Stanislaw Aronson story

Wspomnienia, reportaże, relacje ....
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Stanislaw Aronson story

Postautor: JanuszStankiewicz » pn kwie 20, 2009 21:13

.
    We wrzesniu 1939 roku rodzina Aronsona goraczkowo opuszczala Lodz. Najpierw dojechali do Warszawy, ale po paru dniach ruszyli na wschod, bo pod Rownem ich krewni mieli majatek. Zanim dojechali, krewniacy zostali aresztowani przez bolszewikow i wywiezieni na Sybir. Aronsonowie probowali wiec przedostac sie na Litwe. Bezskutecznie. A kiedy ruszyli ku Rumunskiej granicy, ta byla juz zamknieta.
    Zostal Lwow.

    - Zycie tam bylo w miare normalne, choc oczywiscie Sowieci wywozili ludzi. Chodzilem do szkoly, naciskali na uczniow, zeby sie zapisali do Konsomolu. Szczegolnie na Zydow. Zapisali sie Ukraincy i troche Polakow, ja nie. Poza tym, dalo sie wytrzymac. Lwow to przeciez bylo polskie miasto.

    Latem 1941 r. wkroczyli Niemcy. Zaczely sie pogromy, a potem wywozka Zydow. Aronsonowie choc w dokumentach mieli wpisana narodowosc polska, znow musieli uciekac. Tym razem do Warszawy do getta. Wydawalo sie miejscem lepszym niz obozy, do ktorych trafiali Zydzi ze Lwowa.

    - Dlaczego przyjechalismy do getta? Nie wiem. Prostu nikt sobie nie wyobrazal, ze mozna wymordowac taka mase ludzi. Nawet w lipcu 1942 r., gdy bylo juz wiadomo gazowaniu ludzi w obozach, ludzie nie wierzyli. W Warszawie Stanislaw, siostra i rodzice spotkali sie z dziadkami z Lodzi: radosny koniec wojennej rozloki w miejscu udreki.

    Pierwszy odzedl dziadek Jakub: zmarl na raka zanim zaczela sie likwidacja getta. W grudniu 1942 r., (a moze to byl juz styczen?) rodzina Aronsonow trafila na Umschlagplatz. Tam Stanislaw widzial po raz ostatni rodzicow i siostre.

    - Rozdzielono nas. Moj transport ruszyl w nocy, ale pod Warszawa stanal w polach. W wagonie zobaczylem okienko, pod dachem, wydostalem sie na zewnatrz. Bylem wychudzony, wazylem 50 kilo, wiec sie przecisnalem. Inni starali sie mnie zatrzymac, ale wyskoczylem i przeczolgalem do pobliskiej kapliczki, w ktorej doczekalem switu. Rano zapukalem do pierwszej chaklupy. Gospodarz otworzyl, popatrzyl. Nic nie powiedzial, gestem zaprosil, nakarmil i zaprowadzil na stacje kolejowa. Stamtad juz latwo dostalem sie do Warszawy.

    Nie wiadomo gdzie zgineli rodzice i siostra. Siostra Janina chciala jechac do Belgii na kurs dla sekretarek. Swietnie grala w tenisa. Nie wiadomo dokad trafil jej transport. Nie wiadomo, czy do konca byla z rodzicami. Stanislawowi do dzisiaj nie udalo sie traffic na zaden slad.

    - Nie wiem jak ale przezylem. Moze powinnismy wczesniej uciec z getta? Nie wiem… Ale nie chcielismy narazac przyjaciol. Ojciec nie byl najmlodzy mial 46 lat. To nie bylo takie proste. I tylko ja zostalem.

    W tamten zimowy poranek dotarl do Warszawy. Na placu Napoleona umyl sie w publicznej toalecie. Zadzwonil do przyjaciolki siostry, nie mogla go przyjac u siebie, wiec skierowala do ciotki rodowitej Niemki, bedacej poza podejrzeniami gestapo. Spedzil u niej kilka dni. Potem propozycja wlaczenia sie w ruch oporu, a z nia mieszkanie falszywe papiery (na nazwisko Ryszard Zukowki), nowe zycie. I przedewszystkim, mozliwosc walki z Niemcami.

    Aronson, odtad “Rysiek”. Trafil do grupy zajmujacej sie wykonywaniem wyrokow na Niemcach i Polakach, skazanych przez sady Polski Podziemnej.

    - Bylem mlody. Wiec raczej nie wykonywalem wyrokow, stalem w obstawie. To byla ciezka praca, czasem ze skazanymi byly ich rodziny, zony plakaly. Trudno bylo. Tak jak i getta, wielu akcji nie pamietam.

    W gettcie bylo powstanie. – Co wtedy myslalem? Nie pamietam…czy sie zastanawialem, ze moge byc za tamtymi murami? Mieszkalem na Zielnej, slyszalem strzaly, widzialem Niemcow wchodzacych do getta… Wlasciwie to sie jednak o tym nie mowilo.

    - Nie mowilem tez, ze jestem Zydem. Kiedys moj dowodca zapytal o to wprost. Potwierdzilem, a on po konsultacji ze swoim przelozonym polecil mi o tym nie opowiadac. Zyd w konspiracji to bylo zwiekszone ryzyko, moglem sciagnac uwage Niemcow na kolegow. Pozwolono mi jednak zostac.

    O pochodzeniu “Ryska” wiedzieli jednak przyjaciele. Beata Branicka, Leszek Rybinski,
    Olgiert Cemerski. – Zle bym sie czul, oklamujac ich, bylismy ze soba zzyci jak rodzina.

    Przyszedl 1 sierpnia. Kiedy juz sie zaczelo i kiedy zdobyli magazyny na Stawkach, oddzial “Ryska” skierowano na Wole, do elitarnego zgrupowania “Radoslawa”.
    Zwyciestwo i wolna Warszawa wydawaly mu sie na wyciagniecie reki. Z ta mysla ruszali na Wole.

    - Pamietam wielki entuzjazm ludzi po drodze. Maszerowalismy jak wojsko i wygladalismy jak wojsko. Wszyscy wierzyli w zwyciestwo, rzucali nam kwiaty, to bylo wzruszajace.

    Euforia skonczyla sie po kilku dniach. Niemcy sciagneli posilki i zaczela sie bitwa o wole. Powstancy ja przegrali – zostali wyparci na Stare Miasto. Zwyciescy Niemcy zamordowali w ciagu paru zaledwie dni kilkadziesiat tysiecy wolskich ciwilow. Podczas tamtego odwrotu Aronson obslugiwal karabin maszynowy. Oslanial ostatnie wycofujace sie jednostki.

    - Lezelismy w jakims polu kolo zakladow Pfeifera, na okopowej. Atakowala nas piechota i artyleria. Nawet nie zauwazylem, ze zostalem ciezko ranny. Tylko na chwile zabraklo mi powietrza. Dopiero jak chcialem wstac, zobaczylem, ze mam zgruchotana noge. Zemdlalem.

    - Po kilku dniach ocknalem sie w szpitalu. Przez cale lata myslalem, ze lezalem w szpitalu pod Krzywa Latarnia, ale tam Niemcy wszystkich wymordowali, wiec nie moglo mnie tam byc… kiedy padla Starowka, nasz szpital uratowali niemieccy jency, ktorzy po wkroczeniu esesmanow zapewniali ich, ze jestesmy rannymi ciwilami, ze byli przez nas dobrze traktowani. Nie zdradzili, ze jestesmy powstancami.

    Po upadku Starowki Aronson ruszyl z ciwilami do obozu w Pruszkowie. Szedl o kulach zrobionych z kija od miotly. W Pruszkowie spotkal kolege z oddzialu, Olgierta Cemeckiego. Razem uciekli do Dalechowic pod Krakowem, do majatku ciotki ich przyjaciolki Reny Roztworowskiej. Przez piec miesiecy w Dalechowicach Aronson doszedl do siebie.

    - Mialem najlepsza opieke lekarska, najlepsze jedzenie i pokoj, cudowna ciepla atmosfere.

    Uroki wiejskiego zycia przerwalo wejscie Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. “Rysiek” pojechal do Lodzi, do rodzinnego domu Aronsonow. Palacyk na Zeromskiego stal pusty.
    - Kiedy zobaczylem, ze nikt z moich bliskich tam nie wrocil, zrozumialem, ze nie zyja. Dopiero wtedy sobie uswiadomilem, ze z calej rodziny tylko ja ocalalem.

    Nie byl jednak w Lodzi sam. Razem z nim zamieszkali jego przyjaciele: Beata Branicka i Leszek Rybinski. Odwiedzali go tez inni przyjaciele z konspiracji. Jednak takze z Lodzi musial uciekac.

    - Aresztowali mnie w kwietniu 1945. U fryzjera. Zawsze lubilem luksus, wiec poszedlem do fryzjera w Grand Hotelu. Czekalem na swoja kolej, kiedy wszedl sowiecki officer i wepchnal sie przede mnie. Zwrocilem mu uwage. Natychmiast zabral mnie do swego pokoju twierdzac, ze moge byc bandyta z AK. Kiedy siegnal po telefon zrozumialem, ze ze mna krucho. Zostawil klucz w drzwiach, wiec wyskoczylem na korytarz, zamknalem go w pokoju i ucieklem. Dzis mysle, ze udalo mi sie przezyc, bo nawet w sytuacjach zagrozen potrafilem myslec szybko i chlodno. Nie wpadam w panike.

    Po ucieczce z hotelu doszedl do wniosku, ze musi uciekac z kraju, w ktorym za sprzeczke u fryzjera moze zostac aresztowany. Postanowil przedostac sie na Zachod. Dolaczyl do grupy Zydow-syjonistow, ktorzy jechali do Palestyny (dlugo musial im udowadniac, ze jest Zydem). Kiedy wyjezdzal z Polski na dworzec odprowadzal go Olgiert Cemerski. Ten z ktorym kilka lat razem mieszal i razem walczyl. “Rysiek, jeszcze jedna rzecz – powiedzial Olgiert, gdy pociag ruszal. – nie zapomnij o nas”. Wiecej sie nie spotkali. Cemerski umarl na gruzlice.

    We wrzesniu 1939 roku rodzina Aronsona goraczkowo opuszczala Lodz. Najpierw dojechali do Warszawy, ale po paru dniach ruszyli na wschod, bo pod Rownem ich krewni mieli majatek. Zanim dojechali, krewniacy zostali aresztowani przez bolszewikow i wywiezieni na Sybir. Aronsonowie probowali wiec przedostac sie na Litwe. Bezskutecznie. A kiedy ruszyli ku Rumunskiej granicy, ta byla juz zamknieta.
    Zostal Lwow.

    - Zycie tam bylo w miare normalne, choc oczywiscie Sowieci wywozili ludzi. Chodzilem do szkoly, naciskali na uczniow, zeby sie zapisali do Konsomolu. Szczegolnie na Zydow. Zapisali sie Ukraincy i troche Polakow, ja nie. Poza tym, dalo sie wytrzymac. Lwow to przeciez bylo polskie miasto.

    Latem 1941 r. wkroczyli Niemcy. Zaczely sie pogromy, a potem wywozka Zydow. Aronsonowie choc w dokumentach mieli wpisana narodowosc polska, znow musieli uciekac. Tym razem do Warszawy do getta. Wydawalo sie miejscem lepszym niz obozy, do ktorych trafiali Zydzi ze Lwowa.

    - Dlaczego przyjechalismy do getta? Nie wiem. Prostu nikt sobie nie wyobrazal, ze mozna wymordowac taka mase ludzi. Nawet w lipcu 1942 r., gdy bylo juz wiadomo gazowaniu ludzi w obozach, ludzie nie wierzyli. W Warszawie Stanislaw, siostra i rodzice spotkali sie z dziadkami z Lodzi: radosny koniec wojennej rozloki w miejscu udreki.

    Pierwszy odzedl dziadek Jakub: zmarl na raka zanim zaczela sie likwidacja getta. W grudniu 1942 r., (a moze to byl juz styczen?) rodzina Aronsonow trafila na Umschlagplatz. Tam Stanislaw widzial po raz ostatni rodzicow i siostre.

    - Rozdzielono nas. Moj transport ruszyl w nocy, ale pod Warszawa stanal w polach. W wagonie zobaczylem okienko, pod dachem, wydostalem sie na zewnatrz. Bylem wychudzony, wazylem 50 kilo, wiec sie przecisnalem. Inni starali sie mnie zatrzymac, ale wyskoczylem i przeczolgalem do pobliskiej kapliczki, w ktorej doczekalem switu. Rano zapukalem do pierwszej chaklupy. Gospodarz otworzyl, popatrzyl. Nic nie powiedzial, gestem zaprosil, nakarmil i zaprowadzil na stacje kolejowa. Stamtad juz latwo dostalem sie do Warszawy.

    Nie wiadomo gdzie zgineli rodzice i siostra. Siostra Janina chciala jechac do Belgii na kurs dla sekretarek. Swietnie grala w tenisa. Nie wiadomo dokad trafil jej transport. Nie wiadomo, czy do konca byla z rodzicami. Stanislawowi do dzisiaj nie udalo sie traffic na zaden slad.

    - Nie wiem jak ale przezylem. Moze powinnismy wczesniej uciec z getta? Nie wiem… Ale nie chcielismy narazac przyjaciol. Ojciec nie byl najmlodzy mial 46 lat. To nie bylo takie proste. I tylko ja zostalem.

    W tamten zimowy poranek dotarl do Warszawy. Na placu Napoleona umyl sie w publicznej toalecie. Zadzwonil do przyjaciolki siostry, nie mogla go przyjac u siebie, wiec skierowala do ciotki rodowitej Niemki, bedacej poza podejrzeniami gestapo. Spedzil u niej kilka dni. Potem propozycja wlaczenia sie w ruch oporu, a z nia mieszkanie falszywe papiery (na nazwisko Ryszard Zukowki), nowe zycie. I przedewszystkim, mozliwosc walki z Niemcami.

    Aronson, odtad “Rysiek”. Trafil do grupy zajmujacej sie wykonywaniem wyrokow na Niemcach i Polakach, skazanych przez sady Polski Podziemnej.

    - Bylem mlody. Wiec raczej nie wykonywalem wyrokow, stalem w obstawie. To byla ciezka praca, czasem ze skazanymi byly ich rodziny, zony plakaly. Trudno bylo. Tak jak i getta, wielu akcji nie pamietam.

    W gettcie bylo powstanie. – Co wtedy myslalem? Nie pamietam…czy sie zastanawialem, ze moge byc za tamtymi murami? Mieszkalem na Zielnej, slyszalem strzaly, widzialem Niemcow wchodzacych do getta… Wlasciwie to sie jednak o tym nie mowilo.

    - Nie mowilem tez, ze jestem Zydem. Kiedys moj dowodca zapytal o to wprost. Potwierdzilem, a on po konsultacji ze swoim przelozonym polecil mi o tym nie opowiadac. Zyd w konspiracji to bylo zwiekszone ryzyko, moglem sciagnac uwage Niemcow na kolegow. Pozwolono mi jednak zostac.

    O pochodzeniu “Ryska” wiedzieli jednak przyjaciele. Beata Branicka, Leszek Rybinski,
    Olgiert Cemerski. – Zle bym sie czul, oklamujac ich, bylismy ze soba zzyci jak rodzina.

    Przyszedl 1 sierpnia. Kiedy juz sie zaczelo i kiedy zdobyli magazyny na Stawkach, oddzial “Ryska” skierowano na Wole, do elitarnego zgrupowania “Radoslawa”.
    Zwyciestwo i wolna Warszawa wydawaly mu sie na wyciagniecie reki. Z ta mysla ruszali na Wole.

    - Pamietam wielki entuzjazm ludzi po drodze. Maszerowalismy jak wojsko i wygladalismy jak wojsko. Wszyscy wierzyli w zwyciestwo, rzucali nam kwiaty, to bylo wzruszajace.

    Euforia skonczyla sie po kilku dniach. Niemcy sciagneli posilki i zaczela sie bitwa o wole. Powstancy ja przegrali – zostali wyparci na Stare Miasto. Zwyciescy Niemcy zamordowali w ciagu paru zaledwie dni kilkadziesiat tysiecy wolskich ciwilow. Podczas tamtego odwrotu Aronson obslugiwal karabin maszynowy. Oslanial ostatnie wycofujace sie jednostki.

    - Lezelismy w jakims polu kolo zakladow Pfeifera, na okopowej. Atakowala nas piechota i artyleria. Nawet nie zauwazylem, ze zostalem ciezko ranny. Tylko na chwile zabraklo mi powietrza. Dopiero jak chcialem wstac, zobaczylem, ze mam zgruchotana noge. Zemdlalem.

    - Po kilku dniach ocknalem sie w szpitalu. Przez cale lata myslalem, ze lezalem w szpitalu pod Krzywa Latarnia, ale tam Niemcy wszystkich wymordowali, wiec nie moglo mnie tam byc… kiedy padla Starowka, nasz szpital uratowali niemieccy jency, ktorzy po wkroczeniu esesmanow zapewniali ich, ze jestesmy rannymi ciwilami, ze byli przez nas dobrze traktowani. Nie zdradzili, ze jestesmy powstancami.

    Po upadku Starowki Aronson ruszyl z ciwilami do obozu w Pruszkowie. Szedl o kulach zrobionych z kija od miotly. W Pruszkowie spotkal kolege z oddzialu, Olgierta Cemeckiego. Razem uciekli do Dalechowic pod Krakowem, do majatku ciotki ich przyjaciolki Reny Roztworowskiej. Przez piec miesiecy w Dalechowicach Aronson doszedl do siebie.

    - Mialem najlepsza opieke lekarska, najlepsze jedzenie i pokoj, cudowna ciepla atmosfere.

    Uroki wiejskiego zycia przerwalo wejscie Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. “Rysiek” pojechal do Lodzi, do rodzinnego domu Aronsonow. Palacyk na Zeromskiego stal pusty.
    - Kiedy zobaczylem, ze nikt z moich bliskich tam nie wrocil, zrozumialem, ze nie zyja. Dopiero wtedy sobie uswiadomilem, ze z calej rodziny tylko ja ocalalem.

    Nie byl jednak w Lodzi sam. Razem z nim zamieszkali jego przyjaciele: Beata Branicka i Leszek Rybinski. Odwiedzali go tez inni przyjaciele z konspiracji. Jednak takze z Lodzi musial uciekac.

    - Aresztowali mnie w kwietniu 1945. U fryzjera. Zawsze lubilem luksus, wiec poszedlem do fryzjera w Grand Hotelu. Czekalem na swoja kolej, kiedy wszedl sowiecki officer i wepchnal sie przede mnie. Zwrocilem mu uwage. Natychmiast zabral mnie do swego pokoju twierdzac, ze moge byc bandyta z AK. Kiedy siegnal po telefon zrozumialem, ze ze mna krucho. Zostawil klucz w drzwiach, wiec wyskoczylem na korytarz, zamknalem go w pokoju i ucieklem. Dzis mysle, ze udalo mi sie przezyc, bo nawet w sytuacjach zagrozen potrafilem myslec szybko i chlodno. Nie wpadam w panike.

    Po ucieczce z hotelu doszedl do wniosku, ze musi uciekac z kraju, w ktorym za sprzeczke u fryzjera moze zostac aresztowany. Postanowil przedostac sie na Zachod. Dolaczyl do grupy Zydow-syjonistow, ktorzy jechali do Palestyny (dlugo musial im udowadniac, ze jest Zydem). Kiedy wyjezdzal z Polski na dworzec odprowadzal go Olgiert Cemerski. Ten z ktorym kilka lat razem mieszal i razem walczyl. “Rysiek, jeszcze jedna rzecz – powiedzial Olgiert, gdy pociag ruszal. – nie zapomnij o nas”. Wiecej sie nie spotkali. Cemerski umarl na gruzlice.





wpisał Admin

Wróć do „WSPOMNIENIA, REPORTAŻE, RELACJE”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość