 listopada} rocznie jest postanowiony.

    Zwróciwszy uwagę na tychże osadników co do sposobu gospodarowania, oddać im trzeba sprawiedliwość, iż są, czynni, pracowici i przemyślni; z każdego szczegółu gospodarstwa podobny osadnik stara się korzystać prócz chodowania trzody chlewnej, bydła rogatego, od którego starannie zbierają masło i ser, usposabiają się do wychowywania dobrych koni, za które szczegolniej w okolicach Lipna i Rypina osiedli, znaczne pieniądze biorą. Nadto każdy z nich stara się umieć jakie rzemiosło; i tak, można znaleźć po Rumonkach dobrych stolarzy, cieśli, stelmachów, płócienników itd., z tych ostatni, piękne płótno, obrusy i serwety cienkie wyrabiają, ztąd też co de wypłacalności regularnej czynszu, przyznać im wypada zalętę. Co do wad moralnych, tych mało posiadają; zawsze są trzeźwi, kradzież jest u nich obrzydłym występkiem; .ogólnie mówiąc jest to lud powolny, spokojny, pracowity i przemyślny. Odzież ich składa. Się  powszechnie albo z surduta z sukna granatowego długiego z spadającym na ramiona wycinanym kołnierzem, u którego guziki śpiżowe, bądź inne kruszcowe, duże we dwa rzędy, lub też ze spancerka z podobnegoż sukna o jednym rzędzie podobnychże guzików gęsto na przodzie zasadzonych; używają kapelusza (czarnego) okrągłego, z dużemi skrzydłami, płaszcza z małą, jedną peleryną. Kobiety noszą w zimie spódnice sukienne rozmaitego koloru krótkie po kolana, mocno fałdowane, sznórówkę i spencer sukienny (granatowy), u którego w tyle jest kilka fałdów guzikami obsadzonych; latem zaś, używają odzieży krojem spódnic z płótna na granatowym tle w kwiatki rozmaite białe drukowanego, uszyte. Na głowie noszą czapki bądź z perkalu kolorowego, bądź z płótna ,na samym wierzchu głowy leżące i pod brodę zawiązane. Mówią wszyscy językiem grubym niemieckim, z niejaką odmianą wyrazów, tak iż uczony Niemiec często domyślać się ich musi. Ks. M. Smoleński (Cztery kościoły w ziemi Dobrzyńskiej, 1869) powiada: „ Ludności katolickiej zajmującej się uprawą roli i rzemiosłem w parafii Dulsk jest około 2.000 dusz. (Do parafii Dulsk należą: miasto Dobrzyń i wsie: Dulsk, Sokołowo, Białkowo, Kamionka, Zaremba, Wilczewo i Wilczewko, Frankowo, Słonawy i kilka rumunków zwanych: Pólka, Sobieraje, Kierzki, Cegielnia, Kurancya, Wilczewiec). Dobrzyń (nad Drwęcą) liczący do 1.500 chrześcian (połowa ewagelików) i drugie tyle zatrudnionych handlem żydów, staje się coraz okazalszym, zwłaszcza w dzielnicach wygorzałych, gdzie na zgliszczach drewnianych chałup wznoszą się w kierunku przez urząd wskazanym piękne murowane domy. Lud parafii Dulsk, jako i całej ziemi Dobrzyńskiej , w mnogich względach różni się od mieszkańców innych prowincyj polskich. Mówi językiem zbliżonym do książkowego; nie syka po mazursku (np. ojce nas, zyto, psenica itd.), nie przekręca (pochyla) samogłosek jako w okolicy Raciąża (pon, motka, bobka?), nie przeciąga na wzór Kujawiaków i Podlasian. To mu tylko zarzucić można, iż od dawna zostając w stosunkach z cudzoziemcami naplątał wyrazów niemieckich (frysztyk – śniadanie; taglownik - najemnik dzienny; graca - motyka; fryjur - wiosna; klaftra - stos, sąg itd.). Osiedli po niektórych koloniach i wsiach Niemcy składają gminy ewangielickie, Polacy zaś należą do kościoła katolickiego. Są, oni dosyć pobożni i moralni; ohydne zbrodnie (zabójstwa, rabunku, podpalenia itd.) nie są tu zbyt częste, zwłaszcza od zaprowadzenia. towarzystwa wstrzemięźliwości (1855 r). Wielu nie wytrwało w chwalebnem przedsięwzięciu; więcej atoli jest takich, co poznawszy błogie skutki trzeźwości, nie posmakują. napojów rozpalających. W odzieży niema tu nic rażącego (!). Białych i burych samodziałek ani ujrzeć, płótnianki nie w modzie, noszenie koszuli na parciankach (spodniach zgrzebnych), szeroki pas z torbeczkami, krzesiwem i kozikiem - jak w Galicyi - tu by wyśmiano. Mężczyźni noszą, szerokie w buty spodnie i spancery z granatowego i cienkiego sukna, upstrzone przy kieszeniach i zapięciu bialemi ze szkła guziczkami. Na to biorą płaszcz również granatowy z długim wiszącym kołnierzem czyli peleryną. Wysoki pod uszy kołnierz od koszuli przytwierdzają do szyi jaskrawą chustką. Buty noszą wysokie; głowy okrywają pilśniowym czarnym o małych skrzydłach wysokim kapeluszem, zwężonym u góry na podobę głowy cukru. Chłopacy stroją kapelusze w czarne z białemi sprzączkami szerokie aksamitne wstążki i pawie pióra. Zamożniejsi na wzór szlachty i mieszczan, biorą się do surdutów i niskich o szerokich skrzydłach kapeluszy. Przy pracy dodzierają pod-noszone (znoszone, stare) szaty świętalne; okrywają się też w kożuchy i opończe, jak kto może itd. Kobiety również przyzwoicie się noszą. Przy zatrudnieniach domowych najczęściej okryte modrem z własnego przędziwa płótnem (nie umiejąc go same wyrabiać, przędzę oddają tkaczom Niemcom). Do kościoła i na zabawę ubierają się w różno-kolorowe z perkaliku, płócienka, flaneli itp. sukienki i kaftany. Na to w porze chłodnej zarzucają duże wełniane jaskrawo-kraciaste chustki. Dziewczęta zdobią zgrabnie uczesane głowy, w aksamitki i wieńce; mężatki w białe ze wstążkami i kwiatkami czepki, przepasane cienką jedwabną chustką. Dziwacznych kożuszanych czapek osłaniających po uszy i usta twarze kobiet na Szląsku, ani potwornych zawojów i cudacznych po pięty welonów (jak na Rusi), ani też wielkich z podkowami butów (jak w Galicyi), Dobrzynianki wcale nie znają. Postępowsze wszakże zaczynają nosić okrycia damskie, zielono rękawiczki, parasolki itp. Panowie - z wyjątkiem bardzo niewielu - lepsząc gospodarstwo, poprawiając rasę zwierząt domowych, wznosząc dla nich piękne i okazałe budynki, nie zapomnieli i o swych braciach (o swych bliźnich); nie pozwolili swym ludziom gnić w nędznych bez kominów lepiankach, z jakich się składają wsie i miasta nawet galicyjskie; stawiali więc dla nich obszerne domy, a oddzielnie stodółki i chlewki dla ich krów i drobnej chudoby. Tak wzniesione z drzewa, z kamienia lub cegły budynki i w dobrym stanie kosztem dworu utrzymywane, były korzystne dla zdrowia, a otoczone porządnie zagrodzonemi sadkami mile działały na oko podróżnego. Całą wieś stanowiła zwykle ulica obstawiona w linię jednej wielkości i formy budynkami. Od czasu uwłaszczenia, obok wielu zmian i wioski inną przybrały postać; szlachcic nie ma do nich już nic, a nowi dziedzice (chłopi) powiększają je, przy okazałych domach wznoszą nowe chaty, stodoły, stajnie itd. bez względu na ład i porządek jakikolwiek. Co się tyczy gospodarstwa: to ono w ziemi Dobrzyńskiej znacznie wyżej stoji, niż w innych częściach Królestwa. Panowie na sposób zagraniczny zaprowadzili płodozmian , podnieśli cenę ziemi przez rowy, dreny i sztuczne nawozy itd., przyjęli od Niemców tak zwane bez-koleśne pługi, pogłębiacze, młócarnie itd. Za szlachtą choć zwolna idą włościanie. Na ich jedno-kawałowych polach widać już wykę, koniczynę, czasem i okopowe rośliny - budynki okazałe i schludne, przy nich spory owocnik, przy drogach i rowach płonki, topole lub wierzby, w podwórzu wóz półtoraczny na żelaznych osiach, amerykański pług, żelazne brony, dobre w stajni konie, krowy i owce, maszynka do krajania sieczki, młynek itp. Wszystko to napotkać można głównie w majątkach poduchownych rozkolonizowanych niegdyś przez rząd pruski (Dobrzejewice, Ciechocin, Nowawieś, Nowogród, Węgiersk itd.). Gospodarze uwłaszczeni w latach ostatnich, nie dorównywają wprawdzie tamtym; znaczny atoli uczynili już postęp. W Dulsku prawie wszyscy wzięli się do nowych pługów i bron, Uprząż na koniach dość okazała, a na żelazno-ośnych wozach ujrzysz malowane wasągi. Dla (z powodu) rozdrobnionych wiosek, a może dla wyższej niż indziej oświaty: występne zabawy, nieprzystojne śpiewy, naganne zabobony i gusła itp. są tu bardzo rzadkie, Pijaństwo ustało, w mnogich wsiach karczmy całkiem upadły. W Dulsku jeszcze do tego nie przyszło, tam jeszcze są pijacy; spodziewać się jednak należy, że z czasem na miejscu karczmy powstanie szkoła, a z nią zakwitną obyczaje godne chrześcian. wzrośnie pobożność, spokój i zgoda między sąsiadami. Tego życzy wszystkim Dobrzyniakom i moim dawnym parafianom!"

     

    MAZURY

     

    ( Wyrażenie: Mazur uważano dawniej za pospolite i prostacze; więc gdy chciano wyrazić się delikatniej lub w stylu urzędowym, zastępowano je orzeczeniem: Mazowszanin, Mazowszanie). Fizyczne cechy Mazura z okolicy Płocka, nader mało różnią się od tych jakie określiliśmy w tomie I . Wzrost tutejszego Mazura, równie jak i od Pułtuska, jest wysoki; maleje cokolwiek w okolicy Prasnysza i Ostrołęki. Silnie zbudowany, jest on krzepki do roboty, wytrwały na niepogodę i bitny. Barwa włosów jest wogóle jasną; w okolicach Ciechanowa i Mławy liczba blondynów widocznie przeważa. Barwa oczu bywa zwykle siwa.

    Prócz wymienionych wyżej właściwości fizycznych i przymiotów moralnych, są nadto Mazurzy w zwykłych życia stosunkach, równie jak i Litwini, baczni i ostrożni, acz mniej może od tych ostatnich przebiegli. Namyślają się i ociągają z sądem o rzeczy dość długo, wszakże raz powzięte postanowienie, lubią szybko i stanowczo załatwiać. Mniej ruchliwi i uczynni a bardziej szorstcy w obejściu niż Krakowiacy, są jednak w danych razach równie

    jak tamci szczodrzy, a w gniewie równie popędliwi (nawet gwałtowni) i do bójki skorzy. Zagon swej po ojcach oddanej im lub odziedziczonej ziemi uprawiają pilnie i skrzętnie, mają też doń przywiązanie, iż go sobie przez złych sąsiadów wydrzeć nie dadzą; i ztąd to (w razie zatargów) powstaje owa mania procesów, która dla obu stron często tak niefortunnie się kończy. Mimo przyrodą im wskazanego, więc ciągłego i starannego zajmowani się rolą i bydłem na swym lub wyznaczonym sobie gruncie mało jeszcze dbają o ulepszenie tej roli środkami jakie nowsza agronomii wskazuje nauka; wypasać też swe bydło na cudzym

    kawałku ziemi nie jest dla nich rzeczą zbyt zdrożną, a osobliwie szukać pastwisk po pobliskich gajach i lasach, do których cienia i chłodu dotąd jak niegdyś wrodzony jeszcze czują pociąg.

    Oto, co o charakterze, temperamencie i sposobie życia Mazurów rozmaici mówią autorowie:

    F. Kozłowski w Dziejach Mazowsza określając stan tej prowincyi za panowania książąt (1858) i podając wiadomości o ówczesnej ludności (statystyczne), o miastach, rzemiosłach,

    fabrykach, handlu, rolnictwie, pasterstwie, hodowli koni i polowaniu, - opisuje nadto, stan towarzyski społeczeństwa, którego przedstawicielami byli: duchowieństwo, panowie, urzędnicy, szlachta drobna, mieszczanie, włościanie i żydzi. Dalej wspomina o charakterze ( „obok ogólnego znamienia męzkości i wytrwałości, posiadali mazowszanie jeszcze szczególne przymioty jednych od drugich odróżniające. Mówiono tedy: Płocczanie prędzej uderzą niż połają, Sierpianie małomówiący ale zapalczywi, Raciążanie szczodrzy ale okrutni, Prasnyszanie burczą ale nie biją, Rożanie mężni ale mściwi, Nowogrodzanie do szabli nie do pióra, Rawianie do kufla i do korda (tej ziemi bowiem szlachta mianowicie od rzeczki Mrogi zwana Pomrożanami, jak podaje Święcicki, skora do zabójstw i podpalenia, była postrachem dla możniejszych obywateli przez swoją zuchwałość), Łomżanie przyjaźni ale pijacy, Gostynianie gospodarze ale nie żołnierze, Nurzanie do szkoły nie do obozu, Wyszogordzanie łagodni ale rozpustni, Sochaczewianie przyjaźni ale wielomówni, Czerszczanie i Litwianie pyszni ale rzetelni, Ciechanowianie ludzcy ale nierzetelni, Warszawianie z sercem otwartym ale rękoma skurczonemi, Zakroczymanie dobrej chęci ale złego skutku, Gombinianie rozsądni ale skąpi, Wiżanie w słowach obfici nie w uczynku”)  i obyczajach Mazowszan, cytując ustępy z broszury: "Kiermasz wieśniacki albo Rozgwora Kmosia z Bartosem na Zawiślu przez Jana z Wychołówki za czasów Zygmunta Augusta napisanej. Mówiąc o cnotach i wadach ich, wysławia wśród pierwszych gościnność, a karci wśród drugich pijaństwo. Wreszcie opisuje dwory, ubiory i sposób życia, mianowicie: potrawy, napoje, przyjęcie gościa, biesiady, uczty, gry, zabawy itd, - Wogóle przedstawia tu autor życie wyższych sfer towarzyskich i zaściankowej szlachty, dotykając nader mało stanu włościańskiego.

    W czasopiśmie: Przyjaciel ludu (1836) zamieszczono artykuł opisujący  przywiązanie włościanina do lasów: „Dla wieśniaka naszego las był dawniej ową ostatnią ucieczką w biedzie, kiedy już zkądinąd ratunku nie było; albowięm do boru zwykł był uciekać z żoną, dziatkami i dobytkiem swoim przed zarazą jaki przed drapieżnym (zwłaszcza litewskim) najeźdźcą, łupiacym jego siedzibę w czasie rozruchów wojennych; do boru uciekał się także po zasiłek w potrzebie: furka. drzewa, klocek lub dębczak pokryjomu urąbany, zawieziony do miasta, starczył na sól i kieliszek wódki, bo innych wydatków nie znał dawniej włościanin, kiedy jeszcze potrzeby były mniejsze, a ziemia lepiej rodziła. Z boru także miewał bez opłaty własny opał, drzewo na wszelkie porządki gospodarskie i tam pasał trzody swoje, zbierał jagody, orzechy i grzyby. Nie dziw zatem, że go uważał za swe schronienie, za rzecz konieczną, bez której obejść się żadną, miarą niepodobna. Dla tego też po wsiach bez boru, włościanie zazwyczaj byli ubożsi, i w większej żyli nędzy. ( W Mazowszu jak w całej Polsce, obszary rozległe po wykarczowaniu znacznej przestrzeni boru, nazywano Polesiem, a mieszkańców na nich osiadłych zwano Polesianami lub Poborzanami. Takich Polesi było na Mazowszu kilka, jak np. w okolicy Mławy, na południe Wiskitek i około Garwolina. Część Polesia nazwanego tak od wyciętych później lasów z miastami Garwolin, Latowicz, Parysów, Mińsk i Osieck należała do Czerskiej ziemi). W lesie, pod wysokim dębem lub sosną roznieciwszy ogień z suchych gałęzi, gotowali sobie Mazury grubą strawę, i zabierali się do nakazanej potrzebą, roboty. Pobyt ten w lesie wśród wilgoci i. innych niewygód, ani uczuć się dawał wieśniakowi, zahartowanemu ustawicznem na wolnem powietrzu przebywaniem, bez względu na słotę i ostrość powietrza; nie zważał on wcale na te niedogodności, zwłaszcza, kiedy w boru miał zarobek, np. kiedy bił sążnie, ścinał i obrabiał drzewo na budowle, a szczególniej, kiedy na budowlę okrętów dęby ciął i obrabiał; aczkolwiek robotą tą trudnili się częstokroć ugodzeni przez nabywców gdańskich klepkarze cudzoziemcy, przybrawszy sobie polskich wieśniaków do pomocy ( F. Kozłowski w Dziejach Mazowsza wspomina, iż: „Każda prawie (?) wieś dawna miała obok siebie drugą, Wola zwaną, to jest wolną, z czynszowników złożoną, którzy osadzeni byli na gruntach świeżo wydobytych z lasów. Tacy mieli nawet wolność od czynszu na pewien czas). Następnie znów, przechodząc na inne pole, Przyjaciel ludu (1846) w ten sposób swoje o mowie Mazurów wygłasza zdanie: „Naród ten zamieszkuje okolice Płocka, Warszawy i Rawy. Mazury mówią narzeczem nie zupełnie czystem języka polskiego, połykają wiele liter, czasami nawet całe sylaby (!), co jest powodem przyslowia polskiego: „Mówi jak Mazur" - Poczem, wracając do wyżej wyrzeczonego zamiłowania, lasów, dodaje on: Mazurzy są silnie zbudowani; z wesołem usposobieniem łączą chęć do pracy, odwagę i waleczność. Będąc niegdyś doskonałymi strzelcami, nosili na ramionach strzelby do polowania, której dziś nakaz rządu im zabrania. Lubią i lubili żyć w lasach, które nazywają. swymi dobrodziejami. Bo kiedy nieprzyjaciel (za napadów litewskich i tatarskich) burzył ich wsie, rabował dobra, uciemiężał mieszkańców, gdy ich pędził w niewolę, - starcy i kobiety ze swemi dziećmi zabierali co mieli najdroższego i najkosztowniejszego w lasy, gdzie znajdowali schronienie. Ztąd i dziś jeszcze (1846) osłabieni głodem i zimnem, pozbawieni wszelkich środków, unoszą z borów swego pana kilka sztuk drzewa do palenia lub budowli, bo nic z tego nie posiadają; przedają je Żydowi któremukolwiek, ażeby zakupić soli i chleba, i opędzić pierwszą potrzebę życia, a reszty drzewa używają, ażeby się ogrzać. Lubo są bardzo bogobojni, nie uważają tej kradzieży za grzech, tłumacząc się swoją biedą, która ich zmusza poszukać sobie potrzebnych rzeczy do życia. - "Marysia!" - mówi zwyczajnie Mazur do swej żony, gdy powraca z chlebem i solą, "prawda, iż te zapasy zakupiłem drzewem mego pana; lecz zapewne mi to Pan Bóg nie policzy za grzech, i dla tego możemy spać spokojnie; bór nie był zamknięty, to ziemia Mazurów, a ja jestem prawdziwszym Mazurem, niech mi to Bóg przebaczy, niż ton Ciarach (ślachcic)..” - Te słowa dowodzą, jakie wyobrażenia mają chłopi polscy o własności swego pana.

     

    W jak smutnem położeniu pozostawali do niedawna jeszcze włościanie nasi w wielu dobrach prywatnych na Mazowszu i gdzie-indziej, dowodzi tego artykuł zamieszczony w Pamiętniku relig. moral. (1855) o pauperyzmie w kraju naszym,. gdzie ks. S. (zachęcając do usamowolnienia włościan i dbałości o oświatę ludową) powiada: "Chłopek na swoim (tj. wydzielonym mu przez pana) kawałku gruntu (który często i 30 morgów tj. włókę przenosi) mógłby być bogaty i szczęśliwy. Ale jakie u niego idzie gospodarstwo? Rola źle uprawiona i obsiana, nie przynosi mu tyle, co powinna plonów, inwentarz (żywy) szczupły i zanędzniony, żadnego ogródka, żadnego drzewa koło chałupy obdartej i spruchniałej, mało lub żadnego drobiu, a to wszystko mogłoby pomnożyć jego dochody. Zboża nie zachowa od do czasu, kiedy go można lepiej spieniężyć. Wyprzedaje wszystko w jesieni, obywa się bez chleba, kiedy go w mieście nie ma za co kupić, żyje kartoflami (n. b. jeżeli się urodzą), kapustą i barszczem. Ratuje się, jeżeli może korzystać z pobliskich lasów dworskich, w których drzewo podczas zimy kradnie i wozi do miasta. Nie zna nasz kmiotek przemysłu i rządności

    kolonisty Niemca  (na usprawiedliwienie wszakże naszego chłopka, powiedzieć tu

    musimy, iż ów kolonista nie będąc pańszczyźnianym, ale jedynie czynszownikiem mógł oczywiście pracą i czasem swoim rozporządzać lepiej niż tamten, bo wedle własnej woli

    i pożytku), z którym często sąsiaduje, a który oprócz rolnictwa, zajmuje się wyprawą drzewa budowlanego, robieniem bali, tarcic, gontów, hodowaniem pięknych krów, trzody, koni itd. Choć się trafi czasem, że włościanin uzbiera sobie jaki kapitalik oszczędnością, to nie umie z niego użytkować, zakopie pieniądze gdzie w ziemi, których po jego śmierci odszukać nie

    można" (Był pleban w Głuchowie, w księstwie Łowickiem, który zajmował się cywilizacyą włościan i nauczył ich jak mogą wyprocentować swoje kapitaliki przez nabywanie listów zastawnych, i wielu też z tej nauki korzystało). Cóż czyni nasz chłopek przywiedziony do niedostatku? Topi troski w kwaterce. Ostatki mienia wywłóczy z domu i niesie na zapomogę propinatorów i karczmarzy, których proceder li nas do najkorzystniejszych należy. Wreszcie z nędznego pokarmu, zbytniego przesycenia się alkoholem, złego przyodziewku, zimna i różnych niewygód, zaciąga sobie jaką chorobę: febrę, dychawicę, suchoty itd., wlecze życie swoje w stanie chorobliwym często rok i więcej, nie przedsiębiorąc żadnych środków lekarskich, ani zmieniając zwyczajnego sposobu życia, i tak do ostateczności przyszedłszy umiera przedwcześnie. .. a żonę i dzieci w ostatniem zostawia ubóstwie”.

    "Śmiech bierze, słuchając nieraz rozumujących, że kmiotek nasz z natury (jest) ladaco, że z niego zrobić nie można dobrego, że on wiecznie takim, jak jest, być musi. Ależ dla Boga! cóż- to za różnica między włościanami czynszowanymi np. w dobrach rządowych, a chłopami pańszczyźnianymi! W majątkach czynszowych chłopi mają się lepiej, doznają więcej opieki i sami starają się o szkółki dla swoich dzieci. Nie rozciągnąwszy ojcowskiej troskliwości nad wychowaniem włościan, którzy w dzisiejszym stanie swoim niczem nie są innem, jak dziećmi dorosłemi, nigdy się ich byt nie ulepszy, chyba tylko cudem Opatrzności. A cóż to za lud dzielny zrobić można z naszych chłopów, jeżeli się niemi szczerze zajmiemy, i ręczę, że z nich kraj należyte będzie miał korzyści. Wykazane przyczyny pauperyzmu, same nasuwają środki zaradzania owemu. Nie pochodzi on z przeludnienia jak gdzie indziej, a więc tem łatwiej da się usunąć lub złagodzić"

    W Tygodniku ilustrowanym (1881) czytamy: Z okolic Ciechanowa otrzymaliśmy korespondencyę dotyczącą spraw włościan, a nade wszystko ich moralności. Pan P. korespondent, zdaje się być usposobiony bardzo pesymistycznie, bo lud tamtejszy uważa za "tak okropnie zdemoralizowany, iż na poprawę jego lekarstwa znaleźć nie podobna”. O ile jednak wnosimy, demoralizycyji tej najgłówniejszyą przyczyną jest gorzałka i brak oświaty. – Pan P. pisze: "W okolicy Ciechanowa słychac bardzo często o kradzieżach, podpalaniach i morderstwach. Lud jest zepsuty do najwyższego stopnia i za kwartę wódki wszystko z nim zrobić można. Żydzi siedzą w karczmach, wbrew prawu, a dopomagają im wtem obywatele, którzy w rozpajaniu włościan widzą ratunek dla gorzelni i środek gospodarczy. Życie z dziś na jutro, pędzono na małych i lichych kawałkach ziemi, ubóstwo ,upodlenie i co za tem idzie, zakorzenione pijaństwo są wybornym materyłem dla nieuczciwego wyzyskiwania ze strony brodatych spekulantów. Ichmościów tych coraz tu więcej; w rękach ich topnieje dobytek włościan. Lichwa kwitnie w całej swej potędze, a z lichwą coraz większa nędza łatwowiernych. O szkółkach tamtejszych pan P. pisze: „Jak najmniej nauczyć się w niej można. Nauczyciele tak daleko doprowadzają swoją gorliwość, że bez żadnej potrzeby uczą dzieci pacierza w języku dla nich niezrozumiałym. Włościanie też bardzo niechętnie posyłają dzieci do szkoły, utrzymując że szkoda czasu, któryby na pasienie gęsi i świń korzystniej obrócić było można." Smutny to obraz a bardzo prawdziwy, jak pisze p. P., który dodaje, że i w Pułtuskiem nie lepiej się dzieje. "I tam karczmarz i lichwiarz trzymają w kieszeni większość włościan, a interwencya dworów w te sprawy jest niemożliwa. Wpływy

    duchowieństwa są ograniczone, a wraz z moralnością upada i pobożność ludu i jego gorąca niegdyś wiara..

    "Niestety, z wielu stron kraju moglibyśmy odbierać takie same korespondencje, bo w wielu stronach lud, nie przygotowany odpowiednio do dobrodziejstwa uwłaszczenia, używa swobody i majątku źle i nierozumnie. Wszędzie ma on złych i podstępnych doradców, którzy działają skrycie dla własnej korzyści, a najczęściej pod pokrywką urzędowości."

    W Gazecie Warszawskiej z r. 1857 Wacław Szeliga mówi o tak zwanej Poborzańskiej szlachcie  co następuje:

    "Naokoło miasta Mławy, rozciąga się znaczna przestrzeń Mazowsza ziemią Zawkrzyńską niegdyś nazwana. Należą do niej także parafie: Janowiecka., Grzebska. i Wieczwnińska.

    Pod względem gleby i kultury uboga, bo same prawie tu jałowce i piaski; nawet sosna kurczy się w cudaczne rosochy i mały tu tylko stanowią wyjątek żyżniejsze nieco okolice Bielaw, Grzebska, Bukowca itd. Część owa Mazowsza nazywa się Poborzem albo Poboczem, a szlachta cząstkowa na niej od wielu czasów osiadła Poborzanami lub Poboczanami. Miejsce to było niegdyś ogromnym borem, a osady rolne szlacheckie (już od czasów Konrada ks. mazowieckiego i Władysława Jagiełły) tu pozakładane na leśnych krudunkach, nazwano Poborzem czyli gruntem z boru wydobytym, po borze powstałym. Szlachta tu osiadła jest zwykle bez ukształcenia, o grubych obyczajach i bujnie wegetującym przesądzie, (Zachowują jednak., szczególniej pod względem formy, dość ściśłe przepisy religijne: najważniejsze też starych Polaków zaklęcie: ut sum sodalis Marianus! Nierzadko z ich ust się wymyka) nie chce się zwrócić do kmiecia, od którego niżej stoi, a całą na rachunek przeszłości pretensyę garnie

    skwapliwie, nie umiejąc podnieść się do oświeconych i wyżej będących panów braci. Te przyczyny, a przytem rozczłonkowanie niewielkich fortun na drobniuchne działy, zarozumiałość i brak chęci do pracy, sprowadziły między drobną szlachtę dzisiejszą wielki niedostatek i nędzę, a w ślad czego poszło (obok resztek czy szmat tylko dawnych cnót) wiele wad i występków, w tym żywiole społecznym napotykających się. Zwykle pan brat nie rad

    za sochą się ugania, cały tok gospodarstwa na jejmość, młode dzieci lub parobka. składając, a tylko wedle kufelka lub za zającem drepce i za sprawą do sądów się wymyka, bo zamiłowanie pieniactwa do namiętności tu posunięte, ( Błędne ogniki nocą na mokrzadłach i wedle borów ukazujące się, mają to być dusze zmarłych panów braci, którzy za życia najazdem lub sądownie wydzierali sąsiadom kawały gruutu lub pieniali się o nie, i za takowe bezprawia pokutować mają do Sądnego dnia) a podsyca ją zła wiara doradzców żyjących i panoszących się z niemądrej zaciekłości bliźnich."

    O ludzie z okolic Wyszkowa i Pułtuska, następujące (w liście r. 1870) powzięliśmy wiadomości: "Elekcye wójtów, ławników i sołtysów, sentencyonarze wyroków gminnych, dają niezbite dowody zdrowego sądu, pojęcia i przebiegłości tutejszych włościan, jakie na każdem ich usłyszeć nam się zdarza posiedzeniu. (Wiadomości podane są ze wsi: Porządzie i okolicy, do której zaliczyć należy wsie: Rząźnik, Sieczychy, Trzcianki, Białebłoto, Przetycz, Bossewo, Grondy, Ostrzykół i kilka innych w części kraju od Pułtuska ku Serocku. Dawniej obiór sołtysa dokonywany niekiedy bywał skutkiem tajnego poniekąd sprzysiężenia gromady. Gdy bowiem sołtys w czemś zawinił, wówczas gromada sama (bez jego wiedzy) rozesłała od

    siebie kulę po chałupach, zebrała się tajemnie na oznaczone miejsce, tu obrała sobie nowego, a tylko dla zwyczaju zebrała się powtórnie, jawnie i głośno, i mając już gotowego kandydata,

    przystępowała wobec poprzednika niby do nowej elekcyi. Włościanie tak ten fakt opowiadają: .Gdyśmy nowego sobie obrali, a stanęli z dawnym, to zrazu gromada cicho tylo sepce, ale gdy się już zagrzeje, to i wsystko w ocy wypowie: odbiera od sołtysa dawnego papiery tj. mapy gruntowe, kwity podatkowe lub z opłaty czynszów i przywileje jakie są, bo dawne biskupie, po większej części zaginęły, i te papiery oddaje do rąk nowemu. ..

    Obecnie gromada na sołtysa głosuje najczęściej za chłopem młodym zwykle i niedoświadczonym a miennym, aby nim łatwiej kierować wedle woli swej mogła: co także za dowód ludowego sprytu uważać należy. Zwyczaj obsyłania kuli, będącej w depozycie u sołtysa. Gdy sołtys chce mieć pod swem okiem w prędkiej chwili zebraną gromadę, posyła zaraz od domu do domu podawaną laskę zakrzywioną u góry, zwaną kula. Czynią to niekiedy  i spiskowi takie, używając do tego innej, na prędce sporządzonej kuli, gdy tamtej zdobyć nie mogą. Kto się nie stawi na wezwanie, karany bywa wykupem - mówią tedy: kula chodziła".)

    Wspólny (wedle tradycyi) wszystkim Słowianom serdeczny popęd do niesienia pomocy i rady współbliźnim, tutaj (pod Wyszkowem itd.) ścieśnia się często rachubą osobistego interesu, tak w drobnej jak i w większej wagi posłudze. Gościnny włościanin małopolski ostatni bochenek chleba i serek wydobędzie z szuflady, lub ostatni grosz z mieszka, by strudzonego wędrowca poczęstować i pokrzepić, a zapytany przez podróżnego o drogę, albo się doń przysiądzie na wózek, albo go pieszo odprowadza przy pogadance do pobliskiej wsi lub do dróg rozstajnych, nawet wśród śnieżnej zawiei, nie wiele się troszcząc, że na to zmarnuje kilka godzin pracy i gospodarstwa. Tutejszy zaś przyjmie u siebie, lecz zaraz zajrzy do komory czy mu za pasy starczą na jutro; drogę zbłąkanemu wskaże, lecz sam się nie ruszy z domu, pomnąc, że rola i bydło wciąż potrzebują jego oka. Rozrzutność bywa tu jedynie wadą indywidualną i przelotną, tj. gdy w chwili zapału czyli tak zwanej fantazyi, ten i ów z włościan podpiwszy nadmiernie krupniku (a czasami i wina), zapali cygaro i pędzi naówczas wózkiem na pokaz przed ludźmi, bez względu na stan zdrowia i sił swojej chudoby (koni). Do kościoła chodzą pieszo lub jeżdżą wózkami w niedzielę i uroczyste tylko święta, na sumę; zaraz po nabożeństwie wracają do domu, niekiedy chwilowo zachodzaąc do karczmy. Na większym dniu, po nieszporach, idą ze wsi z procesyą pojedynczo lub po kilkoro, a rzadko kiedy gromadnie."

    Ks. B. Ostrzykowski przy opisie Brańszczyką, nad Bugiem i okolic (1856) powiada; „Gleba ziemi chociaż nie w zupełności odpowiedniej bo piaski nadrzeczne nieco ziemi zajmują, w większej jednak części wydaje piękną pszenicę, żyto i inne gatunki zboża. Drzewa i łąk jest obfitość, że na kilka mil okolicę temi przedmiotami zasilają. Ryb, pszczół, jest pod dostatkiem i wielka w tej okolicy sposobność hodowania bydła i koni; kamień wapienny dostarcza środków łatwych do murowania, przy obfitym zasobie gliny zduńskiej cegielnie tutejsze dobrą wypalają cegłę. Rzeka spławna. Z jednej strony, a z drugiej droga bita (szosa) od Warszawy do Wilna wiodąca, ułatwiają handel, ku któremu wyróbka drzewa do spławu i fabryki klepek, statków i innych przedmiotów dzielnie dopomagają. Zdaje się, że z tej przyczyny lud tutejszy posiadający łatwość wyżywienia, mimo wrodzoną czerstwość, mocną budowę ciała i zdrowie, spuszczając się na los, niema chęci do pracy, bo każdy od dziadów i naddziadów przyzwyczajony błąkać się po lasach, w krótkiej szarej katance i lekkich łapciach, z torbą, siekierką u pasa, w okrągłym kapeluszu, fuzyą uzbrojony, taką ma chęć niepojętą do polowania, łowienia ryb, pszczół podbierania, że mu się zdaje, iż nie siejąc ani orząc, jak Izrael w ziemi obiecanej, może bez pracy siebie i własną wyżywić rodzinę. Z tej to przyczyny nałogowego opuszczenia na małem przestaje, idzie o godzinie 10-tej (z rana) do roboty i schodzi z niej zawczasu, ani go większy zysk ani żadna namowa do przełamania tego nałogu nie powiedzie. Niema przeto zamożności w domu tutejszego włościanina; ale za to zastępuje ochędustwo wzorowe; - parę fałdzistych sukman, kilkadziesiąt koszul, a wszystko własną jego żony ręką wyrobione, parę koni, kilka krów, składają jego dobytek; on zaś choćby miał pieniądze, tych przed światem nie wyda; zachowane w głębokim dole często stają się własnością ziemi. Kiedy .Kurpiowi wydostarcza chleb czarny dobrze upieczony, a przy nim wódka z miodem, wtedy śpiewa wesoło po lesie i w piosnkach swoich biedę kwiecistej przyrodzie powierza, wieczór pochwala Boga i smacznie – choć w marzeniu o nowej biedzie swojej jutrzejszej – zasypia.

    Mimo to wszystko, lud ten w przemyślę innych mieszkańców kraju przechodzi, jest filuterny, spekulacyjny, cnotliwy, ale nie gościnny; lubi kłamać, wykręcać, - jednak się strzeże występków. Podpalania, zabójstwa, w naszej okolicy nie znają, bo Kurp woli darować winę, niżeli się mścić zajadliwie. Przy weselnym lub pogrzebowym obrzędzie, nie obejdzie się bez gorzałki; tą się też wywiązuje nowonarodzonemu dziecięciu i pomarłemu ojcu lub matce. Rysy ludu naszego są kształtne. Włościanie tutejsi Bogu tylko i dobroczynnej naturze polecając własne kłopoty, w nieszczęściu idą. do kościoła, w chorobie do plebana; tam ułagadzają wydarzone przypadki i niedostatek, tu znajdują doktora i aptekę, a jeżeli konieczna rada zwraca ich kroki do medyka, to przyniesioną receptę (zamiast ponieść do apteki) kładą, za belkę domu, i mówią, że doktór dał jakąś kartkę, ale ta nic nie pomaga. Wielu umieją czytać i pisać, a znowu mają starszych sołtysów, którym więcej ufają; wierzą radzie pana; ci są pomiędzy nimi wyrocznią, sprawy godzą i niepewne rozstrzygają zawikłania; nie lubią kłótni, a w razie zajścia jakiego, wydostarcza im dekret zaufanego sołtysa. (Szczegóły tu podane, iż lud tutejszy nie jest mściwym ani kłótliwym, dowodziłyby, że wady cechujące Mazura nie są bynajmniej powszechnymi).

    Ludność mazowiecka od Broku, Ostrowa, a po części i z okolic Różana., osiadła w pośrodku dawnych puszcz i lasów, niegdyś w posiadaniu biskupów płockich zostających, oddalona od ruchu miast i z przyroda jedynie obcujaca, nosiła na sobie cechę  pewnej niepodlegości. W ciągu ostatnich dwóch stuleci, gdy królowie polscy zjezdżali tu do swych myśliwskich dworów i bobrowni na rowy, obowiązany lud ten był stawać do północy w obławach, dostarczać skór na futra, oddawać od wydzianych barci miary miodu i wosku. Posiadając równie jak i ostrołęccy Kurpie broń palną, do której użycia ma niezmyślny pociąg, wyśledzi on każdą kunę i tchórza, i tropi je dopóki nie pochwyci. Od dawna we wszystkich okolicznych dobrach oczynszowany, wyrzekłszy się nałogowego pijaństwa, zamiłował pracę, stał się rządnym i oszczędnym. Ubiera się skromnie lecz czysto, je zdrowe i posilne pokarmy, i rozrzutnym staje się wtedy tylko, gdy chodzi o postawienie wygodnego domu mieszkalnego i innych budowli, utrzymania ładnych koników i sprawienia zgrabnego wózka do wyjazdu, co stanowi miarę zamożności jednego gospodarza od drugiego. (Jakkolwiek lud ten zamieszkuje ziemie na południe od dzisiejszej puszczy czyli krainy Kurpiów się rozciągającą, nosi on często takie miano Kurpiów: wówczas szczególnie, gdy obuwa nogi swoje w łapcie z lipowej kory: noszących natomiast buty nazywają skórzakami).

    Mimo że rozsądkiem, trafnością sądu, bystrem rzeczy pojęciem i chłopskim zdrowym rozumem, posuniętym aż do przebiegłości przewyższa on inną, a osobliwie południową ludność Królestwa, wszelako (wedle powszechnego zdania) nie dorównywa jej w gościnności, uczynności, ani w serdecznem uczuć wylaniu. Główną, acz lekką tej ludności (o ile nie siedzi ona na roli) robotą jest: furmanić, spławiać drzewo, polować i ryby łowić.

    Skłonną jest ona do pewnej ostentacyi więc i do zazdrości; skoro, Kurp brodzki (bo tak ich czasami nazywają) zobaczy u sąsiada porządną kolasę, zaraz czuje chętkę kupić sobie lub sporządzić taka samą. Nie brak też dumy i przeceniania własnej swej osoby. Więc gdy ma on jaką sprawę w sądzie o zwrot kosztów lub zapłatę, nierzadko wymykają się z ust jego słowa: "Ja nie dbam, byle tylko moja była góra, ja biednemu dam te pieniądze."

    [...]

    W takich-to wsiach posiadali oni więcej lub mniej gruntu, więc zajmowali większe lub mniejsze domki, podług tego jak byli czy-to gospodarzami, czy morgownikami, czy kopiarzami.

    W budowlach i na podwórkach utrzymują porządek j bydląt w izbach nie utrzymują. Izby po większej części mają już podłogi z tarcic, okna widne i dostatnie dla budowli. Sprzęty w izbie są: stolik, szafka oszklona lub ślepa (nie- oszklono) na naczynia kuchenne (statki), stołki, ławki, łóżko, kołyska dla dziecka, kufer (skrzynka) do szat, wyrobione stolarską robotą z drzewo. sosnowego, już-to bez pomalowania już malowane olejno na barwę ciemno-czerwoną. Dalej: żarna, niecki (miecki), szafliki, cebrzyki v. cebrzyśki, kubełek (konewka do wody), śkopecek (do dojenia krów). Na półkach w szafie stoją garki i garcki, miski, grapy (żelazne garki na nogach), sagany (żelazne naczynia bez nóg), tygielek (żelazny), rynka (gliniana), łyżki drewniane i blaszane, warząchew (wielka łyżka drewniana). Prócz tego stoją tu: flaszka, kieliszek, szklanka (ćklonka), garniec, pół-kwaterek blaszany itp. Przy piecu znów: łopata, kosiór (pociasko do wygarniania węgla z pieca chlebowego), pomiotło (do wymiatania popiołu), miotła v. mietła, dzierża (do rozczyniania ciasta na chleb), kierzonka lub tłuczka (do robienia masła). Nad łóżkami lub wokół izby (osobliwie nad stołem i w kącie) obrazy olejne z Częstochowy zwykle przyniesione, przedstawiające wizerunki Matki Boskiej, Pana Jezusa, oraz patronów domowników; a za obrazami pozatykane święcone zioła. Często bywa i zwierciadło.

    Do sprzętów zaś i narzędzi, po podwórzu, w sieni i na poddaszu rozłożonych należą: wóz kowany, sanie v. sanki (sanki przednie do wożenia drzewa nazywają się kołowe, sanki zadnie: zajdki; a nadto, gdy kute to biegi, gdy bose to płozy), socha, radło, brona, grabie, widły, cepy, szufle, ćwierć, sierzp, kosa, rzezak (kosa przy ladzie do rznięcia sieczki), siekiera (do tej osada czyli toporzysko), ośnik do ogładzenia drzewa, rydel, motyka, babka (kowadełko do klepania kosy), oskardzik (do kowania kamienia żarnowego), młotek, cęgi (obcęgi, Zange).

    Włościanie tutejsi stawiają też nader liczne i nader kosztowne (bo wydają na nie aż do 300 i 400 złp.) figury czyli krzyże przy drogach, wśród wsi (na rozstajach) lub na cmentarzach. (Wyrabiają takowe ci wśród włościan, którzy szczególniejsze do wyrobów tego rodzaju posiadają uzdolnienie. A bywa takich niemało. - Czasopis. Kłosy (1871) w artykule: Mechanik wioskowy mówi między innemi (z powodu obrazu Kotsisa): Pomiędzy ludem naszym niemało znajdzie rzeźbiarzy, którzy samodzielne tworzą dzieła godne uwagi, nacechowane i pomysłem i wykończeniem artystycznem. Wyroby te z drzewa nieraz dokonane przy pomocy tylko kozika (nożyka składanego), odznaczają się szczególnem wykończeniem. We wsi Korzeniu pod Płockiem (raczej: Gombinem), widzieliśmy rękojeść biczyska owczarskiego z gruszkowego drzewa, wyrobioną przez młodego owczarka, z wyciskami metalowemi tak misternie wykonanemi, że godnemi byłyby wystawy artystycznej. A wyrobiona była przy jedynej pomocy kozika i guzików ołowianych od sukmanki.) chatami innych włościan sąsiednich, nawet Mazurów. Nie zobaczy tu w izbie cieląt, prosiąt i gęsi pomieszanych z dziećmi kmiecia. Dom zazwyczaj w węgieł postawiony, obszerny, okna jasne i duże, częstokroć okiennicami malowanemi opatrzone. Wewnątrz izba jedna obszerna, druga mniejsza, czysto utrzymane, piec częstokroć polewany, na półkach ustawione misy i narzędzia kuchenne, w głębi stół ochędożny, a przy oknach warstaty tkackie. Kiedym odwiedzał ich siedziby, na ścianie w izbie każdego niemal domostwa, wisiała strzelba i torba borsucza."

    Czas odmienia wszystko, i u Kurpiów wycisnął silne piętno wielkiej zmiany. Co było ich żywiołem, myśliwstwo i bartnie, wszystko ponikło, zwierz wyniszczony, bartnictwo upadłe, a puszcza, ich ojczyzna i stara forteca, mogiła tylu wojowników Karola. XII., dzika, niedostępna, ciemna i ponura, ciosami topora przerzedzona, ogrzana nieznajomem jej dawniej słońcem, łatwa do przejścia, dostępna, przejrzana, utraciła starodawną powagę.

    To też jak znikły tu z widowni owe działy zwane bory i pół - bory, by miejsca ustąpić leśnictwom, tak też i dawniejsze leśne budy mieszkańców, w nowszej konstrukcyi przemieniły się na domowstwa. W których domach mieszkają dziewczęta na wydaniu, tam

    nad oknami ścianę domu zdobią kwiatami, malują ją białem wapnem j podwórze zaś całe naprzeciw domu usypują piaskiem w różne floresy, aby było wedle ich wyrażenia "jak śnureckiem."

    Wiktor Czajewski (Tygodn. ilustr. 1881) powiada o chacie Kurpia:

    "Obszerny dom drewniany, o prostym węgle (kącie), słomą kryty, przedstawia czworobok, którego jedna ściana bywa zwykle półtora razy dłuższą od drugiej. Dom taki odwrócony jest, prawie zawsze, do drogi szczytem, w którym wycięte są dwa duże okna. Szczyt sam wyszalowany dobrze i nabity ozdobnie gwoździkami, pod których łebki podkładają kurpieccy budowniczowie jeszcze blaszki cztero-kanciaste, świecące. Na szczycie prawie każdego domu gwoźdźmi temi wybity jest krzyż i litery J. H. S., najczęściej z krzyżem powiązane."

    "Z boku od obszernego, czysto utrzymanego podwórza wchodzi się do obszernej sieni, a potem do izby, z której najczęściej tylko sama framuga, nie opatrzona drzwiami, prowadzi

    do alkierza czyli alkowy (komory). Pośrodku izby znajduje się ogromny piec ceglany, przy

    nim w rogu komin, a naprzeciwko komina w kącie ustawione wiaderka z wodą, a pod oknem od gościńca (drogi), które zdobią firanki najczęściej z papieru wycięte i kwiatki doniczkowe: mirty, balsaminy, róże i oleandry, w każdej izbie jest umieszczony stół, a za nim w kącie łóżko, rozciągające się na noc. Pod drugiem oknem od podwórza umieszczona jest niewielka w kształcie komody szafka, a przy piecu około komina duża dębowa ława.Dokoła w tej izbie ściany obwieszone są różnemi obrazami, przedstawiającemi świętych patronów, nabytych zwykle na jarmarkach w tak zwanych tasach (kramarskich budach) lub w Częstochowie na odpuście. Lecz bywają tu i własne produkcye. U zamożniejszych Kurpiów znajdujemy kapliczki oszklone, w których umieszczona jest rzeźba, przedstawiająca zwykle Chrystusa siedzącego na sądzie, z berłem w ręku. Jest to robota tutejszych rzemieślników - rzeźbiarzy, ogólnie zwanych bogorobami. - Po za obrazami temi zawsze znajdujemy palmy i wianki, a na drzwiach kropielnicę ze święconą wodą. Oprócz tych obrazów, nad wiaderkami wisi na ścianie szafka, rodzaj półki, na której ustawiają talerze i miski, a w powyrzynane szpary zatykają widelce i rozmaitego gatunku łyżeczki. Garnki znajdują miejsce pod ławą. ( Na ścianach także w wielu wsiach (np, Ksebki, Dudy puszczańskie, Warmiak, Krysiaki, Wołkowe itd.) pozawieszane są dzbany i dzbanki do wody, mleka, piwa itd. Dzbanek większy

    do piwa jest zwykłego kształtu, polewany zewnątrz i wewnątrz biało, na nim do połowy są żółte rysunki (niby gałązek choiny). Krużyczek (dzbanuszek, krug ?) jest to używany do śmietanki garnuszek żółty polewany, obejmujący najwięcej 1/2 kwaterki. Idąc rok-rocznie w dzień śś. Piotra i Pawła na odpust do Swiętej Lipki, skupują sobie tam zapas dzbanków i krżyczków)

    W alkierzu czyli komorze, widzimy przymocowane do sufitu dwie deski, a przy nich wisi silny drążek, równolegle do sufitu; sufit w obu izbach zwykle pozostaje niebielonym. Na drążku tym zawieszają Kurpie swoją odzież. Oprócz tego alkowa służy często za sypialnię dzieciom, lub też nowożeńcom, jeśli nie mają się gdzie podziać i wedle umowy zostają na ojcowiźnie. W sieni drzwi opatrzone są zwykle kołowrotkiem i drewnianą zaporą (rodzaj zasuwy), chociaż teraz w wielu już domach napotykamy klamki. Z sieni tej prowadzi drabina na strych czyli górę, i najczęściej z sieni urządzone jest palenisko dużego pieca, ustawionego pośrodku izby. Na podwórzu obszernem, jeżeli ziemia na to pozwala, znajduje się ogródek, w którym rośnie zwykle kilkanaście sztuk drzewa owocowego. Po za ogródkiem mieści się sklep, zagłębiony w ziemi i okopany wysoko. Tam zsypuje gospodarz na zimę potrzebne kartofle, a gospodyni podczas lata trzyma mleko i inny nabiał. Dalej stodoła i zabudowania. Gospodarcze. (Tu pod szopą mieszczą się wozy i narzędzia gospodarcze. Bogatsi chłopi (we wsiach Krysiaki, Dudy itd.) miewają prócz wozu zwykle szybowanego (kutego) i kolasę także. Jest to zwykła bryczka, tylko litry (wasąg) przykute są do osi i wyplecione wierzbą-łozą; w tyle kolasy znajduje się naparstek (drążek łączący z sobą boki wasąga, aby się nie rozchodziły na strony)."Cały dziedziniec opasany sztachetowym płotem, do którego wiodą podobneż sztachetowe wrota."

     

    PRACA.

    Rola. Zajęcia

     

    F. Kozłowski w Dziejach Mazowsza mówi o rolnictwie w tej prowincyi, o jej przemyśle, handlu i t. d. w czasach dawniejszych. Podobnież i E. Świeżawski w Słowniku geograficznym 1885) powiada: Rolnictwo w Mazowszu jako cechę odróżniającą, ma podane przez Długosza w r. 1471, że Mazowszanie i Łęczycanie w jednego konia orzą.. - Wedle Verduma w 1671 r. (Cudzoziem. w Polsce) "grunta na Mazowszu są piaszczyste i nadzwyczaj kamieniste, tak, że wały, pola i płoty składają się z samych kamieni. W niektórych miejscach miesza się trochę ilu pomiędzy piasek i kamienie, a tam rola wydaje dobre owoce. Pola orzą bardzo dziwacznie w wązkie zagony, niewięcej jak dwa kroki szerokie, choć pola same z siebie są wysoko położone i wcale nie mokre."

    "Historyczne przezwisko za elekcyi Walerego dane Mazurom: "sitarze" od kaszy którą im dawano; - przytyki w rodzaju: "Mazurowie naszy, po jaglanej kaszy, mokre wąsy mają, w piwie je maczają" oraz: "kto sieje tatarkę, ma żonę Barbarkę, i krowami orze, nie pytaj go

    czy zdrów, ale czy żyjesz nieboże" - wskazują co przeważnie na Mazowszu wysiewano. - Mimo to, akt r. 1597 wydany dla Pułtuska, przekonywa, że z Pułtuska wyprawiano statki ze zbożem do Gdańska itd." Dalej mówi autor o spławie i handlu zbożowym, o hodowli koni, bydła rogatego, bobrów itd. Poprzednio zaś daje obraz przemysłu (nieróżniącego się prawie od mało-polskiego), mówiąc o bartnictwie i syceniu miodu, o winnicach, piwowarstwie, gorzelnictwie, o przemyśle górniczym (sól, glina, ruda), o sukiennictwie i płóciennictwie.

    W. H. Gawarecki (Opis ziemi Wyszogrodzkiej, 1823) powiada: "Położenie ziemi Wyszogrodzkiej (która obejmowała 10 mil kwadr. i miała 3 miasta: Wyszogród, Czerwińsk i Bodzanów) jest w samych równinach gruntu urodzajnego, a najszczególniej do siewu pszenicy i jęczmienia zdatnego; w ogólności, ziemi tej na żyznych pastwiskach nie zbywa, przez co właściciele dóbr ziemskich liczne trzody inwentarza rogatego wychowywać są w stanie; wreszcie korzystne jej położenie nad Wisłą, ułatwia znacznie handel zbożowy, jedynem źródłem utrzymywania się jej mieszkańców będący. (Dla tego też, obywatelstwo jak i lud, większą cieszą się tu zamożnością, niż w innych Płockiego stronach. Chętnie więc kawalerowie szukają tu żon, trzymając się zdania, że: Gdzie rośnie dziewanna (tj. na piaskach), tam uboga panna. A gdzie gdzie oset (tj. na glinach) tam panna ma kroćset.)

    Niedostatek drzewa, szczególniej do budowli uczuwać się daje; bowiem lasy jakie niegdyś

    tu były, dla dobroci gruntu wytrzebione zostały. Są wprawdzie gaje przy wsiach, lecz te bardziej ku ich ozdobie, nie zaś pożytkowi służą. Mimo braku dostatecznych rąk do rolnictwa, takowe pracowitością i pilnością do wysokiego stopnia w tej okolicy jest posunięte, tak ze względu doskonałej uprawy roli, jako też i innych części rolnicze gospodarstwo składających; rzadka jest wieś, w której by sad owocowy porządnie założony i utrzymywany,

    wszelkie kuchenne warzywa, staw lub kanał zarybiony, pasieka, chmielnik, piękne i liczne trzody bydła rogatego i owiec nie znajdowały się. Nadto, ziemia ta ma dostatek zwierzyny a szczególniej ptastwa, jako to: zajęcy, kuropatw, siwków, słomków, kwiczołów, kaczek; miejscami tylko widziane bywają, lisy i wilki.

    Dziś, tryb postępowania w uprawie roli, jak w ogóle cała praktyka gospodarcza, wskutek uwłaszczenia włościan jak i nowszych o rolnictwie wyobrażeń, znacznym uległy zmianom, a lubo nie wszędzie jeszcze zmiany te do zupełnie zadawalniających doprowadziły rezultatów, wyszły one jednak w ogóle na korzyść rolnika. Encyklopedya rolnicza (1874) wykazuje te

    korzyści szczegółowo zdając sprawę z kilku w Płockiem położonych folwarków, a mianowicie dając: 1) Opis gospodarstwa cząstkowego w osadzie Rembowo (gub. i pow. Płocki, gmina Rembowo) własność Józefa Biernat'a. 2) Opis gospodarstwa cząstkowego wsi Kobylniki (gub. i pow. Płocki, gmina Święcice) własność Józefa Jabłońskiego - 3) O stanie gospodarstwa małego w Lipnowskiem; wieś Próchnica (pow. Lipn. gmina Kłokock) wł. Ant. Wituski - 4) Opis gospodarstwa większego we wsi Kucice.

    We wsiach Porządzie, Ochudne, Pniewo , Obryte i t. d.

    włościanie oddają się latem, jak wszędzie, zajęciom rolnym; zimą, gospodarze trudnią się wywózką drzewa lub odstawem jako posiadający konie j wyrobnicy zaś zajmują się zimą wyróbką drzewa lub idą na najem. Tutejszy lud zowie indyki: gule lub dziuby; woła się na nie: gulu, gulu! - Na gęsi: cygo, cygo! - Na kaczki: taś, taś! - na kury: cip, cip! Na kota: kici, kici! kci, kci! Odpędzanie od szkody: a gdzie? - Na drób: a gule, a sia! - Na świnie: a ciu! A gdy się trzodę chlewną przywołuje: maluś, maluś !

    Woły tu są prawie wszystkie robocze. Gdy młody cielak jeszcze do órki nie włożony, nazywają go: niełuk (nie-uk ?). Na woły wołają kse gdy iść mają na lewo, heć gdy iść mają na prawo, anul gdy mają iść prędzej, smukaj się! stój!

    Na konie, na prawo: od - siebie! - na lewo: k sobie! - prędzej: wio! - stój: prrr!

    We wsiach Porządzie, Ochudne, Pniewo itd.: Konopie samice zowią: się: maciory, samce: płoskonki. Len uprawiany jest obficie. Pasożytna roślina na lnie: wyłup, ma tu nazwę sracz lub złoto. Oto kolej roboty około lnu, podług tutejszych wyrażeń:            Len rwać, młócić, moczyć, wywlec, rozpostrzeć na łące po wyjęciu z wody, zebrać, suszyć, miąglić na miąglicy, trzeć na cierlicy, klepać na stołku lub na kadłubku, czesać na szczotce, prząść na kółku (kołowrotku); kądziel. Kółko (kołowrotek) ma części następujące: przęślicę, pachółek, krzyż, śrubę, deskę, koło, ośki, siery (z zębami z drutu), szpulkę (wrzeciono). Nici motają się na talki (motowidła), zolą się (obsypują popiołem), potaczają się w potaczkach lub w piecu bielą; potem pierzą je (płókają w wodzie z popiołu), wiją (tj. kładą na wijaki do wicia), wiją na kłębki lub na szpule, snują (na ścianie lub na kole), nawijają, na warstat, nawłóczą nici w płochę, - i robią płótno.

    Warstat tkacki czyli krosna ma części: Nawój u którego się uczepia brzeg nici; przedsobnik co podtrzymuje nici (u nawojka płótno się już uczepia po zrobieniu); bidła do przybijania rękami nici w robocie płótna; deptaki do przy deptywania nogami; czółnek dostarczający nici przy przerzucaniu w robocie. W czółnek wkłada się cewka z niciami. Warstat zbity jest szponami; kliny nazywają się tu zagozdy; w górze jest grządka i przy niej rączki; prątkami przyciskają się nici do nawoja.

    Włościanie (w Lipnowskiem, Płockiem, Mławskiem) łowili i łowią ryby w jeziorach (o ile dziedzice na to pozwalają) różnemi sieciami pomniejszemi, jakiemi są: klepy, stępnice,

    żak i wontorze i inne małe siatki, rzadko zaś niewodem.

     

     

    OBRZĘDY.

    URODZINY. CHRZEST.

    We wsi Porządzie, Pniewo (pod Wyszkowem) obrzęd chrztu nader odbywa się krótko. Przy chrzcinach częstują się sami tylko kumowie.

    Z nowonarodzonem dzieckiem jadą do chrztu (do Pniewa) tylko w niedzielę lub w święto (wyjąwszy gdy dziecię jest chore), dążąc by przybyć do kościoła przed nabożeństwem; spóźnienie bowiem jest przepowiednią, że dziecko leniwem będzie do chwały Bożej. Na kumów spraszają bliższych krewnych lub dobrych przyjaciół (mówi się: prosić o posługę do chrztu ś.).

    Za powrotem z kościoła, kumowie wchodząc do domu rodziców nowonarodzonego , witają matkę jego i domowników: „Niech bańdzie pochwalony Jezus Chrystus! wzięlim zyda a przywieźlim wam chrześcianina." I oddają dziecko do rąk położnicy. Poczem kumowie jedzą przekąskę i piją piwo. Następnie spraszają bliższych sąsiadów, a gospodynie przynoszą dla nowo-chrzczonego w darze, co tylko mogą z domów swoich, jak np. jaja, kury, kiełbasy, owoce, miód itd. Bawią się przez noc całą przy pytlowym chlebie, plackach, piwie; - dla kumów tylko służy mięso, pieczone na pieczeń lub gotowane na rosół i barszcz. Zabawa ta przeciąga się nierzadko i przez dzień następny, tj. poniedziałek. Przy chrzcie obecną także jest i babka tj. akuszerka wiejska.

    Zwykłe tu imiona chrzestne męzkie są: Jan, Wojciech, Frańciszek, Józef, Adam, Stanisław, Idzi, Piotr, Maciej, Michał, Błażej, Grzegorz, Antoni. - Żeńskie: Maryanna, Marcyjanna, Józefa, Katarzyna, Ewa, Franciszka, Antonina, Balwina, Alina, Hanna v. Anna, Ulina v. Ulijanna (Julija).

    Po chrzcie dziecka (pod Pułtuskiem - przy chrzcie kładą dziecku kawałek chleba i soli pod nóżkę) schodzą się baby do chaty położnicy i opowiadają sobie, jaki (tj. czy więcej lub mniej szczęśliwy) która z nich odbyła połóg i jakie nadal mają, zamiary postępowania z dziećmi. Mówić bowiem o tem przed ochrzczeniem dziecięcia, nie uważają za rzecz bezpieczną, wobec czychających na jego dobro złych potęg. (I wogóle wieśniak boji się tych potęg, a gdy coś przeskrobie lub zrobi źle, wyrażać się lubi: złego skusiło)

    Zwykłe imiona są: Jan, Józef, :Mateusz, Maryna, Kaśka, Anna, Brygida. Dziecię nieprawego łoża, nazywają: bastrom, bajstroń(od Pułtuska, Płońska).

    Połujański mówi: »Chrzciny, gody małżeńskie i zabawy w dni świąteczne Kurpie (nowogrodzcy) odbywają zwykle w karczmie przy kieliszku, śpiewach i skokach, z tą osobliwością, że mężczyźni w swojem kółku, kobiety zaś oddzielnie się bawią«

    Wieś Dudy puszczańskie, pow. Kolnieński, parafia Myszyniec: u Kurpiów tutejszych, w pierwszą niedzielę po urodzeniu dziecka, ojciec jego prosi w kumy dwoje ludzi z tejże wioski. ( Kumostwo wspólne, pomiędzy ludem (w ogóle) jestuważane jakoby pokrewieństwo. Nawet gdy się mają żenić, młodzież tym sposobem przez rodziców chrzestnych powinowata zawsze udaje się do księdza z prośbą o pozwolenie kościoła.) Ci własnemi końmi jadą do kościoła, zabierając z sobą dziecko dla dopełnienia obrzędu chrztu zaraz po nabożeństwie. Poczem z ochrzczonem dzieckiem wracają zaraz do domu jego rodziców, i oddają je do rąk własnych jego matki. Tymczasem domownicy zapraszają wszystkich bez wyjątku wsi tej mieszkańców, a nawet i przyjaciół z innych okolicznych wiosek, którzy też schodzą się aż do samego wieczora, witając gospodarza u drzwi zwykłem: Niech będzie pochwalony J. Chr. i otrzymują tegoż odpowiedź: Na wieki itd. witajcie do nas, na co wchodzący znów odpowiada: Bóg zapłać! i siada na miejscu nie zajętym jeszcze najbliższej ławki. Wkrótce też następuje ugoszczenie przybyłych, za dawnych czasów zwykle krupnikiem (tj. wódką gotowaną z miodem i masłem) a dziś gorzałką; poczem podaje mu gospodarz krużyczek (garnuszek polewany, krug?) herbaty lub kawy (zdjąwszy ów krużyczek ze ściany na której zwykle jest zawieszony), wraz z kawałem sporym razowego chleba. Przy tem idzie pogawędka o tem i owem. Koło łoża położnicy skupiają się kobiety, pocieszając ją i dając jej różne przyjacielskie rady. Ścisk i gwar wtedy w izbie wielki, a biedna chora poci się słuchając tego wszystkiego i udając jakoby nader zadowoloną była z tak łaskawych odwiedzin tylu godnych sąsiadów.

     

    POGRZEB.

    W okolicy Płocka (wieś Blichowo, Kosino itd.) przed chatą gdzie leży ciało (obmyte przez baby) człowieka żonatego lub zamężnej niewiasty, stoi chorągiew czarna tj. żałobna, wzięta z kościoła. Tam zaś gdzie leży ciało parobka lub dziewki, stoi proporzec czerwony lub biały. Żonatych i zamężne, ubierają w świeżą bieliznę i ubiór wierzchni (dawniej w samej tylko bieliźnie chowali); parobka zaś lub dziewkę stroją jak do ślubu.

    Trumnę przykrytą odprowadzają z kościoła na cmentarz z chorągwiami. Kondukt odbywa się cicho i bez przemówień (chyba, że ksiądz na cmentarzu - co się czasami zdarza - pożegna rodzeństwo zmarłego w jego imieniu). Po pogrzebie następuje stypa w domu lub w karczmie, również pogrzebem zwana. Jedzą wówczas mięso (jeśli dzień jest mięsnym), kapustę z okrasą, a głównie jaglaną kaszę.

    Okolica Pułtuska, Wyszkowa (wieś Porządzie, Pniewo): Konającemu podają lub wtłaczają gromnicę do ręki; rodzina odmawia razem z nim (ile szeptać on jeszcze może) modlitwy j pilnują tego, aby konający wymówił te słowa: Jezus, Marya, Józefie! załujcie dusy mojej! (lub: ratujcie dusę moją). Gdy zgon nastąpi, schodzą się zaraz wszyscy ze wsi bez proszenia, przeżegnują się przy ciele i odmawiają modlitwy za umarłych (dziś już z książek    drukowanych, gdyż tu tak mężczyźni jak i kobiety - z małym tylko wyjątkiem - czytać i pisać umieją). Umarłego obmywaj!!, golą i ubierają w śmiertelne szaty, to jest: w koszulę, spodnie i kamizelkę, wszakże bez sukmana; obuwają w buty bez podkówek (bo żelaza i metali chować do grobu nie można, gdyż te nie spruchnieją); a nadto bez medalików nawet święconych; jedynie kładą w skrzyżowane dłonie obrazek papierowy z wizerunkiem jakiego świętego lub świętej. Niewiastę zaś ubierają w koszulę, gorset, spódnicę, fartuch, oraz czepiec i chustkę w zawój obwiązaną; nogi obuwają w ciżemki i pończochy; szkaplerze na szyję dają tak niewieście jak i mężczyźnie. Małym dzieciom wkładają koszulkę tylko i skarpetki niciane; - wszystkim zaś pod głowę do trumny poduszkę, nie wiórami lecz sianem wypchaną.

    Wszakże wrzucają, już teraz (pisano to w r. 1870) do trumny i wióry z niej, czego dawniej nie czynili. A nadto kładziono dawniej zmarłemu pod głowę piołun. Do trumny wkładają zmarłego z ławy dopiero na trzeci dzień po śmierci , przed samym pogrzebem. Gromadzą się wszyscy (podług wyrażenia tutejszego: cała okolica); i gdy mają być pochowani rodzice, wtedy dzieci kłaniają się nisko wszystkim obecnym i w imieniu zmarłych rodziców mówią do każdego: Darujcie im (rodzicom) i wybaczcie, co wam kiedy rodzice nasi w życiu swem zawinili.

    Poczem wyprowadza gromada z domu ciało do pierwszego krzyża przy wsi, śpiewając chórem pieśń: Witaj Królowo Nieba itd. Od krzyża zaś wiezie mąż swą żonę, żona męża,

    rodzice dzieci i te rodziców, a towarzyszą im tylko blizcy krewni na cmentarz; wszyscy inni wracają od krzyża do domu. Kto był biedniejszy, to po poświęceniu ciała przed kościołem, niosą go lub wiozą prosto na cmentarz; kto bogatszym, tego ciało wprowadzonem zostaje na katafalk i na nabożeństwo pośmiertne do kościoła. Przemowy przy krzyżu niema żadnej; bywała dawniej, lecz zwyczaj ten upadł i nikt nawet treści takiej mowy dziś nie pamięta. Stypy dziś nawet u najbogatszych nie ma.Wójcicki przytacza formułkę następującą żalów wdowy przy głośnych jej łkaniach: ,,O biedna-ż ja, biedna sierota! jakże ja osierociała!" - i powiada, iż sposób ten wyrzekania jest obyczajem zwykłym między ludem naszym. Nie tylko przy pogrzebach zmarłych, ale nawet przy braniu parobków w rekruty, matki i siostry, odprowadzając synów i braci, w płaczliwym śpiewie swoje ogłaszają żale."

    Połujański mówi: "Pogrzeb osób dorosłych u Kurpiów nowogrodzkich, (również jak i chrzciny i wesele) kończy się stypą w karczmie przy kieliszku odbytą.. Jest ona obfitą pod względem napoju, zwłaszcza tam, gdzie towarzystwa wstrzemięźliwości szczupłą tylko liczbę zdołały pozyskać dla siebie adeptów.

    Dudy Puszczańskie, parafia Myszyniec. Pogrzeb w krainie Kurpiów (czyli jak mówią: na Kurpiach) nie wielkich wymaga starań i zachodów. Umarłych chowają w świątecznych szatach; dzieci w długiej białej koszulce i czapeczce o jednym kwiatku jeśli chłopiec, o kilku kwiatkach jeśli dziewczyna. Robią trumnę z czterech prostych białych desek, po części nie heblowanych; wkrótce potem kładą w nią nieboszczyka i często tegoż samego jeszcze dnia (jeśli zdążyli trumnę w tym zrobić czasie), wywożą z domu. Przy pochówku współudział księdza nader bywa rzadkim. Zwykle wyprowadzają ciało z domu do krzyża za wsią i tu je stawiają i jeden z Kurpiów ma mowę krótką, nie zawsze gładką, którą zakończa przeproszeniem w imieniu nieboszczyka wszystkich obecnych za winy, jakich się tenże względem nich za życia dopuścił. Ztamtąd wiozą nieboszczyka przed kościół, i po pokropieniu zwłok święconą wodą, udają się wprost na cmentarz (Mieszkaniec wsi ostatniej przez którą kondukt przejechał, gdy sam, jadąc wozem pustym, spotka lub ujrzy trumnę z nieboszczykiem, choćby ta nawet była w znacznej odległości (jeśli między wsią jego a cmentarzem nie ma innej wioski), przekonanym jest, ze wkrótce umrze także ktoś z jego własnej wsi, bo śmierć przeniosła się na jego wóz, szukać teraz będzie ofiary z pośród jego współmieszkańców) Tutaj dopóty daje się słyszeć płacz i narzekanie, dopóki trumny nie spuszczą, do dołu i nie przysypią piaskiem, poczem następuje cisza i zwykły obojętny

    spokój. Więc sprawdza się tu, że małżonek miłość po stracie żony zachowuje literalnie tylko do grobowej deski. Gdy trumna znikła i grób został zasypany, oczy wdowca błądzą, zaraz po

    obliczach obecnych dziewek. W tydzień też po pochowaniu żony, jedzie on już w rajby (oświadczyny) do nowej bogdanki, a w cztery tygodnie nową już wprowadza do swej siedziby małżonkę.

    Po pogrzebie, pozostali po nieboszczyku, zapraszają obecnych do domu na samo tylko piwo.

    Niekiedy stawiają Kurpie na mogiłach krzyże drewniane; a są i tacy, którzy stawiają je nie zaraz, lecz po 5 lub 6 dopiero latach. Zdarza się więc nierzadko, że krzyż w nie właściwem postawią miejscu. Bywa bowiem, że skoro dziad grabarz zasypie dół grobowy, Kurp odchodzi i już nie dba o mogiłę, chyba że znajomi o niej mu przypomną. Obecnie, gdy kto bogatszy uczcić chce pamięć zmarłego, stawia mu krzyż żelazny osadzony na granicie, który sprowadza z Wądołka (z Prus) za 25 rubli.

     

    W E S E L E.

    Gdy się parobek zamyśla żenić, opowiada się rodzicom swoim lub krewnym, a ci wysełają kobiety (swachy) na wywiady (v. zwiady) do upatrzonej dziewki. We Czwartek swat czyli dziewołąb z Młodym idą do chaty tej dziewczyny i powitawszy rodziców przypijają do nich wódką (tam zaś gdzie towarzystwa wstrzemięźliwośei wyrugowały wódkę, czynią to piwem), potem piją do Młodej, gdy ją swat odszuka i przyprowadzi (z za pieca, lub z komory itp.). Poczas gdy inni siedzą, Młody ciągle stoi. Następuje umowa co do wesela i uposażenia.

    Poprawia się to w Sobotę na zaręczynach, i wówczas dziewosłąb zamienia narzeczonym pierścionki. Poczem dają na zapowiedzi; a po trzech tygodniach ma miejsco wesele. Tymczasem na towarzyszów i towarzyszkę dla Młodych obierają drużbów, druchny i innych godowników weselnych.

    Na parę dni przed weselem, we Czwartek wieczorem, chodzi drużba z Młodym prosić na wesele po chałupach i ma mowę, którą niby czyta z papieru, zakrzesawszy ognia. Druchna tymczasem chodzi z Młodą w tymże samym celu (dziś to już zarzucone), bacząc na to, aby się narzeczeni w drodze nie spotykali. W niektórych wsiach, chodzą prosić na wesele sami drużbowie (we dwóch) wyrażając się krótko prosę na Boski dar, co go nam Bóg dał.

    Na wesele pieką w Piątek lub Sobotę kołacz i ze dwadzieścia mniejszych placków, a w czynności tej dopomaga matce panny młodej kilka uproszonych kobiet. Zabijają nadto wołu, wieprzka, skopa; niekiedy krowę, parę prosiaków itd.

    Wieczorem w Sobotę sprowadzają grajka i goście się schodzą - Gdy się zejdą, druchny uplatają Młodej dwa jej warkocze i przewiązują je wstążkami. W jeden warkocz powkładają jałowcu, crznia (ciernia), głogu, choiny drobnej, igieł, szpilek i t. p. dla drużby (na to, żeby się ukłuł później w palce przy rozplataniu); w drugi zaś warkocz kładą pieniądze. Oba te warkocze nakrywają chustką. Po uczęstowaniu gości, w nocy lub nade dniem odbywają się Rozpleciny. Przed rozplecinami druchna starsza bierze Młodą za rękę i idzie przed grajka, a tu oddaje ją starszemu drużbie, który z nią wykręci się w kółko. Potem oboje obchodza koleją wszystkich starszych i niewiasty, zapraszając do tańca zwanego: Wolny. On się przed każdym skłoni, a ona chwyta za nogi. Najprzód idą do ojca, potem do matki, krewnych, swatów, itd. Po tańcu, trzymając wciąż Młodą za rękę, obchodzi drużba tegoż Wolnego w koło izby, pytając: "A cy pozwolą rozpleść pannę młodą?" Zgromadzenie odpowiada: »Nie pozwalamy." Po drugiem obejściu z Młodą, drużba toż samo daje zapytanie, i tęż samą odbiera odpowiedź. Dopiero za trzecią razą, gdy odpowiedzą: .Pozwalamy" albo "Z wolą nasą", stawiają stołek na śród izby a koło niego dwóch drużbów młodoszych. Ci (lub jeden z nich), gdy starszy drużba tańcząc zbliży się do nich, pochwytują Młodą i nagle ją na podstawiony nasadzają stołek, trzymając by się nie zerwała. Wówczas starszy drużba i druchna (niekiedy starszy drużba i brat) zdjąwszy jej chustkę z głowy, rozplatają warkocze dosyć nieraz długo. On (drużba) rozplątać musi swój warkocz (t. j. jemu do rozplatania wskazany), przyczem kłuje się o ukryte w nim ostre przedmioty. Ciernie owe, jałowiec, igły itp. kładą potem druchny na talerz i jemu (drużbie) to ze śmiechem ofiarują na pamiątkę. Pieniądze zaś wybrane z drugiego warkocza, kładą na inny talerz i oddają starszej druchnie. Po uczesaniu zostawiają włosy wiszące aż do ślubu, albo też chustką je znów obwiązują.

    W czasie rozplecin zbierają składkę na grzebień (po kilka groszy). Jedna z niewiast wraz z swachem bierze talerz, a nakrywszy go ręcznikiem albo chustką, obchodzi obecnych i zbiera datki dla młodej na gospodarstwo. Zebraną kwotę oddaje Młodej, która zgarnia wszystkie pieniądze i dziękuje swasze: „ Bóg wam zapłać”, takowe do skrzyni chowa.

    Do ślubu stroja Młodą druchny. Kładą jej j przyczepiają na rozplecione włosy mnóstwo kwiatów i wstążek białych, mięszanych niekiedy z zielonemi. Wianka tu niema, tylko na czubku (ku przodowi) głowy kładzie się mała korona z papieru o 4 rogach (prawie kwadratowa). Młody zaś bierze równiankę do boku na wstążce białej, drużba zaś podobnąż na czerwonej. Dawniej stroili we wstążki i bukiety także kapelusze, a on trzymał niekiedy w ręku chustkę i bat; dziś to zarzucone.

    Przed ślubem, goście jedzą małe śniadanie, złożone zwykle z placków i kaszy, i piją piwo i miód. Potem drużba prowadzi oboje Mlodych przed rodziców po błogosławieństwo, które otrzymują, schyleni aż do ziemi i obejmując rodzicom nogi. Przy wyjściu na podwórze, błogosławią ich w progu, a ojciec pokrapia Święconą wodą, Rodzice zostają w domu. Gdy wyjdą młodzi z weselnikami przed sień, swat pokrapia święconą wodą cały orszak; poczem wsiadają wszyscy na wozy. Młody z drużbą wyprzedzają całe towarzystwo konno (dziś atoli częstokroć siadają i oni także na wozy). Zsiadłszy przed kościołem z wozów i koni, wchodzą do kościoła parami trzymając się za chustki. Najprzód prowadzi drużba starszy Młodą, za nim starsza druchna Młodego, potem idą swaszki, swachowie, druchny z drużbami i reszta gości.

    Przed samym ślubem obejdą jeszcze raz ołtarz na około, potem na ofiarę wrzucają pieniądz na tacę z boku na gradusie stojącą, i dopiero drużba prowadzi Młodych do stopni ołtarza, na,których ona klęka (na podsłanej chustce), druchna zaś Młodego. Pierścionki do przemiany podaje księdzu drużha na chustce.

    Po ślubie idą lub jadą do karczmy, Gdy są w drodze, wyprzedza ich cwałem dwóch drużbów na koniach, i wkrótce wracają trzymając jeden z nich dziecko, drugi chleb z solą. Prezentując takowe Młodej zapytują co woli? Jeśli mądra, to najprzód chwyci za chleb, potem za dziecko; jeśli zaś przeciwnie, najprzód za dziecko pochwyci, wówczas rozśmiesza obecnych i dostaje od drużby parę lekkich plag batem na pamiątkę.

    W karczmie siadają za stołem. Każdy drużba stawia od siebie po kwarcie piwa lub gorzałki. Kobiety zaś naznoszą sera i placków własnego pieczywa. Placki te są pszenne, okrągłe

    i płaskie. Tu siedzą piją i gawędzą ąż do zmroku. Gdy wrócą do domu jej rodziców, ci przyjmują ich w progu chlebem i solą, Wieczorem (około 9 godziny) zastawiają drużbowie stoły na ucztę, Wówczas biorą swachy między siebie Młodą.

    Kucharka ugodzona, rozlewa i kładzie gotowe potrawy na miski, a drużbowie odbierają je od niej i rozdają gościom. Chleb, wódka i piwo stoją na stole. Młodzi siedzą koło siebie, a przed niemi leży niekiedy kołacz. J est to wielki okrągły bochen chleba pszennego, pieczony dniem wprzódy i mający na wierzchu koronę z przedniego ciasta, przystrojony niekiedy w orzechy, jabłka, pierniczki (bez ziela). Koronę tę zdjąwszy kładą przed nowozaślubionemi; później odda ją starszy drużba muzykantowi. W czasie obiadu, drużbowie stroją różne figle. Uwijając się po izbie, skradają się niekiedy pod stół, aby Mlodych do kupy zeszyć, to jest; przyszywają jej fartuch do jego spodni, lub jej suknię do jego kapoty itp.

    Pierwsze danie stanowi kapusta okraszona, potem idzie groch, kluski, rosół, mięsiwo, pieczeń, flaki. Do wszystkich tych potraw są stosowne śpiewki. Po obiedzie drużba starszy i drużbowie jedzą, z muzykantem, a usługują im druchny. Potem drużba kołacz pokraje w drobne kawałki j każdemu da po kawałku (czasami wszelako miewa to miejsce po oczepinach.)

    W poniedziałek po obiedzie odbywają się Oczepiny. Przedtem winna ona obejść w koło izby i prosić każdego gospodarza w taniec (ten sam co i do rozplecin). Niektórzy przebierają Młodego za statecznego gospodarza; ona wtenczas idzie do niego jak do każdego starszego, i wśród śmiechu w ramię go całuje lub za nogi obejmie. Młody na końcu ją otrzymuje, gdy inni przetańczyli. Wśród tańca z nim, mimo jej oporu, drużba schwyci ją nieznacznie i sadza na wystawionym stołku. Wówczas obstąpią ją, swachy śpiewając, na co odśpiewują w jej imieniu druchny. Przed oczepieniem, baby prowadzą z nią gawędę np.: A kto chusty upierze? - Ona odpowiada na to: Matula. Baby: A kto chleba upiece? - Ona no to: Matula. - Baby: A kto ź nim bandzie ligać? - Jedna z bab w jej imieniu: Ja sama, ja sama! - Tu powstaje ogólny śmiech.

    W czasie oczepin, gdy ona siedzi na stołku (w izbie), oprócz bab czepią ją przez figla i parobcy, ciskając na nią czapki; sprzeciwiają się też i dzieci, ktore wrzucają gnój pod jej stołek, lub wyleją tam parę kropli wody, pomyjów, lub jakiej nieczystości itp.

    Po oczepinach, swach starszy lub swacha, podnoszą ją ze stołka, mówiąc że już omdlała; więc bierze ją na rękę i oddaje za wykupne (6 lub 10 groszy) drużbie albo komukolwiek z mężczyzn i niewiast w kolej (w rumel). Wykupują ją jedni od drugich. Wkupne które sobie za czypek siedząc na stołku zebrała, zawiąże ona w chustkę którą ma przy sobie; to zaś wkupne, które sobie wytańcuje (tj. odbierane za taniec) idzie na talerz przykryty drugim talerzem, który jedna z kobiet (gospodyń lub swaszek) trzyma, obnosi i zbiera w niego pobrzękujące datki, wynoszące niekiedy kilka złotych, a nawet i rubli.

    W końcu Młody ją wykupuje od matki, lecz ona jemu kuleje. Wówczas on ją oddaje rodzicom : "Weźcie sobie nazad to kulawe bydle." A gdy ją kto inny weźmie np. ojciec lub jaki gospodarz, to ona z nim dobrze tańcuje. Więc znów Młody ją wykupuje i tańczy, i znów mu ona kuleje. To się powtarza do trzeciego razu. Nareszcie Młody, wziąwszy ją po raz trzeci, gdy ona znów udaje kulawą, uderzy ją pięścią, deską lub kijem w nogę, utrzymując że kalectwo to czyli narów naprawił. Wreszcie odda mu ją ojciec lub opiekun, a wtenczas, by uniknąć dalszych jego poprawek, dobrze już ona z nim chodzi.

    Po tańcu Młoda zaprawia miód i wódkę, a gospodyni jaka, swacha, albo też matka, wyjmuje kołacz z komory (ze skrzyni lub z półki), oddaje go starszemu drużbie, który go bierze na głowę i tańczy z nim gdy grajek przygrywa. Podczas tego śpiewu drużba stawia ów kołacz na stole mniejszym i kraje go, na przetak lub w sito kładąc kawałki. Kawałki te podaje drużba każdemu na przetaku, przy śpiewie. Dzieląc kołacz, wykrawa drużba. samo koło i środek z figlami (tj. z ciasta urobionemi gąskami, kaczkami, dziećmi, pierścieniem itp.) i daje to grajkowi, po zdjęciu z kołacza korony przystrojonej w jabłka, którą matka stawia przed Młodemi lub chowa. Zaraz po oczepinach mężatki młode i dziewuchy kradną mężczyznom czapki i chowają je w izbie to za obrazami, to za belkami, to po kątach, - i sprzedają takowe właścicielom rozwiesiwszy je, ale oddając włożą niekiedy nieznacznie coś twardego np. tarkę, denko gliniane, deseczkę itp. i nadziewają to chłopu na głowę tak, aby bytność tych rzeczy poczuł. Wieczorem jeden z żeniatych przebiera się za niedźwiedzia. Obwiną go w grochowiny i wprowadzą do izby. On niby straszy i dąsa się. Ryczy, gdy się zapytują: jak panny śpiewają? Kładzie się, gdy się kto zapyta: jak panny ligają? – Niekiedy stroją mu figle, np. zapalają grochowiny, gdy tymczasem drudzy ratują go, oblewają wodą itp., mówiąc, że niedźwiedź nie wlezie tam gdzie jest czarownica, więc jej w tem gronie niema.

    Inni przebierają się za żydów; robią sobie i przyprawiają brody i pejsy z pakuł, konopi; w kieszeniach mają potłuczone kawałki szkła, któremi pobrzękują, niby pieniędzmi. Jedni drugim coś sprzedają, to się targują. o coś np. o skórkę; a że jeden drugiego choe oszukać, więc się kłócą, drąc sobie brody, wrzeszczą;  nareszcie tańczą w koło, i następuje zgoda.

    Wielu z gości (czasem ze dwudziestu) zostaje na nocleg w domu weselnym i gdy ci podchmieleni , pokładą się pokotem na porozrzucanej po ziemi słomie (z poniedziałku na wtorek), wtedy drużbowie zdejmują im, lub kradną zdjętą odzież, rozbierając czasami gościa do naga. Rano potem założą przy jakiej chałupie na płocie tasy, porozwieszają owe chusty, suknie i buty i sprzedają je właścicielom za małe pieniądze, które potem przepijają w karczmie. W tym celu kradną nawet i bydło z obory, jeśli się gospodarz nie dopilnuje.

    Niektórzy, mianowicie drużbowie, biorą tej nocy wóz gospodarza weselnego, rozbiorą go na części, i dyszel włożą w komin, zkąd sterczy ku górze, a osie i koła ponadziewają tam na niego napowrót;  - lub też ten wóz na szczycie dachu wyszykują, zkąd go, rozebrawszy, trzeba po drabinach znosić na dół.

    We Wtorek wieczorem lub we Środę rano, następują przenosiny. Pan-młody daje u siebie objad, na który wszyscy zaproszeni składają się. W kilka dni potem przewożą do niego jej pościel, łoże, skrzynię, szafy itp. nie bez figli i żartów.

     

     

    Przypisy:

     

    Mazowsze stare.

    Od czasu jak Mazowsze pod tem imieniem znane, Płock uważany był za jego stolicę, a Mazurów Płoczanami zwano (Długosz). F. Kozlowski w Dziejach Mazowsza powiada; "W pierwotnych czasach rzeka Wisła, jak się zdaje, oddzielała Mazowszan od ich współbraci Polanów, a miasto Płock było pierwszą tamtych stolicą". A dalej mówi on; "Podobnego zdania jest Bantkie w Historyi Prawa Polskiego, mówiąc: „Po przyjęciu Chrześcijaństwa jeszcze w wieku XI był używany podział kraju podług biskupstw. Później w wieku XII Polska dzieliła się na 12 ziem, a Mazowiecka stanowiła osobną. Ziemia Poznańska i Gnieźnieńska, które z nią graniczyły, mieściły w swej dyecezyi i archidyecezyi niewątpliwie tę część Mazowsza (tj. z lewego brzegu Wisły), która dopiero później do niego przyłączona została. Ztąd to początkowo książęta mazowieccy w swych tytułach Duces Masoviae, dodawali jeszcze Dziedzice ziemi Czerskiej, Haeredes Cernenses, albo Domini Duces Cerneuses, niejako na dowód, że rozległa ziemia Czerska w dawnych czasach obejmująca w sobie i Rawską, jako druga połowa ich państwa, stanowiła osobną część jego, nie należącą do właściwego Mazowsza dawnego".

    Zaludniało się Mazowsze stare jak i nowe coraz bardziej napływem uciekających w czasie wojen i zamieszek w Polsce, osobliwie tymi, którzy uchodzili (ku poludniowi) przed napadami Litwinów i Prusaków. Rzeką Ladynią do Wkry wpadającą, oddzielone następnie od dalszego (wschodniego) Mazowsza Województwo Płockie, zamykało w sobie powiaty : Płocki, Raciązki, Sierpski, Płoński, Szreński, Niedzborski (Niborg) i Mławski. (Jeografia Wyrwicza, r, 1770). Herb jego pierwiastkowo był orzeł biały bez korony; lecz gdy książęta Ploccy Czechom się poddali (r. 1330), czarnego orła wtenczas przyjęto z literą P na piersiach. Poczet wojewodów płockich zaczyna się od roku 1221 (Niesiecki); a sejmiki odbywały się zwykle w Raciążu.

    Nowsze województwo Płockie (z r. 1815) obejmowało prócz wymienionych powiatów jeszcze ziemię Dobrzyńską, i znaczną część dawnego Mazowsza (jako to: ziemię Wyszogrodzką, Zakroczymską, Ciechanowską, Różańska, Nurską i część ziemi Łomżyńskiej). Produkcya jest głównie rolną, przy hodowli bydla, a plony jej stanowią, pierwsze utrzymania ludności źródło w zachodniej części gubernii (mianowicie w Płockiem, Mławskiem, Pułtuskiem). Lasy znaczne także zajmują tu przestrzenie, osobliwie we wschodniej połowie gubernii. W lasach tych (puszczach) kwitło bartnictwo. Pełne one były niegdyś grubego zwierza. W wielu miejscach kopią, tu rudę żelazną, a nadto dobywają bursztyn, mianowicie około Myszyńca, wsi Czarnia i Brzozowy-kąt. Czasopismo warszawskie Sylwan podawało sprawozdania z ruchu handlowego drzewa, bursztynu i t. d.

    Dyecezja  Płocka czyli Mazowiecka była pierwiastkowo nader rozległą. Katedra Płocka nazwana od stolicy biskupiej, sięga pierwszych początków zaprowadzania wiary chrześciańskiej. Założyciel jej Mieczysław I dla ugruntowania religii 9 kściołów w kraju swym zbudował, a w tych liczbie jeden dla Mazowsza w Płocku (Marcin Gallus), Bolesław Chrobry ją uposarzył (Bogufał), a następnie pozwolono Benedyktynom opowiadać ewangielię na Mazowszu sfundowawsz ich opactwo przy katedrze w r. 1015. Kościół fundowal Aleksander ze Szreńska. Obejmowała pomieniona katedra województwo Płockie i dyecezyę teraźniejszą Chełmińską po rzekę Ossę; pierwszym biskupem miał być od r. 966 Włoch Angelotus zmarły w r. 982. Biskupi płoccy rezydowali później i w Pułtusku także.W gubernii wznosi się niewysokie pasmo wzgórz ponad rzeką Wkrą, przy początkach swych zwaną Działdówką, (przy granicy pruskiej) i w okolicach miasta Mławy. Pod wsią Łomną dochodzi ono 60 stóp wysokości, pod Turzą wielką i Krzewem do 90 stóp, pod Lipowcem 80 stóp; pod Choinowcem przeszło 100 stóp; góra Nick v. Niecko około 70 stóp, a na jej szczycie wieś Nick przez szlachtę współdziedziców zamieszkana. Po stronie wschodniej m. Ciechanowa,

    ciągnie się inne pasmo, wśród którego leży wieś Opinogóra.

     

    Mazury

    Dziennik Warszawski z r. 1855, głosi co następuje: .Znaleźliśmy w starem rękopiśmie (mówi to Jul. Bartoszewicz), który przodkowie nasi zwykle Silva rerum zwali, Genealogię Mazurów. Różne okolice kraju, rozmaicie u nas charakteryzowano. Dla charakterystyki Mazurów drukujemy więc to cośmy znaleźli:

    „Genealogija Mazurów. Jednego czasu z niewczasowania (noclegu) od ptaszków wyleciawszy sowa z lasu, zniosła jajko w bruzdzie i usiadła na niem; przyleciała w tym czasie nad ranem sroka, spędziła z jajka sowę i sama usiadła na niem; idąc wół bruzdą, spędził z jajka srokę i sam siadł ostrożnie na niem;  idąc wilk głodny napadł na tego wołu i zjadł go, a sam siadł na tem jajku; przyleciawszy djabeł spędził z tego jajka wilka, a sam siadł na niem, i wysiedział Mazura. Z tych tedy pięciu ojców zrodzony jest Mazur: dowodów na to nie potrzeba; sam rozum to pokazuje; bo każdy Mazur jest szpetny jak sowa, szczebiotliwy i płotliwy jako sroka, leniwy jako wół. obżarty jak wilk, a zły jako djabeł. U tego Mazura mamką był gęsior i świnia; dlatego Mazurowie syczą jak gęsi, a uparci jak świnie".

    Wychowanie i rezydencya Mazurów.

    Nosił djabeł po świecie wór Mazurów, i chcąc ich zbyć za lada-co przedawał; ludzie tylko dla ciekawości róźnemi szparami do worka z tyłu zagladali, tak, że owemi dziurkami powoli wypadali Mazurowie, to na Wołyniu, to na Podolu, to w Litwie; owo djabeł nie postrzegał swojej szkody,  aż pod Ciechanowem; a tam rozgniewawszy się uderzył worem o ziemię, z którego oni powyłaziwszy, już tam cale osiedli.

    Pamiętamy, iż Ś. p, F. S. Dmochowski utrzymywał, jakoby dykteryjki powyższe ubliżające o Mazurach, glosili jedynie ich antagoniści wielko- i mało-polscy, koroniarze. Mazurzy bowiem sami, mają się za coś nierównie lepszego, i prawią, że Bóg sam utworzył ich plemię wprost ze czterech wielkich żywiołów: powietrza, ognia, wody i ziemi, a więc że wysiadywać ich djabeł na jajach (i to nie swoich), nie miał potrzeby ani mocy. Przecież i ta także dykteryjka nie jest nowiną. Bo już kiedyś, niemiecki jakiś filozof w wesołem kółku przyjaciół krytykując Francuzów, zacytował wiersz dawnego poety wschodniego (indyjskiego czy chińskiego), gdzie powiedziano, że Bóg tworząc świat, a na nim ludzi, do zlepienia tych ostatnich użył czterech gotowych już elementów wymienionych wyżej. Otóż wówczas-to Francuz niecierpliwy, nie czekając końca pracy boskiej, wyskoczył Bogu nagle z rąk jak z procy, i tem dowiódł, jak dalece jest on lekkomyślnym, i że skutkiem tego, jako złożonemu tylko z ognia i powietrza, brak mu zupełnie stałości i wytrwałości. Słysząc te wywody Polak jeden odezwał się w te pędy, biorąc Francuzów w obronę, a potępiając ociężałość (bez lotności) Niemców, czterowierszem następującym, który bardzo często powtarzano później w Warszawie i Płocku:

    Bóg się też mocno litując nad niemi

    Nie ma im skrzydeł tych za złe;

    Więc z pozostałej wody a ziemi,

    Ulepił Niemce rozlazłe.

     

    Lipno.

    Gazeta polska (r. 1887) donosi: „O kilka wiorst poza Lipnem , w kierunku traktu starego od miasta Płocka, w obwodzie dzisiejszej parafii Karnkowa, leży wieś Wierzbick do dóbr Skępskich należąca, przy której w niewielkiem oddaleuiu znajduje się kuliste wzgórze, zdaje się ludzka ręką usypane, a na niem widoczne są jeszcze fnndamenta starożytnego kościoła, niegdyś parafijalnego. Miał on być, wedle podań ludowych, zbudowany z drzewa

    modrzewiowego, a spalony w roku 1700. Żadnych po nim nie pozostało pamiątek, prócz jedngo kamienia od wody święconej, odnalezionego w r. 1886 przypadkowo w sąsiednim płocie przez księdza Leonowicza. Kamień ten pomieszczony został w kruchcie ściany kościoła w Karnkowie ze stosownym napisem. Nie istniejący kościółek, o którym wzmiankujemy, wzniesiony był przez sędziego ziemi Dobrzyńskiej, dziedzica Wierzbicka w roku 1379. Lubo dziedzic ten nie jest znany z nazwiska, spotykamy o nim (jako takim) wiadomości w starych dyplomach. On to wraz z Mikołajem ze Złotopola pod Lipnem, sądził spór, wynikły o 10,000 złp. między Władysławem królem polskim, a Iwonem :zwanym  Marsałek z przydomkiem "Ślup" od nazwy wsi dziś nieistniejącej. Na wzgórzu wyż wspomnianem, ks. Leonowicz projektuje wystawienie kościółka z funduszów mających

    być zbieranemi drogą składek publicznych". - Lud okoliczny , przechodząc koło tego miejsca, acz pustego, przyklęka i odmawia pacierze. Nocą wszakże unika przechodu tamtędy, w mniemaniu, iż harcują i przeszkadzają tam jakieś duchy.

     

    Płock

    Władyslaw Herman, król polski, nie mogąc się owoców małżeństwa z długo niepłodnej żony doczekać, za radą Lamberta biskupa krakowskiego wysłał posłów do Narbonny w Langwedocyi do grobu ś. Idziego z podarunkami, oraz z prośbą do zakonników o uproszenie potomka płci męzkiej królowi. Pościli zakollnicy trzy dni, a dnia ostatniego mieli objawienie, iż Judyta poczęła syna. Posłowie wróciwszy do domu, znależli jak było objawionem, i królowa syna porodziła. Był to Bolesław Krzywousty. Judyta będąc nabożną, uprosiła u męża, iż na cześć ś. Idziego kościół w Krakowie pod Zamkiem wystawił i uposażył, który dotąd istnieje. Odtąd wszystkie niepłodne niewiasty obrały za patrona ś. Idziego; stawiano mu kościoły, a w tej liczbie z polecenia książącego, stanęły i kościoty ś. Idziego: w Kłodawie, w Mikorzynie, w Czerniejewie, w Kcyni, w Krobi  itd.

     

    Lelewo, Zakroczym.

    W dziele: Wiadomości archeologiczne (1873) J. Przyborowskiego o grobach starożytnych nad

    Wkrą w pobliżu Gadowa i Lelewa powiedziano: „Po prawym brzegu rzeki (Wkry) naprzeciw wsi Lelewa (przypominająca nazwą czasy pogańskie), leży niezbyt wielkie lecz rybne jezioro. Wedle legendy miejscowej powstało ono przez zapadnięcie się miasta; nawet nazwa zapadłego miasta z legendy jest, znana; nazywało się ono Krock, a. sąsiednie miasto nad Wisłą leżące nazywa się Zakroczym, niejako Za-Krockiem, bo tak chce legenda dla większego podobieństwa do prawdy (w pobliżu jest też i wieś kościelna Kroczewo). Na poparcie podań legendy opowiadają  tutaj, że czasami słychać dźwięk dzwonów i głos organów z głębi jeziora dobywajacych się, że widywano czarną krowę z dzwonkiem z jeziora

    wychodzącą, że kiedyś mnich z siwą brodą do ziemi sięgającą spłoszył kobiety kąpiące się wieczorem w jeziorze; na koniec, że przed niezbyt dawnymi czasy obruszyły się w zapadłem mieście drzwi żelazne, wypłynęły na wierzch, a kiedy osiadły na brzegu, zabrano je i użyto dla bocznego wejścia do kościoła w Cieksynie, gdzie się dziś jeszcze znajdują.

    Legendy o zapadłych miastach, powtarzają się na wielu miejscach, odnosi p. Przyborowski do zniszczonych niegdyś przez nieprzyjaciół lub spalonych osad nawodnych, przyczem  powstawanie jezior uważa za dodatek, skoro one już w miejscach tych istniały. Że jednak dodatek ten (wraz z dzwonami itd,) pojawia się wszędzie niemal gdzieśmy podobne legendy słyszeli, (choć powstać on mógł wówczas, gdy już pamięć o palafitach między ludem zaginęła), ztąd wznosić wypada, ie wpływała na legend tych utworzeniu i wyobraźnia także, zastarzałemi jeszcze karmiona pojęciami religijnymi, których nowa wiara wyrugować nie zdołała, ale owszem hołdując im do pewnego stopnia, plątaninę wyobrażeń dawnych z nowemi spowodowała.

    Ks. Osiecki w Pamiętniku relig. mor. r. 1855 powiada: "Czasu założenia miasta Zakroczymia, wyśledzić nie można. Wiadomo tylko z podań miejscowych, że miasto rozciągało się niżej ku ujściu, i zwać się miało Kroczym, dopiero po zupełnem zniszczeniu tej posady, gdy mieszkańcy zaczęli się budować powyżej dawnego miasta, powstała nowa osada Zakroczymem zwana. Już w roku 1065 kiedy Bolesław II Śmiały fundując Benedyktynów w Mogilnie, naznacza im óżnorodną dziesięcinę z Zakroczymia, był już Zakroczym znany, a początek jego istnienia pewno jeszcze przedchrześcijańskich sięga czasów".

    Dalej mówi ks, Osiecki: "Miasto to poszczycic się może dwiema osobami błogosławionemi, to jest: świętym Stanisławem Kostką, którego ojciec Jan Kostka był kasztelanem zakroczymskim, i świętą Monesławą z Zakroczymia. Ta święta będąc zakonnicą, w klasztorze pp. Franciszkanek w Zawichoście, wraz z innemi pannami zakonnicami w liczbie 58 śmierć męczęńską poniosla. Było to w czasie napadu Tatarów r. 1260, którzy w dniu 2 lutego, w uroczystość Oczyszczenia N. Maryi Panny, modlące się, zakonnice wymordowali".



    2 styczeń 2006 r. 

    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005